Gość: aaababa
IP: 188.95.28.*
11.03.11, 19:55
Zacznę banalnie, mam problem... Jestem drugi raz w tym samym związku, po kilkuletniej przerwie, która nastąpiła z powodu moich wielce uzasadnionych podejrzeń o brak wierności. Ponieważ życie pewnie obojgu nie przyniosło satysfakcji, spotkanie po latach zaowocowało natychmiastowa decyzja o byciu razem, mimo, że oboje tkwiliśmy w innych związkach. Miłość wyniosła - przynajmniej mnie- na takie wyżyny, że dopiero po kilku miesiącach zorientowałam się, że mój partner utrzymuje żywe relacje ze swoja byłą partnerką. Trwa ta moja wiedz już rok. On mnie zapewnia, że tylko ja, że całe życie ze mną, faktem jest, że nie umyka z domu, niby jest ok, ale wiem, iż co kilka dni coś tam sobie esemesują i spotykają się, tak raz na tydzień, dwa.Podobno to tylko na kawę, ale jest to głęboko skrywane, w tajemnicy, on tłumaczy, że skoro ją zranił, zostawiając ją dla mnie, to musi łagodzić swoje wyrzuty sumienia, a poza tym gdyby musiał wyrzec się tych spotkań, to byłby jakoś ograniczony w swojej wolności, no i nieszczęśliwy, ale poza tym to wcale się z nią nie spotyka, tylko ja demonizuję, bo przecież tylko mnie kocha. no i że jestem infantylna, i powinnam zadbać o siebie, cieszyć się z życia, a nie zastanawiać się, po co oni się spotykają.
Dodam jeszcze, że ta pani - bo nawiązałam z nią kontakt, poinformowała mnie, że świetnie im ze sobą, a jej nie przeszkadza, że teraz ja mieszkam z tym panem, bo oni i tak sie bardzo kochają.
On wszystkiego sie wypiera.
Bardzo głupia jestem?