Dodaj do ulubionych

Odejscie po paru latach zwiazku z braku zareczyn

IP: *.ip.netia.com.pl 24.02.12, 08:57
Witam

moj problem nie jest przypadkiem odosobnionym ale okolicznosci i fakty calego zajscia jednak sa dosc dziwne, na wstepie chcialbym zaznaczyc czego oczekuje od Was a mianowicie chcialbym abyscie wyrazili swoja opinie odnosnie mojego problemu i sytuacji w jakiej sie znalazlem. Prosze o rade.

Ja i moja dziewczyna mamy po 24 lata. Znamy sie od czasow podstawowki. Tak sie zlozylo ze po wielu latach przerwy los na nowo skrzyzowal nasze drogi i zostalismy para. Od 3,5 roku bylsimy w zwiazku, wszystko bylo wspaniale tzn mi sie tak wydawalo. Byly lepsze momemty i gorsze, jak to w zwiazku. Jestem czlowiekiem ktory dba o partnerke, stara sie aby czula sie wyjatkowo. Prezenty, kwiaty, weekendowe wypady itp. Staralem sie aby jak najwiecej czasu spedzac razem. Kazda wolna chwile poswiacalem jej. Oczywiscie mialem rowniez swoje hobby i zainteresowanie ale staralem sie aby nigdy nie kolidowaly z czasem dla nas. Czasami sie klocilismy bo jak ona twierdzila nie potrafilem rozmawiac, jestem facetem i staram sie rozmawiac o problemach bo wiem ze to jest rozwiazanie. Staralem sie pracowac nad wlasnym charakterem i byc coraz lepszym, chcialem dopasowac sie do niej...niestety bylo ciezko. Niedawno rodzice kupili jej mieszkanie, pomagalem w remoncie nie tylko wykanczajac mieszkanie ale rowniez inwestujac w nie pewna czesc pieniedzy. Wszystko bylo w porzadku az do momentu kiedy zaczelismy razem pomieszkiwac w weekendy. W tygodniu pracuje a poza tym nie chcialem sie zbyt szybko wprowadzac aby ktos nie pomyslal ze tylko czekalem na to mieszkanie. Pomieszkiwalismy w weekendy, sprzatalem, gotowalem robilem zakupy itp. Chcialem aby to byl taki przedsmak wspolnego zamieszkania, chcialem pokazac ze potrafie sie zajac ukochana i zadbac o dom, pomagalem jej w obowiazkach...niestety w zeszlym tygodniu po walentynkach wszytsko sie zmienilo. W walentynki zabralem ja na kolacje i kupilem bardzo ladny i dosc kosztowny prezent, uznalem ze ona zasluguje na takie cos. W czasie kolacji nie moglem nawiazac z nia kontaktu, byla jakby nieobecna, nie wiedzialem jak do niej dotrzec.....ona wrocila do siebie a ja do siebie. Nie odzywala sie do mnie az do niedzieli pomimo tego ze probowalem sie dowiedziec o co chodzi. Ta ostatnia niedziela, jak spiewal Fogg to byla katastrofa....spotkalismy sie w parku gdzie oznajmila mi ze nie widzi sensu dalszego zwiazku, ze chce sie rozstac . Ze spodziewala sie ze w walentynki sie jej oswiadcze, ze nie wpsieralem jej nigdy i ze niebyla ze mna szczesliwa, ze jestesmy ze soba przyzwyczajenia. Zarzucila mi ze mamy inne priorytety bo ja chce jeszcze poczekac z zakladaniem rodziny. Moze powienienem sie zareczyc ale teraz to juz nie ma sensu. Ze nie czula sie kobieco nawet gdy mowilem ze jest dla mnie najpiekszniejsza na swiecie..bylem w szoku. Poiwedziala ze chce sie rozstac. Ja zareagowalem dosc impulsywnie i oddalem jej klucze a ona oznajmila ze ma moje rzeczy osobiste i zebym je zabral. Czuje sie skrzywdzony, czuje ze ona na sile wyszukiwala powody do rozstania. Chcialbym z nia byc bo ja kocham, i nie jest to napewno przyzwyczajenie. To prawdziwa milosc i jestem tego pewien. Ona nie widzi szans na bycie ze mna, nie wierzy mi ze ze tez moge sie zmienic dla niej. Ze bedziemy czesciej rozmawiac i wyjasniac sobie wszystko (choc to czesto ona nie chciala rozmawiac a potem twierdzila ze tego nie robi bo ja sie obrazam jak mamy pogadac na powazne tematy, to bzdura). Jestem gotowy na wiele aby wrocila ale chyba nie widze tego w jasnych kolorach, mysle ze nie ma na to szans jak ona sie tak zapiera. Co powinienem zrobic? Co o tym myslicie? Czy mozliwe ze kogos poznala? Prosze o jakies rady, nie moge spac ani pracowac nie mowiac o nauce....jestem w totalnej rozsypce......
Obserwuj wątek
      • Gość: gosia Re: Odejscie po paru latach zwiazku z braku zarec IP: *.hypernet.biz.pl 26.02.12, 23:31
        powiem tak... pewnie że walcz, jesli tego nie zrobisz ona nigdy się nie dowie, ze Ci na niej naprawdę zależy... ona musi poczuć że jest teraz dla Ciebie piorytetem... osobą najważniejszą... zaskocz ją czekając na nią np. po pracy i poproś o rozmowę... wtedy na pewno nie odmówi... i porozmawiaj szczerze , a najlepiej powiedz to co napisałeś na forum i wyjaśnij swoją wizje Waszego związku
        • Gość: g Re: Odejscie po paru latach zwiazku z braku zarec IP: *.dynamic.chello.pl 24.02.12, 13:12
          Gość portalu: m napisał(a):

          > przez 3,5 roku nie poczułes pewnosci ze TO TA JEDYNA ?
          >
          > sorry gregory , pani postanowila poszukac kogos ktos tych watpliowsci nie bediz
          > e mial
          > i słusznie
          > trza bylo byc przytomnym i albo sie oswiadczyc albo szukac swojego szczęscia

          błagam, co to za głupia moda z tymi zaręczynami! w tej chwili, każdy kto jest kilka lat w związku i ma powyżej 20 lat uważa, że czas się zaręczać. 3,5 roku to wcale nie tak długo, zwłaszcza jak się ma 24 lata i inne priorytety, niż przymusowe zakładanie rodziny. na ślub jeszcze przyjdzie czas, po cholerę się zobowiązywać na całe życie, tylko dlatego, że nudno już tak zwyczajnie ze sobą chodzić, doroślej i poważniej będziemy wyglądać, jak się zaręczymy zaplanujemy weselicho na 300 osób. ludzie, proszę, kiedyś zaręczyny na prawdę miały znaczenie i były poważanym krokiem na przód, a w tej chwili stały się czymś tak prozaicznym, że już nawet niedługo 15latki się będą zaręczać, bo fajnie wygląda, a konsekwencji za sobą nie ciągnie żadnych.



