red.inc
22.03.11, 20:44
Mam za sobą nieudane małżeństwo (zawarte dość pochopnie), wcześniej kilkumiesięczny związek bardzo się dla mnie wtedy liczący. Małżeństwo po kilku latach się rozpadło, kogoś wtedy poznałam i zakochałam sie bez pamięci..z wzajemnością jak mi się wtedy wydawało. Niestety była to iluzja, ale kontakt utrzymywałam jeszcze blisko rok, wierząc że jeszcze cos będzie. "kosztowało" mnie to mnóstwo emocji, wylanych w samotności łez... ciągle miałam nadzieję...złudną. Nie wyleczyłam jeszcze ran, ale jako że staram się nie izolować od świata pojawił się na horyzoncie ktoś inny..Na razie jest to dosyć luźna znajomość, ale widze że ten ktoś coraz bardziej się angażuje. Jestem ostrożna, wręcz przewrażliwiona, obserwuje, słucham..na zdrowy rozsądek nie ma nic co mogłoby mnie zaniepokoić. A jednak!. Czym więcej widzę tego zaangażowania, nastawiania się na znajomość ze mną tym gorzej ze mną. Czuję się jakbym się dusiła, albo topiła. Potrafię wyłączyć telefon, nie odzywać się, odmówić spotkania wymawiając sie pracą. Facet jest cierpliwy ale obawiam się że robie wszystko aby go przegonić (chociaż nie chcę!). Strach jest paniczny, wręcz paraliżujący....na "zimno" oceniłam, że jest bardzo prawdopodobne, że ten ktoś za jakiś czas mógłby sie stać dla mnie ważny. Boję się, że wtedy znów zostanę zostawiona, tak jak było to poprzednio..z dnia na dzień. On jest też po przejściach..po 40tce...ja kilka lat mniej.
Nie potrafię sobie z tym strachem poradzić.