długo o wszystkim :( milosc, strach i seks

IP: *.infocoig.pl 22.03.11, 21:40
Witam. Mam problem, z którym nie wiem do kogo się zwrócić. Zacznę od tego że jestem atrakcyjną kobietą, mam 36 lat, obecnie jestem singielką. Co „gorsza”, dobrze mi z tym, chyba nawet coraz lepiej. Jestem aktywna zawodowo i nie tylko, w pracy i na licznych zajęciach „pozalekcyjnych” poznaję wiele osób, mam pasje, zainteresowania, nie nudzę się. Od czasu ostatniego związku (niezgodność charakterów, priorytetów, oczekiwań) próbowałam się spotykać z kilkoma facetami (bo jednak mimo że nie nudzę się ze sobą, chciałabym mieć kiedyś fajną, kochającą się rodzinkę a mam świadomość że zegar bije..), jednak żaden z nich nie trafił do mojego serca. Parę lat temu w pracy poznałam kogoś, z kim doskonale się dogadywałam, i kogo bardzo lubiłam. Jakiś czas temu zaskoczył mnie bardzo wyznając uczucie. Ponieważ miał już rodzinę, i nie brał pod uwagę ani rozwodu ani nowej rodziny, ja nie brałam pod uwagę bycia z nim (choć czułam się z nim tak bezpiecznie, że przychodziło mi czasem do głowy że – gdyby nie jego rodzina –byłoby nam fajnie razem). W ciągu kilku miesięcy dalszej przyjaźni, koleżeństwa, podczas których jak zawsze mogłam na niego liczyć, i gdy co dzień zapewniał mnie o swoich uczuciach (zwał to miłością niemożliwą), tak się (wbrew sobie) w nim zakochałam (nie jest to w mojej naturze, jestem rozsądna i raczej kalkuluję na chłodno, dopóki nie jestem czegoś pewna) że zaliczyłam też krótki czas, kiedy o niczym innym nie mogłam myśleć. Wtedy powiedziałam dość i zaczęłam wybijać go sobie z głowy. W międzyczasie spotykałam się chwilę z facetem który wydawać by się mogło mógł być dla mnie stworzony: wyjątkowo inteligentny, świetnie ustawiony, przystojny, "JUŻ wolny", aktywny, otwarty na aktywności.. nie umiałam mu jednak nawet pozwolić na pocałunek, do bólu intensywnie i wbrew sobie mając tamtego w głowie i jak sądziłam, w sercu. Postanowiłam dac tamtemu ultimatum, by nie zwodzić ich ani siebie i być fair. Ku mojemu zdziwieniu właściwie w ciągu kilku dni podjął z żoną decyzję o rozwodzie (było jej to bardzo na rękę, bo właśnie poznała „faceta swoich marzeń” i ..chciała jak najszybciej wziąć z nim ślub!). I teraz właśnie zaczyna się mój problem… kiedy się o tym dowiedziałam, przestraszyłam się tego chyba, a kiedy usłyszałam że właściwie moglibysmy niedlugo ze sobą zamieszkać (ze soba i..z jego dzieckiem), i pozostaje tylko pytanie czy u niego czy u mnie, przestraszyłam się nie na żarty. Zmroziło mnie.. Mając jednak w pamięci to co do niego czułam, jak mocno o nim myślałam jeszcze niedawno, postanowiłam mu powiedzieć o moich obawach, tak by niczego nie zepsuł, by wszystko odbywało się wolniej, naturalniej. Posłuchał, zrozumiał. Całował cudownie, idealnie. Byłam pod tym wzgledem wniebowzięta (choć ciągle przestraszona i ostrożna). Potem przyszedł czas na seks.. i tu kolejny problem (choć może ktoś mnie tu zlinczuje). Nie wyszło. Pomyślałam, pierwszy raz, stres, nowa partnerka, do tego inne przyzwyczajenia, po tylu latach z jedną osobą będę go musiała cierpliwie uczyć siebie. Nie wyszło jednak i drugi i trzeci i czwarty raz, i choć można sobie (nim się nie otworzymy) „radzić inaczej” to jednak rozczarowało mnie że nie uczy sie mnie, nie slucha mojego ciała, chyba opiera się na tym co było wcześniej..w efekcie seks nie sprawia mi żadnej przyjemności.. a przecież (odkąd nauczyłam się przeżywać orgazmy) bardzo lubię seks, jest dla mnie bardzo ważny w związku, jeśli jest udany to nigdy przed nim nie uciekalam, wręcz prowokowałam do niego najbliższą mi osobę (a teraz boję się nawet przytulić, pocałować, pomyśleć o czymś więcej, nawet mimo „sprzyjających warunków” i ciekawych pomysłów, żeby znów nie skończyło się „klapą” bo to sfrustruje i mnie i jego..). Chce tu wspomniec o wstydliwym, bo b.intymnym, fakcie, że mój partner ma bardzo (jak sądzę.. w każdym razie powiedzmy że jak dotąd się „wyróżnia”) niewielkich rozmiarów narząd.. nie byłam nigdy w takiej sytuacji, nie wiedziałam że mogłabym mieć z tym kiedykolwiek problem, ale, wstyd przyznac, wychodzi na to że mogę.. zawsze seks był bardzo udany, lub raczej udany, a teraz.. nie wiem jak sobie z tym radzić, nie wiem czy to wynika z rozmiaru czy z jego kompleksu dotyczącego rozmiaru, czy z wieku (jest ode mnie sporo starszy), nie mam z kim o tym pogadać, wkurza mnie też właśnie fakt że on ma chyba na tym punkcie kompleks o którym wspomniał – kiedy wchodzę na fora w tym temacie widzę, że chłopaki / panowie sobie jakoś radzą, stawiają na technikę, uczą się cudów, uczą się czuć partnerkę, dać jej to czego potrzebuje, rozwijają się, nie poddają, a nawet pracują nad rozmiarem (choć nie wiedziałam że to możliwe;)). Trudno mi jest o tym z nim pogadać, zwłaszcza o moim pomału narastającym zniechęceniu, rozczarowaniu (seks nie jest może najważniejszy w życiu ale uważam że w związku jest bardzo ważny, a udany wiele może naprawić, może bardzo zbliżyć do siebie ludzi, jest potrzebny i tyle – a nieudany może tylko sprawić ze zaczynam rozumieć kobiety które „boli głowa”), nie tylko dlatego że nie chciałabym dać mu do zrozumienia że też zaczynam to widziec (teraz myślę że może gdyby mi o tym swoim kompleksie nie powiedział, wszystko byłoby wg mnie w porządku – o ile oczywiscie by „działało”) , ale też dlatego że nie mogę rozmawiać z nim w ojczystym języku.. Pewna bliska mi osoba orzekła, że nie może mi pomóc, ale wydaje jej się (znając mnie wiele lat i obserwując kolejne mniej lub bardziej udane próby stworzenia związku – odkąd 8 lat temu rozpadł się z wielkim hukiem mój najważniejszy jak dotad związek, tak się to właśnie zwykle kończy, że widzę w kolejnych partnerach coraz więcej wad „nie do przejścia”, sama coraz bardziej niechętnie idę na kompromis, i coś się rozpada albo z mojej albo z ich inicjatywy) że te wszystkie problemy które dostrzegam w tej relacji, i które traktuję jako rzeczy powodujące we mnie zniechęcenie do niego, to tylko „przykrywka” do tego, że ja po prostu mam problem z pozwoleniem komuś na wtargnięcie do mojego świata, na kochanie mnie (bardzo ostrożnie, jeśli w ogóle, wierzę w miłość do mnie, sama bardzo ostrożnie, jeśli w ogóle, nią obdarowuję), na związanie się ze mną, na bycie obok mnie codziennie, traktuje to jako „zabieranie mnie” mnie samej.. sama nie wiem, to wszystko jest tak skomplikowane i wielowarstwowe, że już nie wiem co jest prawdziwym problemem, a w czym ona ma – być może – rację..
