koleżeństwo? czy czas na ewakuację?

12.09.11, 14:31
Zdarzyło się, że na początku wakacji przypadkiem spotkałam fajnego faceta, na imprezie plenerowej, przez znajomych; po przegadaniu całej nocy znajomość „skonsumowaliśmy” szybko, ja poszłam do domu wspominając miłe chwile uniesienia, pan jednakowoż wykazał się aktywnością i uzyskał mój nr tel. od znajomych, zaczął dzwonić i chciał się umawiać. W sumie czemu nie, letni romansik nie jest zły. Od początku oboje ustaliliśmy, że nie chcemy żadnych związków, nie jesteśmy parą, ewentualnie kolegą i koleżanką, którzy ze sobą sypiają. On jeszcze nie wyleczył się z poprzedniej kobiety, ja nie wyleczyłam się chyba z połowy mojego życia [oboje dobrze po 30-ce, po konkretnych przejściach, oboje dzieciaci].
Lato się skończyło. Romansik nie, i wcale się na to nie zanosi. Problem mój polega na tym, że w zasadzie nie wiem w czym problem… Człowiek ten jest jakby to powiedzieć bardzo aktywny jeżeli chodzi o tą znajomość i jest go w rezultacie bardzo dużo w moim życiu. W sumie to nie przeszkadza i jest to zadziwiająco fajne, ale trochę inaczej wyobrażałam sobie znajomość koleżeńsko-erotyczną. Każdą wolną chwilę [noc] spędzamy razem, pomimo odległości [skomplikowana sytuacja mieszkaniowo-zawodowa u obojga, w każdym razie czasami trzeba nakręcić co najmniej kilkadziesiąt km żeby się zobaczyć], bywa że prawie każdą w tygodniu, długie telefony codziennie, częste nocne rozmowy 2-3 godzinne. Sex ok, bardzo fajny, ale nie ma go zawsze - czasami jesteśmy padnięci po robocie, albo przegadamy niechcący do 5 rano więc przytulamy się i idziemy spać. Spora większość kontaktów/wizyt inicjowana przez niego. Jak wyżej, nie tak wyobrażałam sobie luźną znajomość. Czuję, że zaczyna być go na tyle dużo, że ja się zaczynam przyzwyczajać czy ki diabeł. Jestem po traumatycznych przejściach, ostatnie 3,5 roku bardzo starałam się, aby się do nikogo nie zbliżyć za bardzo, nie chciałabym przegrać teraz tej walki. Nie zdarzało mi się u nikogo nawet zostawać na noc, u siebie też nie przyjmowałam nikogo. Teraz jakoś pusto w tym wyrze, jak jego nie ma. Jest niedobrze.
Gdy ktokolwiek posądza nas o bycie parą, obydwoje natychmiast składamy gwałtowne dementi. Nie szepczemy czule do siebie, nie miziamy się notorycznie, nie łazimy po mieście za rękę. Reasumując, pan wzdycha do byłej, ja nie wzdycham do nikogo, miał być sex bez zobowiązań raz na jakiś czas, a są regularne nocne przyjaciół rozmowy, a ostatnio propozycje, żebym zostawiła u niego szczoteczkę, „no bo co będziesz ją ciągle targać w obie strony” [rzeczywiście, jakby to ważyło 200 kg…]. Chciałam sexu i jakiejś namiastki obecności faceta przy mnie raz na jakiś czas, a co mam?
Zawalam ten nasz układ, który miał być czysty, jasny i przyjemny. Pachnie mi to na kilometr niechcianym zaangażowaniem z mojej strony w najbliższej przyszłości. Zastanawiam się czy już schłodzić/zakończyć kontakt, czy może jeszcze spróbować jakoś wyciszyć ewentualne rodzące się u mnie emocje [i po prostu cieszyć się fajną znajomością i orgazmami, tak jak to miało być :) ] – no tylko jak?
    • Gość: 36-latka Re: koleżeństwo? czy czas na ewakuację? IP: *.play-internet.pl 12.09.11, 15:11
      A na mój mały rozumek - daj się rozwinąć sytuacji. Zobaczysz co z tego wyniknie. Nie myśl za dużo, czerp radość z tego, co jest teraz. koro nie masz nic przeciwko temu, by było jak jest, on też nie, więc właściwie co stoi na przeszkodzie, by to co dobre miało trwać? Trzymam kciuki :)
    • ona85ona85 Re: koleżeństwo? czy czas na ewakuację? 12.09.11, 16:14
      Z opisu wygląda to na całkiem fajną relację, na Twoim miejscu stanowczo bym się z tej sytuacji nie ewakuowała ;)
      • magdalenka010 dziewczyny:) 12.09.11, 17:33
        Ja po prostu chwilo nie mam absolutnie siły na kolejną skuchę, i nie chciałabym za pół roku wyć w poduszkę, bo on wrócił do byłej/poznał sobie inną koleżankę bo przecież między nami nic nie było itp., więc wolę się zabezpieczać z każdej strony [na dzień dzisiejszy w poduszkę pewnie bym jeszcze nie wyła, ale w perspektywie długoterminowej - chyba jest niestety taka opcja]
        • Gość: 36-latka Re: dziewczyny:) IP: *.play-internet.pl 12.09.11, 20:20
          Z doświadczenia własnego, wcale nie sielankowego, powiem, że asekuracja do niczego nie prowadzi. Możesz całe życie chodzić i dmuchać na zimne, ale w takim razie nigdy nie poznasz smaku gorących potraw. Korzystaj z tego, co jest teraz i się tym ciesz:) nigdy nie ma się pewności co i jak się rozwinie: mało to było pięknie zapowiadających się związków z przyszłością, które prysły jak bańka mydlana? Trzymam kciuki i już! :)
    • ewa.zeromska Re: koleżeństwo? czy czas na ewakuację? 12.09.11, 18:57
      Chyba odrobinę oszukujesz siebie. Niby nie chcesz, a robisz to, czego nie chcesz.
      To już nie jest brak zaangażowania - to jest zaangażowanie, ale nie potwierdzone mentalnie i werbalnie, ale w środku.........
      Przecież nie można chodzić z kimś do łóżka (nie raz!), gadać godzinami i nie angażować się.
      Zresztą zależy jak to rozumieć.
      Nie mówicie o ślubie, nie chcecie razem zamieszkać, nie chcecie mieć wspólnego konta, dzieci, ale nie jesteście sobie obojętni, lubicie się.
      I dobrze, niech sobie tak będzie, a jak to rozwinie......... kto wie?
      Nie ma co na siłę uciekać, bo do czego chcesz uciec? Do pustki, do zupełnie samotnych wieczorów? Po co?
      Albo ta znajomość umrze śmiercią naturalną, albo oboje zorientujecie się, że bez siebie wam źle.
      I wcale nie musicie razem mieszkać i robić planów matrymonialnych, czy zdeklarowanie partnerskich. Tak też jest ok., może nawet lepiej.....

    • freqq5 Re: koleżeństwo? czy czas na ewakuację? 12.09.11, 21:03
      A rozmawiałaś z owym panem czy też zauważył jak zaczyna między wami erotyczna zabawa przenosi się w związek? Może jednak warto zaryzykować i jeszcze bardziej się zaangażować?
      • potwor_z_piccadilly Re: koleżeństwo? czy czas na ewakuację? 12.09.11, 21:31
        freqq5 napisał:

        > A rozmawiałaś z owym panem czy też zauważył jak zaczyna między wami erotyczna z
        > abawa przenosi się w związek? Może jednak warto zaryzykować i jeszcze bardziej
        > się zaangażować?

        Właśnie.
        A może to właśnie ten. Facet na taniec, gorący seks, na podbieranie jabłek z proboszcza sadu, na pociechę w strapieniu i chorobie i na miłą, wolną od strapień starość.
        Pomyśl o tym.
        • magdalenka010 Re: koleżeństwo? czy czas na ewakuację? 12.09.11, 23:51
          kochani, pan jeszcze jakieś 3-4 tygodnie temu oficjalnie przyznawał, że nie wyleczył się z byłej, taką szczerość ja akurat doceniam, i zatem wolałabym nie budować zamków na piasku, bo palcem robiona nie jestem i też kiedyś kochałam, i leczyłam się długo [cóż, że teraz na nią psioczy, nienawiść i miłość podobno w parze idą].

          gwoli ścisłości - tak, potańczyć można [i to jak ho ho], pogadać, poseksić, pośmiać, pożalić, z jabłkami jeszcze nie próbowaliśmy ale może w ten weekend :))]


          potwor_z_piccadilly napisał:

          > freqq5 napisał:
          >
          > > A rozmawiałaś z owym panem czy też zauważył jak zaczyna między wami eroty
          > czna zabawa przenosi się w związek? Może jednak warto zaryzykować i jeszcze bar
          > dziej się zaangażować?
          >
          > Właśnie.
          > A może to właśnie ten. Facet na taniec, gorący seks, na podbieranie jabłek z proboszcza sadu, na pociechę w strapieniu i chorobie i na miłą, wolną od strapień starość.
          > Pomyśl o tym.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja