tymczasowak
23.11.11, 09:59
Postawcie mnie na nogi. Może być niedelikatnie, byle trzeźwo.
Po wspólnym 1,5 roku rozstaliśmy się, na dwa miesiące. Żyliśmy osobno, on twierdzi, że stracił wówczas nadzieję na powrót. Ostatecznie - udało się.
Dziś się dowiaduję, że w czasie tych dwóch miesięcy był seks. Nadal mają kontakt.
Zapytałam dlaczego po prostu nie powiedział - "bo nie pytałaś".
Nie kwestionuję prawa do wolności, kiedy się jest wolnym. To jasne.
Ale boli mnie. Może boleć?
Czy "bo nie pytałaś" jest uczciwe?
Płakał, że to największa strata w życiu. Czy po największej stracie w życiu szuka się życia w innym łóżku? Tak szybko? To kwestia moralności? Klasy? Przyzwoitości? Tego, że mężczyźni po "prostu tacy są" ?
Czy ja miałam prawo o tym wiedzieć? Czy dając mu swoją uczciwość, czekanie w pojedynkę, uspokojenie, że u mnie nic się nie działo mogłam dostać po prostu prawdę?
I ostatnie. Czy muszę tolerować aktualny kontakt z tą kobietą?
Pozdrawiam. Dajcie znać. Może mnie ktoś otrzeźwi i przestanę się czuć taka bylejaka.