to_fly
26.06.11, 17:22
Od jakichś 8 miesięcy jestem w związku. Obydwoje mamy po 26 lat. Wczoraj, pod wpływem jakiegoś tam filmu, zadałam mu pytanie, którego nigdy nie zamierzałam wypowiadać, bo odpowiedź wydaje się być oczywista, a jednak...
Zapytałam go, czy zamierza dochować mi wierności. "Postaram się". W rozwinięciu, o które poprosiłam, było mniej więcej tak: "nie będę chodził po barach, szukał sobie kochanki, itp. ale akceptuję, że może się tak zdarzyć, że załóżmy wyjadę gdzieś, wypiję trochę, spotkam kobietę, taką super seksowną, która byłaby tą jedyną - gdyby nie ta jedyna, która jest w domu - no to przeżyję z nią tą jedną cudowną noc a potem wrócę". A jak się dowiem? "Będziesz miała prawo mnie wywalić za drzwi a ja to zrozumiem".
Pogubiłam się w myślach. Nie wiem, czy powinnam cenić jego szczerość czy stracić zaufanie. To, co mnie w tym najbardziej boli, to słowo "akceptuję" że może kiedyś raz... Aczkolwiek dodał też, że będzie się cieszył, jeżeli nigdy nie będzie miał okazji mnie zdradzić.
Co ja powinnam o tym myśleć? Co to znaczy?