Dodaj do ulubionych

Banalne cierpienie

IP: *.static.korbank.pl 18.02.12, 20:55
Standardowa historia. Ja mężatka, on żonaty. Romans trwajacy kilka miesiecy - długie rozmowy, spotkania, tulenie sie do siebie, romantyczne pocałunki (bez seksu)..
Moje małzeństwo ... nie powinnam byla wychodzić za mąż, nie jestem pewna czy kocham męża, przywiązanie - tak, ale czy miłość? nie czuję że jestem we właściwym miejscu, czy to normalne że kobieta zastanawia się wciaz, czy kocha męża?
Nie jestem dumna z romansu, bardzo sie go wstydze, staram sie byc uczciwa, tu - chcialam dac sobie prawo do poszukiwania swojego miejsca.
I czuje ze znalazlam, chcialam odejsc od męża i byc z kochankiem. Ale on w międzyczasie zdecydował, że żony nie zostawi. Banalne, mam na co zasłużyłam, byłam przecież szmatą rozbijajacą związek ( a nawet dwa), czego sie spodziewałam? "nie buduje sie szczescia na cudzym nieszczesciu".
Teraz zostałam w malzenstwie, z ktorego boje sie zrezygnowac (przyzwyczajenie? komfort? wygoda? czy milosc, chociaz wydaje mi sie ze jej nie ma?), wciaz kochajac faceta który wybral swoja żonę (jakże naiwnie głupia byłam, licząc że będę dla niego wazniejsza, nie mialam przeciez zadnych praw).
Boje sie ze juz zawsze bede sie tak czula. Chce zapomniec o kochanku, chcialabym kochac tylko mojego meza, ktory jest bardzo dobrym czlowiekiem i kocha mnie. Ale nie czuje do niego tego, co powinnam czuc i na co on zasluguje.
Wiem, że powinnam sie rozwiesc, przede wszytskim z szacunku dla mojego meza. Zeby on mial szanse znalezc sobie kogos, kto go bedzie kochał. Dojrzewam do tej decyzji (nawet z desperacji wylądowałam u psychoterapeuty), ale wciąż się boję. Że zostane sama, oczywiscie, ale rowniez ze uswiadomie sobie kiedys, ze popelnilam blad. Bo z mezem jestesmy dobrze dopasowani, ale to bardziej jak przyjaciele... łóżka praktycznie nie ma, ja nie czuje pociągu do niego... ale czy łóżko powinno byc czyms najwazniejszym w malzenstwie? poza nim jest ok...
Boje sie, to wszytsko mnie przerasta
Obserwuj wątek
    • narciarka4 Re: Banalne cierpienie 18.02.12, 21:13
      błąd wielki bład, nie można tkwić w takie sytuacji, za bardzo Cie to męczy jak sama widzisz, kłamstwo to nie jest dobre rozwiązanie, musisz wyjawić prawdę wtedy przede wszytkim sama poczujesz się lepiej, a miłość to nie tylko seks, jeśli masz wiernego i kochającego(!) męża to masz wielki skarb, postaraj się to urawtować
      • moniapoz Re: Banalne cierpienie 18.02.12, 21:43
        sorry, ale jak wyjawi prawdę to nic dobrego to nie przyniesie - moim zdaniem.

        a już twierdzenie, że małżeństwo bez seksu może być super wspaniałe bo to miłość ....jest dla mnie nadużyciem. oczywiście miłość to nie sam seks, ale nie może chyba tak być, że ta część związku w ogóle nie istnieje.

        ale faktycznie powalczyłabym jeszcze o ten związek i nie poddawała się....

        ile macie lat ?

        ------
        Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
        Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
        • Gość: Banalna Re: Banalne cierpienie IP: *.static.korbank.pl 18.02.12, 22:01
          lat 29...
          seks jest wazny, z mezem nie mam ochoty, raczej biore niz daje...dreczy mnie to.
          z kochankiem...chcialam tez dawac, w sumie "szkoda" ze nie bylo seksu, bo przynajmniej bym wiedziala czy to bylo "to", ale przy pieszczotach bardzo chcialam dawac i dawalam... nie bylam "pasozytem"...pragnelam go
          • Gość: moniapoz Re: Banalne cierpienie IP: *.icpnet.pl 18.02.12, 22:07
            a czy wiesz czemu z mężem nie masz ochoty ? czemu Cię nie pociąga ? nie wiem ....chodzi o wygląd, cechy charakteru....czy znudzenie?
            i co on na to ? nie naciska na Ciebie, że chciałby więcej ?
            jesteście młodzi.....29 lat, nie wiem, ale dziwny wydaje mi się związek w tym wieku oparty
            prawie tylko na przyjaźni, bez seksu.....przecież to ważna część związku...
            • Gość: Banalna Re: Banalne cierpienie IP: *.static.korbank.pl 18.02.12, 22:16
              po prostu... nie pociaga... fizycznie nie jest odpychajacy, ale jednak nie czuje potrzeby dotykania go, przytulanie tylko czasem (jak mi jest zle albo mam w stosunku do niego wyrzuty sumienia, marze o tym, bym chciala sie przytulic ot tak, z checi poczucia bliskosci, "jak dobrze ze jestes"). Jestesmy ze soba dobre kilka lat, nigdy nie byl moim idealem, nie odpychal ale i nie przyciagal...nigdy nie mialam takiej wlasnie potrzeby dawania, sa kobiety które chciałyby "zjesc" swoich mezczyzn.. ja tak nie mialam. Nie z nim.
              On nie naciska, bo ja uciekam. A jemu na mnie zalezy. Krzywdze go, wiem
              Wyrzuty sumienia zżerają mnie. I za te watpliwosci i za zdrade...
              • Gość: moniapoz Re: Banalne cierpienie IP: *.icpnet.pl 18.02.12, 22:34
                mam nadzieję, że ktoś jeszcze skomentuje Twój wątek, ale mnie nasunęła się taka myśl
                czy to było tak zwane małżeństwo z rozsądku ? czemu wyszłaś za faceta którego nie masz potrzeby dotykać....przytulać się spontanicznie, już nie piszę o seksie, bo z tym bywa różnie w różnych fazach związku.
                dla mnie to dziwne...i nie chodzi mi o to, że trzeba tworzyć związek oparty tylko na bliskości fizycznej....pomiędzy tym co opisujesz a takim związkiem opartym tylko na seksie jest jeszcze taki fajny środek.
                z drugiej strony dziwi mnie też postawa Twojego chyba zbyt dobrego męża....on nie naciska bo ja uciekam....a może gdyby choć trochę naciskał to rozpalił w Tobie chęci, bo byś wiedziała, że jesteś pożądana ?
                umiesz sobie odpowiedzieć na pytanie co Ciebie tak pociągało w tym żonatym który wybrał żonę ?
                • Gość: Banalna Re: Banalne cierpienie IP: *.static.korbank.pl 18.02.12, 22:51
                  Tak, mysle ze to bylo malzenstwo z rozsadku. Bralam slub nie czujac euforii. Nawet mi smutno bylo w dniu slubu, bo nie czulam praktycznie nic, i zal mi bylo, ze pozbawilam sie tej radosci...
                  Glupie, prawda? wiedzialam ze to nie sa "fajerwerki", ale mimo wszytsko wyszlam za niego. Bo latwiej, wygodniej, bo nie trzeba szukac innego, bo ma sie kogos kto kocha, zawsze pomoze, bedzie dobrym ojcem dla przyszlych dzieci... balam sie byc sama, balam sie ze nie znajde juz nikogo fajnego. Teraz tym bardziej sie boje... prawie 30 na karku..rynek sie skurczyl.
                  Maz sie chyba boi, ze jak bedzie naciskac, to sie zamkne. Nie zeby wogole nigdy nie naciskal - widac ze chce, probuje dotykac, ja sie z reguly odsuwam...czasem sie "zgadzam", ale potem jest mi jeszcze gorzej... bo dla mnie to klamstwo jest.
                  Zonaty... to tez nie Adonis, ale ma cos w sobie... w pewien sposob podobny do meza (poczucie humoru) ale w duzej mierze inny (mniej przewidywalny, roznilismy sie w wielu kwestiach - to bylo mile, poznawac inny punkt widzenia, uczyc sie od siebie roznego spojrzenia na swiat). Mimo ze wiele rzeczy mi nie pasowalo, chcialam go.
                  Typowe znudzenie "znanym"? straszne tak myslec... bo ciągła pogoń za "nowym" wydaje mi się biegiem bez końca... dlaczego nie potrafię docenić stabilnosci? inaczej - marzyłam o stabilności z kochankiem, nie potrafie docenic stabilnosci z mezem. Wiec o co mi chodzi wlasciwie?
                  dziekuje Moniu że czytasz
                  • moniapoz Re: Banalne cierpienie 19.02.12, 22:02
                    wielka szkoda, że sobie i jemu to zrobiłaś - znaczy się małżeństwo z rozsądku, ale mleko się już wylało więc nie będę kadzić.
                    czy nie jest tak, że mąż Cię nie pociąga bo jest zbyt dobry ? taki wyrozumiały tylko delikatnie naciskający a Ciebie rajcują niegrzeczni ?
                    czy w ogóle kiedykolwiek dałaś mu do zrozumienia, że coś jest nie tak ? czy on biedak w nieświadomości żyje i chce być dobry i miły i Ciebie nie urazić nawet kosztem swoich wyrzeczeń ?

                    ------
                    Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                    Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                    • Gość: gość Re: Banalne cierpienie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.12, 20:59
                      jakbym o sobie czytała...
                      mąż kochany i dobry, bardzo go szanuję i jest pierwszą osobą, której mówię o swoich sprawach, zawsze mogę na niego liczyć, nigdy nie zawiódł
                      ale - nie ma iskry, nie ma namiętności, nie ma romantyzmu. Było zauroczenie i zbyt szybki ślub (po latach tak to widzę), brak większych doświadczeń z innymi mężczyznami w moim przypadku i z kobietami w jego przypadku. Nieznajomość swoich potrzeb po obu stronach. Mąż nie czuje uwodzenia, flirtu... a mi tego bardzo brakuje, od lat. Rozmawiamy o tym, przedstawiam swoje oczekiwania, potrzeby i... nic się w temacie nie dzieje. Nawet oparło się o terapie małżeńską. Jak chcę gdzieś wyjść to wychodzę sama albo wspólną randkę aranżuję ja, wyjazdy, wakacje, czas wolny, zakupy planuję ja, on się dostosowuje. Zawsze mnie intrygowało dlaczego mam tak niskie libido, potrzebowałam mało seksu ale też nie miałam odniesienia i porównania aż wreszcie odkryłam (to był długi proces) że to przez brak namiętności... A on, podobnie jak Twój partner nie zabiega, nie naciska na mnie, ew ponarzeka sobie, że go unikam i robi z siebie ofiarę czego ja nie trawię!
                      Dlatego dałam się "uwieść" mężczyźnie który zobaczył we mnie atrakcyjną kobietę, mądrą, inteligentną. Był czuły, doskonale nam się rozmawiało, żartowaliśmy z lekkością, słyszałam piękne słowa pod swoim adresem, szczere i z głebi serca (to wiem na pewno). Jego spojrzenia wprawiały mnie w drżenie, widziałam zachwyt w jego oczach i podziw. Nie było fizycznego zbliżenia chociaż czuliśmy ogromne przyciąganie i pożądanie. Pozostaje mi żal do losu, że spotkaliśmy sie w niewłaściwym miejscu i o wiele za późno... bardzo tęsknię za wyjątkowym uczuciem bliskości z nim. Staram sie nie rozmyślac i nie nakręcać bo to już temat zamknięty.

                      Małżeństwa nie chcę rujnować ale bardzo bliskie są mi Twoje rozterki. Za nic nie skrzywdze męża bo darzę go zbyt wielkim szacunkiem i wiele mu zawdzięczam. Zbudowaliśmy coś przez te lata i do tej pory wydawało mi sie, że to coś bardzo, bardzo trwałego. Wśród znajmoych też uchodzimy za super parę. Choć to bardziej przyjaźń niż kochanie. Czasem sobie żartuję, że po tylu latach to już kazirodztwo...
                      podsumowując - będę chronić związek ale jak zdarzy sie coś, co doda mi wiatru w żagle, sprawi, że poczuję się lepiej to niewykluczone, że skorzystam... wiem, że okupię to wyrzutami sumienia i nic nie będzie proste ale czy mam w wieku 30 lat skazać się na życie bez emocji?:(
    • policzdo3 Re: Banalne cierpienie 22.02.12, 23:27
      ja się tylko zastanawiam: zgodziłaś się na ślub z nim bo był dobry dla Ciebie czy nikt Cie nie chcial?

      skrótem myślowym :chemia, komunia dusz,dziki seks, przyjazn, bezpieczenstwo, potrzeba bliskości itd.itd. a w efekcie malzenstwo.czyż nie?
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka