Dodaj do ulubionych

Co mam zrobic z tym co czuje wobec mego meza??? - ciag dalszy urwanej

IP: *.nuph.us.edu.pl 05.09.01, 16:46

Ale maz twierdzi, ze nachalnie obmacujac mnie przy
ludziach zaspokaja moja potrzebe okazujac mi upragnione
uczucia!
To co sie ostatnio dzialo, a dzialo sie przez okolo pol
roku zmienilo mnie jeszcze bardziej w stosunku do tego
co bylo na poczatku naszej znajomosci i pomimo iz maz
domaga sie abym cos zrobila i zaczela traktowac go tak
jak "dawniej" - czuje sie zupelnie bezsilna i wydaje
mi sie, ze to jest niemozliwe.
Zawiodlam sie bolesnie na swoim mezu, stracilam do
niego zaufanie i szacunek. Nie potrafie kochac takiego
czlowieka i czuje sie winna, no bo przeciez obiecalam
"milosc, wiernosc i uczciwosc malzenska dopoki
smierc nas nie rozlaczy". A z drugiej strony - czuje
jak sie dusze i umieram w takim zwiazku. Od ponad dwoch
miesiecy nie wspolzyje z mezem i chyba teraz cala
Polska czytajac to sie ze mnie rozesmieje
- bo pomimo iz jestem od niego zaradniejsza i dosyc
silna fizycznie - boje sie go. Boje sie, nie ufam mu,
wrecz zaczelam odczuwac obrzydzenie wobec jego ciala,
a mysl o ponownym podjeciu wspolzycia z nim napelnia
mnie bolem, rozpacza i przerazeniem, powraca
w pamieci poczucie krzywdy i upokorzenia ktorego
doznalam. Choc przeciez nie bylo tu zadnej przemocy
fizycznej z jego strony a wrecz to ja pragnelam sie z
nim kochac - czuje sie jakby zgwalcil moja psychike.
Zapewne osmieszam sie takim stwierdzeniem, ale ja tak
to teraz odbieram - jako forme przemocy.
Nie potrafie poradzic sobie z moimi poplatanymi myslami
- z jednej strony slysze glos mojej matki, ktory
twierdzi ze taki juz los kobiety i ze trzeba znosic go
w milczeniu. Po tej samej stronie stoi moj maz ktory
nie pije, nie pali, nie zdradza, nie bije, podjal
prace i cos tam (wprawdzie niewiele) zrobi w domu
- czyli jednak przyzwoity obywalet Rzeczypospolitej.
Po drugiej stronie stoje ja i nawet nie mam pewnosci,
czy zostalam skrzywdzona w sensie obiektywnym, czy jest
to tylko subiektywne odczucie mojego przewrazliwionego
umyslu. Po mojej stronie stanely orgazmy, ktore po tych
ekscesach z mezem funduje sobie obecnie wlasnorecznie,
pozwalajac wzlatywac duszy ku spelnieniu. Po tej
stronie stanely takze moje sny erotyczne w ktorych z
blizej nieokreslonym mezczyzna zaznaje rozkoszy na sto
sposobow - od pelnego czulosci i niesmialosci az po
dzika namietnosc. No i notes dolaczyl do towarzystwa,
bo to co mi sie sni noca lub marzy w tramwaju spisuje
w formie opowiadan lub wierszy - az strach dac to komus
do przeczytania, zwlaszcza osobie staroswieckiej choc
nie ma tam ani seksu oralnego, analnego czy
sadomasochizmu - jest tylko burza uczuc i taniec nagich
cial, albo przynajmniej - skapo odzianych...
A gdzies posrodku stanal strach, ze nigdy nie spelnia
sie moje marzenia, ze juz zawsze pozostanie tak jak
teraz. A dlaczego ? Bo nie wiem co robic. Z jednej
strony chcialabym sie rozwiesc i zaczac nowe zycie.
Probowalam rozmawiac o tym z moim mezem, mowilam jak
bardzo czuje sie skrzywdzona, prosilam zeby znalazl
sobie jakies mieszkanie i zebysmy rozstali sie jak
ludzie - on jednak poczul sie zraniony i urazony tym,
ze wyrzucam go z moich czterech katow w hotelu
asystenckim, a do tego twierdzi ze nasze malzenstwo mu
odpowiada i na zaden rozwod nie wyrazi zgody. Boje sie,
ze skrzywdzilabym go odchodzac.
Wiem takze, ze gdybym chciala wniesc sprawe to nie mam
przeciwko niemu zadnych dowodow, bo mojej "zgwalconej"
psychiki nie da sie chyba pokazac przed sadem.
Swiadkow tez nie mam, no bo przeciez nie byl to seks
grupowy. Nawet jesli przez 6 miesiecy nie przejdzie mi
to obrzydzenie domeza to jak udowodnic, ze nastapil
"calkowity rozpad pozycia malzenskiego" - wezwac na
swiadka przescieradlo???
Przepraszam za te gorzka ironie, ale czuje sie
bezradna. A jeslibym sie rozwiodla to co? Boje sie
samotnosci i boje sie z kims zwiazac, no bo jesli
wszyscy faceci sa tacy sami???
Czuje sie jak zwierze w potrzasku - obawiam sie ze nikt
mi nie uwierzy, ze tak bylo naprawde. I znowu nie mam
zadnego dowodu na to, ze nie wyssalam tej historii z
palca...
Nikt z moich znajomych nie ma pojecia jakie wspomnienia
kryja sie w mej pamieci i dlaczego jestem taka
zgorzkniala i cyniczna, jak bardzo przez cale zycie
bylam glodna uczuc i do jakiego stopnia wlasne
przezycia wydaja mi sie tragiczne. Ale pewnie jakis
moralizator-przesmiewca z prawicowo-katolickiej
czesci forum powie mi, ze przesadzam i ze moje
miejsce jest przy mezu, a ja jestem zwykla egoistka
- zimnym kublem wody gaszac nie do konca jeszcze
rozbudzone nadzieje na szczesliwe zycie.
Boleje nad tym co sie stalo i nad tym, ze jestem jaka
jestem i nie wiem co myslec o sobie samej...


Obserwuj wątek
    • Gość: mary Re: Co mam zrobic z tym co czuje wobec mego meza??? - ciag dalszy urwa IP: *.cr-media.com.pl 05.09.01, 21:28
      "niestety" Twój mąż nijak się ma do modelu rodziny jaki wyniosłaś z domu. Ty
      pewno chciałabyś być bita, upokarzana itp. Wtedy dopiero pokazałabyś jaka
      jesteś dobra ile potrafisz znieść w imię miłości. Twój mąż nie zafundował Tobie
      takich "rozrywek" więc sama musiałaś stworzyć z siebie cierpiętnicę. Wzorzec
      kobiety i żony jaki wyniosłaś z domu chyba skłania Cię do tego. Coś w tym jest,
      że każdy szuka partnerów podobnych do swoich rodziców. Przepraszam za przykre
      słowa ale to była moja pierwsza refleksja po lekturze Twojego listu. Nie
      poniżaj się przed Nim, nikt nie jest wart upokorzeń. POWODZENIA
      • Gość: Bona Re: Co mam zrobic z tym co czuje wobec mego meza??? - ciag dalszy urwa IP: *.zgora.dialog.net.pl 06.09.01, 00:17
        Gość portalu: mary napisał(a):

        > "niestety" Twój mąż nijak się ma do modelu rodziny jaki wyniosłaś z domu. Ty
        > pewno chciałabyś być bita, upokarzana itp. Wtedy dopiero pokazałabyś jaka
        > jesteś dobra ile potrafisz znieść w imię miłości. Twój mąż nie zafundował Tobie
        >
        > takich "rozrywek" więc sama musiałaś stworzyć z siebie cierpiętnicę. Wzorzec
        > kobiety i żony jaki wyniosłaś z domu chyba skłania Cię do tego. Coś w tym jest,
        >
        > że każdy szuka partnerów podobnych do swoich rodziców.