          • mozambique Re: Odejscie po paru latach zwiazku z braku zarec 24.02.12, 14:09
            konsekwecji zadnych moga nie miec nastolatki bo głupie to i naiwne ze strach

            dorosly czlowiek , mający cos pod kopula zna pojęcie zaręczyn i małzenstwa
            i wie co sie z tym wiąze

            ja sie osobisce sie nie dziwie ze prawie po 4 latach bzykania bez okreslonych planów ze strony faceta dziewczyna sie zwinęła

            młodosc i swieżosc to okazja jednorazowa , tu nie bedzie ripleya - po co ja marnowac na faceta co to bez konca sie bedzie zastanawiał
            • Gość: g Re: Odejscie po paru latach zwiazku z braku zarec IP: *.dynamic.chello.pl 24.02.12, 14:28
              wiesz co, znam sporo osób, które są w okolicach 30stki i mają na koncie po kilka zaręczyn (jeden znajomy ma już chyba ze 3 zwrócone pierścionki zaręczynowe i właśnie nabył sobie nową dziewczynę). chodzi mi o to, że zaręczyny straciły na wartości. mając dwadzieścia kilka lat trudno jest zobowiązać się na całe życie. nawet jak jest się razem 4 lata. różnie bywa w życiu. mam 22 lata i po prostu obserwuję wśród moich znajomych taką głupią tendencję do oświadczyn, które i tak znaczą tyle samo, co podstawówkowe "będziesz ze mną chodzić?". żeby nie było, sama jestem zaręczona, u nas doszło do tego po 2 latach związku, gdy byliśmy już szczęśliwymi rodzicami roczniaka. i mimo wszystko do tej pory małżeństwem nie jesteśmy i ja sama mam wątpliwości, czy byłabym w tym momencie gotowa na ta wielki krok.
              • my_favourite_axe Re: Odejscie po paru latach zwiazku z braku zarec 24.02.12, 21:24
                Gość portalu: g napisał(a):

                > wiesz co, znam sporo osób, które są w okolicach 30stki i mają na koncie po kilk
                > a zaręczyn (jeden znajomy ma już chyba ze 3 zwrócone pierścionki zaręczynowe i
                > właśnie nabył sobie nową dziewczynę). chodzi mi o to, że zaręczyny straciły na
                > wartości. mając dwadzieścia kilka lat trudno jest zobowiązać się na całe życie.
                > nawet jak jest się razem 4 lata. różnie bywa w życiu. mam 22 lata i po prostu
                > obserwuję wśród moich znajomych taką głupią tendencję do oświadczyn, które i ta
                > k znaczą tyle samo, co podstawówkowe "będziesz ze mną chodzić?". żeby nie było,
                > sama jestem zaręczona, u nas doszło do tego po 2 latach związku, gdy byliśmy j
                > uż szczęśliwymi rodzicami roczniaka. i mimo wszystko do tej pory małżeństwem ni
                > e jesteśmy i ja sama mam wątpliwości, czy byłabym w tym momencie gotowa na ta w
                > ielki krok.

                czyli to dziecko tak na próbę przez tym właściwym Wielkim Krokiem, z ciekawości czy wam wyjdzie?
          • Gość: staż związku 5 lat Re: Odejscie po paru latach zwiazku z braku zarec IP: *.centertel.pl 09.03.15, 14:15
            co za bzdura dziewczyno! kiedyś to zaręczyny były z powodu ciąży i od razu ślub, a nawet jak były zaręczyny bez dziecka to około 20 roku życia kobiety i od razu mieszkali razem. teraz jest problem z mieszkaniami i weselami bo nie każdego stać ( kiedyś wszyscy mieli przyjecia jesli chcieli ) i dlatego odkłada się decyzje o slubie na potem i wtedy zareczyny nie sa z powodu "milosci" a spoleczno ekonomicznych uwarunkowan. Zareczyny to nowy etap związku które daje kobiecie poczucie wyjątkowości ( jeśli tego potrzebuje ) i tego, że przy kilku latach bycia w zwiazku rozmowy o slubie to nie mrzonki a konkretne plany.
    • janek1974 Może za dużo było tej miłości a za mało 24.02.12, 13:00
      BYCIA razem. Rozmawialiście. Ale czy to były rozmowy, czy śledztwa, oskarżenia, zaciekłe bronienie swojego zdania, wymuszanie zgody itp. Młodzi jesteście. Może ty za bardzo dojrzały a ona za mało. Poza tym, chociażby tym forum widać często: JA JA JA JA JA odmieniane przez wszystkie przypadki, a nie MY MY. Zresztą, diabli wiedzą. Miłość to tak .... uczucie, że nigdy nie wiesz na czym stoisz. Może przestała ciebie kochać. Zdarza się. Znudziła się. Zdarza się. Ja bym radził próbować. Po co sobie potem wyrzucać: co by było gdyby. Ale bez zaborczości, bez narzucania swoich pomysłów i woli. RAZEM RAZEM. A może warto pomyśleć o wspólnej rozmowie z kimś z zewnątrz - terapeuta, psycholog.
    • Gość: lilya Re: Odejscie po paru latach zwiazku z braku zarec IP: *.static.korbank.pl 24.02.12, 13:56
      Jak sam napisaleś, ona szukała powodu, żeby zerwać. Kto chce - szuka sposobu, kto nie chce - szuka powodu. Uwierz mi, kobieta, której bardzo zależy na zaręczynach, nie zrywa z tym partnerem kilka dni później.
      Nie wiem, czy dawała ci wyraźne sygnały wcześniej, że zalezy jej na zaręczynach, ślubie, zobowiązaniach. Sam piszesz, że to ty byłeś ten bardziej dojrzały. Zresztą tę dojrzałość widać w twoim poście. Jeśli te sygnały były, a ty je ignorowałeś, to warto z nią porozmawiać i określić się.
      Nie zastanawiaj się, gdzie popełniłeś błąd. Najczęściej jest tak, że to co zarzucamy swemu partnerowi, nosimy w sobie. Jeśli czuła nudę w związku - co SAMA zrobiła, aby nie doprowadzać do nudy? Zabierała cię na niespodziewane wycieczki, proponowała spontaniczny seks np. w windzie, zaskakiwała cię w pozytywny sposób, SAMA prowadziła niebanalne życie? Odczuwając nudę, zrobiła to, co robi większość ludzi - znalazła winnego - zamiast przyjrzeć się sobie.
      Jeśli ją kochasz, staraj się o tę relację. Ale nie zastanawiaj się, gdzie popełniłeś błąd.
      • Gość: Łukasz Re: Odejscie po paru latach zwiazku z braku zarec IP: *.ip.netia.com.pl 24.02.12, 14:14
        Lilya, uwazam sie za osobe dosc twardo stąpająca po ziemi jak na swoj wiek i dobrze wiem czego chce. Chcialem zamieszkac razem, sprobowac jak damy sobie rade w zwiazku oboje. Moglem byc bardziej dojrzaly i isc na kompromis choc nie wiem czy to by cos dalo. Najgorsze jest to ze teraz twierdzi ze juz nie ma powrotu i ja sie nie zmienie, ja twierdze zebysmy sprobowali a napewno damy rade jesli oboje tego pragniemy. Kocham ja i nie jest to jakas szczeniacka milosc ale dojrzale i pewne uczucie a zareczyny to dla mnie pewna deklaracja a nie jakies tam zwykle pytanie czy bedziemy razem......niestety z tego co mowi i jak sie odnosi wynika ze nie ma szans bo ona nie widzi we mnie checi, zapewne dlatego ze nie mam tych checi w niej. Wiem ze moze powinienem odpuscic ale ciezko jest po takim czasie to puscic w niepamiec a serce podpowiada zeby walczyc i poki co walcze ale zle to widze......
          • Gość: kicia Re: Odejscie po paru latach zwiazku z braku zarec IP: *.play-internet.pl 24.02.12, 20:34
            może dziewczyna nie chciała mieszkać z facetem bez ślubu. Ja też nie wzięłabym pod swój dach faceta, z którym nawet nie jestem zaręczona. Ogólnie rzecz biorąc to do własnego mieszkania nie wprowadziłam bym nikogo na żadnych warunkach, to mężczyzna powinien zapewnić żonie dach nad głową, tak to zawsze tradycyjnie bywało. Poza tym może życie na kocią łapę jest teraz modne ale niestety nie przynosi nic dobrego, ludzie nie traktują się wtedy poważnie. Moja znajoma rozstała się z chłopakiem po 6 latach wspólnego mieszkania, a on nigdy nie zaproponował jej ślubu, bo po co skoro już i tak razem mieszkają. Jest to nieuczciwe pod każdym względem, chyba, że obie strony godzą się na taki układ, w który jakby z góry wpisana jest perspektywa szybkiego i bezproblemowego rozstania w razie niepowodzeń. Na "wypróbowanie" swojej partnerki pod każdym względem chyba miałeś już dostatecznie dużo czasu...
            • Gość: motyl Re: Odejscie po paru latach zwiazku z braku zarec IP: *.col.wideopenwest.com 26.02.12, 17:20
              Zgadzam sie z toba olka_only. Ja tez tak to widze. Ja i tak podziwiam jej cierpliwosc. Nie czekalabym wiecej niz 2 lata na konkretne kroki od chlopaka. 2 lata wystarcza by wiedziec czy w lewo czy w prawo. My nie lubimy marnowac czasu tak samo jak mezczyzni lubia przeciagac sprawe w nieskonczonosc dla swojej wygody.
              Swieta prawda co kicia powiedziala:
              „może dziewczyna nie chciała mieszkać z facetem bez ślubu. Ja też nie wzięłabym pod swój dach faceta, z którym nawet nie jestem zaręczona. Ogólnie rzecz biorąc to do własnego mieszkania nie wprowadziłam bym nikogo na żadnych warunkach, to mężczyzna powinien zapewnić żonie dach nad głową, tak to zawsze tradycyjnie bywało. Poza tym może życie na kocią łapę jest teraz modne ale niestety nie przynosi nic dobrego, ludzie nie traktują się wtedy poważnie. Moja znajoma rozstała się z chłopakiem po 6 latach wspólnego mieszkania, a on nigdy nie zaproponował jej ślubu, bo po co skoro już i tak razem mieszkają.”
              Tez nie wposcilabym do wlasnego mieszkania zadnego mezczyzny bez konkretnej deklaracji co do naszej przyszlosci. Jakby cos nie wyszlo zostaja zawsze te wspolne wspomnienia z bycia razem w tym mieszkaniu. A nie latwo jest sie ich pozbyc a zmienic mieszkanie jeszcze trudniej.
              Wasza sytuacje widze tak: twoja dziewczyna jest madra dziewczyna, kochala cie i kocha cie dalej ale stracila zaufanie i wiare w ciebie. Jak jestes pewny ze to ta jedyna to nie powinienes odpuscic. Odczekaj jeszcze tydzien bez kontaktowania sie z nia i postaraj sie w sposob delikatny bez narzucania sie zbytnio nawiazac kontakt i porozmawiac szczerze jeszcze raz. Powodzenia.
              Jak sie nie uda to poprosilabym od niej czesciowy zwrot kosztow jakie poniosles do wyremontowania mieszkania. Oczywiscie zmarnowanego czasu nie liczysz bo ona zmarnowala go wiecej.
    • Gość: dd Re: Odejscie po paru latach zwiazku z braku zarec IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.02.12, 20:49
      musisz przyjąć do wiadomości fakt,że ta dziewczyna ciebie po prostu nie kochała.
      Gdyby było odwrotnie to uwierz,że niepotrzebne byłyby jej żadne zaręczyny ani deklaracje.
      Cieszyłaby się z samego faktu,że ciebie ma,że może z tobą przebywać na co dzień.
      Może to i lepiej dla ciebie,że teraz sie to skończyło..??
      A co do zaręczyn,to nawet sympatyczny zwyczaj,który sie ostatnio dosyć intensywnie celebruje ale istota zaręczyn kiedyś,to był sygnał,że należy zakasać rękawy i brać się za szykowanie ślubnej wyprawy tzn.serwisów,pierzyn,obrusów i takich tam.
      Dzisiaj to juz anachronizm,chociaż zwyczaj jak powiedziałam bardzo sympatyczny.
      • Gość: kicia Re: Odejscie po paru latach zwiazku z braku zarec IP: *.play-internet.pl 24.02.12, 21:28
        bzdury opowiadasz, każda dziewczyna chce przeżyć taki moment w swoim życiu (oczywiście, jeśli chce żyć w stałym związku), nawet małe dziewczynki już bawią się w panny młode. Jeżeli facet chce kobietę pozbawić tego szczęśliwego momentu, to znaczy, że nie uważa jej za jedyna kobietę w swoim życiu, a związek traktuje jako tymczasowy, ponieważ nie jest pewny swojego wyboru. A jeżeli nie jest pewny swojego wyboru, tonie powinien z nią razem mieszkać, gdyż jej w ten sposób rujnuje reputację, i już szczególnie nie powinien pakować się do jej własnego mieszkania, gdzie dziewczyna być może spędzi całe swoje życie.
        • mozambique Re: Odejscie po paru latach zwiazku z braku zarec 24.02.12, 22:15
          ktos podjął ciekawy temat - lokum i mieszkania

          moze rzeczywiscie decydujecy tu byl moment zakupu wlasnego mieskzania dziewczyny
          mogla wtedy pomysles - zaraz co jest , moi rodzice zarżnneli sie finansowo zeby mi kupic mieszkanie a on co ? przyjdzi ena gotowe? bez zlotówki wlasnego wkłądu ? kazdy by tak chcial - w tych choelrnei trudnych czasach "przytulic sie " do dziewczyny z wlasną chatą
          a co autor sam jej zoferował ? jaką ewentualną przyszłość? jakei "gniazdo'?
          jaką stanwoi "partię" mówiąc tym archaicznym językiem ?
        • Gość: dd Re: Odejscie po paru latach zwiazku z braku zarec IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.02.12, 22:16
          to że małe dziewczynki bawią sie już w panny młode,to wybacz,żaden argument.
          I z zasady nie mam nic przeciwko zaręczynom ale zrywanie dosyć długiej znajomości z dnia na dzień tylko dlatego,że nie było spodziewanych deklaracji, wiele mówi o stosunku tej dziewczyny do partnera.
          A wspólne pomieszkiwanie,bez widoków na zaręczyny i ślub jest dzisiaj tak powszechne,że mieszanie do tego reputacji chyba jest nieporozumieniem.Trochę to anachroniczne, co piszesz.Ale to już twój problem.
          • Gość: m Re: Odejscie po paru latach zwiazku z braku zarec IP: 148.81.254.* 28.02.12, 11:24
            tez zerwalam prawie nagle 2 letni zwiazek oparty glownie na wspólnych pomieszkiwaniach łikendowych bo pan przez kilka miesiecy zastanawial sie czy jest gotowy na WIELKI KROK w kierunku wspolnego mieszkania az w końcu powiedzal ze potzrebuje jeszce dłuzszego czasu na myślenie - moze kilka lat !

            a ze nie mam 18 lat to najzwyczajniej szkoda mi było czasu
            • Gość: Tza Re: Odejscie po paru latach zwiazku z braku zarec IP: *.ip.netia.com.pl 29.02.12, 15:11
              A może tu właśnie tkwi problem? Oświadczyny i śluby na studiach to, mimo wszystko, domena innej epoki. Autor wątku ma 24 lata. Z tego, co pisze, można wywnioskować, że łączy pracę oraz studia. Ale to żaden argument dla forumowych gąsek, które muszą wziąć w obronę koleżankę po jajnikach i wyrzucać mu zwlekanie.

