Gość: ja
IP: *.man.poznan.pl
09.03.11, 22:39
Mam dylemat. Co myśleć o moim związku.
Mieszkamy z moim facetem razem od kilku miesięcy. W zeszłym tygodniu pojechaliśmy do naszego rodzinnego miasta, każde z nas do swoich rodziców. Nie widzieliśmy się kilka dni. Ja się rozchorowałam, dostałam ogromnych bóli kręgosłupa więc postanowiłam zostać u rodziców. W poniedziałek, Postanowiłam, że zrobię mojemu mężczyźnie niespodziankę, w końcu nie widzieliśmy się kilka dni, a i tak spędzamy ze sobą mało czasu, i z megabolącym kręgosłupem przejechałam do niego 350 km. Myślłam sobie naiwnie, że miło będzie spędzić Dzień kobiet (niby nie święto ale zawsze pretekst żeby było miło)razem. We wtorek koło południa okazało się jednak że P ma jednak inne plany, idzie z kolegami na squasha. Oczywiście po tej informacji zlapałam focha i po jego naleganiach wyjaśniłam czemu: że jechałam 350 km z bolącym kręgosłupem do niego, że jest Dzień kobiet a on zostawia mnie samą i chorą wieczorem w domu. On stwierdził, że nie pójdzie, na co ja powiedzialam żeby szedł, że jeśli na siłę ma ze mną spędzać wieczór to żeby szedł. Rozmowa stanęła na tym, że jednak nie pójdzie i wróci wcześniej z pracy. Z pracy wrócił o 18.30 a o 19.00 Powiedział, że za godzinę wychodzi na squasha...Moim zdaniem jest całkowity brak poszanowania dla moich uczuć.
Zastanawiam się czy to poczatek końca bo takich sytuacji jest coraz wiecej...