        PRZEDE WSZYSTKIM NIE KAŻDY!
        A w wypadku JB to chyba wcale nie wchodzi w rachubę. Jest dojrzała kobietą,
        świadomą swoich oczekiwań i potrzeb. "Wdepnęła" w związek, jakiego się nie
        spodziewała - została po prostu oszukana i zbyt łatwo wybaczyła coś, co powinno
        partnera zdyskwalifikować. Ale, jak sama zauważa, nie nauczyła się w porę
        właściwych zachowań społecznych, co utrudniło jej ocenę człowieka - który
        przecież miał jej zapewnić to, czego pragnęła: czułości, zrozumienia, miłości. I
        na początku wiele wskazywało na to, że tak może być. Nie wydaje mi się, żeby
        robiła z siebie męczennicę, by w ten sposób zrekompensować "brak" znęcania się
        fizycznego. Znęcanie się psychiczne może być tak samo lub nawet bardziej bolesne.
        Wyrządza też chyba większe szkody w psychice. I takie symptomy u JB daje się
        zauważyć. W jej zagubieniu i doszukiwaniu się w sobie przyczyn zachowań męża. A z
        opisu wynika, że z nim naprawdę jest coś nie tak. To, co robi ten facet wygląda
        na jakąś patologię osobowości i na to, że najwięcej satysfakcji ze związku
        czerpie przez poniżanie i manipulowanie kobietą. Fakt, że udawał kogoś innego,
        kto JB imponował, może świadczyć o tym, że ma głęboki kompleks z powodu własnej
        nieudolności i braku osiągnięć. Wybrał partnerkę, która reprezentuje to, czego on
        nie potrafi osiągnąć. Ale choć zakompleksiony, uważa też, że jest w gruncie
        rzeczy taki, jakiego grał, tylko nie mógł się spełnić, bo... tutaj może być
        dowolnie długa wyliczanka kłód, jakie mu świat rzuca pod nogi i powodów, dla
        których go nie docenia. Niektóre motywy pojawiają się w opowieści JB.
        Prawdopodobnie uważa JB za kretynkę, której się jakoś tam powiodło, chociaż do
        pięt mu nie dorasta. I na niej bierze odwet za wszystko. Im bardziej będzie ją
        upokarzał, tym bardziej będzie mu ten związek odpowiadał. JB uosabia to, czego on
        nie potrafił, dlatego jest idealnym obiektem do "udowadniania", kto tu jest
        lepszy. Nic dziwnego, że uważa małżeństwo za odpowiadające mu i nie będzie się
        godził na rozwód. A to, że JB jest coraz bardziej zdezorientowana i już zaczyna
        siebie obwiniać, znaczy, że osiąga swój cel. Jeśli JB nie zdobędzie się na
        bezwarunkowe rozstanie, będzie przez męża coraz bardziej niszczona, aż stanie się
        jego marionetką. On pewnie łatwo nie zrezygnuje i nawet kiedy już decyzja
        zapadnie, prawdopodobnie znowu stanie się miłym, kochanym mężczyzną sprzed lat.
        Żeby tylko za wszelką cenę nie utracić swojej zabawki. Mam nadzieję, że JB drugi
        raz nabrać się nie da. Bo jeśli się da, w następnym etapie "kształtowanie
        pożądanej postawy" może zostanie poszerzone o przemoc fizyczną. JB, uciekaj od
        tego faceta, gdzie pieprz rośnie i to szybko! On powinien się leczyć, ale Ty go
        do tego nie skłonisz. PZDR!
      • Gość: yaa Do Mary IP: 212.69.68.* 06.09.01, 10:58
        Gość portalu: mary napisał(a):

        > "niestety" Twój mąż nijak się ma do modelu rodziny jaki wyniosłaś z domu. Ty
        > pewno chciałabyś być bita, upokarzana itp. Wtedy dopiero pokazałabyś jaka
        > jesteś dobra ile potrafisz znieść w imię miłości. Twój mąż nie zafundował Tobie
        >
        > takich "rozrywek" więc sama musiałaś stworzyć z siebie cierpiętnicę. Wzorzec
        > kobiety i żony jaki wyniosłaś z domu chyba skłania Cię do tego. Coś w tym jest,
        >
        > że każdy szuka partnerów podobnych do swoich rodziców. Przepraszam za przykre
        > słowa ale to była moja pierwsza refleksja po lekturze Twojego listu. Nie
        > poniżaj się przed Nim, nikt nie jest wart upokorzeń. POWODZENIA

        Mary
        Ciekawe gdzie znajdziesz kobietę, która chciałaby być bita gwałcona i upokarzana
        przez pijanego męża ??? Jeśli są takie to raczej potrzebują szybkiej terapii u
        psychologa. Wg. mnie (choć nie jestem ekspertem) Facet opisany w posie jest po
        prostu niezaradnym życiowo człowiekiem, który próbuje zrzucić swoje niepowodzenia
        na innych - a przede wszystkim na żonę. Jb jest całkiem normalną kobietą - która
        tak jak wiekszość ludzi na tej planecie pragnie kochać i być kochana, mieć
        rodzinę, dom. Mam nadzieję, że Jej się ułoży i spotka kogoś kto na nią zasługuje
        i kto spełni jej marzenia - serdecznie tego życzę.
        A co do zupełnego i trwałego rozkładu pożycia - sąd tu głównie ma badać czy
        żeczywiście nie istnieją szanse na ponowne zejście się małżonków i odbudowanie
        małżeństwa i nie powinien z butami wnikać w pożycie w sensie seksukanym ( i
        zwykle nie wnika) - na tym akurat się troche znam.
        Powodzenia
        Yaa
        PS. Jb i nie daj się namówić na powrót do niego - nie jest tego warty i obawiam
        się że dobrze to już Wam razem nie będzie.
    • Gość: Jb Re: Co mam zrobic z tym co czuje wobec mego meza??? - ciag dalszy urwa IP: *.nuph.us.edu.pl 06.09.01, 10:39
      Wiadomosc odnosnie pierwszej czesci tego postu - ma ona
      numer 252 jesli to pomoze przy szukaniu.
      A teraz kilka osobistych slow komentarza. Dzieki, Bona
      ze stanelas po mojej stronie. I masz racje. Przeciez
      nie umawialam sie z owczesnym narzeczonym, ze bedzie
      mnie ponizal i bil, tylko, ze stworzymy szczesliwa
      rodzine, bedziemy mieli wlasna firme, wlasny dom...
      Caly czas w to wierzylam, ale... Moze ja po prostu
      okazalam sie bezgranicznie glupia. Decyzje o rozwodzie
      w glebi serca juz podjelam, ale kiedy patrze na
      z gruntu porzadnego faceta ktory wobec mnie zachowuje
      sie jak lajdak to sama nie wiem co mam myslec i wydaje
      mi sie, ze popelniam blad, ze on wcale nie jest taki
      zly, ze to przeciez taki sam czlowiek jak ja.
      Nie wiem jak pogodzic jedno z drugim, nie wiem jak
      udowodnic, ze w moim odczuciu zostalam skrzywdzona...
      No i przede wszystkim - nie wiem jak sie za ten rozwod
      zabrac, bo jestem biedna jak mysz koscielna i nie
      mam pieniedzy na adwokata (maz raczy pracowac dopiero
      od kilku miesiecy, a ja utrzymywalam nas z mojego
      stypendium doktoranckiego i roznych drobnych zlecen
      ktore biore w sposob niemal niewybredny jak mi sie
      tylko nawina). Po prostu nie wiem jakie podjac kroki.
      No i przede wszystkim - jak pozbyc sie tego wstydu,
      ze to ja jestem taka okropna i poczucia winy. Wiem,
      ze nie zdobede sie na zadna stanowczosc dopoki nie
      poukladam sobie w glowie. Trudno rozwiesc sie
      czlowiekowi, ktory sam nie wie czy chociaz ma racje.
      A od razu mowie - oprocz moich danych peronalnych
      to niczego juz nie jestem pewna w swoim zyciu...
      • Gość: Bona Re: Co mam zrobic z tym co czuje wobec mego meza??? - ciag dalszy urwa IP: *.zgora.dialog.net.pl 06.09.01, 11:30
        Gość portalu: Jb napisał(a):

        > No i przede wszystkim - jak pozbyc sie tego wstydu,
        > ze to ja jestem taka okropna i poczucia winy. Wiem,
        > ze nie zdobede sie na zadna stanowczosc dopoki nie
        > poukladam sobie w glowie. Trudno rozwiesc sie
        > czlowiekowi, ktory sam nie wie czy chociaz ma racje.
        > A od razu mowie - oprocz moich danych peronalnych
        > to niczego juz nie jestem pewna w swoim zyciu...

        I właśnie taka Twoja samoocena podbudowuje Twojego męża. Nie możesz w siebie
        zwątpić, bo to Cię wykończy. Jeśli uwierzysz,że jesteś okropna, będziesz okropna.
        I bardzo nieszczęśliwa z tego powodu. Im bardziej nieszczęśliwa, tym mniej pewna
        swojej wartości. I tak w kółko po spirali w dół. A on się Tobą dosłownie żywi.
        Powinnaś to jak najszybciej przerwać, bo doprowadzisz się do takiego stanu, kiedy
        naprawdę trudno będzie Ci zrobić cokolwiek, bo poczucie beznadziei ogarnie całe
        Twoje życie. Być może w takim momencie mąż uzna, że się Tobą brzydzi, bo już
        jesteś inną osobą, w której nie poznaje tej dawnej JB i już z Ciebie nie będzie
        miał większego pożytku i zostawi Cię, jak zużyte opakowanie. Z tego, co piszesz
        wynika, że w tym opakowaniu jest jeszcze sporo treści i jeszcze masz dość
        energii, żeby jakoś z tym życiem walczyć. Wykorzystaj to i skieruj część tej
        energii na wyjście ze złej passy.
        Poczucie wstydu jest nieuzasadnione, ale rozumiem to. Nie ma rady, jak tylko
        uzmysłowić sobie, że więcej wstydu będziesz miała w obecnej sytuacji - że
        będziesz się oceniać w taki sposób, jak obecnie lub coraz gorzej. A wcześniej czy
        póżniej wyjdzie to "na świat". Dopiero wtedy będą powody do wstydu - że taka
        mądra, wykształcona osoba, a tak się daje manipulować i poniżać.
        Rozwód też nie musi być takim problemem, jak Ci się wydaje. Jeśli masz niskie
        dochody, a to Ty utrzymywałaś Was oboje, zaś teraz mąż chyba nie przejął
        większości ciężaru utrzymania (tak zrozumiałam) - możesz wnioskować do sądu o
        wyznaczenie minimalnej opłaty wpisowej. Taką minimalną opłatę wyznacza Minister
        Finansów. Nie wiem, ile wynosi ona w tej chwili, ale jeszcze niedawno było to
        30zł. Poza tym powinnaś wnioskować o określenie winy męża. I jeśli w wyniku
        postępowania sąd przyzna Ci rację, on poniesie opłaty końcowe oraz zwróci Twoje
        koszty, jeśli o to wystąpisz. Pamiętaj jednak, że orzeczenie sądu może wypaść na
        Twoją niekorzyść. Z Twojego opisu wnioskuję, że mąż będzie przed sądem kryształem
        bez skazy i będzie deklarował jak najlepsze chęci. Pewnie będzie bardzo
        nieszczęśliwy i zdumiony, że chcesz rozwodu, bo przecież Wasze małżeństwo jest w
        porządku (Twoje słowa). (Dla niego jest.) Może będzie wyciąganie
        najintymniejszych szczegółów, co będzie dla Ciebie - sama wiesz, jakie...Musisz
        być na to przygotowana i umieć mądrze się zachować. Nie będziesz, jeśli
        pozostaniesz w tym dole. Wytłumacz sobie jasno, że ratujesz własną wolność,
        osobowość, a może i zdrowie (zwłaszcza psychiczne). I stać Cię na to.
        Gdybyś nie umiała sobie z tym poradzić, są organizacje do których możesz się
        zwrócić. Niestety, nie pamiętam nazw ani adresów. Jedna z nich nazywa się
        chyba "Femina". Poszukam, a jeśli znajdę - podam jakieś konkrety. Ale wiesz,
        wydaje mi się, że kiedy sobie w pełni uświadomisz o jaką walczysz stawkę i
        uniezaleznisz się od wpływu męża na Twoją samoocenę, znajdziesz w sobie
        wystarczająco dużo zapału do osiągnięcia tak waznego celu. PZDR!

          • Gość: jb Re:do Bony i Yaa IP: *.nuph.us.edu.pl 06.09.01, 13:03
            Biorac pod uwage fakt iz maz otrzymuje najnizsze
            wynagrodzenie, a ja dostaje stypendium (pare groszy
            wiecej niz jego pensja), ktore tak naprawde w swietle
            polskiego prawa nie jest dochodem,
            to chyba rzeczywiscie w tym przypadku chodziloby
            o wpis minimalny. A na jakim poziomie plasowalyby sie
            koszty osoby, ktora sprawe przegrala? Obawiam sie,
            ze zadne z nas nie byloby w stanie pokryc kosztow
            sadowych. I co wtedy? W kajdanki i za kraty tego,
            kogo nie stac na taki luksus?
            W ogole wolalabym rozwod bez orzekania o czyjejkolwiek
            winie, bo cala ta szarpanina nie ma sensu i do niczego
            dobrego nie prowadzi - nie mamy dzieci, samochodu,
            mieszkania, nieruchomosci. Nic ponad troche uzywanych
            mebli, posciel, garnki i talerze. Tu w ogole nie ma
            o co wszczynac az takiej wojny, tu trzeba szukac
            metody zebym mogla jakos to zalatwic z moim mezem,
            zebym mogla postawic go w sytuacji w ktorej nie
            oplaca mu sie dalsze uparte trzymanie sie takiego
            wzorca malzenstwa. Sadze iz jak na razie nie ma
            powodow do az takich dzialan - dopoki nie podejmuje
            wspolzycia z mezem jestem bezpieczna, w innych
            sferach nic mi z jego strony raczej nie grozi, na
            jakis okres czasu sytuacja jest do wytrzymania.
            Problem w tym, ze "biale malzenstwo" to nie jest stan
            w ktorym mozna tkwic wiecznie, ale to chyba nie
            oznacza, ze juz dzisiaj, teraz, natychmiast i bez
            glebszego zastanowienia musze leciec do sadu, placic te
            30 zl i zakladac sprawe!
            Mam zreszta wiele pytan i chcialabym zorientowac sie
            na czym ja w ogole stoje - na przyklad: jak to jest z
            tym badaniem rozpadu pozycia malzenskiego? Jakie cechy
            musi wykazywac malzenstwo aby uznac je za
            "nienaprawialne". Czy mozna sie tu podeprzec jakos
            opinia psychologa, seksuologa, psychiatry czy kogos
            innego? No bo przeciez nie po to pisze do rubryki w
            ktorej odpowiada na nasze pytania specjalista
            seksuolog, zeby wszczynac z moim mezem wojne, ktora
            moze sie ciagnac miesiacami i doprowadzic
            mnie czy jego do finansowych klopotow. Chcialabym
            rozwiazac problem tak bezbolesnie jak to tylko mozliwe
            i byc moze istnieje cos co przemawia na moja
            korzysc.Dlatego chcialabym poznac opinie specjalisty i
            dowiedziec sie co wobec zaistnialych faktow moglby
            zaproponowac Pan Doktor. Gdybym miala jakis atut
            w reku moglabym powiedziec mezowi "Od dawna wiesz,
            ze chce sie rozwiesc. Mam przeciwko tobie to i to.
            Albo sie zgodzisz na rozwod polubowny, albo udowodnie
            twoja wine i bedziesz musial zaplacic tyle, ze sie
            nie pozbierasz!" - nie sadze aby upieral sie nadal
            przy takiej argumentacji, on tak samo jak ja nie ma
            pieniedzy na wyrzucenie, brak mi tylko tego "czegos"
            co mogloby go przekonac o tym, ze jakikolwiek upor
            z jego strony jest bez sensu.

            • yaa Re:do Bony i Yaa 06.09.01, 13:36
              Droga Jb
              Jasne, że nie musisz natychmiast biec do sądu z pozwem i zakładać sprawę o
              rozwód. Taka decyzja - jak każda ważna decyzja życiowa wymaga namysłu i
              głębokiego zastanowienia. Mam nadzieję , że naszych porad nie odebrałaś w ten
              sposób, że wyganiamy Cie do sądu i niech się dzieje co chce. Myślę, że b.
              dobrym pomysłem jest skontaktowanie się ze specjalistą - psychologiem np. za
              pośrednictwem organizacji, które pomagają kobietom (na marginesie jest dużo
              takich a nie słyszałem o organizacjach pomagających mężczyznom). Są tam
              psychologowie, prawnicy itp. - myśle, że mogą Ci pomóc. Jeśli mogę wyrazić
              swoją opinię to uważam, że im prędzej zerwiesz z nim tym szybciej zaczniesz
              budować swoje nowe życie. Ważne jest, żebyś nie uznawała, że to nie Ty jesteś
              winna temu, że tak się ułożyło.
              Ale najważniejsze, jak już to wszystko przemyślisz i podejmiesz jakąś decyzję
              (ludzie Ci mogą pomóc, ale to Twoje życie i Ty podejmujesz decyzje) żebyś była
              pewna, że to co postanowisz jest dobre dla Ciebie i... po prostu zrób to.
              Serdecznie życzę powodzenia i trzymam kciuki.
              Yaa
              • Gość: jb Re:do Yaa IP: *.nuph.us.edu.pl 06.09.01, 14:23
                Uff... Az mi ulzylo, bo myslalam, ze juz teraz musze
                sie rozwodzic, ewentualnie - wyprowadzic na bruk.
                Co do zrywania z mezem - ja uwazam, ze ten zwiazek
                juz od dawna jest zerwany, wiec nie wiem czy cos
                jeszcze mozna tu zmienic - "popsuc", "naprawic",
                "przewartosciowac". Kiedys kochalam mojego meza, a
                teraz - nie potrafie z siebie dac tego uczucia,
                prawde mowiac - nic juz nie potrafie z siebie dac.
                Wszystko sie zmienilo i nic juz nie bedzie takie samo.
                Kilka tygodni temu rozmawialam z kims, kogo uwazalam
                za mojego przyjaciela i probowalam mu wytlumaczyc
                co sie stalo z moimi uczuciami. Jego zdaniem - jestem
                bez serca i nigdy nie kochalam, bo gdybym potrafila
                kochac to wzielabym odpowiedzialnosc za swoje
                malzenstwo i kochala do grobowej deski.
                I teraz nie wiem, czy ja jestem rzeczywiscie
                nieodpowiedzialna, czy ten facet jest nastepnym
                przykladem mezczyzny ktory chcialby byc kochany zawsze
                i za nic. W kazdym badz razie - wzbudzil we mnie
                takie podejrzenia, ze on, podobnie jak moj maz chcialby
                milosci ale za darmo. Nie wiem jak jest z innymi
                ludzmi, ale ja tak calkiem "za darmo" nie potrafie
                - chcialabym kochac z wzajemnoscia, miec w drugim
                czlowieku jakies oparcie, chcialabym moc na kims
                polegac, wierzyc, ufac, czuc sie bezpiecznie.
                W kazdym badz razie nagroda za moja szczerosc bylo
                to, ze zaczelam sie zastanawiac nad tym czy ludzie,
                ktorzy potepiaja i osadzaja innych sa warci
                czyjejkolwiek przyjazni i niestety moj znajomy stracil
                wiele w moich oczach dzieki swemu "przemowieniu".
                Cos mi sie wydaje, ze "rewolucja" w moim zyciu jest
                nieunikniona. Do psychologa sie raczej wybiore do
                przychodni wojewodzkiej (10 minut spaceru od mojego
                uniwersytetu) - slyszalam, ze specjalisci sa tam
                dobrzy, tylko strasznie dluuuuuuuuuuugoooooooo trzeba
                czekac na pierwsza wizyte (trzeba sie najpierw
                zapisac), ale skoro nie stac mnie na prywatne wizyty
                to chyba przyjdzie mi cwiczyc cierpliwosc.....
        • Gość: Bona DO JB - WAŻNE IP: *.zgora.dialog.net.pl 06.09.01, 12:11
          Znalazlam. Bałtyckie Centrum Gender, adres :
          www.gender.logonet.pl
          Organizacja działa na zasadach non-profit, ma placówki we wszystkich
          województwach, pomaga kobietom w różnych sytuacjach, jest to pomoc prawna,
          psychologiczna, społeczna itd. Na stronie znajdziesz też różne linki, m.in. do
          innych organizacji o podobnym charakterze (przez link "Inne strony").
    • Gość: Krzysiek Re: Co mam zrobic z tym co czuje wobec mego meza??? - ciag dalszy urwa IP: *.waw.prokom.pl 06.09.01, 12:03
      jb, jestem całym sercem z Tobą.

      Moim zdaniem jesteś wspaniałą dojrzałą kobietą i na pewno nie
      zasługujesz na takie traktowanie.

      Zgadzam się z którymś z korespondentów, że już to pierwsze kłamstwo
      o domu i pracy powinno go dyskwalifikować.

      Ale nie jest jeszcze za późno na zmianę.

      Szczerze życzę Ci przerwania tego związku
      Trzymam kciuki

      Przed Tobą jeszcze dużo dobrego

      kaerd@poczta.onet.pl
      • Gość: Roman Re: Co mam zrobic z tym co czuje wobec mego meza??? - ciag dalszy urwa IP: *.chemie.uni-erlangen.de 06.09.01, 14:30
        Ludzie skończcie wyżywać się na tym facecie! Znacie sprawę tylko z jednej strony!
        Na marginesie: JB masz talent literacki. Ciekawe co miałby do powiedzenia Twój mąż. Obciążona trudnym
        dzieciństwem, brutalnością ojca, brakiem okazywanej miłości - nawet tej najważniejszej dla dziecka - matczynej,
        zdana tylko na siebie, stworzyłaś sobie swój własny świat i wyidealizowany obraz partnera, któremu
        prawdopodobnie nikt nie jest w stanie sprostać. Dowodzi tego Twój problem z nawiązywaniem kontaktów. Jeżeli
        w małżeństwie źle się dzieje to wina leży przeważnie mniej więcej po środku, bo ta druga strona nie spełnia
        oczekiwań. Zadaj sobie pytanie czy Twoje oczekiwania można w ogóle spełnić? Postać męża-autorytetu coraz
        bardziej zanika a tego ci chyba trzeba. W twoich marzeniach nie ma konkretnych mężczyzn, są tylko konkretne
        zachowania - przeważnie erotyczne. Może Twoja ucieczka w masturbację wywołała przywiązywanie zbyt
        dużej wagi do seksu, jako namiastki miłości, erzacu uczucia bycia kochanym, co u twojego męża wywołuje lęk nie
        stanięcia na wysokości zadania. Czytałem kiedyś, że nadmierna masturbacja jest charakterystyczna dla osób z
        problemami osobowościowymi. Myślę, że żeby żyć w zgodzie z innymi trzeba najpierw być w zgodzie z samym
        sobą. Dotyczy to również Twojego małżonka, który też zdaje się mieć problemy - co o nich wiesz?. A może, na
        skutek różnic temperamentu jesteście po prostu niekompatybilni.
        Zyczę ci spokoju wewnętrznego a problem sam się rozwiąże
        Roman
      • Gość: Roman Re: Spokój wewnętrzny i rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać... IP: *.chemie.uni-erlangen.de 06.09.01, 14:32
        Ludzie skończcie wyżywać się na tym facecie! Znacie sprawę tylko z jednej strony!
        Na marginesie: JB masz talent literacki. Ciekawe co miałby do powiedzenia Twój mąż. Obciążona trudnym
        dzieciństwem, brutalnością ojca, brakiem okazywanej miłości - nawet tej najważniejszej dla dziecka - matczynej,
        zdana tylko na siebie, stworzyłaś sobie swój własny świat i wyidealizowany obraz partnera, któremu
        prawdopodobnie nikt nie jest w stanie sprostać. Dowodzi tego Twój problem z nawiązywaniem kontaktów. Jeżeli
        w małżeństwie źle się dzieje to wina leży przeważnie mniej więcej po środku, bo ta druga strona nie spełnia
        oczekiwań. Zadaj sobie pytanie czy Twoje oczekiwania można w ogóle spełnić? Postać męża-autorytetu coraz
        bardziej zanika a tego ci chyba trzeba. W twoich marzeniach nie ma konkretnych mężczyzn, są tylko konkretne
        zachowania - przeważnie erotyczne. Może Twoja ucieczka w masturbację wywołała przywiązywanie zbyt
        dużej wagi do seksu, jako namiastki miłości, erzacu uczucia bycia kochanym, co u twojego męża wywołuje lęk nie
        stanięcia na wysokości zadania. Czytałem kiedyś, że nadmierna masturbacja jest charakterystyczna dla osób z
        problemami osobowościowymi. Myślę, że żeby żyć w zgodzie z innymi trzeba najpierw być w zgodzie z samym
        sobą. Dotyczy to również Twojego małżonka, który też zdaje się mieć problemy - co o nich wiesz?. A może, na
        skutek różnic temperamentu jesteście po prostu niekompatybilni.
        Zyczę ci spokoju wewnętrznego a problem sam się rozwiąże
        Roman
        • Gość: Joanna do Romana IP: *.nuph.us.edu.pl 06.09.01, 14:47
          Drogi romanie - gratuluje tak "wnikliwej" jak
          i niesprawiedliwej oceny mojego charakteru.
          Czy moglabym cie prosic abys powiedzial nam tu na
          naszym watku jak czesto utrzymujesz stosunki seksualne,
          lub sie masturbujesz? Bo mnie zarzucasz, ze mam
          nadmierne potrzeby w tym zakresie.
          Ja sie nie wstydze swojej seksualnosci, ani mowienia
          o tym "jak czesto". Otoz stosunki seksualne z moim
          mezem w ciagu ostatnich dwoch lat ( na trzy lata
          malzenskiego stazu) utrzymywalam z czestotliwoscia
          jeden stosunek na dwa do osmiu tygodni!!!
          Nawet jesli chodzi o masturbacje to nie robie tego
          codziennie, a kiedy jestem bardzo zapracowana
          albo przybita to przez caly tydzien zupelnie o tym
          nie mysle.
          Poczytaj sobie inne watki - niektorzy ludzie kochaja
          sie codziennie, a dla mojego meza raz w tygodniu to
          juz problem i ze mnie robisz nimfomanke!
          A jak czesto ty pragniesz sie kochac??????????????????
          Tak jak moj maz - raz na dwa miesiace?????????????????
          • Gość: jb Re: czy moge cos wtracic, lucki IP: *.nuph.us.edu.pl 06.09.01, 15:28
            Punkt widzenia mojego meza wartoby poznac, bo sama nie
            wiem jak to wyglada z jego strony, ale po pierwsze
            - nie ma on w pracy dostepu do internetu wiec na tym
            forum sie nie wypowie, po drugie - jego punkt widzenia
            wazny moze byc dla mnie oraz dla specjalisty do ktorego
            (jak wnioskuje z kilku udzielonych mi rad na tym forum)
            powinnam sie udac dla wlasnego dobra i spokoju
            sumienia, a to czy jakis Roman pozna jego punkt
            widzenia, czy nie pozna - jest nieistotne dla wagi
            problemu i mojego malzenstwa. Ja przedstawilam sprawe
            z mojego punktu widzenia i wiem tylko tyle, ze moj maz
            nie dostrzega tego problemu, ktory ja dostrzegam.
            Dlatego potrzebuje opinii fachowca a nie roztrzasania
            czy kiedykolwiek w zyciu nadmiernie sie masturbowalam!
            Osiem razy dziennie na pewno nie, i zwykle nie robie
            tego nawet siedem razy w tygodniu... Wiec z mojej
            strony sprawa jest chyba jasna?
            • Gość: lucki Re: czy moge cos wtracic, lucki IP: *.*.*.* 06.09.01, 15:36
              Gość portalu: jb napisał(a):

