honey83
13.02.11, 16:13
Witam wszystkich. Dwa tygodnie temu zakończył się mój 4-miesięczny związek. Wiem, że to niedługo, ale zdążyłam się zaangażować. Myślałam, że sama sobie poradzę z rozstaniem, jednak cały czas o tym myślę, analizuję i się zastanawiam.
Mam 28 lat, mój były chłopak ma ciut wiecej. Zaczęliśmy sie spotykać, kilka miesiecy po jego rozstaniu z narzeczoną.Miałam nadzieję, że już się z tamtej miłości wyleczył i właściwie wszystko na to wskazywało. Jego eks (rozstanie było z naciskiem z jej strony) wyjechała sobie na długie wakacje, później wróciła i zaczęła układać życie z kimś nowym. Jednak pewnego dnia dowiedziała się od jednego znajomego, że jej były spotyka się z kimś nowym- ze mną. Wtedy mój eks informował mnie na bieżąco o wszystkim i przyznał sie, że zaczęła do niego wydzwaniać, szlochać, że jest jej ciezko i boli ją serce na myśl, że on ma kogoś nowego.W naszym zwiazku było wtedy jeszcze wspaniale. Faza zakochania, mój były chłopak obiecywał, że ona już nic nie znaczy, że tylko ze mną chce być, proponował nawet wspólne mieszkanie itd. Ufałam mu, nie robiłam scen zazdrości, bo czułam, że jemu naprawdę na mnie zależy.
Jednak ich kontakt ( z jej inicjatywy) stawał się coraz częstszy.Zaczęła go odwiedzać, dzwoniła po kilka razy dziennie, albo i w nocy, wysyłała mnóstow smsów.To zacząło mnie już irytować, poprosiłam zeby cos z tym zrobił. Obiecał, że utnie ten kontakt raz na zawsze. jednak nie uczynil tego, a między nami było coraz gorzej.Zaczęłam przyłapywać go na kłamstwach np. kłamał, że jedzie do siostry na pół dnia, tymczasem w jego mieszkaniu wszystko wskazywało na to, ze przebywały w tym czasie co najmniej dwie osoby (sterty naczyń)- rano razem wychodziliśmy i było posprzątane.Z dnia na dzień czułam, że go tracę, że wymyka mi sie z rąk.Wtedy doszłam do wniosku, że to nie ma sensu, że zyję w chorym układzie i jestem prawdopodobnie zdradzana.Odeszłam, jednak on nie dawał za wygraną, obiecywał, że ona nic nie znaczy (że kocha i jest szczęśliwa z nowym chlopakiem) i że mnie nie zdradza. Wróciłam, ale tylko na kilka dni, gdyż mój były powiedział mi, że potrzebuje czasu i nie umie się w pełni zaangażować i błaga mnie o czas, bo mu zależy na mnie.Wtedy odeszłam na dobre.
Zastanawiam sie wciąż, czy to jest możliwe, żeby dobry, uczciwy i porządny facet tak sie zmnienił w ciągu kilku miesiecy. Czy można sie zakochać, a później pod wpływem byłej miłości z przejawami "psa ogrodnika" odsunac się i nie potrafić zaangażować na dobre w nowy związek? to bardzo boli :( rozumiem, ze przyzwyczajenie i miłość które ich łączyły były silniejsze od zakochania, ale żeby dorosły mężczyzna nie umiał (nie chciał) sobie z tym poradzić.
do niego nie mam pretensji właściwie, tylko do niej. Czyżby jego ego po tym jak go rzuciła strasznie zmalało, a gdy na nowo zaczęła mu zawracać głowę wzrosło? nic już nie rozumiem?!