już nie daję rady...:(

26.09.11, 10:24
Stanęłam nad przepaścią i nie wiem, czy zrobić krok w przód czy w tył... Pisałam już w innym wątku o problemach w moim małżeństwie:( o kontrolach , ciągłych sprzeczkach, obrażaniu się... streszczę pokrótce: małżeństwem jesteśmy od 7 lat, mamy dwoje dzieci. Do ubiegłego sylwestra wydawało mi się , że jesteśmy udaną parą. Wtedy po raz pierwszy zobaczyłam inne oblicze mojego męża-człowieka pełnego złości, nienawiści... dowiedziałam się, jaką jestem beznadziejną babą bez swojego zdania, bez godności... do dziś pamiętam przerażenie w oczach naszych dzieci, kiedy mąż darł się w środku nocy tłukąc przy okazji to, co wpadło mu w ręce. Wtedy po raz pierwszy się go przestraszyłam. Coś we mnie pękło. Zaczęłam zastanawiać się, czy on ciągle nas kocha. Chyba wtedy po raz pierwszy otworzyły mi sie oczy. Potem w maju pojechaliśmy do dawno nie widzianych znajomych. Było miło. Wymieniliśmy się numerami telefonów. Od tamtego czasu piszemy do siebie od czasu do czasu zdawkowe smsy w stylu: co słychać? jak leci? . I właśnie o jeden z takich smsów poszło. Zrobił mi karczemną awanturę, przeszukał mi telefon, zabrania mi dzwonić do siostry. Kiedy chcę wyjść gdzieś z siostrą jest problem. Tłumaczyłam mu ja , tłumaczyła moja siostra. Nadaremnie. Wczoraj obraził się na mnie , bo miał ochotę na sex, a nasze przeziębione dziecko chciało spać z nami. Już nie daję rady, nie mam siły...
    • ewa.zeromska Re: już nie daję rady...:( 26.09.11, 11:08
      Witam,
      Jesteś na najlepszej drodze do tego, żeby mąż całkowicie cię zdominował. W małżeństwie nie jesteś niewolnicą, nie jesteś jego własnością.
      Nie wiem, dlaczego nagle wybuchała w nim ta agresja, ale podejrzewam, że była zawsze, ale albo jej nie zauważałaś, abo było ci w pewnym stopniu wygonie z jego przywództwem, ale do czasu, jak widać.
      Od ciebie, od twojej odwagi i determinacji zależy jak dalej potoczą się twoje losy i twoich dzieci.
      Weź pod uwagę, że dzieci was obserwują, że w ich głowach zapada pewien wzorzec rodziny.
      Dlaczego w tym tkwisz?
      Nie wiem, czy pracujesz, czy masz własne pieniądze, na ile jesteś samodzielna?
      Ale wszystko można zmienić, ale musisz zdobyć się na jakiś krok. Nie możesz biernie przyjmować razów i płakać w poduszkę.
      Nie wiem również, na ile twoja rodzina jest zorientowana w sytuacji, ale to właśnie we własnej rodzinie powinnaś szukać pomocy i wsparcia. Jeśli coś przed nimi ukrywasz, to popełniasz błąd.
      Nie musisz od razu rozwodzić się mężem, ale wasze relacje powinny ulec zmianie. Dlaczego mąż cię nie szanuje?
      Spróbuj znaleźć odpowiedź na to pytanie, bo w tym tkwi klucz do wszystkiego.
      Pozdrawiam


      • beatkaa32 Re: już nie daję rady...:( 26.09.11, 12:38
        Pani Ewo, dziękuję za odpowiedź. Po przeczytaniu Pani tekstu zaczęłam się nad tym zastanawiać. Kiedyś słyszałam, że w jaki sposób mężczyzna traktuje swoją matkę tak prawdopodobnie potraktuje swoją partnerkę. Tylko że mój mąż boi się swojej matki, bardzo apodyktycznej zresztą starszej pani, która przywykła do rządzenia i narzucania swojej woli:( w jej obecności nie pozwala sobie na podnoszenie głosu. Nie mam pojęcia skąd u niego w tej chwili taka postawa.
        Ma Pani rację: on chyba zawsze taki był , tylko albo tego nie zauważałam , bo miłość bywa ślepa, albo tak umiejętnie ukrywał swoje prawdziwe oblicze.
        Odpowiadając na pytanie dotyczące samodzielności: niestety, w tej chwili jestem ciągle na bezpłatnym urlopie wychowawczym, który co prawda kończy mi się lada moment, ale do pracy na ten moment nie bardzo mogę pójść. Mój tato jest chory na raka, wymaga opieki, syn też jest chorowity. Nie mam nikogo, kto zająłby się dzieckiem w sytuacji podjęcia pracy przez mnie.
        W tej chwili mieszkamy z babcią, która z pewnością pomogłaby mi finansowo, ale nie chcę jej obciążać. Na szczęście mieszkanie, w którym obecnie mieszkamy jest moją własnością, więc gdyby doszło do rozwodu, nie zostanę na przysłowiowym lodzie.
        Nie wiem co mam robić. Aż się boję chwili, kiedy mąż wróci z pracy...
        • ewa.zeromska Re: już nie daję rady...:( 26.09.11, 12:57
          Właśnie o to chodzi. Przestań się bac. Ty się boisz, on to widzi i to drażni, a jednocześnie nakręca.
          Z jednej strony, pewnie chciałby, żeby witała go na progu zadowolona z życia, wyluzowana żona, a z drugiej, chce, żeby ta fantastyczna kobieta była mu podporządkowana.
          Ale uważaj, nie udawaj, nie odgrywaj roli, ale nie daj się wgnieść w ziemię.
          Przyjrzyj się jego matce. On ją szanuje. Czy tylko za to, że jest jego matką? Nie sądzę.
          Ona ma osobowość, nie jest zalęknioną histeryczką. Może widzi w niej partnerkę do rozmowy, do planów, a nie balast, który trzeba utrzymać.
          Pewnie ubodły cię moje słowa. Tak są bolesne, ale musisz coś zmienić w waszych relacjach.
          Sama widzisz, że na razie ze względów materialnych nie stać cię na samodzielność, zresztą chyba jej specjalnie nie pragniesz.
          Chcesz, żeby mąż inaczej cię traktował, więc postaraj się. Bądź inną kobietą.
          On podniesie głos, ubliży ci - ty nie płaczesz, tylko wychodzisz i wracasz za dwie, trzy godziny. Idź do kina, gdziekolwiek. I to natychmiast, bez przygotowań.
          Po powrocie powiesz, że jeśli jeszcze raz tak się odezwie, to nie wrócisz wcale i nie zamierzasz się tłumaczyć.
          Przede wszystkim nie płacz, nie okazuj lęku, nie płaszcz się i nie proś.
          Mów bez histerii w głosie, spokojnie, wykładaj swoje racje, a jeśli podniesie głos......już wiesz!
          Rozmawiaj z nim nie tylko o sprawach domowych, ale o jego pracy, miej jakieś propozycje wspólnego czasu, zarządzaj nim i domem.
          I przestań się bać. Taki ktoś zalękniony, na granicy płaczu denerwuje i wyzwala złe emocje.
          Śmiało, nie daj się!
          • Gość: tbd nosz k* IP: 198.36.95.* 26.09.11, 19:54
            cale szczescie ze jest p. Zeromska terapeuta nie jest....

            "przestan sie bac"
            Kobieto, to dobrze ze sie boisz bo jestes w sytuacji gdzie jest zagrozone Twoje bezpieczenstwo. Facet z ktorym jestes juz raz stracil kontrole nad emocjami, a nie wyglada na to ze sie polepsza miedzy Wami. Twoje stawianie sie moze go otrzezwic, ale moze tez - co bardziej prawdopodobne - wywolac kolejny atak furii. W takich sytuacjach kobieta powinna miec ulozony plan jak sie wycofac bezpiecznie - do kogo "w razie czego" mozesz sie zwrocic? Masz jakas kase,poza domem na na wszelki wypadek? Pomysl co by sie stalo gdybyc musiala w srodku nocy wsiasc w taksowke z dzieckiem i odjechac. Jedna torba z pizama dla dziecka, zmiana ubran, kilkoma stowami w gotowce i kopia dokumentow, trzymana chocby u rodzicow, moze sie bardzo przydac w poczuciu chocby minimalnej niezaleznosci.

            "Chcesz, żeby mąż inaczej cię traktował, więc postaraj się. Bądź inną kobietą."
            taaaa. Latwo powiedziec.

            "Taki ktoś zalękniony, na granicy płaczu denerwuje i wyzwala złe emocje."
            No widzisz, to w ogole jest Twoja wina. Badz krewka, usmiechnieta, i pachnaca, albo w ogole jakas inna, lepsza, radzaca sobie, itp.

            A tu to juz max:
            "Ona [matka] ma osobowość, nie jest zalęknioną histeryczką. Może widzi w niej partnerkę
            do rozmowy, do planów, a nie balast, który trzeba utrzymać."

            No wiec, "zalekniona histeryczko".... prosze Cie nie sluchaj banialukow i epitetow p. Zeromskiej i zadzwon do organizacji lub instutucji profesjonalnie zajmujacej sie problemami takimi jak Wasz (bo oboje z mezem tracicie na tym co sie dzieje). Bez pomocy z zewnatrz przemoc w rodzinie czesto narasta z czasem, i utrwalaja sie niedobre schematy. Nie ma co szukac winnego, po prostu w Waszym systemie trzeba czegos nowego - od psychoedukacji po nowe umiejetnosci - a to trudno wykrzesac bez pomocy z zewnatrz. Nie ma na co czekac bo z czasem zlych wspomnien, wzajemnych zalow, a moze i pogardy, sie nazbiera jeszcze wiecej,
    • potwor_z_piccadilly Re: już nie daję rady...:( 26.09.11, 18:26
      Pani ekspert obdarzyła cię radami typu duchowego.
      Ja ograniczę się do rad przyziemnych.
      Poproś babcię o kasę i zleć specom zainstalowanie w twoim domu odpowiedniego sprzętu (coś w rodzaju małego Michnika) do dyskretnej rejestracji poczynań małżonka.
      Sadzę że wszystko u was może się zdarzyć, włącznie z rozwodem, a jeśli tak się stanie to zważ na fakt iż temida jest ślepa, a życie uczy że wykorzystując tę prawdę wielu przemocowców potrafi sprytnie zrobić ją w bambo.
      Myślę że jeśli się dobrze ustawisz, to akurat ten "cwaniak" może się srodze zawieść.
      Tu przysłowie.
      "Strzeżonego Pan Bóg strzeże".
      Pozdrawiam.

Inne wątki na temat:
Pełna wersja