              Łukasz, wiem, że to cholernie ciężkie, ale musisz otworzyć oczy. Takie zachowanie z jej strony to szukanie wymówki, sposobu. Przedstawiana teraz odporność na Twoje argumenty jedynie to potwierdza. 3,5 roku w tym wieku to kawał czasu. Odbierz od niej swoje rzeczy, skup się na pracy i nauce, hobby, zafunduj sobie zupełny detoks - tak od niej, jak i innych kobiet - na kilka tygodni, miesięcy.

              Wyciągnij odpowiednie wnioski, zapamiętaj sygnały, jakie dawała Ci na ostatniej prostej, ale - mając je, rzecz jasna, w pamięci - nie obawiaj się kolejnego związku. Nie zmień się w radosnego singla zaliczającego na lewo i prawo - nie warto.
    • majaa Re: Odejscie po paru latach zwiazku z braku zarec 24.02.12, 23:58
      Wiesz co, Łukasz, wprawdzie jestem kobietą, ale ciężko mi pojąć postawę Twojej dziewczyny. Skoro miała Cię za nudziarza, nigdy nie czuła się przy Tobie kobieca i szczęśliwa, to po jakiego czorta oczekiwała na Twoje oświadczyny??? Czy możliwe, żeby to, co Ci powiedziała o Tobie i Waszym związku było wyłącznie pozą i fochem "księżniczki" urażonej brakiem deklaracji? Sama nie wiem... chyba raczej wątpliwe. Wydaje mi się, że gdyby rzeczywiście Cię kochała, akceptowała i myślała o Tobie przyszłościowo, to nie stawiałaby sprawy tak kategorycznie, nie dając Ci żadnych szans i nawet iskierki nadziei.
      Ja bym chyba odpuściła...
    • olka_only Re: Odejscie po paru latach zwiazku z braku zarec 25.02.12, 09:33
      Kobiety bywają różne. ;) Tak jak ludzie. :) Banał :) Ja to intuicyjnie widzę tak - chciała wywołać u Ciebie odzew, żebyś zawalczył o ten związek, żeby wiedziała, że Ci zależy. Oświadczyny byłyby dla Niej takim znakiem, ale go nie dostała...
      Pewnie myślała, że się "ockniesz", a te wszystkie niemiły słowa, miały paradoksalnie, wywołać odzew. Może były usprawiedliwieniem też dla niej, że zrywa, bo się nie oświadczasz...
      • Gość: krycha Re: Odejscie po paru latach zwiazku z braku zarec IP: *.hypernet.biz.pl 27.02.12, 12:54
        ale teraz sa inne czasy przecież... To normalne że dziewczyna chce czuć stabilizację i wiedzieć jakie plany ma partner. Pewnie sama nie widzi sensu bo nie chce się narzucać i o nic prosić, a Ty odbierasz to jako koniec. Jeśli Ci na niej zależy musisz się z nią szczerze porozmawiać ale konkretnie się określić zarazem. Jeśli nie jesteś na to gotów i sam nie wiesz czego chcesz od życia , poprostu odpuść. Ale tu nasuwa się pytanie, skoro to jest miłość to dlaczego miałbyś odpuścić?
        • Gość: Łukasz Re: Odejscie po paru latach zwiazku z braku zarec IP: *.ip.netia.com.pl 27.02.12, 13:09
          Nie chce odpuszczac ale wiem ze to juz koniec....chyba pora pogodzic sie z tym :((((( jest cholernie ciezko. Wczoraj z nia rozmawialem naprawde powaznie. Sporo lez przelano przy tej rozmowie ale sytuacja sie nie zmienila. Gdyby dala nam szanse zrobilbyym wszytsko aby poprawic nasze relacje. Chce zeby byla szczesliwa ze mna ale to juz nie ma sensu. Mowi ze teraz nie da mi odpowiedzi, ze potrzebuje czasu ale wiem ze jesli teraz nie da szansy to juz nigdy jej nie da. To sie napewno nie uda....trzeba wziac sie w garsc i zajac sie soba. Najgorsze jest to ze kiedy wszedlem do mieszkania od razu ujrzalem bukiety kwiatow...i to nie te ktore ja jej dalem. Pewnie juz sie z kims spotyka i dlatego mysl o dawaniu nam jeszcze jednej szansy wogole nie wchodzi w gre....co zrobic
          • Gość: dziama Re: Odejscie po paru latach zwiazku z braku zarec IP: *.adsl.inetia.pl 27.02.12, 13:24
            Moim zdaniem dziewczyna sama nie wiedziała, czego chce, za bardzo ją rozpuściłeś w trakcie Waszego związku i nie potrafiła tego docenić, pewnie liczyła na to, że będziesz odgadywał jej zachcianki i je spełniał. Z tego, co piszesz, to naprawdę dużo robiłeś dla tego związku, być może dla niej byłeś przewidywalny. W takim razie dlaczego sama czegoś ciekawego nie wymyśliła, żeby jakoś inaczej spędzić czas? Wg mnie oświadczyny mają sens w momencie, kiedy całkowicie poznamy drugą osobę, a bardzo dobrym tego testem jest wspólne zamieszkanie. Wydajesz się dojrzałym facetem,obecnie to rzadkość, dlatego na pewno ktoś inny to doceni:)
          • rubarom Re: Odejscie po paru latach zwiazku z braku zarec 27.02.12, 14:13
            Masz już więc odpowiedź, skąd ta jej pewność, że z Tobą to już nie ma sensu - to, że ma kogoś, to oczywiste.
            Odpuść sobie, to naprawdę nie ma sensu. Starania powiększą jeszcze Twoją gorycz, a dziewczyna zacznie uważać Cię za doopka.
            Chyba czuję,jaki robiłeś błąd (robią go czasem i mężczyźni, i kobiety) - nie zostawiłeś sobie "przestrzeni" w życiu, żyłeś głównie tym związkiem, byłeś pewny, że starania są wprost proporcjonalne do efektów (a tak nie jest!). Moja przedmówczyni też do tego nawiązała.
            Na drugi raz nie popełniaj tego błędu. Nie chodzi przy tym o to, żeby lekceważyć przyszłą partnerkę, tylko zachować jakiś swój własny teren, nie ustępować we wszystkim, mieć też jakieś wymagania.
            I weź się teraz wreszcie za siebie, za swoje hobby, karierę, jakąś inicjatywę (nie wiem, nie znam Cię) - za coś, co Tobie zapewni kapitał na przyszłość albo co najmniej satysfakcję i da Ci pozytywnego kopa. A z dziewczyną przestań się kontaktować - to najważniejsze.
            Życzę Ci wytrwałości! Powodzenia!
          • Gość: :) Re: Odejscie po paru latach zwiazku z braku zarec IP: *.static.korbank.pl 27.02.12, 23:03
            ona zaczęła się z kimś spotykac, czy też zaangażowała się - przed zerwaniem z tobą.
            jest to oczywiste dla mnie (kobiety) jak słońce.
            jest dość pewna swojej nowej relacji, skoro tobie nie daje większych nadziei. gdyby była mniej pewna, mówiłaby - "dajmy sobie trochę czasu", itp. pieprz...
            odpuść sobie. jak już przejdziesz do 5 etapu (oby jak najszybciej) - AKCEPTACJI (patrz mój wcześniejszy link) to zrozumiesz, jaki byłeś ślepy na przeróżne sygnały. i trzymaj się tego zdania (mi ono bardzo pomogło):
            Paradoksalnie – najgorzej przeżywają ją (AKCEPTACJĘ - 5 etap) ci, którzy… porzucili kogoś i ten ktoś już się z tym pogodził. Im bardziej szczęśliwa jest osoba przez nas porzucona tym gorzej się sami czujemy, a nie daj Boże nasz „eks” sobie znajdzie kogoś nowego i ogłosi wszem i wobec, że jest szczęśliwie zakochany…

            Im szybciej się pozbierasz - SAM DLA SIEBIE - tym większą możesz mieć pewność, że ona doceni sobie ciebie, skoro faktycznie byeś fajnym i dbającym partnerem. tylko że wtedy będzie juz za późno dla niej. kobiety często z łezką w oku wspominają fajnych, dobrych partnerów, których rzuciły, bo ktoś inny zawrócił im w głowie na moment, bo ktoś inny wydał się bardziej ekscytujący. ale ekscytacja ma to do siebie, że trwa bardzo krótko, a potem przychodzi codzienne życie, które również może być oczywiście ekscytujące. tyle że owo ekscytujące życie każdy musi sworzyć sam dla siebie, nie można tego oczekiwać od partnera. bo jeśli to partner lubi ekscytujące zycie, to możemy być pewni, że jego skłonność do ekscytacji sprawi, że poszuka sobie nowego partnera, albo obecnemu będzie przyprawiać rogi. oczywiście istnieją inne, pozytywne sposoby tworzenia sobie ekscytującego życia, ale zmienianie partnerów nalezy jednak do najpowszechniejszych (bo najprostszych) sposobów.
            trzymaj się i zajmij się sobą.
    • xyaida2700 Re: Odejscie po paru latach zwiazku z braku zarec 27.02.12, 15:22
      no to chyba naprawdę jedyne wyjście w tej sytuacji, to postarać się zapomnieć o tej dziewczynie. zdaję sobie sprawę, że to na pewno nie jest łatwe, ale niestety życie to nie bajka i nie wszystko kończy sie happy endem. Pociesz się tym, że jest wiele innych fajnych dziewczyn, w których możesz sę zakochać. niestety na to potrzeba nieco czasu. byłam kiedyś w podobnej sytuacji, a może nawet gorszej, i zajęło mi to dobrych kilka lat. najbardziej pomogli mi przyjaciele, miałam szczęście poznać bardzo fajne koleżanki, które wsparły mnie na duchu.
        • rubarom Re: Odejscie po paru latach zwiazku z braku zarec 28.02.12, 08:41
          I dobrze, że piszesz już wreszcie w innym tonie :) Oczywiście, że zaraz nie będziesz radosny i wesoły, jednak gdy minie trochę czasu, poczujesz się, jakby otworzyły Ci się oczy - bo wydaje mi się, że za bardzo "zafiksowałeś się" na tym związku i stał się dla Ciebie toksyczny. Myślę, że sam wyraźnie to dostrzeżesz za jakiś czas.
          Teraz myśl o tym w kontekście, czego się nauczyłeś. Według mnie tego, co Ci pisałam wyżej: zawsze zachować swoje ja. Po drugie nauczyłeś się jeszcze jednej bardzo ważnej rzeczy: nie inwestujemy pieniędzy ani czasu w coś co do na nie należy (czyli "Kochajmy się jak bracia, rachujmy się jak Żydzi").
          Błędy robi każdy, sztuką jest uczyć się z nich i ich nie powtarzać. Powodzenia raz jeszcze!
        • kokonabu Brawo. To tak jak ze mną. Co prawda historie inne 28.02.12, 12:54
          ale uczucia podobne, chociaż mi się wydawało że na tyle zdystansowałem się od związku, że mogę czerpać satysfakcję z seksu. Ale nie do końca tak było. I piłka jest po jej stronie. Jak Tobie ktoś napisał, jak Ciebie kocha to sama poszuka kontaktu. Jak nie, to czas zrobi swoje. I już robi. Podobnie u mnie. Jeszcze trochę, to nawet jak się odezwą, to ani Ty ani ja nie będziemy już zainteresowani.
            • Gość: Łukasz Re: Brawo. To tak jak ze mną. Co prawda historie IP: *.ip.netia.com.pl 29.02.12, 07:49
              No i sie okazala....wczoraj po naciskach oznajmila ze spotyka sie kims ale to nie bylo powodem naszego rozstania. hmm raczej sobie faceta w tydzien po rozstaniu nie znalazla ehhh. co za zycie..... jednak pojechala potem do naszej wspolnej kolezanki z ktora jestem z stalym kontakcie i ta mowi ze ona jeszcze sama nie wie czy chce tego rozstania i sie zastanawia (ta kolezanka byla w identycznej sytuacji ze swoim chlopakiem i sie zeszli isa szczesliwi juz drugi rok). powiedziala jej co ja we mnie draznilo i co nie pasowalo. moze jest jeszcze jakas szansa? cholera wie czy cos sie uda. Mam sie dzis z nia spotkac zeby odebrac reszte swoich rzeczy. czuje ze to jest agonia i sztuczne podtrzymywanie tego zwiazku z mojej strony choc nie chce tego przyznac to wiem skrycie ze tak jest :(((((((
                  • Gość: Łukasz Re: Niestety racja. Cieżko jest, ale się da. Patr IP: *.ip.netia.com.pl 29.02.12, 09:00
                    niestety przezywam to samo....jeszcze niedawno slala sms za smsem z kazda pie... pisalismy a teraz nic i nic i zero :(((( najgorsze ze wszytsko mi ja przypomina w koncu tyle razem przezylismy, tyle nas laczylo nie chce zebrac o milosc ale ta przyjaciolka o ktorej pisalem mowi ze z nia rozmawiala i ze jest jeszcze nadzieja tylko trzeba powalczyc bo podobno o na na to liczy i trzeba ja do siibie przekonac. tylko trudno walczyc gdy brak perspektyw na poprawe, nie widac tego od niej.
                    • rubarom Re: Niestety racja. Cieżko jest, ale się da. Patr 29.02.12, 09:19
                      Nie słuchaj przyjaciółki, to jest tylko jej interpretacja. "Walczyć", "przekonywać do siebie" ... Przecież to jest śmieszne w tej sytuacji. Takim podejściem tracisz z każdym dniem szacunek i u niej, a także dla siebie samego (to ostatnie dotrze do Ciebie, gdy minie jakiś czas). Rozmawiałeś z jakimś kumplem? Nie ma kto Tobą potrząsnąć?
                    • Gość: myszkaw Re: Niestety racja. Cieżko jest, ale się da. Patr IP: *.multi-play.net.pl 29.02.12, 09:27
                      Jeśli nie spróbujesz, możesz potem pluć sobie w brodę, że nie wyczerpałeś wszystkich możliwości. Oczywiście, nie siedzę w jej głowie, nie wiem, co się w niej dzieje, ale może faktycznie brakowało jej czegoś, skoro jej przyjaciółka mówi, że warto próbować, może nie jest to stracone? Spróbuj podpytać przyjaciółkę, skoro już tak rozmawiacie, a nuż coś podpowie.
                      Piszę to jakby "z drugiej strony", bo sama zadecydowałam o czasowym rozstaniu, nie mogąc wykrzesać od partnera zainteresowania moją osobą - ok, on też remontował i podwoził mnie, jeździł ze mną na zakupy, ale z kolei u nas brakowało: więzi erotycznej (od kilkunastu miesięcy, mimo moich próśb i starań - a jak u Was z tym?) i wspólnego spędzania czasu (on tylko komputer, niewiele inicjatywy, niechęć do wszelkich moich propozycji, bo wiecznie - zmęczenie, brak kasy, brak ochoty), więzi duchowej.
                      Teraz nie walczy o mnie - niby mówi, że chce walczyć i że mu zależy, ale tak naprawdę nie robi wiele - a może myśli tak, jak ty? Chociaż ja podpowiadam i mówię, co powinien robić, czego bym oczekiwała - ale mam powoli tego dość, bo nie widzę efektów - a nie chcę żyć z obojętnym człowiekiem. W każdym razie, gdybym zobaczyła faktycznie chęć ponownego oczarowania mnie, uwiedzenia, udowodnienia, że widzi we mnie kobietę, którą widział parę lat temu, kiedy się poznaliśmy... Chęć dotarcia do źródeł złej sytuacji między nami... Mogłoby być zupełnie inaczej. Panowie zaraz zlinczują mnie, że zachowuję się jak "księżniczka", ale ja naprawdę długo już walczylam o poprawę sytuacji, czas na jego ruch.
                      Próba - nie płaszczenie się, tylko szczera rozmowa, o tym, co boli, próba zrozumienia drugiej strony, tak, jak piszę - może konsultacja z przyjaciółką, skoro wie, jak sytuacja wygląda... - nie zaszkodzi, przynajmniej nie będziesz mógł sobie nic zarzucić. Jeśli ona z tej szansy nie skorzysta, wtedy zaczniesz proces zapominania. Jesteś młody i wszystko przed Tobą.
                      • rubarom Re: Niestety racja. Cieżko jest, ale się da. Patr 29.02.12, 09:47
                        Myszko W., nie pierz temu chłopakowi mózgu, że się tak wyrażę, czy nie widzisz, że sytuacja, którą opisujesz, jest zupełnie inna? Tak, teraz ma biegać do jej koleżanek, wypytywać... przecież to żałosne. A laska ma na horyzoncie innego faceta - tyle że chyba chce jeszcze trochę potestować nową relację (skoro przyjaciółce opowiada jakieś pierdoły), bo jakby co, to wróci do swojego byłego - oczywiście tylko po to, żeby dalej "księżniczkować", przyjmować hołdy i rozglądać się za "atrakcyjniejszą" znajomością.
                        • Gość: myszkaw Re: Niestety racja. Cieżko jest, ale się da. Patr IP: *.multi-play.net.pl 29.02.12, 09:53