Proszę wybaczyć że napisałam tu aż tyle, ale może to pozwoli komuś kto potraktuje to serio, wystukać do mnie jakieś ważne słowo, może jakieś wskazówki.. Prawdę mówiąc liczę głównie na wskazówki odnośnie seksu w takich nazwijmy to okolicznosciach, jak sobie poradzić w takiej sytuacji, jak dojsc do pelnego porozumienia i czy sie to uda, bo mam wrażenie że gdyby na tej płaszczyźnie wszystko nam się doskonale układało (czego pewnie oczekiwałam po tych jakże cudownych pocałunkach i całym uczuciu którego dowody od niego wciaz otrzymuję) , z resztą nie miałabym problemu.. a może się mylę? Jeśli się mylę, będzie się trzeba wybrać do jakiegoś sensownego psychologa. Ale jeśli nie, to proszę o dobre słowo kogoś, kto miał / ma podobny problem „łóżkowy”.. a nuż pomoże i rozwiąże wszystkie wątpliwości..? cholera jasna ;) jestem pełna nadziei, bo chciałabym poczuć wiosnę.. boję się że moje uczucie jest jeszcze zbyt słabe by to przetrwać, zwłaszcza bez gwarancji sukcesu.. i że słabnie (?)
A to moze byc cudowny czlowiek
    • ewa.zeromska Re: długo o wszystkim :( milosc, strach i seks 23.03.11, 09:32
      Pierwsza uwagą. Jeśli chcesz, żeby ktoś cię przeczytał i zrozumiał, to RÓB AKAPITY I ODSTĘPY.

      Do rzeczy.
      Byłaś gotowa na romans, nie byłaś gotowa na związek, na dodatek z dzieckiem. To cię przeraziło, podświadomie chciałaś się z tego wycofać, chociaż przyzwoitość nakazywała ci ciągnąć sprawę, tym bardziej, że rozwód stał się niejako za twoją przyczyną.
      I tu jest pies pogrzebany.
      Twoje uczucie do tego faceta, gwałtownie się zmieniło.

      Już nie był pożądanym cudownym męskim zjawiskiem, tylko "obowiązkiem" ( skrót myślowy).
      Podejrzewam, że gdybyś poszła z nim do łóżka w okresie fascynacji, byłoby dużo lepiej. Ty byłabyś nakręcona, on podążyłby naturalnie za tobą, a rozmiar nie miałby znaczenia.
      Teraz ma! Wszystko, co jest na nie, ma znaczenie.
      Powiedz sobie prawdę w oczy. Nie kochasz go, nie chcesz go, nie chcesz, żeby zabierał ci czas i miejsce.......
      Masz odwagę, żeby to uświadomić sobie i jemu?
      Pozdrawiam

    • Gość: mi Re: długo o wszystkim :( milosc, strach i seks IP: 212.14.50.* 23.03.11, 11:48
      Nie pakuj się w taki związek. Jeśli na wstępie jest już źle w łożku to marne szanse abyś kiedyś przeżywała WIELKIE orgazmy. Może i seks w zwiąku nie jest najważniejszy ale według mnie odgrywa ważną rolę. Sama tkwię w takim związku gdzie seks wygląda dokładnie jak u ciebie (małżeństwo+dzieci, bardziej zagmatwana sprawa) więc wiem co to oznacza frustracja, wieczna nieosiągalna potrzeba zaspokojenia mnie. Moja rada :nie wchoć w to głębiej bo będzie coraz trudniej.
      • Gość: makadamia Re: długo o wszystkim :( milosc, strach i seks IP: *.infocoig.pl 23.03.11, 19:33
        :( Nie byłam "gotowa na romans"! nie w tym wieku! nie teraz kiedy czas myśleć o czyms sensownym, z przyszłością. Stąd wiedząc że nie mam z A. przyszłości nie zgodziłam się na żaden "układ" i wiele m-cy tylko sie jak zawsze przyjaźniliśmy.
        Dlatego w okresie fascynacji nie poszłam z nim do łóżka (choć Pani twierdzi że może byłoby lepiej),i on wiedział że bez "przyszłości" nie może na to liczyć. Codziennie widywałam go w pracy,coraz mocniej siedział w mojej głowie aż do apogeum,kiedy miałam dość i postanowiłam wybić go sobie z głowy.
        Jego żona mieszka(ła) w innym kraju,miała i ma swoje życie,nie była z nim szczęśliwa,to był dziwny związek,ja nie sądzę bym przyczyniła się do rozwodu, choć kiedy dowiedział się że byłam w nim zakochana,pewnie dużo łatwiej mu było wziąć go pod uwagę i jej o tym wspomniec. Teraz zapewnia,że to jego decyzja,i jeśli nam nie wyjdzie,to nie będę za to (za rozwód) odpowiedzialna ja..Ja jednak czuje że poniekąd właśnie dlatego będę :(
        Jestem przerażona że to dzieje się tak szybko, że to stało się jak tylko powiedziałam mu o swoich uczuciach z okresu "apogeum". Powiedziałam mu o nich (pomimo że od tamtej pory do chwili kiedy mu je wyznałam, już się zmieniły) chyba dlatego że myślałam że i tak nic z tego nie będzie w takiej formie jak ja bym tego chciała (rodzina).
        Faktycznie,czuję że moje uczucie gwałtownie się zmieniło(zmienia) i to mnie strasznie boli, czuję sie jak w potrzasku..
        Jest jeszcze coś co przeszkadza w naturalnym podjęciu innej decyzji niż kontynuowanie tego, ciągłe próbowanie, bo a nuż jednak wyjdzie (czego bym chciała ale w co aż boję się nie wierzyć..a chyba nie wierzę ;( ), bo przecież był w mojej głowie i sercu a do tego świata poza mną nie widzi, bo przecież tego co się teraz dzieje (ogólnie rzecz biorąc) kiedyś chciałam - to coś to fakt że każdego dnia nadal razem pracujemy, i w pracy niejako stałam się ostatnio jego podwładną :(((( To wszystko jest takie skomplikowane. Nie mam odwagi z nim o tym porozmawiać :(((( Nawet nie wiem jak miałabym to zrobić, i co powiedzieć. Przecież tego chciałam!?
        Liczę na to że stanie się cud i wszystko się odmieni na lepsze. Nauczymy się siebie, dogramy w seksie, świata poza nim nie będę widzieć (choć jak znam siebie to obejdzie się bez takich skrajności;)).. Ale w obecnej chwili nie wierzę, boję się, najchętniej zniknęłabym i obudziła się z innym kraju..:((( być może do końca życia żałując że nie dałam nam szansy :(( Co ja mam zrobić :/ i jak.. (wiem że jeśli to skończę - choć nie wyobrażam sobie następnego dnia i następnego.. w pracy.. - potem pojawi się ktoś inny, z kim może być podobnie.. znajdę w nim milion wad.. byle się nie zbliżyć.. o ile będzie bardzo chciał) (ale chciałabym z A. dobrego seksu który by to pewnie zmienił..)
    • wypedzonyzziemodzyskanych Re: długo o wszystkim :( milosc, strach i seks 23.03.11, 21:50
      Gość portalu: makadamia napisał(a):
      >że ja po prostu mam problem z pozwoleniem komuś na wtargnięcie do mojego świata, na kochanie mnie ( wierzę w miłość do mnie, sama bardzo ostrożnie,jeśli w ogóle, nią obdarowuję), Jeśli się mylę, będzie się trzeba wybrać d o jakiegoś sensownego psychologa.....<

      Po co do psychologa ? - to są osoby które poszły na studia psychologiczne myśląc że rozwiążą swoje prywatne problemy ....
      A odnośnie tematu
      Wszyscy walczą o miłość, ale nikt nie chce jej dać, każdy chce brać, każdy oczekuje że ktoś mu ją da.Dopóki masz ego, zawsze jesteś egoistą. Kierując się ego nie możesz być w pełni dla innych, jest to konstrukcyjnie niemożliwe. Owszem, ludzie kierujący ego czasami nazywani są altruistami gdyż oddają swoje umiejętności czy pieniądze innym ludziom. Jednak gdy przypatrzysz się motywacji takich ludzi, zawsze dostrzeżesz subtelny smrodek ego. Ego ma jedną zasadniczą cechę – sprawia że jesteś nieszczęśliwy, to jego zadanie. Nieważne czy jesteś piękny czy brzydki, księdzem bądź rzezimieszkiem, bogaczem czy biedakiem, jesli tylko masz ego jesteś nieszczęśliwy.
      Działanie ego jest od początku istnienia człowieka ten sam – wszystko co dobre wyobrażamy sobie jako coś co ma nastąpić w przyszłości. Gdy to się wreszcie dzieje, czujemy przez chwilę podniecenie, niekiedy satysfakcję, jednak te uczucia szybko mijają, i ego pragnie znowu czegoś innego.
      Kobieta marząca o ideale, grzecznym, szanującym ją, siedzącym w domu i przynoszacym pensję do domu, wyraża pragnienie ego - gdy będę mieć taki ideał, będę szczęśliwa. Gdy go dostaje, okazuje się że nadal nie jest szczęśliwa, ponieważ szczęście człowieka nie zależy od partnera, dzieci, pieniędzy, a od nastawienia i cieszenia się tym co jest tu i teraz, a nie wizjami przyszłości czy gloryfikowaniem przeszłych wspomnień. Spełnienie jej marzeń pokazuje że wcale jej nie o to chodziło. A o co? Tego kobieta nie wie, myślała że grzeczny i kochający domator sprawi że będzie szczęśliwa, a tu taka przykra niespodzianka.
      Narzeka więc że facet za mało zarabia nawet gdy zarabia dużo – ale zawsze można więcej, więc można się przyczepić. Powód się zawsze znajdzie. A to za słaby w seksie, a to on nie rozumie jej uczuć, a to jest za niski albo za wysoki. Ego nie da się zaspokoić w żaden sposób. Co by facet nie zrobił, kobieta jest skazana na nieszczęśliwość. Szansę na wyjście z niej ma jedynie wtedy gdy nie będzie szukała go w świecie zewnętrznym, a w sobie. Ale żeby szukać w sobie trzeba wiedzieć jak to zrobic, a w kobiecych czasopismach i telewizji tego nie mówią. Kobieta i mężczyzna bez wiedzy o ego są skazani na porażkę i niespełnienie. I zawsze się o tym dowiedzą prędzej czy później, jednak uznają w tym winę partnera. A to nie partner zawinił, a nieznajomość siebie.
      • Gość: makadamia Re: długo o wszystkim :( milosc, strach i seks IP: *.infocoig.pl 23.03.11, 22:12
        Masz rację "wypędzinyzziemodzyskanych".. Dziękuję za odpowiedź.. Ja o tym gdzieśtam bardzo dobrze wiem, czuję że tak wlaśnie może być. Żeby poznac siebie, kiedyś postanowiłam pobyć sama ze sobą, nie wiązać się z nikim przez jakiś czas (to były 2 lata, podczas których co jakiś czas przy różnych okazjach poznałam paru facetów, wciąż "nie tych", co uznałam za brak własnej gotowości i nie "dopuszczałam" ich bliżej. aż do teraz.), postanowiłam zrozumieć i pokochać siebie, i swoje życie.. I choć poczułam że to chyba już, że jestem już gotowa na związek, wygląda na to że nadal siebie nie znam.. albo poszłam w tym za daleko.. albo za blisko.. Stąd pomysł na psychologa.. może on/a mi pomoże odnaleźć i poznać siebie, nauczy radości z tu-i-teraz, miast ciąglego szukania niedoścignionego.. Skoro sama sobie z tym nie poradziłam :(( może ktoś mnie naprowadzi.. Tylko czy powinnam w tym czasie zajmować czas A. licząc na to że wszystko się ułoży.. czy to już przepadło.. czy znów skończyć kolejny związek (mimo licznych komplikacji i utrudnionej później sytuacji) i zająć się sobą i może tak juz zostać w efekcie..? bo ILEŻ MOŻNA - skoro dotąd nie potrafilam, dlaczego teraz ma się udać, ile ma trwać, kogo mam jeszcze odrzucić i ile razy po drodze... nim byc może będzie juz za późno i okaże się że nic się nie zmienia..
Pełna wersja