Gość: zwykła ja
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
03.05.11, 13:32
Długo zastanawiałam się czy napisać o swoim problemie. Ale pomyślałam, że może spróbuje. Bardzo bym chciała aby Pani Ewa wypowiedziała się na tematmojego wątku i postarała mi się choć w pewnym stopniu pomóc( jest ekspertem więc może poradzi coś mądrego). Oczywiście każdą inną opinie też przeczytam z uwagą, bo ja naprawdę już sobie nie radzę. Nawet nie wiem od czego zacząć. Proszę nie zniechęcajcie się tym, że jest tego dużo do przeczytania- bardzo mi zależy na szczerych odpowiedziach. Nawet nie wiem od czego zacząć. W tym roku kończe studia ( mieszkam w akademiku), a pochodze z bardzo małej miejscowości. A więc po zakończeniu edukacji, która nastąpi za około miesiąc wracam do domu. Ale powiem o co mi konkretnie chodzi. Jestem z partnerem od prawie roku. Na początku zauroczenie itd ale z biegiem czasu zaczynałam zauważać, że jest zupełnie inny niż ja. Niektóre rzeczy mi imponowały, np. że jest ambitny, że ciągle w biegu itd. ale zauważyłam też że jest typem, któy uważa iż kobieta nie może nic zabronić mężczyznie, nie może za dużo pytać( bo przecież niektóre sprawy są tylko meskimi)... powinna być zawsze miła, uśmiechnieta i nie okazywać zazdrości bo to go denerwowało. A że ja jestem osobą wrażliwą i uważam, iż będąc w związku powinno się dużo rozmawiać, że nie powinno być tajemnic oraz lubie okazywać dużo czułości. Właściwie już od pozątku związku były między nami kłotnie itd ale z biegeim czasu coraz częstsze. I to nie jakieś wielkie ale o głupoty, np. on napisał mi 1-3 sms w ciągu dnia albo zadzwonił raz dziennie na 3-5 minut i uważał że jestdobrze. Ja mówiąc mu, że to za mało żeby się wiecej odzywał itd tylko denerwowałam go. Ja chciałam często się tulić itd a on wręcz przeciwnie. Jemu wystarczało raz czy dwa podczas spotkania. On wolał jezdzić ze mną do znajomych niż spędzać czas SAM NA SAM. I to koło tak się nakręcało. Ja mu mówiłam, że mało czasu mi poświęca, że mało piszę a jak rozmawiałam z nim przez tel albo coś i powiedziałam coś negatywnego na jego temat to pozniej spotykać sie nie chciał... On natomiast uważał, że ciągle marudze, ze chce nim rządzić i że jak bede marudzic to spoytkan nei bedzie. Doszło do tego,ze juz nawet porozawiać nei potrafimy ze sobą bo ktoś zacznie coś mówić i od nowa sięzaczyna:( Jak pomyśle, że mogę to stracić to płakać mi się chce. Zależy mi na nim choć już nei mam sił;( I musze się przyznać że też trochę boje się samotności..mieszkam w małej miejscowości i nie bede miała gdzie wyjść... ;( może użalam się trochę nad sobą ale już nie mam siły... tak bardzo się boję ze zostane sama, bez faceta, bez pracy-jeszcze jej nie mam... ;( Proszę napiszcie co o tym myślicie... ale nie wyśmiewajcie się b to dla mnei bardzo powazna sprawa.