nie ufam...

IP: *.dynamic.chello.pl 04.02.12, 21:54
jestem 2 lata w związku i nie umiem zaufać partnerowi. Tzn, wcześniej, jakoś bardziej mu ufałam, teraz nagle po prostu jest jedna wielka panika, że ma/znajdzie inną lub (zwłaszcza), że będzie mnie zdradzał na prawo i lewo, kłamiąc w żywe oczy (albo, że już to robi...). Fakt, zmieniliśmy ostatnio całkowicie środowisko, kraj, pracę (partner), tu praktycznie nikogo nie znamy (tzn, on poznaje- w pracy). Ja siedzę w domu z małym dzieckiem i glupieję już. No tak mnie to męczy, że czasem dość poważnie zastanawiam się nad rozstaniem- żeby podobnych rozterek uniknąć. Nie mam chyba żadnych powodów do takich, co by nie powiedzieć, urojeń, bo on ani czasu, ani kasy na zdrady nie ma. Ale. Dzisiaj wyszedł na imprezę pracowniczą, którą chyba już od tygodnia w sobie przeżywałam, byłam chodzącym kłębkiem nerwów, płakałam codziennie, traciłam apetyt, czasem nawet nie mogłam zasnąć. Koszmar. Wiem, że ostatecznie, idzie tam, żeby zintegrować się z ludźmi z pracy, odstresować, trochę wypić i wrócić do domu, ale ja się tak strasznie boję, że on mnie tam zdradzi... bo się nasłuchałam o imprezach firmowych itp. Teraz, gdy już wyszedł, uspokoiłam się i już się tak nie martwię. No ale, ja nie chcę być jakąś zaborczą wiedźmą, która kontroluje i nigdzie nie pozwala wyjść (oczywiście z moimi wyjściami żadne z nas nie ma problemu), dlatego nie kłócę się o wyjścia, ale po prostu dla mnie jest to tak ogromny stres, że nie umiem sobie z nim poradzić. On nawet pytał, czy mi ulży, jak zostanie w domu, ale ja nie chcę tego robić, w sumie skoro planujemy być razem, to takich wyjść będą jeszcze miliony i muszę się jakoś z tym oswoić. Ale jak pomyślę, że za każdym razem przed wyjściem (i po) mam mieć takie atrakcje, to odechciewa mi się wszystkiego... No i jak tu to ogarnąć? Przecież związek bez zaufania, na dłuższą metę nie ma szans zaistnieć. A ja mu ufać nie umiem. Nie wiem, może to taki wredny typ, który stwarza dobre pozory. A może po prostu jest fair. Swoją drogą on kłamać umie świetnie, o tym wiem, ale bardziej myślę, że on fizycznie nie ma jak mnie zdradzać, bo jest punktualnie po pracy w domu itp. Tylko, że jak wpadam w taki nastrój, to logika ustępuje miejsca mojej chorej wyobraźni i ja te jego kochanki widzę tak wyraźnie, że wierzę w to całą sobą.
Młoda jestem, wiem, że może trzeba do takich spraw dorosnąć, no ale, ile ja mam się tak męczyć? Wyluzowanie z tematem jakoś skutków nie daje, nie umiem i tyle. Na prawdę coraz poważniej myślę o rozstaniu, bo tak to zadręczam tylko siebie i jego.
    • lonely.stoner Re: nie ufam... 04.02.12, 22:01
      musisz poznac jakis wlasnych znajomych, i zamiast siedziec non stop w domu z dzieckiem tez gdzies zaczac bywac wsrod ludzi, a poza tym powinnas poznac znajomych z pracy twojego partnera- to powinno cie uspokoic.
      • Gość: trust Re: nie ufam... IP: *.dynamic.chello.pl 04.02.12, 22:10
        no ale właśnie nie mam jak... i nie mam jak:/ mam tu dosłownie jedną koleżankę, z którą się spotkałam kilka razy, poza tym przyjeżdzają do nas moi znajomi. Także to nie jest tak, że od kiedy tu mieszkamy, to ja kontaktu ze światem nie posiadam. nie mam problemu też z wyjściami mojego partnera na piwo z kolegą (którego nota bene nie znam osobiście), tylko jakoś takie spędy firmowe mnie przerażają... nie mam możliwości poznać jego znajomych z pracy (gdybym ich znała, nie byłoby problemu), ani też (niestety póki co) poznać nowych znajomych...
    • Gość: esteraj Re: nie ufam... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.02.12, 01:33
      Masz bardzo niskie poczucie wartości. Jesteś ciągle skupiona na partnerze. Strach tworzy projekcje, uważaj z nimi, bo to co sobie wyobrażasz może się spełnić. To jak w filmie "The secret" ;-)
      Siedząc w domu z dzieckiem masz trochę ograniczone możliwości, ale dla chcącego nic trudnego. Przede wszystkim musisz zadbać o swoje dobre samopoczucie. Nie możesz pozwolić sobie na zaniedbania. Musisz być kobietą piękną i interesującą. Na szczęście jest internet, który daje wiele możliwości. Możesz zacząć uczyć się obcego języka, zrobić jakiś kurs... Przecież małe dziecko śpi również w dzień, więc ten czas jakoś wykorzystaj.
      Przede wszystkim dbaj o wygląd. Na godzinkę ćwiczeń na pewno możesz sobie pozwolić. Wybierz jakąś dziedzinę, w której mogłabyś stać się mistrzynią, może to być nawet gotowanie, codziennie nowe wyszukane danie, przepisów znajdziesz bez liku.
      Jeżeli wybierzesz język, to ucz się go do perfekcji. Może masz jakieś zdolności muzyczne lub plastyczne? Może zacznij pisać jakieś opowieści, jak autorka "Harry Pottera". Np. mój znajomy kupił sobie keyboard i uczy się do perfekcji każdej piosenki po kolei.
      Rób coś i rozwijaj się. Nawet godzina dziennie może zdziałać cuda.

      W żadnym wypadku nie marudź swojemu mężczyźnie i nie zadręczaj go swoimi obawami.
      Bądź uśmiechnięta, uwodzicielska i pewna siebie, wtedy żadna kobieta Ci nie dorówna.
    • Gość: Joanna Re: nie ufam... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.02.12, 10:50
      Rozumiem Cię, bo też tak mam, chociaż jestem znacznie starsza od Ciebie. Przechodziłam nawet terapię , ale niestety na takie chore emocje i ona nie pomaga. To nie jest też kwestia niskiej samooceny - bo tę mam wysoką, pracuje na odpowiedzialnym stanowisku , a żaden z moich facetów nie zasłuzył na brak zaufania i te moje paniki. Niszczę teraz kolejny związek - tym trudniejszy, ze na odległośc i mam chęć z niego uciec, bo czuję , ze sobie z tymi emocjami nie poradzę. Zdaję sobie sprawę, jak ważne jest podtrzymywanie się wzajemne w takiej sytuacji, a nie płacze i panika, ale mimo to zachowuję się tak, że potem jest mi wstyd. Myśle, ze to jest jakiś głód miłości, wyłączności, strach, ze ktoś przestanie kochać, a jednocześnie robie wszystko, żeby tak sie stało i to nie przez inną kobietę, tylko przeze mnie samą. Czytam uwaznie odpowiedzi dla Ciebie, bo może i mnie one pomogą. Pozdrawiam.
      • janek1974 Spróbuj przeczytać tę wymianę między mną a atrgusi 05.02.12, 11:54
        forum.gazeta.pl/forum/w,1182,132868691,132868691,nie_potrafie_zbudowac_zwiazku_.html
        Nie twierdzę, że to to, ale może da do myślenia. Na pocieszenie dodam, że może jesteś w tej mniejszości, która po prostu nie potrafi stworzyć związku. I już. Zawsze jest jakaś mniejszość. Albo za dużo w tobie JA.
        • Gość: Joanna Re: Spróbuj przeczytać tę wymianę między mną a at IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.02.12, 12:19
          To nie całkiem to. Raczej za dużo JA i potrzeby kontroli.
      • Gość: esteraj Re: nie ufam... IP: *.opera-mini.net 05.02.12, 15:26
        Czyli boisz się odrzucenia i tego, że nie będziesz kochana.
        Ale co się z Tobą stanie, gdy taka sytuacja nastąpi? Czy nie dasz sobie sama rady? Czy to będzie oznaczało, że inni też przestaną Ciebie akceptować, czy będziesz wtedy gorszym człowiekiem, czy stracisz uznanie w oczach innych? Czy uważasz, że nie zasługujesz sobie na miłość? Co mogłoby zniechęcić Twojego partnera do Ciebie? Jakiej cechy w sobie nie lubisz? Jeśli taka jest, to popracuj nad nią.
        • Gość: Joanna Re: nie ufam... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.02.12, 14:55
          No i stało się, właśnie wczoraj z nim zerwałam, na wszelki wypadek, zanim on to zrobi. Jak pisałam jesteśmy w duzej odległosci - on za granicą i dla mnie podstawą jest dobra komunikacja telefoniczna, i jego nieodbieranie i nieoddzwanianie przez kilka godzin doprowadza mnie do szewskiej pasji.Niezmiennie odbieram to jako lekcewazenie. Do mnie nie docieraja żadne jego tłumaczenia, do niego moje. Przez prawie 2 lata ten sam problem i ciągłe kłótnie o to. Te zrywania co 2 tyg po każdej takiej sesji "telefonicznej" on już coraz gorzej znosi, więc właściwie powinnam wytrwać w tej decyzji, tylko jak, kiedy na spokojnie i bez emocji nigdy bym jej nie podjęła.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja