Gość: kaśka_poznan
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
01.07.11, 08:50
Witam
Mam spory dylemat. Jestem z facetem, którego kocham, szanuje, ufam bezgranicznie. Jest nam razem dobrze, świetnie się dogadujemy. Nie jest może ideałem ale "braki" mi nie przeszkadzają. Kiedyś zadzwoniła do niego dziewczyna o dość później porze z propozycją dla niego, aby wyszedł z nią na jakąś imprezę. Odmówił, chociaż mógł z nią iść - akurat na ten dzień miałam iść do pracy na nocną zmianę. Zapytałam kim ona była i dowiedziałam się, ze jest to dziewczyna, która do niego kręci od dobrych paru lat i nie rozumie, że nie jest w jego typie ale jak tylko przyjezdzała do Polski to czasami się spotykali na stopie kumpelskiej. Nie ukrywałam, że mi się to nie spodobało i nawet mu to wypomniałam kilkukrotnie. Wtedy też powiedziała, że dobrze, że się z nią nie spotkał bo by było z nami źle. Usłyszałam, że spotykać się z nią nie ma zamiaru bo ma mnie a ona jest nim zainteresowana wiec tym badziej się nie chce z nią spotykać. Parę dni temu spotkałam mojego byłego faceta, zupełnym przypadkiem na miescie. Rostaliśmy się przez obecneego mojego faceta. Przy rostaniu padły z jego ust niemiłe słowa. Była przekonana, że odwróci w drugą stronę ale się przywitał. Oboje się spieszyliśmy i zaproponowałam spotkanie przy piwie. Powiedziałam mojemu ukochanemu o tym fakcie i zapytałam, czy nie będzie miał nic przeciwko. Odpowiedział, że znam jego zdanie i jest ono niezmienne: jeśli chcesz to się z nim spotkaj, nie jesteś moją własnościa i nie musisz sie mnie pytać o pozwolenie ale nie myśl, ze nie będe o to zazdrosny ale z zazdości włosów sobie nie będe wyrywał a skutki takiego spotkania będziesz ponisiła Ty.
No i pytanie - co robic? Co o tym sadzic?