                          Nie wiem, czy taka zupełnie inna... Może mój partner właśnie tak myśli, jak on? Bo powiedziałam, że "nie widzę szans, jeśli nie spróbujemy dojść do tego, co było przyczyną tej sytuacji"? (nie chcę żyć z kimś, kto się "zmusza" dla świętego spokoju).
                          Ja bym spróbowała, ale to ja - ja jestem zwolenniczką wiecznych szans i zawsze myślę, co by było, gdyby :)
                          Ale ostatecznie - to on zna swoją kobietę (ex-kobietę?) i powinien umieć czytać jej reakcje, przynajmniej w jakimś stopniu. Chociaż znowu - sama boleśnie się na tym założeniu przejechałam.
                      • Gość: Łukasz Re: Niestety racja. Cieżko jest, ale się da. Patr IP: *.ip.netia.com.pl 29.02.12, 09:53
                        Ja probuje wszytskiego, rozmowy probowalem sie do niej zbilizyc, przytulic pocalowac pokazqac jak bardzo mi na niej zalezy. dawalem kwiaty i pisalem listy-powiedziala ze takie rzeczy chwytaja za serce ale......., obiecywalem poprawe szczera chcialem jej to pokazac. prosilem aby sie ode mnie nie izolowala. umowilem sie na kolejne spotkanie dzisiaj. ciekawe czy sie cos dzisiaj wyklaruje. wlasciwie to tylko ja zabiegam o spotkanie jej juz sie chyba nie chce. wiem ze to monotonne ale musze sie komus wygadac tak na bierzaco....
                        • rubarom Re: Niestety racja. Cieżko jest, ale się da. Patr 29.02.12, 10:01
                          Wiesz, gdy tak patrzę, co piszesz (mimo że bardzo Ci współczuję), przychodzi mi do głowy tylko jedno: Ty chyba musisz przeżyć jeszcze parę upokorzeń (w które, podkreślam, w tej chwili sam się pakujesz), żeby jeszcze trochę dojrzeć i zrozumieć, czym zyskuje się szacunek drugiego człowieka.
                        • Gość: myszkaw Re: Niestety racja. Cieżko jest, ale się da. Patr IP: *.multi-play.net.pl 29.02.12, 10:03
                          A co było w tych listach, tak z grubsza?
                          Pytałeś ją wprost, czy gdybyś oświadczył jej się teraz, gdyby była szansa teraz wspólnie zamieszkać, to widzi szansę dla Was? Czy wyłuszczyłeś jej powody zwlekania z oświadczynami, tak, jak zrobiłeś to tutaj?
                          Uważam, że oczywiście, nie ma co przeciągać struny. Jest Ci winna minimum uczciwość w tej sytuacji. Zapytaj może dziś też wprost - czy masz dać jej spokój, czy tego chce?
                          Ja bardzo subiektywnie na to patrzę, bo jak opisałam wyżej, sama czekam na gesty ze strony męża - póki co rozstanie trwa dwa miesiące i nie doczekałam się listu, kwiatów - tyle, że obiecuje poprawę, ale ja w obietnice nie wierzę, bo słyszałam je już tyle razy przez cały ten czas, gdy było źle. Musiałby zabrać mnie gdzieś, na jakiś wyjazd, pokazać, że umie ze mną i chce spędzać czas, kochać się.
                          Jeszcze jedna długa szczera rozmowa nie zawadzi, nie z punktu "błagam", tylko z punktu, "czy jest konkretnie coś, co mogę zrobić, co mogłoby zmienić twoje zdanie". Jeśli zacznie się plątać, nie będzie umiała dać wskazówek, to jak powyżej, zapytaj, czy masz dać jej spokój. Trzymam kciuki. Czasem coś się niestety kończy, ale dobrze jest uczciwie zbadać wszystkie opcje, żeby potem nie mieć sobie nic do zarzucenia.
                          • Gość: Łukasz Re: Niestety racja. Cieżko jest, ale się da. Patr IP: *.ip.netia.com.pl 29.02.12, 10:20
                            W listach byla obietnica poprawy, prosba o danie szansy i moje przemyslenia. Powiedzialem jej juz wiele....spotkala sie ze mna w niedziele i chcialem aby spotkala sie ze mna jeszcze w tygodniu bo powiedzialem ze bede o nia walczyl dopoki jest choc najmniejsza szansa...ona na to ze nic nie obiecuje ale widze ze czas robi swoje i coraz bardziej sie oddala i przekonuje ze mnie nie potrzebuje. chcialbym abysmy na weekend gdzies wyjechali ale watpie zeby sie zgodzila. wiem ze moze zachowuje sie jak idiota ale boje sie ze jesli ie sprobuje wszytskich mozliwosci to bede plul sobie w twarz ze moze moglem zrobic cos jeszcze...
                              • kokonabu Rób z siebie "wariata" Warto. W najgorszym 29.02.12, 10:40
                                wypadku, czyli rozpadu, nie będziesz się pluł że nie spróbowałeś wszystkiego. JA poprzednie 2x walczyłem jak lew i łasica razem wzięci. Myślałem do niedawna, że psychicznie się zdystansowałem i mogłem spokojnie czerpać radość, np. z seksu, a potem wracać do siebie. Myliłem się. Ale teraz naprawdę piłka jest po jej stronie. I ja już się nie odezwę. A jeśli ona pęknie, to czeka nas rozmowa. Chociaż już one były i jak widać nic nie dały. Ale próbować zawsze warto.
                                  • kokonabu :) 2,5 tyg. temu podczas spotkania być może 29.02.12, 11:36
                                    oczekiwała ode mnie jakiś ruchów w kierunku czułości, przytulanek. Wykonała kilka podejść. Ale ja po prostu już nie miałem ochoty na te gierki. W moim przypadku ONA musi się odezwać. Wcześniej ja to robiłem, robiłem z siebie "wariata", walczyłem. Teraz już nie chcę. Może na 8 marca jej jakiś śmieszny prezent zrobię, czy się odezwie czy nie. Ja po prostu w tej chwili czuje ból, ale po poprzednich 2x wiem, że nie mogę znów być tym pierwszym. I że dla własnego dobra muszę nawet zaryzykować koniec. Być może ona się też zacięła i nie chce się pierwsza odezwać. Trudno. A przy okazji, jak się z nią spotkasz, to może przełóż ją przez kolano i solidnie obij tyłek. Sam o tm myślę od tygodnia. Nawet tak na pożegnanie :)
                                      • kokonabu Moja przewaga nad Tobą polega na tym, że ja 29.02.12, 12:19
                                        już po raz 3 przerabiam temat końca związku. Ty z kolei jesteś w nim dłużej. Mam nadzieję, że się wam ułoży ponownie. Ale rada jest taka (sam się do niej nie stosuję, chociaż przybliżam). Jeśli po raz drugi zafunduje Tobie takie kończenie, to daj sobie spokój. Ja 2x przechodziłem przez to, teraz jest trzeci i po prostu warto tez zapytać siebie: ile można wytrzymać. Pewnie. Kolejne razy mniej bolą, ale czy muszą chociaż trochę boleć. Lepiej może niech poboli. W końcu przestanie. A ona niech z kolejnego Ciebie, Mnie robi wariata. Kiedyś się obudzi, tylko już nikt jej nie będzie chciał. Zostanie sama.
    • Gość: gostka Re: Odejscie po paru latach zwiazku z braku zarec IP: 89.204.130.* 01.03.12, 09:03
      twoj problem lukasz polega na tym, ze jestes za miekki.
      kobiety lubia silnych i twardych facetow. takich, za ktorymi one musza latac, ktorych nie sa na 100% pewne.
      sam sie polozyles pod te jej pantofle, robiles wszystko, zeby jej sie przypodobac, zamiast wymagac, zeby akceptowala cie takim jakim jestes. skoro spedzaliscie kazda wolna chwile razem to nie dziwie sie, ze zrobilo sie jej nudno. powinienes nie robic jej centrum zainteresowania tylko bardziej myslec o sobie. bardzo latwo jest stracic szacunek do kogos, kto robi wszystko, czego od niego zadasz i jest na kazde zawolanie. i po tym wszystkim piszesz do niej jeszcze listy, kupujesz kwiaty i obiecujesz poprawe? sorry, ale co ma ja w tym necic. gdzie jest wyzwanie? nuuda u ziew.
      powinienes okazac honor i stanowczosc. skoro ona cie nie chce to nie chcesz jej juz dawno. jesli zmieni zdanie to niech sie pozadnie napracuje, zanim ja do siebie dopuscisz, tak nauczysz ja respektu. jesli nie zmieni znaczy i tak nie masz sobie co zaprzatac glowy. jak nie ta to inna.
      pzdr
      • Gość: myszkaw Re: Odejscie po paru latach zwiazku z braku zarec IP: *.multi-play.net.pl 01.03.12, 10:12
        > powinienes okazac honor i stanowczosc. skoro ona cie nie chce to nie chcesz jej
        > juz dawno. jesli zmieni zdanie to niech sie pozadnie napracuje, zanim ja do si
        > ebie dopuscisz, tak nauczysz ja respektu. jesli nie zmieni znaczy i tak nie mas
        > z sobie co zaprzatac glowy. jak nie ta to inna.
        > pzdr

        Czyli, Gostka, uważasz, że jeżeli ja np. zadecydowałam o separacji i poprosiłam męża, żeby się wyprowadził dla przemyślenia pewnych spraw, skoro nie umie żyć ze mną, jak z żoną, to on też powinien się zaciąć i "olać" i czekać, aż ja go przeproszę? I nie powinnam się dziwić, że nie stara się w oszałamiający sposób o poprawę sytuacji między nami?
        Wszyscy piszą z pozycji, że wątkodawca był faktycznie ideałem, a dziewucha rozpuszczona księżniczka z wymogami...
              • Gość: myszkaw Re: Odejscie po paru latach zwiazku z braku zarec IP: *.multi-play.net.pl 01.03.12, 11:22
                Prosiłam o terapię. Długo. Tak, jak długo próbowałam coś zaradzić na to wszystko... :( Cały czas dostawałam odpowiedź, że "nic się nie dzieje" albo "on nie wie, co się dzieje".
                Byliśmy u seksuologa, który, mimo poprawnych wyników badań, stwierdził, że to pewnie wina hormonów, bo mąż powiedział, że z jego punktu widzenia "nic się nie dzieje", żadnych problemów itp.
                Teraz, po dwóch miesiącach od momentu, gdy "wyszłam z siebie" po ponad roku korowodów, mąż zakomunikował, że umówił się na przyszły tydzień wreszcie do psychologa. Po ostatnim moim płaczu, błaganiu i wreszcie powiedzianym w desperacji - złożę pozew.
                Ja sama na terapię chodzę, bo ta cała sytuacja spowodowała u mnie nawrót ostrych stanów depresyjnych.
                Ale tak, oczekiwałabym od męża, który ma 26 lat, jest młodym facetem, zainteresowania mną (dwa lata po ślubie!), oczekiwałabym chęci pokazania mi, że się liczę. Tak, oczekiwałabym tych "bukietów kwiatów", listów, oczekiwałabym, że po tym, jak w desperacji powiem mu, że nie umiem z nim żyć - że zechce pokazać mi, że nadal jestem dla niego piękną kobietą, z którą chce spędzać czas, że chociaż raz mnie gdzieś zaprosi, zaproponuje wspólny wyjazd, na którym nie będzie się ode mnie opędzał w łóżku (a potem nie będzie próbował zwalać winy na mnie). Albo, że uczciwie powie, że nasze drogi się rozeszły.
                Na razie czuję, że ja wymuszam wszystko, każdy gest, działanie z jego strony, że to ja proszę się o terapię, próby naprawy - nie wiem, czy w tak krótkim stażu, u tak młodych ludzi, bez dzieci, terapia w ogóle ma sens! Czy będę umiała żyć z tym, że musiałam WYMUSIĆ na mężu praniem mózgu zainteresowanie mną jako żoną.
                A tu jeszcze czytam, że przecież zachowuję się jak księżniczka i moje oczekiwania są śmieszne... bo przecież powinnam ja się starać i broń Boże nie wymagać...
            • Gość: Łukasz Re: Odejscie po paru latach zwiazku z braku zarec IP: *.ip.netia.com.pl 01.03.12, 11:14
              I tak moi drodzy doszlo do konca tego zwiazku....moral z tego jest wszytskim znany. Na kobiety trzeba uwazac bo sa bardzo zmienne :)) koniec koniec koniec. nie ma juz sie po co starac. powiedziala ze to koniec, ze juz mnie nie kocha, nie teskni i ma kogos innego :( niestety takie zycie ale nie moge sie zalamywac. trzeba siew podniesc otrzasnac i isc przez zycie dalej. zakochiwanie sie w chwili obecnej nic nie da. Przynajmniej poznqalem wartosc przyjaciol ktorzy wspierali i wciaz wspieraja mnie w tych ciezkich chwilach bo wiadomo ze kobiety w zyciu sie zmieniaja a przyjaciele zostaja...ehhhh
              • Gość: myszkaw Re: Odejscie po paru latach zwiazku z braku zarec IP: *.multi-play.net.pl 01.03.12, 11:25
                Współczuję... Ale przynajmniej masz teraz sytuację jasną i klarowną, wiesz, na czym stoisz, możesz zacząć proces zapominania. Dobrze, że udało Ci się uzyskać od niej jasne i konkretne potwierdzenie. Nie będziesz mógł mówić, że może zaprzepaściłeś szanse, że stanęła między Wami głupia duma jednej strony. To warte sporo.
                Jesteś poważnym, wartościowym chłopakiem, który umie walczyć, kiedy trzeba i zakończyć, kiedy trzeba. Będzie dobrze. Nie dziś i nie jutro, ale już niedługo. Tylko nie rzucaj się teraz w poszukiwanie nowej miłości, ani w przelotne znajomości. Odetchnij, skup się na sobie, zastanów, czego chcesz. Masz jeszcze dużo czasu przed sobą i dużo szans.
                Pozdrawiam.
          • lollipop.m Re: Odejscie po paru latach zwiazku z braku zarec 01.03.12, 11:00
            Jacie.. wszystko zależy od uczucia, sytuacji, ludzi, otoczenia .. no nie wiem czego jeszcze. Nie ma reguły.

