jo-su
19.04.12, 12:22
Jesteśmy małżeństwem od dwóch lat. Nie mamy rozdzielności, podziału majątku itp. Mamy oboje oddzielne konta bankowe bez możliwości wglądu. Wydatkami na dom dzielimy się wspólnie, z mojej pensji wydatkuję ok 60%, mąż ok 30 %.
Kilka dni temu w trakcie porządków wiosennych znalazłam pokwitowania za przelewy pocztą (kwity leżały wciśnięte w starym portfelu, razem z torebkami itp.) , które wysyłał członkom swojej rodziny (matce, siostrze matki, bratu matki, jego córce - są to osoby pracujące i na emeryturach). W ciągu samego małżeństwa łączna kwota zasileń stanowiła mniej więcej 15 tysięcy. Jest to sporo biorąc pod uwagę fakt, że mąż często oponuje przeciwko kupnie np. drobnego sprzętu agd, tłumacząc że nie warto wydawać.
Gdy teściowej zdarzało się wspomnieć (mnie czy szwagierce) jakiego ma dobrego syna, który jej pomaga finansowo, mąż na moje pytanie, wielokrotnie mówił że nie wspomaga swojej rodziny. Wielokrotnie zaprzecza,ł mówiąc że to nieprawda, że np. jego matka ma wystarczającą emeryturę. Nawet gdy sugerowałam w neutralnych sytuacjach czy jego matce nie trzeba pomóc, czy zauważając że pewnie jest oszczędna i sobie radzi. Bo zastanawiało, zawsze ma manicure z salonu i często chodzi do fryzjera. Kupuje też często ubrania. Rozmawiałam o tym z mężem bo martwiłam się bo wydawało mi się że mogła brać pożyczki w banku na taki cel.
A teraz poczułam się oszukana.
Jak powinnam z mężem rozmawiać/ i czy w ogóle powinnam o tej sytuacji..?
Co radzicie..? bo czuję że powinnam podjąć temat, ale nie wiem jak.