historia pewnej znajomości

23.03.11, 11:53
Jestem tzw kobietą XXI wieku, 32 lata, świadoma własnych zalet i własnej wartości, z dobrą-prestiżową i dochodową pracą, perspektywami, mężem, dziećmi, samochodami, domem i kasą. Czyli niby wszystko mam. Mąż jest cudownym ojcem dla dzieci, natomiast po 8 latach znajomości moje uczucie jest nieco inne. Kocham Go, jest nam cudownie w łóżku, tylko rzadko w nim sypiamy ze względu na brak czasu. Obowiązki dnia codziennego (praca, dom, praca) powodują, że dla siebie czasu mamy niewiele. Od roku denerwuja mnie swoją niezaradnościę, skupianiem się nad sobą i swoim wolnym czasem, bo on musi mieć czas na basen czy siłownię, a ja przecież w tym czasie zajmę się dziećmi.
Ja pracuję baaardzo aktywnie zawodowo i właściwie ja jestem "kołem zamachowym" w naszym domu. Zarabianie pieniędzy, planowanie wszystkich wydatków, wakacji zależy ode mnie.
Tymczasem jeszcze przed erą małżeństwa, jako młoda dziewczynka chodząca do kościoła poznałam księdza. Byłam już pełnoletnia, on starszy o jakieś 14 lat. Po kilku zupełnie przypadkowych rozmowach zaczęłam się z nim spotykać. Ale w mojej małej miejscowości nic nie dało się ukryć. Ktoś coś podejrzewał, jakieś komentarze chociaż tak naprawdę wszystko staraliśmy się utrzymać w tajemnicy. W sumie było kilka niezobowiązujących spotkań, ale bardzo ciepłych i namiętnych. Czas płynął. Poszłam na studia, wyjechałam do innego miasta. W dużej metropolii szybko o wszystkim zapomniałam, wpadłam w wir imprez, nowych znajomych. Przez może pierwsze 2 lata jeszcze wysyłaliśmy sobie okolicznościowe sms-y później już nic. Wiedziałam tylko "od rodziny", że już nie pracuje w tej parafii i też gdzieś wyjechał.
No i stało się. Trzy miesiące temu się spotkaliśmy przypadkiem. Okazało się, że jesteśmy w tym samym mieście. Wszystko wróciło na nowo. Pierwsze spotkanie trwało kilka minut gdzieś na ulicy, więc na następne umówiliśmy się w jego mieszkaniu. Było cudownie. Teraz jest zupełnie inaczej. Dojrzale i bezpiecznie. To jest facet do kochania. Ma dla mnie zawsze czas, mówi, że kocha i będzie kochać, że od zawsze mu się podobałam, że wtedy po prostu musiał dać mi czas na ułożenie sobie swojego życia. Może naiwne, ale jakoś przekonują mnie te argumenty.
Na razie nie chcę i nie umiem z niego rezygnować.
Was proszę o radę. Ale na poważnie. Jak mam nauczyć się prowadzić podwójne życie. Żeby mąż się nie dowiedział? Macie może jakieś sprawdzone sposoby?
Poza tym trochę mam wyrzuty sumienia i pewnie powiecie, że słusznie. Ale nie potępiajcie mnie tylko popatrzcie na mnie z innej perspektywy i spróbujcie uwierzyć, że już dawno nie czułam się TAK KOCHANA podziwiana i komuś potrzebna. I nie tylko do prasowania koszul i przewracania kotletów na patelni.
Na razie dwoję się i troję i mąż absolutnie niczego nie podejrzewa. Jestem wyczulona na telefon, komputer itp.
Ale boję się, że ktoś zobaczy mój samochód, jego i gdzieś nas spotkają...
A poza tym to zawsze ksiądz. I pewnie zostanie nim już na zawsze. Dzięki za pomoc
I.
    • ewa.zeromska Re: historia pewnej znajomości 23.03.11, 13:02
      Tak sobie myślę - jaja sobie robisz, opowiadanie piszesz, czy rzeczywiście jesteś w takiej sytuacji?
      Załóżmy, że to prawda.
      Cóż, ksiądz to też mężczyzna, na dodatek bez szczególnych obowiązków (rodzina, zarabianie, codzienne sprawy domowe), więc ma czas, zabija nudę i pustkę emocjonalną.
      W mężu coraz więcej rzeczy nie podoba ci się, bo tak jest zawsze, gdy na horyzoncie pojawia się kochanek, niezależnie kto nim jest!
      Poza tym to, że facet jest księdzem to dodatkowy pieprzyk.
      Ale w co ty brniesz dziewczyno!
      Myślisz trochę, czy zupełnie nie!
      Masz męża, rodzinę i chcesz to zniszczyć dla........, no właśnie w imię czego?
      Namiętności? Miłości bez przyszłości?
      Jeśli to się wyda, a o to łatwiej niż myślisz, i władze kościelne postawią mu ultimatum, to raczej nie wybierze ciebie.
      I co zrobisz? Z czym zostaniesz?

      Powiem ci, że w gruncie rzeczy ta opowieść wydaje mi się ostro naciągana.
      Gdyby to była prawdą, to siedziałbyś cicho jak myszka, a nie spowiadała się na forum!
    • Gość: Malinka80 Re: historia pewnej znajomości IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.03.11, 13:26
      inez-sis napisała:

      > [...] Kocham Go, jest nam cudownie w łóżku[...]

      oraz

      >[...]Pierwsze spotkanie trw
      > ało kilka minut gdzieś na ulicy, więc na następne umówiliśmy się w jego mieszka
      > niu. Było cudownie. Teraz jest zupełnie inaczej. Dojrzale i bezpiecznie. To jes
      > t facet do kochania.[...]

      Nie zauważyłaś, że te dwie rzeczy się wykluczają??
      Gdybyś kochała męża nie zrobiłabyś mu tego.



      > Ma dla mnie zawsze czas, mówi, że kocha i będzie kochać, ż
      > e od zawsze mu się podobałam, że wtedy po prostu musiał dać mi czas na ułożenie
      > sobie swojego życia.

      Bla, bla, bla, bla..... :/.



      >Może naiwne, ale jakoś przekonują mnie te argumenty.

      Bardzo naiwne, infantylne rzec by można.
      Dojrzej dziecko i to szybko, bo życie to nie zabawa, rodzina to nie piaskownica, z której możesz wyskakiwac kiedy chcesz.



      > Na razie nie chcę i nie umiem z niego rezygnować.
      > Was proszę o radę. Ale na poważnie. Jak mam nauczyć się prowadzić podwójne życi
      > e. Żeby mąż się nie dowiedział?


      Dowie się, prędzej czy później, bądź spokojna :).


      > Macie może jakieś sprawdzone sposoby?

      Poszukaj forum "Kochanki", tam podobne tobie indywidua urzędują.


      > Poza tym trochę mam wyrzuty sumienia i pewnie powiecie, że słusznie. Ale nie po
      > tępiajcie mnie tylko popatrzcie na mnie z innej perspektywy i spróbujcie uwierz
      > yć, że już dawno nie czułam się TAK KOCHANA podziwiana i komuś potrzebna. I nie
      > tylko do prasowania koszul i przewracania kotletów na patelni.


      A co na to mąż? Rozumiem, że spędziliście długie godziny rozmawiając o waszych problemach, o tym co cię trapi? Na pewno odwiedziliście poradnię małżeńską (są nawet takie katolickie, wiesz?), co terapeuta wam doradził?


      > Na razie dwoję się i troję i mąż absolutnie niczego nie podejrzewa. Jestem wycz
      > ulona na telefon, komputer itp.


      Kwestia czasu, zauważy właśnie twoje wyczulenie :D.


      > Ale boję się, że ktoś zobaczy mój samochód, jego i gdzieś nas spotkają...

      Bardzo prawdopodobne.

      > A poza tym to zawsze ksiądz. I pewnie zostanie nim już na zawsze. Dzięki za pom
      > oc
      > I.

      Nie ma za co.
    • Gość: Malinka80 Re: historia pewnej znajomości IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.03.11, 13:27
      A w ogóle to moim zdaniem trollujesz dziecinko.
    • moonogamistka Re: historia pewnej znajomości 23.03.11, 13:35
      Nie wiem czy trollujesz czy nie, ale jesli szukasz jakiejs pomocy czy wsparcia to w Wysokoch obcasach byl kiedys artykul o kochance ksiedza i wymieniane bylo tam forum, na ktorym takie osoby jak Ty sie wspieraja. Poszukaj tego. Tu Cie zjedza zywcem;)
      • Gość: Malinka80 Re: historia pewnej znajomości IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.03.11, 13:47
        Kochanka księdza to insza inszość ;).
        To babka, która ma rodzinę i na boku prywatnego spowiednika ;).
      • inez-sis Re: historia pewnej znajomości 23.03.11, 16:12
        nie, nie zmyślam.
        a-propos siedzenia cicho jak myszka to od 3 miesięcy tak właśnie siedzę, i poczułam potrzebę komuś się wygadać. Przecież nie pójdę do własnej matki po poradę?? A tu mimo wszystko jestem anonimowa. Zresztą jeśli chodzi o to ,że ksiądz ma "na boku" kobietę to chyba większości nie dziwi? Wiem, że nie jestem jego pierwszą. A znam innych księży, którzy przez lata są w związkacha z kobietami, a niektórzy maja jeszcze dzieci, którym alimenty płaci kuria biskupia. Ale nie to jest wątkiem.

        dzięki za info o artykule
        poszukam
    • bombalska Re: historia pewnej znajomości 24.03.11, 10:56
      Obejrzyj sobie na internecie ostatni odcinek "Usta, Usta". Albo 3 ostatnie, jesli nie ogladasz.
      Wczuj sie w role Agnieszki.

      Przeanalizuj wszystkie "za" i "przeciw" bedac w zwiazku z mezem i bedac w zwiazku z ksiedzem. O ile ten ksiadz w ogole zamierza zrezygnowac z kaplanstwa dla Ciebie (tego nie napisalas). Przemysl co z domem, dziecmi, dochodem, planami na przyszlosc, pomoca wzajemna itd.
      A inna kwestia jest taka, ze "nie rob drugiemu co Tobie niemile". Pora dojrzec.
Pełna wersja