            Miałam kiedyś faceta, z którym nie układało nam się najlepiej. Powiedziałam "chce odpocząć" i d..pa... pisał codziennie, męczył, był tak natarczywy, że aż mdliło.

            Teraz jestem w związku, gdzie lubie jak facet o mnie zabiega, bo po prostu, najnormalniej w świecie go KOCHAM.

            I tyle. To jest odpowiedź na wszystkie niejasności.
    • Gość: ŁUKASZ Re: Odejscie po paru latach zwiazku z braku zarec IP: *.ip.netia.com.pl 01.03.12, 13:39
      moi drodzy!!!! wydalo sie. wlasnie rozmawialem z jej koleznaka :))) okazalao sie ze moja panna wcale nie byla taka swieta i wspaniala aby ja wychwalac w niebiosa.............kolezanaka mnie poinformowala ze malwinka moja zdradzala mnie z jej chlopakiem juz od dluzszego czasu tj od paru tygidni miesiecy :) hmmm. teraz nie mam juz wogole zludzen aby zapomniec o niej ale to zbyt malo...najslodsza jest zemsta--to teraz poprosze o pomysly :) PLACE JAK ZA PREZYDENTA
        • 35stokrotka Re: Odejscie po paru latach zwiazku z braku zarec 01.03.12, 14:10
          Nie ma co sie mscic,bo po co?Dobrze,ze wszystko sie wyjasnilo i juz.Ale szkoda,ze to juz koniec tej milosnej historii,bo skonczy sie ten serial,ktory od tygodnia tak pilnie sledze:)Glowa do gory i do przodu!Idzie wiosna potem lato wiec duzo mozliwosci przed Toba,zapomnienie przyjdzie szybko!
        • Gość: Łukasz Re: Pomysły ? Hm może z koleżanką skoro IP: *.ip.netia.com.pl 01.03.12, 14:18
          tak, zdradzala juz dlugo z chlopakiem swojej najlepszej kolezanki a ja nic nie wiedzialem...hmmm. Moi drodzy. koniec bajki, koniec serialu....happye endu nie bylo ale przynajmniej znam przyczyne i dzieki temu moglem sie juz otrzasnac a smutek zamienilem w zlosc i nienawisc do tej osoby ktora w tak bezczelny sposob mnie oszukiwala przez tak dlugi czas a potem jeszcze probowala mnie niszczyc psychicznie
          • Gość: Łukasz Re: Pomysły ? Hm może z koleżanką skoro IP: *.ip.netia.com.pl 02.03.12, 09:33
            Moi drodzy, telenoweli ciag dalszy :))) okazalao sie ze delikwent ktory teraz spotyka sie z moja dziewczyna juz wczesniej dopytywal sie o nia wiedzac ze ma chlopaka. swojej owczesnej dziewczynie kazal dzwonic do mojej i namowic ja na seks w trojkacie. gdy ta odmowila on zerwal z nia zdobyl numer i sam zadzwonil. dlugo to nie trwalo. dwa dni po pierwszym jego telefonie zauwazylem pgorszenie naszych stosunkow ale myslalem ze moze ma gorszy okres, staralem sie ja podtrzymywac na duchu wspierac, byc przy niej jednak ona sie izolowala bo wlaczyla proces odkochiwania sie we mnie a moze nigdy mnie nie kochala i postanowila zerwac ze mna 4 letni zwiazek bo trafil sie pan ginekolog skaczacy z kwiatka na kwiatek w wieku uwaga..........45lat (ona ma 24). i tak zaczeli sie spotykac i juz sypiaja ze soba, wczoraj bylem pod jej mieszkaniem o 22 jego auto stalo rolety zasloniete ona nie otwiera...wiec raczej seriali nie ogladali.(ponadto historia jest bardzo dluga i wielowatkowa) teraz mysle ze to nie moja wina tylko jej. ze z jej strony nie bylo milosci bo ona potrafi kochac tylko siebie i wykorzystywac innych. mam nadzieje ze on ja tez wykorzysta tak jak wykorzystal wiele innych dziewczyn przed nia a o ktoreych ona wiedziala ale i tak jej sie to spodobalo
    • ewcia1980 Re: Odejscie po paru latach zwiazku z braku zarec 04.03.12, 21:33
      Witaj
      Moja rada ... odpuść i rozstańcie się z klasą.

      twoja historia bardzo przypomina mi moją.
      na studiach zaczęłam spotykać się z chłopakiem
      też byliśmy ze sobą 3,5 roku
      przez pół roku mieszkaliśmy razem
      byłam bardzo zakochana i dramatem było dla mnie że musiałam przenieść się do akademika bo mój chłopak dostał pracę w innym mieście.
      po 3 miesiącach na imprezie ... poznałam kogoś innego
      po swoich doświadczeniach możesz mnie źle ocenić ale .... serce nie sługa.
      zakochałam się po uszy
      jeszcze przez miesiąc byłam w takim zawieszeniu
      bo jeszcze nie zerwałam z byłym chłopakiem a z nowym jeszcze na dobre nic się nie zaczęło.
      nie mogłam spać zastanawiając się czy dobrze robię zostawiając faceta z którym byłam ponad 3 lata.
      ale musiałam zaryzykować.

      może nie byłam do końca uczciwa bo nie powiedziałam, że poznałam kogoś innego tylko, że moje uczucia się zmieniły.
      z perspektywy czasu myślę, że chciałam zostawić sobie furtkę do ewentualnego powrotu

      rozstaliśmy się w zgodzie i z klasą ale kontaktu nie utrzymujemy

      chłopak dla którego zostawiłam mojego eksa od prawie 6 lat jest moim mężem i ojcem dwójki naszych dzieci.

      takie życie

      czasem uczucia się zmieniają
      czasem ludzie podejmują błedne a czasem dobre decyzje
      a zycie toczy się dalej

      dziewczyny nie dręcz bo .... to nie ma sensu
      rozumiem rozżalenie i złość ale widocznie to nie była ta jedyna.

      pozdrawiam
      trzymaj się



Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka