beatkaa32
26.09.11, 10:24
Stanęłam nad przepaścią i nie wiem, czy zrobić krok w przód czy w tył... Pisałam już w innym wątku o problemach w moim małżeństwie:( o kontrolach , ciągłych sprzeczkach, obrażaniu się... streszczę pokrótce: małżeństwem jesteśmy od 7 lat, mamy dwoje dzieci. Do ubiegłego sylwestra wydawało mi się , że jesteśmy udaną parą. Wtedy po raz pierwszy zobaczyłam inne oblicze mojego męża-człowieka pełnego złości, nienawiści... dowiedziałam się, jaką jestem beznadziejną babą bez swojego zdania, bez godności... do dziś pamiętam przerażenie w oczach naszych dzieci, kiedy mąż darł się w środku nocy tłukąc przy okazji to, co wpadło mu w ręce. Wtedy po raz pierwszy się go przestraszyłam. Coś we mnie pękło. Zaczęłam zastanawiać się, czy on ciągle nas kocha. Chyba wtedy po raz pierwszy otworzyły mi sie oczy. Potem w maju pojechaliśmy do dawno nie widzianych znajomych. Było miło. Wymieniliśmy się numerami telefonów. Od tamtego czasu piszemy do siebie od czasu do czasu zdawkowe smsy w stylu: co słychać? jak leci? . I właśnie o jeden z takich smsów poszło. Zrobił mi karczemną awanturę, przeszukał mi telefon, zabrania mi dzwonić do siostry. Kiedy chcę wyjść gdzieś z siostrą jest problem. Tłumaczyłam mu ja , tłumaczyła moja siostra. Nadaremnie. Wczoraj obraził się na mnie , bo miał ochotę na sex, a nasze przeziębione dziecko chciało spać z nami. Już nie daję rady, nie mam siły...