fueradesi
01.04.11, 21:25
Witam,
dopiero wczoraj odkryłam to forum, przeczytałam kilka tematów i pewien fragment odpowiedzi udzielonej przez udzielającą się tutaj panią psycholog, skłonił mnie do przemyśleń.
Właściwie chciałam się zwrócić właśnie do pani Ewy Żeromskiej, choć wypowiedzi innych użytkowników też będą mile widziane.:)
W temacie pt. " fascynacja męża inną kobietą" napisała Pani:
"Poza tym, więcej wiary w siebie. Nie jesteś gorsza od tej dziewczyny, ona nie jest w stanie cię zastąpić. Powtarzaj to sobie, bądź o tym przekonana i uświadamiaj to mężowi. "
To twierdzenie jest bardzo optymistyczne i zapewne oparte na założeniach że rozsądny mężczyzna nie zamieni jednej pięknej kobiety na inną piękną kobietę.
Problem pojawia się, gdy sprawa dotyczy takiej kobiety jak ja - nieatrakcyjnej fizycznie.
Do mojego charakteru zastrzeżeń nie mam - nie czuję się od innych ani lepsza ani gorsza, tylko równa :)) . Niestety, jeśli chodzi o wygląd, bardzo odbiegam od normy - na niekorzyść. Ludzie oceniają mnie w najlepszym przypadku jako "przeciętną". W takim więc razie nie mogę przyjmować tej idealistycznej teorii że każdy każdemu jest równy - trzeba tylko wierzyć w siebie... bo niestety niektórzy NAPRAWDĘ są "poniżej kreski."
Gdyby mój chłopak zafascynował się inną kobietą - przegrałabym. Byłabym przegrana na starcie za wygląd....
Moja brzydota niesie ze sobą brak poczucia wartości jako kobiety. Uzasadniony.
Stąd mój lęk o wierność mężczyzn - prawdę mówiąc trudno jest mi uwierzyć że mężczyzna mógłby mi być wierny. Po prostu ... nie wytrzymałby. Nawet jeśli zakochałby się w moim charakterze, to i tak , prędzej czy później odczułby wreszcie tę potrzebę posiadania ATRAKCYJNEJ fizycznie partnerki. I zapewne zerwałby ze mną.
Działa coś takiego jak efekt halo. Osoby brzydkie nie mogą z tego korzystać (albo: jeszcze gorzej- działa on na ich niekorzyść na zasadzie: brzydki ciało---> brzydka reszta cech). Dlatego jestem przekonana, że jeśli miałabym chłopaka, on i tak w końcu zakochałby się w innej i rzucił mnie dla niej. A gdyby twierdził że urzekł go jej charakter a nie wygląd - to i tak mamy wyjaśnienie : efekt halo jej pomógł. :)
To jeszcze nie wszystko... gdybym jednak kiedyś zdecydowała się na związek, nigdy nie odważyłabym się na seks. Nie mam biustu, mam nie najlepsze uda, b.brzydkie stopy, cienkie włosy i naprawdę nieestetyczną twarz.
Jestem w martwym punkcie jeśli chodzi o kontakty z mężczyznami - czuję się gorsza od innych kobiet z powodu ich i mojej cielesności.
Mam 23 lata.
Może po prostu związki nie są dla wszystkich? A jedynie dla tych najkorzystniej obdarzonych przez naturę pod względem urody? Uważam, że CIELESNOŚĆ jest w związku partnerskim b.ważna, ponieważ związana jest z seksem który w związku jest nieodłączny.
Nie wiem jakie jest wyjście z tej sytuacji....
Krótka analiza męskich gustów może bardzo skutecznie pozbawić mnie złudzeń:
oto ona:
Dlaczego niektórzy mężczyźni wybierają czasem NIENAJŁADNIEJSZE /wręcz brzydkie kobiety ?
a) bo są przekonani że tylko takich są warci -sami mają kompleksy więc chcą mieć kobietę równą sobie; 1.brzydka nie będzie ich zdradzać (bo nie będzie miała z kim) oraz: 2. przy brzydkiej, równie brzydki facet będzie się czuł równym a nie gorszym, zaś ładny będzie się czuł lepszym - w obydwu przypadkach mamy więc wyrachowanie w celu utrzymania odpowiadającej facetowi samooceny....a nie miłość :]
b) bo wydaje im się, że te dziewczyny ich zauroczyły (a z czasem wychodzi, że to było chwilowe - i nie rozumieją "co ja w niej widziałem?!")
Ja bym chciała , by mój facet był ze mnie zadowolony , szczerze zadowolony. Nie chciałabym, żeby wybrał sobie mnie z rozsądku ... ciągle przez ten okropny wygląd czuję się kobietą drugiego sortu, taką którą się wybiera, gdy te "lepsze" dadzą kosza...
To mnie upokarza. Naprawdę, choć jestem już dorosła, nie odnalazłam się jako kobieta.
Bardzo proszę o wszelkie komentarze, mam nadzieję, że przydadzą mi się do nabrania nowego, odpowiedniego podejścia do sprawy.
Dziękuję i pozdrawiam!