Gość: Malamii0400
IP: 82.132.248.*
11.04.11, 14:53
Witam,prosze pozwolic,ze opowiem w skrocie moja historie:2 lata temu przeprowadzilam sie do irlandii,krotko po przyjezdzie poznalam mezczyzne,z nowej zelandii,stworzylismy zwiazek,szczesliwy,z wspolnymi pasjami,bardzo udany pod wzgledem erotycznym.mijaly miesiace,on pozostawal na 2 letniej wizie,rozmawialismy o tym,ze moze przedluzy albo poczeka na mnie az bede gotowa jechac z nim do nz itp.w listopadzie,po 1,5roku zwiazku zaczelo sie psuc..on zaczal sie odsuwac ode mnie az pewnego dnia oswiadczyl mi,ze nie radzi sobie z tesknota za krajem i rodzina i za 3 mce wraca..bylam w szoku,nie potrafilam wtedy z nim rozmawiac,poczulam sie oszukana i powiedzialam mu,ze nie chce go widziec ani miec z nim kontaktu..uszanowal to..az po miesiacu,kiedy myslalam,ze moze zaczynam sie powoli podnosic spotkalam go na ulicy..wszystko odzylo w moment,byly lzy,emocje,ale to nie zmienilo jego planow...wyjechal.to bylo 3 miesiace temu.teraz jestesmy w bardzo dobrych stosunkach,on dzwoni,pisze,jestesmy w stalym kontakcie...tylko,ze ja juz nie moge tak.kocham go ale stoje w miejscu a on jest 20000 km ode mnie..czuje,ze musze z nim szczerze porozmawiac,podjac jakas decyzje,nie umiem sie jeszcze z nim przyjaznic.dodam na koniec ze on zawsze uwazal,ze nie jest dla mnie wystarczajaco dobry,ja znalazlam tu swietna prace,dobrze zarabiam,on pochodzi z malej miejscowosci w nowej zelandii,prosze o opinie.jak z nim rozmawiac?co mowic kiedy sie kocha a kontakt powoduje cierpienie.dziekuje z gory...