ona85ona85
21.08.11, 16:28
Szanowna Pani Ewo,
mam 26 lat, on 30. Na pierwszej randce było miło, dużo opowiadał, ja mówiłam trochę o sobie. Jest ekstrawertyczny, radosny. Na początku też się tak zachowywałam, jednak pod koniec spotkania przygasłam. Myślałam, że z powodu późnej pory i zmęczenia. Po tymspotkaniu od razu zaproponował kolejne, widziałam, że wzbudziłam jego sympatię, a przede wszystkim sama go polubiłam :) Wydawało się, że mamy szanse na ważną znajomość.
I to był początek końca... Problem polega na tym, że na kolejnych dwóch spotkaniach "zastygłam", czyli siedziałam jak sparaliżowana, nie umiejąc nic powiedzieć (jednocześnie zakochując się bardziej). Nie wiem, dlaczego. Opowiadał niesamowicie ciekawe rzeczy i robił przerwy na to, żebym coś powiedziała, ale uśmiechałam się tylko i potakiwałam jak lalka. Tym częściej, im częściej widziałam, że był rozczarowany - błędne koło.
Zaproponowałam, by na trzecim spotkaniu pomógł mi wybrać prezent dla koleżanki. Byłaby to okazja do zrobienia czegoś razem, a tematy do rozmowy same by się nasunęły. Obiecałam sobie, że tym razem będę otwarta, dowcipna i rozmowna, zebrałam w myślach opowieści dotyczące zainteresowań, studiów, podróży, życia... a było fatalnie.
Miałam wrażenie, że na wstępie był zdystansowany. Już nie przybliżał się tak, jak w ciągu poprzednich spotkań (wcześniej niemal się przytulał). Nie wspominał, że moglibyśmy coś razem zrobić.
Powiedziałam mu też, że moja mama była chora rok temu, tata nie żyje... nie chciałam tego ukrywać. I miałam nadzieję, że to nas zbliży. Poza tym te przeżycia są częścią mojej osoby. Ale od razu zmienił temat i nawet fizycznie się odsunął... To było przygnębiające. On pracuje z ludźmi i zna się na takich sytuacjach, najwidoczniej chciałby mieć odskocznię od zawodu, poznać kogoś, komu się wszystko układa i kto jest bezproblemowy. Wyszło też, że mieszkam z mamą. Znów miałam wrażenie, że to go utwierdziło w przekonaniu, że jesteśmy różni i do siebie nie pasujemy. Nie wiem, czy tak było, czy wbiłam to sobie do głowy.
Poznaliśmy się na portalu randkowym, prędko zaproponował spotkanie i mieliśmy dobry start, jednak się nie udało. Najgorsze, że rozczarowałam się sobą: jak to możliwe, że nie umiem być swobodna, kiedy zaczyna mi zależeć? Na co dzień zagaduję rodzinę i znajomych, nie zdarza mi się być tak onieśmieloną. Może 2-3 razy w roku nie umiem się odnaleźć w nowym towarzystwie, ale to mija, a przy tym mężczyźnie jest gorzej. Po ostatniej randce, rozmawialiśmy trochę na gg, jednak jest oczywiste, że nic z tego nie będzie. W dodatku wyjechał na tydzień, póki co, nie ma kontaktu. Nie sądzę, by po powrocie chciał się ze mną zobaczyć. Postanowiłam nie kontaktować się z nim na siłę, jeśli zechce, odezwie się...
Chciałabym nie zacinać się w sobie. Nie wiem, skąd to się wzięło. Może mam wrażenie, że jestem od niego gorsza i słabsza, a nie chcę, żeby to odkrył. Okresy żałoby po śmierci taty, odejściu chłopaka, z którym byłam szczęśliwa przez kilka lat, są dawno z tyłu. Kontynuuję studia, rozwijam zainteresowania, mam znajomych (dawni przyjaciele rozjechali się po świecie i podtrzymujemy kontakt, ale nie widujemy się co dzień). Nie mam rodzeństwa, brak mi kogoś bliskiego, ale dużo czasu spędzam poza domem, nie jest źle. Na ogół podobam się mężczyznom, poza tym staram się „ładnieć”.
Może przeraża samotność na zawsze? Zaraz będę mieć 26 lat, a naczytałam się, że inteligentni i wartościowi mężczyźni wybierają dwudziestolatki. W ostatnim związku byłam rok temu i boję się, że mnie nikt dobry już nie wybierze. Coraz bardziej tęsknię za miłością, a coraz trudniej mi ją odnaleźć...
Jak nie popełniać podobnego błędu, Pani Ewo? Co zrobić, żeby „być sobą” przy osobach, które wydają mi się wspaniałe i imponują, a jednocześnie na których mi zależy? Wykasowałam konto internetowe na tym portalu randkowym, chcę wyjść do ludzi, nauczyć się bycia fajną, odważną ;) Czy mogłaby Pani zaproponować coś, co pomoże następnym razem, gdy spotkam kogoś aż tak dla mnie ważnego, że zapomnę, jak się nazywam?