niewiemjuzniczego
09.06.11, 16:42
Bardzo proszę o pomoc, radę, wsparcie Wasze i Pani Psycholog. Mam duży problem w związku (jeżeli można jeszcze tą relację tak nazwać). Jesteśmy/ byliśmy ze sobą prawie 3 lata. Kocham go. On mówi(ł), że mnie też. Mimo wszystko 2 dni temu nastąpiła pomiędzy nami kłótnia, która właściwie doprowadziła do zerwania (choć w sumie w natłoku słów i emocji nie padły ostateczne ustalenia. Nie wiem, czy się rozstaliśmy, czy na razie po prostu musimy ochłonąć). Nie widzimy się od tego czasu i nie rozmawiamy. Ze względów od nas niezależnych nie mieszkamy razem, ale mieliśmy zamieszkać właśnie w połowie roku, już niedługo ( pojawiło się fajne mieszkanie i realne szanse na nie). Oczywiście cierpię ja. On chyba też, choć może z innych powodów.
Czego dotyczyła kłótnia...
Otóż, jego relacji z byłą dziewczyną. Dla mnie jako człowieka w ogóle i partnera w związku czy pracy zawodowej bardzo ważna jest lojalność. Jakiś czas temu (w ubiegłym tygodniu) rozmawiałam z moim byłym-/obecnym chłopakiem na temat zdrady i nasza konkluzja była taka, że mówimy sobie wszystko. To powiedział on, wyszło to z jego ust:"Na razie na szczęście mówimy sobie wszystko". Uznałam, że mam do czynienia z uczciwym człowiekiem. Ze świecą takich szukać. Zresztą nie było dotychczas żadnych problemów. Mówił mi dużo o sobie, o tym, co robi w wolnym czasie, w pracy, o relacjach z otoczeniem, o jego odczuciach. Ja również mówiłam absolutnie wszystko o sobie i nie miałam tajemnic.
Przedwczoraj rozmawialiśmy o jego pracy. Bardzo często rozmawialiśmy o jednym z projektów (nazwijmy to tak), które realizuje od momentu jego rozpoczęcia (projekt już właściwie jest sfinalizowany). Dużo mówiliśmy ze względu na jego specyfikę i pracodawcę, który jest jego kumplem i moim znajomym. W ostatni piątek miałam nawet przyjechać do jego pracy i zobaczyć efekty tej pracy (są wizualne i namacalne). To była moja propozycja. On powiedział, że zaprasza. Projekt ten toczy się od jesieni ubiegłego roku. Jestem wtajemniczona we wszystko z nim związane. Wszystko, oprócz tego, że głównym pomysłodawcą i projektantem jest jego była dziewczyna i że mój były-/ obecny chłopak miał z nią jakieś kontakty (jak mówi zawodowe) i powiedział mi o tym dopiero przedwczoraj, a kontaktował się z nią już od jesieni. W dodatku mówiąc to, powiedział, że lepiej, abym dowiedziała się od niego, a nie od innej osoby przypadkowo (pracuje z nią od jesieni ubiegłego roku- wiedziałam o tym projekcie wszystko, oprócz tego "szczegółu"). Jak doszło do tego, że on się z nią spotkał zawodowo? Kumpel- pracodawca skontaktował się z nią i za mniejsze pieniądze albo przysługę ona stała się pomysłodawcą projektu, a mój chłopak wykonawcą jej pomysłów. Dodam, że mój były-/obecny- chłopak nie lubi tej pracy. Wykonuje ją dlatego, że nie ma teraz akurat innej. Nie jest ona pasją jego życia (to ciężka praca, która nie ma nic wspólnego z jego wykształceniem ani dotychczasowym doświadczeniem. Nie zarabia kokosów, wręcz przeciwnie). Pracuje u naszego kumpla, który po prostu w trudniejszym zawodowo czasie dla chłopaka, postanowił mu pomóc i zatrudnił go.
Teraz trochę o jego byłej dziewczynie. Dlaczego mam z tym taki problem.
Był z nią kilka dobrych lat. Po zerwaniu nie mógł o niej zapomnieć. Złamała mu serce. Musiał się przeprowadzić z mieszkania, w którym mieszkali razem, zmienić zawód, żeby to przetrwać. (Całkowicie się przebranżowił). W tym czasie miał jakieś przelotne związki. Po 2 latach od zerwania spotkał się z nią, a ona mając już wtedy męża (od niedawna), zdradziła z nim męża obiecując mojemu chłopakowi, że z mężem weźmie rozwód. Już następnego dnia do męża wróciła, a ten jej chyba wybaczył, bo są wciąż razem.
Niedługo potem pojawiłam się ja. Jak mówił, od dłuższego czasu coś do mnie czuł (mamy wspólne grono znajomych- wiem, że innym też to mówił, kiedy jeszcze nie byliśmy parą). Na początku było bosko. Były fajerwerki, fascynacja, "jestem jego ideałem, najpiękniejszą dziewczyną" i takie tam. Potem kolejne etapy. Tylko jak trochę minął ten pierwszy szał, zaczął mnie krytykować (niestety to jego główna wada, z którą walczy, ale nie wychodzi mu to dobrze- nie akceptuje, jak ktoś robi coś inaczej niż on by to zrobił). I jednocześnie słyszałam coraz częściej od niego o jego byłej (o tej konkretnej najczęściej, bo miał przed nią jeszcze inne dziewczyny, ale o niej akurat sporo mówił). Jak się zachowywała na co dzień, co jadła, jak jeździła samochodem, co mówiła, co robili na wspólnych wyjazdach/ imprezach etc. Myślałam, że to przejdzie, jak się będę bardziej starać, ale powiedziałam w końcu dość i pewnego dnia się popłakałam, nie wytrzymałam (po roku takich opowieści). Czułam, że mimo , że kocha mnie, to o niej nie potrafi zapomnieć i mimo tylu strat, które wyrządziła w jego życiu, cały czas ja kocha i tęskni za nią. On powiedział, ze ona "była - minęła", że to skończony rozdział w jego życiu, że była "nienormalna" (tak, leczyła się psychicznie, była niestabilna i chyba wciąż jest), że wyolbrzymiam, że może kilka razy coś mu się zdarzyło powiedzieć. A ja wiem, że to nie było kilka razy, bo do tej pory pamiętam w każdym szczególe wszystko, co o niej mi mówił. Te opowieści zaraz znikły po moim proteście.
Nie chciałam, żeby miał z nią jakieś kontakty w momencie kiedy jesteśmy razem. Czułam się porównywana. Nie mogłam tego znieść. Zaczęłam nienawidzić tej osoby. Gdybym wiedziała, że ma z nią kontakt, chcialabym go poprosić, żeby tak to załatwili, żeby on tego bezpośredniego kontaktu nie miał. Była możliwość, aby ta dziewczyna przekazała swoje uwagi kumplowi-pracodawcy, a on je przekazał mojemu/ czy już nie mojemu chłopakowi.
No i dowiaduję się teraz, na samym końcu tego projektu, kiedy zaproponowałam, ze wpadnę i obejrzę, że to ona jest pomysłodawcą. A przez ten cały czas, kiedy było lepiej i gorzej pomiędzy nami, on miał z nią kontakt. Gdybym się dowiedziała na samym początku, że to tylko kontakty zawodowe, że one nic nie znaczą, że to skończony rozdział, może bym zrobiła awanturę z zazdrości, ale może udałoby mi się potem to zrozumieć. Wiem, że sytuacja jest ciężka, że to jedyna praca, że musi być wykonana.
Zostałam postawiona przed faktem dokonanym. Powiedział najpierw, że powiedział mi o tym, abym nie dowiedziała się od kogoś innego. Potem, już w trakcie kłótni, że zrobił to, aby mnie chronić przez ten cały czas... Oczywiście, że do niczego nie doszło, że to przeszłość, że zamienili kilka zdań, gdzie co ma zbudować/ zamontować/ umieścić według jej projektu itd. Nie mogę tego znieść, że przez cały czas o tym nie wiedziałam.
Moim zdaniem było tak, że chciał się z nią spotkać i zobaczyć, jaka będzie jej reakcja. Czy jeszcze będzie go chciała. Ponieważ mogła go już nie zechcieć, to jednak zdecydował się na mnie. Bo tak naprawdę pierwszy kontakt - ten najdłuższy i najważniejszy mieli, według niego- na jesieni. Pamiętam, co się działo wtedy w naszym związku. Ja jak zwykle się starałam. Dopiero na końcu roku poczułam, że podjął decyzję o tym, że jestem "jego w pełni" (to moje subiektywne uczucia). Była rodzinna wigilia i były wspólne poszukiwania mieszkania. Była pełna akceptacja mnie.
Jak sobie z tym poradzić, że zostałam wybrana, bo tamta go nie zechciała? (Taka jest moja hipoteza)