anka-wolna
20.02.12, 13:14
Kolejne zerwanie. Ale to ja, mimo iż on już chyba też miał dość. Mam 47 lat, dziecko na studiach. 12 lat temu mąż zdradził i mnie zostawił z całym inwentarzem. Dałam sobie radę. I nie powiem, po jakimś czasie miło mi było być samej. Ale co jakiś czas zdarza się ten Jedyny. I co z tego ? Zaczyna się cudownie, a potem dochodzi moje drugie Ja, które uświadamia mi że nie kocham, że chcę być sama. I zrywam. Łatwo mi to przychodzi, bo nie dopuszczam do sytuacji wspólnego mieszkania. Sama w domu, weekendowe wizyty koleżanek, znajomych, krewnych. Wyjazdy babskie latem i nie tylko. Czas to mój współpracownik. Sama go organizuję, jest mi dobrze. 47 lat !!! Jeszcze chwila i koniec urody, stanę się starą, zdziwaczałą "panną". A jak dziecko osiedli się poza naszą miejscowością, to poza rodzicami, którzy będą powoli wymagać opieki nic mnie nie czeka, tylko samotność. Ale nie potrafię się przemóc i znowu zerwałam. I tylko widziałam jak cierpi. Nie wiedział zupełnie co się dzieje. Wspólne Święta i nagle łubudu. Koniec. Nie zrzucam winy na byłego. Było to ciężkie przeżycie, ale ja chyba taka jestem i z nim trwałam bo małżeństwo.