              Alez ja wcale nie negowalem niczego co powiedzialas i
              niczego nie probowalem osadzic. Stwierdzilem tylko, ze
              warto poznac "zeznania" obu stron, by moc obiektywnie
              spojrzec na problem. Bo jesli jest 100% prawda to co
              napisalas, to ja na Twoim miejscu uciekalbym od takiego
              czlowieka gdzie pieprz rosnie. Ale mnie takze nasuwa sie
              pytanie, dlaczego przy kims takim tkwisz, dlaczego
              jestes mu lojalna etc.etc. -----
              • Gość: jb Dlaczeg? IP: *.nuph.us.edu.pl 06.09.01, 16:00
                No widzisz, nalezaloby tu sie zastanowic dlaczego ja
                w ogole mam tendencje do tkwienia w sytuacjach ktore
                mi nie odpowiadaja, bo oprocz mojego zwiazku jest
                jeszcze kilka spraw ktore ani z seksem ani z mezem
                nie maja nic wspolnego, zadowolenia nie daja mi
                zadnego a jednak w nich tkwie, bo wydaje mi sie, ze
                i tak nic sie nie da zrobic. A lojalnosc, wiernosc,
                uczciwosc i tym podobne sprawy sa zbyt istotnym
                elementem mojej moralnosci zebym nawet w sytuacji
                awaryjnej mogla odpuscic sobie samej.
                Wolalabym zostac lojalna rozwodka niz zyc jako
                nielojalna zona i nie potrafie powiedziec dlaczego.
                Moze dlatego, ze taka jestem lub chce byc, ze sobie
                cenie takie wartosci. Niestety okazuje sie, ze ten
                zwiazek nie pozwala mi ich we wlasciwy sposob
                ukierunkowac. Dlaczego z nim ciagle jestem? Moze
                dlatego, ze ciagle nie dowierzam temu co sie stalo,
                moze trudno przelknac to, ze wlasny maz nie jest taki
                jaki sie wydawal. Moze dlatego, ze jestem zrobiona
                z solidnego materialu i potrzeba mi troche wiecej
                kopniakow od zycia zeby uznac sytuacje za nieznosna.
                Moze dlatego, ze we wlasnym mezu probuje dopatrzec
                sie drugiego czlowieka, moze po czesci z litosci.
                Zapewne powodow jest o wiele wiecej i dobrze, ze jest
                ich tyle, bo to pozwala mi rozwazyc dokladnie moja
                sytuacje, wszystkie za i przeciw.
    • Gość: m. Joanna??? IP: 195.94.213.* 06.09.01, 14:38

      goraco pozdrawiam i zycze duzo, duzo sily i osiagniecia w koncu spokoju ducha i
      ciala, choc pewnie do tego daleka droga...

      walcz, moja droga. jestes nieprzecietna, wiec nie daj sie wepchnac w stereotypy.
      • Gość: jb Re: Joanna??? IP: *.nuph.us.edu.pl 06.09.01, 14:51
        Oj!!!!! Tak sie zapalilam do walki z Romanem, ze
        napisalam go z malej litery i do tego wypaplalam swoje
        imie, ale znow jestem jb. Jak sie znowu podpisze
        calym imieniem, to znaczy ze ktos tak mnie wkurzyl,
        ze stracilam panowanie nad soba.
        • Gość: barabasz Re: do jb IP: *.bund.de 06.09.01, 15:03
          jesli rzeczywiscie jest, jak opisalas (mam na mysli zwlaszcza jego zachowania
          podczas Waszych "zblizen") i jesli rzeczywiscie Twoje odczucia probowalas
          zwerbalizowac, a Twoj maz zego nie zrozumial (lub udal, ze nie rozumie), to
          odejdz Dziewczyno najlepiej dzis jeszcze i nie ogladaj sie za siebie !
          masz do czynienia z psychopata-sadysta, ktory czerpie przyjemnosc z
          demonstracji "wladzy" nad Toba, wykorzystujac bezwzglednie Twoja seksualnosc,
          tzn. praktycznie z niej drwiac.
          zasluzylas na pewno na innego mezczyzne. uwierz prosze, ze tacy sa.
          b.
        • Gość: Roman Droga JB IP: *.chemie.uni-erlangen.de 06.09.01, 16:01
          Dlaczego jesteś od razu taka agresywna. Dlaczego chcesz zaraz ze mną "walczyć".
          Z mężem też walczysz? Rozpoczęłaś wątek opisując swój problem więc, chcąc dać
          ci do myślenia napisałem swoje zdanie. I moje życie erotyczne nie gra tu żadnej
          roli. Jeżeli pisząc tu chciałeś tylko potwierdzenia decyzji o rozwodzie to
          przepraszam, że zabrałem głos. Ale wiedz, że w małżeństwie jak i w życiu nic
          nie jest albo czarne albo białe. Medal ma zawsze dwie strony. Myślisz, że z
          kimś innym będzie ci lepiej?
          Jeszcze raz życzę spokoju ducha
          Roman
          • Gość: Yaa Do Romana IP: 212.69.68.* 06.09.01, 16:22
            Gość portalu: Roman napisał(a):

            > Dlaczego jesteś od razu taka agresywna. Dlaczego chcesz zaraz ze mną "walczyć".
            >
            > Z mężem też walczysz? Rozpoczęłaś wątek opisując swój problem więc, chcąc dać
            > ci do myślenia napisałem swoje zdanie. I moje życie erotyczne nie gra tu żadnej
            > roli.
            Nie dziwie się, że zaczęła. Jej życie seksualne nie jest najistotniejsze -
            istotniejsze są zdecydowanie Jej uczucia i to jak się czuje w małżeństwie, a Ty
            wszystko sprowadziłeś do jej potrzeb seksualnych.
            Jeżeli pisząc tu chciałeś tylko potwierdzenia decyzji o rozwodzie to
            > przepraszam, że zabrałem głos.
            Myśle, że rozwód jest tak czy siak nieunikniony (ale to moje zdanie - nie jej).
            Jb z tego co mi napisała w posie wcale nie jest do rozwodu przekonana i nie
            zamierza biec dzisaj do sądu z pozwem - chociaż po przemyśleniu i kontakcie ze
            specjalistą nie wyklucza takiej decyzji. Mnie się akurat wydaje że to właściwe
            podejście i mogę tylko jej przyklasnąć.
            Ale wiedz, że w małżeństwie jak i w życiu nic
            > nie jest albo czarne albo białe. Medal ma zawsze dwie strony. Myślisz, że z
            > kimś innym będzie ci lepiej?
            Jasne że nie jest czarne i białe a medal ma dwie strony - takie jest nie tylko
            małżeństwo - takie jest życie (ale filozoficznie mi wyszło. A co do innego
            mężczyzny to mam nadzieje, że go znajdzie i będzie jej z nim dobrze. Tego jej
            życzę.
            Pozdrawiam
            Yaa

            • Gość: jb Re: Do Romana i Yaa IP: *.nuph.us.edu.pl 06.09.01, 17:03
              Yaa, nie mam pojecia, czy jestes "on" czy "ona", ale
              chcialam cos powiedziec - sentymentalnego, glupiego,
              poetyckiego - kocham w tobie ta ludzka wrazliwosc
              na sprawy drugiego czlowieka i nie ma w tym podtekstow
              seksualnych, ani wyrazu patologii spowodowanej
              nadmierna masturbacja. Wczucie sie w role rozmowcy,
              cierpliwosc, zrozumienie - dlaczego tak trudno o to
              w dzisiejszym swiecie?
              A ty Romanie - stac cie na to samo co Yaa, potrafisz
              popatrzec na drugiego oczami duszy i wlasnego
              czlowieczenstwa? W moim odczuciu wcale nie bylam wobec
              ciebie agresywna - przeczytaj, co napisales. Czy
              przekonanie, ze lepiej ode mnie wiesz jaka jestem
              ja i moje malzenstwo nie jest pogwalceniem pewnych
              praw, ktore sie naleza kazdej jednostce? Przeczytaj
              moje wypowiedzi - czy gdzies ponizalam mojego meza
              slowami? Twierdze tylko, ze moje komunikaty o moim
              braku zadowolenia z malzenstwa spotkaly sie z jego
              obojetnoscia - nie wnikam w jego psychike, nie osadzam,
              nie wyciagam pochopnych wnioskow - zostawie to
              specjaliscie. To ja juz nie moge mowic o tym, co
              zaszlo? Moze wolisz takie kobiety, ktore podcinaja
              sobie zyly - te na pewno spotykaja sie z twoim
              wspolczuciem. Ale kobieta ktora systematycznie
              i rzeczowo pragnie uporzadkowac swoje zycie - juz jest
              dla ciebie agresywna.
              A rozwod? Masz cos przeciwko rozwodom? A moze odmawiasz
              mi prawa do rozwazenia lub podjecia takiej decyzji?
              Jesli moje malzenskie problemy wynikly z mojej winy
              to rozwod moze okazac sie najlepszym wyjsciem
              i blogoslawienstwem jesli osobowosci moje i mojego
              meza okaza sie skrajnie niedopasowane, bo ja przez
              trzy lata usilowalam dostosowac sie do niego i jakos
              mi sie to nie udalo, wiec chyba juz niewiele ze swojej
              strony moge w sobie samej zmienic. Jesli nasze
              malzenstwo ma byc farsa, proba dostosowania sie do
              potrzeb drugiej strony wbrew wlasnym odczuciom
              i pragnieniom - coz jest zlego w rozwiazaniu tej
              sytuacji przy pomocy rozwodu?
              Zarzuciles mi, ze cos jest nie tak z moja
              seksualnoscia, ze mam nadmierne wymagania wobec
              mezczyzn, ale dlaczego nie powiesz, jaka jest dla
              ciebie "norma" kobiecej seksualnosci i kobiecych
              oczekiwan. Opowiedz o tym, co jest dla ciebie
              standardem, zamiast zarzucac mi na wstepie, ze go
              nie spelniam. Moze wtedy da sie z toba rozmawiac
              na partnerskich zasadach, bo na razie - kiepsko to
              widze.
              • Gość: Bona Nie obraż się, JB IP: *.zgora.dialog.net.pl 06.09.01, 18:07
                ...ale chociaż w ogóle nie zgadzam się z Romanem, uważam, że Twoją odpowiedż na
                jego post można traktować jako przejaw agresji. Niegrożnej i być może
                usprawiedliwionej, ale zawsze. I wiesz, wydaje mi się, że jest to jeden z
                efektów oddziaływania męża na Ciebie. A rozumiem to tak : skoro mąż przytłacza
                Cię i w kontaktach z nim nie masz szans na obronę swojej pozycji, czujesz się
                ogólnie zagrożona i przejawy "opozycji" u osób trzecich oczuwasz jako dalszy
                ciąg zagrożenia. Bronisz się instynktownie, czasami tracąc pełną kontrolę nad
                swoimi zachowaniami i emocjami. (Sama zuważyłaś, że w pewnym momencie trochę
                się "zapomniałaś".)To już objawy nerwicowe - reakcja niewspółmierna do bodżca.
                Musisz nad tym zapanować, bo inaczej sama skazujesz się na przegraną. Jeśli
                pozostaniesz w obecnym stanie, będzie się on pogłębiał i niewykluczone, że z
                czasem albo zupełnie "oklapniesz" i dasz sobą powodować, albo będziesz na
                wszelką niechęć lub krytykę reagować histerycznie.
                A z drugiej strony - skoro jednak stać Cię na żywą reakcję obronną, jeszcze raz
                proponuję: wykorzystaj tę energię dla siebie, nie przeciw sobie!
                (Gdyby to zależało ode mnie, właśnie że wykopałabym Cię do sądu ,sekcja
                rozwodów.) Pzdr!
                  • Gość: jb do Bony IP: *.nuph.us.edu.pl 07.09.01, 09:59
                    Nie obrazilam sie, ale na temat Romana nie chce wiecej
                    dyskutowac. Ze swojej strony dodam tylko, ze gdybym
                    zalozyla buty z gruba podeszwa, wlazla nimi psu
                    sasiadow na ogon - zapewne by mnie pogryzl i raczej
                    zdziwiloby mnie gdyby polozyl uszy po sobie i nie
                    probowal sie bronic. Rozwazanie, czy zwierze gryzac
                    czlowieka w tych okolicznosciach okazalo sie agresywne
                    pozostawie moze psychologom-behawiorystom.
                    • Gość: Bona Re: do Bony IP: *.zgora.dialog.net.pl 07.09.01, 12:46
                      Gość portalu: jb napisał(a):

                      > Nie obrazilam sie, ale na temat Romana nie chce wiecej
                      > dyskutowac. Ze swojej strony dodam tylko, ze gdybym
                      > zalozyla buty z gruba podeszwa, wlazla nimi psu
                      > sasiadow na ogon - zapewne by mnie pogryzl i raczej
                      > zdziwiloby mnie gdyby polozyl uszy po sobie i nie
                      > probowal sie bronic. Rozwazanie, czy zwierze gryzac
                      > czlowieka w tych okolicznosciach okazalo sie agresywne
                      > pozostawie moze psychologom-behawiorystom.

                      Ale gdybyś nadepnęła sąsiadowi na odcisk, pogryzienie przez niego nie byłoby już
                      tak oczywiście usprawiedliwione. Poza tym - ja przecież nie skrytykowałam samego
                      faktu Twojej obrony. Zauważyłam tylko, że sposób odpowiedzi zdradzał pewne oznaki
                      agresji . Dodałam nawet, że w sumie niegroznej i zrozumiałej, ale jednak. A w
                      ogóle nie o to mi chodziło. Tylko o to, że spokój i pełna kontrola dają Ci do
                      ręki bardzo skuteczny środek obrony. A wszelkie gwałtowniejsze reakcje działają
                      na Twoją niekorzyść. I tylko tyle. Pzdr!
        • Gość: m. Re: Joanna??? IP: 195.94.213.* 07.09.01, 08:38
          Gość portalu: jb napisał(a):

          > Oj!!!!! Tak sie zapalilam do walki z Romanem, ze
          > napisalam go z malej litery i do tego wypaplalam swoje
          > imie, ale znow jestem jb.

          he he Joanno, nawet nie zauwazylem. po prostu zbieznosc faktow i ten uroczy styl.

          pozdrawiam i czekam na nowe watki zainicjowane przez Ciebie. Szkoda zeby ten
          wulkan energii marnowal sie w tym jednym watku. mam nadzieje, ze o innych
          sprawach tez potrafisz tak barwnie pisac.


    • yaa Droga Jb 06.09.01, 22:31
      Bardzo serdecznie Ci dziekuje za miłe słowa. Bardzo się cieszę jeśli chociaż
      troszkę Ci pomogłem. Jeśli chodzi o moją skromną osobę to yaa jestem "on".
      Myślę, że może rzeczywiście wrażliwości jest mało - może dlatego, że jest
      niemodna i nie pasuje do dzisejszego świata. Ale szczerze mówiąc odkryłem
      to "forum" i okazało się, że jest tu dużo miłych i sympatycznych ludzi - którzy
      chcą i mogą sobie nawzajem pomóc. Dobrze jest mieć takie miejsce.
      Co do Ciebie i Twojwj sytuacji, to tak dużo zostało napisane, że mogę tylko
      dodać:
      Uszy do góry Joasiu, wszystko się ułoży i będzie dobrze, zobaczysz !!!
      Pozdrawiam
      Yaa

      yaa@poczta.gazeta.pl
    • Gość: marek do JB IP: *.punkt.pl 07.09.01, 08:53
      Droga JB.
      Przeczytałem Twoje oba posty- nie ukrywam- z lekkim przerażeniem momentami.
      ogólnie jednak z bólem, ktory uwieral nieprzyjemnie w kazdym Twym słowem. Nie
      dlatego, ze byłem w podobnej sytuacji, czy też dlatego, ze mialem podobnie
      zachowujących się rodziców. Nie. Tak naprawde bolała mnie Twoja skrzywdzona
      wrażliwość, niezrozumienie przez męża, poniżenie... Przepraszam, nie wiem czy
      Ty tez tak to odbierasz, ja odbieram tą całą sytuację w kategoriach poniżenia
      Cię przez Twojego męża, nie wiem tylko czy świadomie, czy też nie...
      Droga JB, wiem i zdają sobie sprawę doskonale z tego, że w takiej sytuacji
      podjąć zdecydowane kroki jest niezwykle trudno. "Odejc" i co dalej? CZy bedzie
      gdzie miaszkać? Czy dasz rade sama? Czy odzyskasz wiarę w ludzi? JB, musisz
      jednak zadac sobie podstawowe pytanie: czy jesli jednak nie podejmiesz żadnych
      kroków i tym samym zdecydujesz się pozostać z mężem- czy za kilkadziesiat lat,
      kiedy będziesz kobietą w podeszłym wieku i z potężnym bagażem doświadczeń
      życiowych, czy w tedy nie będziesz przypadkiem płakać co noc, że jedyne swoje
      zycie zamiast przeżyć w miłosci, poszanowaniu i zrozumieniu ze strony tej
      drugiej osoby, Ty przeżyłas bez miłości, bez poszanowania, bez zaufania i bez
      wszystkich tych rzeczy które czynią nasz świat kolorowym. Zastanow sie JB
      dobrze, czy z perspektywy czasu, te powody które przemawiają za rozstaniem, za
      odejsciem a ktore dzis sa dla ciebie murem nie do przeskoczenia, czy te powody
      kiedys nie wydadza Ci sie zupełnie błahymi? Oby wtedy nie bylo juz za poźno na
      decyzję o rozstaniu i zaczęciu nowego zycia. Pozdrawiam Cie serdecznie.

      • Gość: jb Re: do Marka IP: *.nuph.us.edu.pl 07.09.01, 09:52
        Drogi Marku - pytania, ktore mi zadales sama sobie
        juz zadalam i wlasnie dlatego szukam fachowej porady
        i pomocy - sama nie potrafie w tej chwili nabrac
        do wlasnych problemow zdrowego dystansu...
        Co do mojego meza - nie sadze aby robil to wszystko
        ze swiadomym zamiarem wyrzadzenia mi krzywdy czy
        przykrosci. On jest niestety tak skupiony na sobie,
        tak zajety wlasnym Ja, ze nie dostrzega roznicy
        pomiedzy soba a innymi ludzmi - jesli on lubi lezec
        godzinami przed telewizorem to i ja musze, jesli on
        uwaza, ze nie mamy problemow - to nawet nie przyjmie
        do wiadomosci mojego zdania na ten temat. Jesli on
        lubi ostro przyprawione potrawy to pomimo moich
        protestow - dosypuje do MOJEGO talerza garscie pieprzu
        i papryki bo... JEMU tak smakuje. Te przyklady to
        niby nic, takie tam drobnostki, ale trudno wytrzymac
        kiedy trzeba to znosic 24 godziny na dobe.
        Moj maz robi na mnie wrazenie osoby, ktora po prostu
        nie potrafi "wejsc" w czyjas skore, wczuc sie w role
        drugiego czlowieka, popatrzec na swiat oczami drugiej
        osoby. I chyba stad bierze sie to, ze nie umie on
        dostrzec konsekwencji wlasnych czynow i brac za nie
        odpowiedzialnosci, no bo skoro on jest z czegos
        zadowolony to caly swiat musi podzielac jego odczucia.
        Masz racje - czuje sie ponizona przez mojego meza,
        ale balam sie ze to ja jestem przewrazliwiona
        i przesadzam. A on? No coz, moim skromnym zdaniem on
        nie potrafi zdac sobie sprawy z wlasnych czynow
        i zmienic swojego postepowania, poniewaz JEGO ono nie
        poniza! Nie wiem czy ja dobrze rozumiem logike jego
        postepowania, ale to wyglada tak jakby caly Kosmos
        konczyl sie na jego osobie. I zapewne we wczesnym
        dziecinstwie tak bylo, bo moj maz przez cztery pierwsze
        lata zycia byl jedynakiem, a ja od zawsze bylam
        "srodkowa" i moze dlatego latwiej mi patrzec na swiat
        z punktu widzenia innych ludzi - w koncu przez cale
        zycie nie robilam nic innego tylko zastanawialam sie,
        co siedzi w glowach moich rodzicow, rodzenstwa, co
        kieruje ich zachowaniem. Nie wiem czy to wrodzone
        czy nabyte, ale wlasnie dlatego, ze moj maz nie
        posiada tej umiejetnosci - trudno mi do niego dotrzec
        i przedstawic sprawe z mojego punktu widzenia.
        A tu przeciez o nic innego nie chodzi jak tylko o to,
        zeby zastanowil sie przez chwile jak ja odbieram
        jego zachowanie jakie to moze byc dla mnie bolesne i
        przykre i czym zaowocuje w przyszlosci.
        Obawiam sie, ze nie tak latwo to zmienic. Moze
        rzeczywiscie w tej sytuacji lepiej zostawic jego zycie
        w jego rekach i odejsc wlasna droga. Nie twierdze,
        ze moj maz jest zlym czlowiekiem, ale brak mu jakiejs
        takiej wrazliwosci i glebi odczuc. Nasze osobowosci
        chyba po prostu do siebie nie pasuja...
    • Gość: jb Powazne pytanie do pana doktora. IP: *.nuph.us.edu.pl 07.09.01, 11:14
      Panie doktorze, pewien uczestnik tej dyskusji
      zasugerowal, ze mam problemy z osobowoscia i utozsamiam
      seks z miloscia.
      Pozwole sobie przedstawic dwa swoje wiersze - pierwszy
      o milosci (ale do przyrody, zeby nie bylo, ze mam
      obsesje na punkcie facetow), a drugi - o pozadaniu

      Smutek

      Posrod skal samotnych smutek moj sie blaka,
      lecz staje zmieszany nagoscia kamieni.
      Trawa i kwiatami napeczniala laka,
      rosa - jak lzy moje saczy sie z zieleni...

      To co widza oczy maluje w swym sercu
      i gorycz sie miesza z uczuciem radosci
      - znajduje poziomke w zielonym kobiercu,
      malutkie serduszko, kropelke milosci!

      **********

      Pozadanie

      Gladza twoja skore mysli nienazwane,
      oplataja ciebie gesta pajeczyna...
      Teraz jestem burza, wichrem i wulkanem
      - tak do konca nie wiem coz tego przyczyna!

      Bladza w twoich wlosach spragnione spojrzenia,
      kolysane wiatrem wnikaja w twe cialo...
      Sloncem i pozarem sa moje marzenia
      - tak do konca nie wiem, co sie ze mna stalo!

      *********

      Adresatem pierwszego wiersza sa Skalki Twardowskiego
      w Krakowie - zachecam do odwiedzenia jesli ktos ma
      taka mozliwosc.
      Adresatem wiersza drugiego jest... No wlasnie - ktos
      kogo chyba jeszcze nie spotkalam na swojej drodze,
      ktos kto potrafilby "nadawac na tej samej
      czestotliwosci" co ja. W kazdym badz razie - na obecna
      chwile nie widze wsrod moich znajomych mezczyzny
      z ktorym wiazalabym jakies wieksze oczekiwania
      w kwestii spraw damsko-meskich. Czy to co czuje,
      czyli to, ze kocham i pragne kogos kogo nie znam,
      kogos, kogo nie widzialam na oczy i dla niego pisze
      swoje wiersze jest juz patologia, czy miesci sie
      jeszcze w ramach niezaburzonej osobowosci.
      Bo ja caly czas czuje sie tak jakby byla gdzies obok
      czyjas dusza, czyjes mysli, marzenia i nadzieje.
      Czuje sie tak jakbym z oddali slyszala nawolywania
      kogos podobnego do mnie. Czyste wariactwo, czy jednak
      nie calkiem?
      Zamknac mnie w zakladzie czy pozwolic chodzic po
      ulicy?
      • Gość: ania Re: do jb IP: 157.25.122.* 07.09.01, 12:31
        kochana jb!
        przeczytałam obie części Twego listu i powiem Ci tyle, w trakcie czytania
        zaczęłam odczuwać dziwny niepokój, strach przed twoim meżem...
        masz rację że sprawa jest trudna, zagmatwana, ale powiem Ci jedno - ten
        człowiek gwałci cie psychicznie z tym się zgadzam
        nie doprowadza Cię do orgazmu, masturbując się w łazience bo może chce Cię tak
        ukarać, wie że jest to ważna dla ciebie sfera życia na inne może nie ma wpływu,
        poza tym tu on dominuje, pozostawiając cię niezaspokojoną odczuwa satysfakcję
        za całe życie nieudacznika...
        nie wiem czy to ma sens to takie pierwsze skojarzenia...

        rozumiem że boisz się zostać sama ale może nie ma czego
        pracujesz, masz mieszkanie-utrzymasz się

        piszesz o rozwodzie, jestem prawnikiem, zapraszam na prywatnego maila,
        porozmawiamy
        w ogóle jeśli chcesz porozmaiwać zapraszam, napisz czy to wchodzi w grę, a
        podam Ci adres
        myślę że potrzebujesz kogoś żeby nie zaplątać się we własne myśli, niepokoje i
        nie uwierzyć, moze w słowa męża, że to twoja wina
        seks ma prawo być łączony z miłością i dawać radośc
        czekam na Twoją odpowedź
        ania
        • Gość: jb do Ani IP: *.nuph.us.edu.pl 07.09.01, 13:40
          Dzieki ci droga Aniu - Niebiosa mi chyba ciebie zeslaly
          w calym tym nieszczesciu!!!
          Z praca i mieszkaniem to nie jest tak jak myslisz
          - nie mam pracy, robie doktorat i z chwila gdy go
          zrobie musze martwic sie o sama o siebie, bo moj
          promotor powiedzial, ze chocbym ze skory wychodzila
          - nie zatrudnia mnie, bo uczelnia nie ma wolnych
          etatow. Takze to "mieszkanie" w hotelu asystenckim
          jest na zasadzie jak pokoje w akademikach dla
          studentow. Tak wiec od tej strony moja sytuacja nie
          jest stabilna, ale cos mi chodzi po glowie i przydalaby
          mi sie opinia prawnika takze w tej kwestii.
          Czy moglabym cie prosic zebys podala mi swoj adres
          e-mailowy. Wybacz, ze ja nie chce zrobic tego kroku,
          ale jakis czas temu wlaczylam sie na innym forum
          w dyskusje dotyczace seksu, uznana zostalam chyba za
          nimfomanke i sporo czasu zajelo mi uwolnienie sie
          od roznych internetowych erotomanow. A po tych
          osobistych wynurzeniach tutaj, na tym forum...
          W kazdym badz razie - nie byly mile te glupawe maile
          od niepowolanych osob.
          • yaa Droga Jb 07.09.01, 15:24
            Jeśli yaa mógłbym w czymś pomóc, to również zapraszam serdecznie na e-mail.
            Hmmm... też jestem prawnikiem (chociaż pewnie teaz bardziej przydałby się psycholog), szkoda
            tylko, że zupełnie nie zajmuje się prawem rodzinnym.
            Pozdrawiam
            Yaa
      • Gość: orzeszek Re: Co mam zrobic z tym co czuje wobec mego meza??? - ciag dalszy urwa IP: 192.168.252.* 07.09.01, 15:25
        Przeczytalam obie czesci Twojej wypowiedzi i wszystkie posty. Jak wiesz
        napisalam juz do Ciebie wczesniej, w poprzednim watku. Teraz jednak im bardziej
        obserwuje hustawke emocjonalna (od zachwytu po negacje), jaka towarzyszy Twoim
        wypowiedziom, coraz bardziej mi nieswojo. Tak naprawde juz nie wiem, do czego
        potrzebne Ci sa wypowiedzi innych gosci, czemu sluzy drazenie zlego charakteru
        Twojego meza. Jest (jak zauwazylam) wielu chetnych do stawania w Twojej obronie-
        ibardzo mnie cieszy, ze tak wiele osob nie pozostaje obojetnymi na cudze
        cierpienie. Ja jednak nie moge (w zgodzie ze soba) dzialac "sila zlego na
        jednego" i pomstowac choralnie na lajdactwo czlowieka, ktorego wcale nie znam.
        Bo moim zdaniem zupelnie niewazne jest tak naprawde to, jaki ten pan jest, ale
        zastanawia mnie cel, dla ktorego nadal z nim jestes? Nie z jakiej przyczyny
        (dlaczego), ale wlasnie co takiego ta sytuacja Ci daje, ze utrzymujesz ja nadal
        (po co).
        I jeszcze przestraszyl mnie pomysl zatrudniania eksperta w celu diagnozowania
        (unaoczniania) tego jaka kanalia (a moze popaprancem) jest Twoj maz. Nie jestem
        prawnikiem (tylko psychologiem) wiec nie wiem, czy takie postepowanie jest w
        sadzie konieczne. Jednak zgodnie z maja wiedza bardziej martwi mnie brak Twojej
        sosbistej pewnosci siebie i umiejetnosci dbania o wlasne dobro, niz dziwaczne
        zachowania Twojego meza. Paradoks? Chyba nie-to Ty ze swoim problemem jestes
        gosciem tego forum, a nie on.
        Jest dla mnie jasne, ze zachowanie tego czlowieka Ci nie odpowiada. Mnie by tez
        nie odpowiadalo. Dlatego jestem zona zupelnie innego mezczyzny.
        Mam takie wrazenie (ale oczywiscie moge sie mylic), ze rozpaczliwie
        potrzebujesz potwierdzania wlasnej racji. Wypowiedzi gosci forum utrzymane w
        tym tonie traktujesz entuzjastycznie. Opinie biorace pod uwage inne aspekty
        Twojego zwiazku i charakteru ostro ucinasz. Mam ogromna ochote wspierac te
        kawalki wypowiedzi, ktore nawoluja do tego, abys zadbala o wyciszenie. Czy
        masz, czy tez nie masz obiektywnej racji co do charakterystyki Twojego meza-nie
        ma to znaczenia. Jest prawda Twoja, jego prawda i prawda kazdego, kto widzi
        cala sytuacje ze swej strony. Masz prawo do swoich uczuc, jakiekolwiek one sa i
        do zajecia sie soba, bo w calej tej zagmatwanej sytuacji ja juz stracilam
        nadzieje, ze chodzi Ci o znalezienie odpowiedzi na pytanie "odejsc czy zostac".
        Zajmij sie soba, moze dobrze byloby skorzystac z adresow proponowanych przez
        Bone (zawsze udziela wspanialych rad!!!) i odwiedzic psychologa. Pozdrawiam, M
        • Gość: Bona Re: Co mam zrobic z tym co czuje wobec mego meza??? - ciag dalszy urwa IP: *.zgora.dialog.net.pl 07.09.01, 20:17
          Gość portalu: orzeszek napisał(a):

          Jest prawda Twoja, jego prawda i prawda kazdego, kto widzi
          > cala sytuacje ze swej strony. Masz prawo do swoich uczuc, jakiekolwiek one sa i
          >
          > do zajecia sie soba, bo w calej tej zagmatwanej sytuacji ja juz stracilam
          > nadzieje, ze chodzi Ci o znalezienie odpowiedzi na pytanie "odejsc czy zostac".
          >
          > Zajmij sie soba, moze dobrze byloby skorzystac z adresow proponowanych przez
          > Bone (zawsze udziela wspanialych rad!!!) i odwiedzic psychologa. Pozdrawiam, M

          Dziękuję za te miłe słowa, Orzeszku! W ustach psychologa to "mniód" tak słodki,
          że aż trudno wyrazić. Serio i bez podtekstów.
          A wracając do sprawy JB - też mam wrażenie, że bardziej chodzi o zwerbalizowane
          poparcie niż o wsparcie konkretne i wymierne. I też to rozumiem. W takich
          związkach zdarzają się takie sytuacje, gdy mimo wszelkich znaków na niebie i
          ziemi pozostaje się , jakby siła inercji, w dotychczasowym stanie. Może to obawa
          przed zmianami, często drastycznymi, w całym życiu, jego organizacji, wyznaczenia
          nowych priorytetów - słowem : zaczęciem prawie wszystkiego od początku. JB czeka
          na poparcie ze strony autorytetu niekwestiowanego. Rozumiem, że bardzo zmęczona
          sytuacją może mieć osłabioną motywację do takich zmian. W końcu całą niemalże
          energię kieruje na poradzenie sobie z sytuacją obecną. Nie chce uwierzyć, że sama
          decyzja da jej tego "kopa", którego oczekuje od specjalisty.
          Jest jeszcze inny aspekt całej sprawy. JB, widzę, że za wszelką cenę chcesz
          pozostawać wierna swoim ideałom. To bardzo chwalebne. Ja też bronię swoich zasad
          jak niepodległości - bo w gruncie rzeczy chodzi o niepodległość, osobistą.
          Zgodnie z tymi ideałami, które sama popieram i praktykuję, należy się drugiemu
          człowiekowi zrozumienie i próba (przynajmniej) wczucia się w jego motywację. Ale
          z Twoich własnych słów wynika, że już to zrobiłaś. I nie ma w tym miejsca dla
          Ciebie takiej, jaka jesteś. Jest - dla takiej, jaką Twój mąż z Ciebie robi.
          Przyznajesz też, że nie powiodły się próby porozumienia , a nawet ostatecznie
          sama nie wiesz, jaka jest jego motywacja. I nie dowiesz się całej prawdy nigdy,
          bo to znaczyłoby dla niego przyznanie tego, co podejrzewamy. A to byłoby to samo,
          co usłyszeć od niego "wykorzystuję Cię i poniżam". To jest przecież część gry.
          Złamanie zasad gry oznacza jej koniec. Dopóki będziesz w tym trwać, dopóty gra
          będzie się toczyć. Tak zawikłane sposoby unikania , jakie stosujesz, podtrzymują
          tę grę. W założeniu której zawsze przegrywasz. Zastanów się, czy w tej sytuacji
          warto grać. Przecież zawsze przegrywasz. Twoja wygrana może polegać tylko na
          zakwestionowaniu niesprawiedliwych zasad. Jak w kazdym systemie totalitarnym.
          Pomysl o tym. Pzdr!

          • Gość: Orzeszek Re: Do Bony IP: 192.168.252.* 07.09.01, 21:19
            Znowu trafilas w sedno! Mam na mysli to, ze piszesz o grze. W Analizie
            Transakcyjnej jest pojecie trojkata dramatycznego (zaburzonej relacji, w ktorej
            uwiklane w nia osoby odgrywaja na przemian role kata, ofiary i ratownika). Sa i
            inne gry, ktorych trwanie najogolniej mowiac podtrzymuje niejawnosc intencji,
            podwojny przekaz, lek lub niechec do przezywania prawdziwej bliskosci. Nie
            wszytkie gry sa destrukcyjne (flirt tez jest rodzajem gry), ta o ktorej
            wspomnialam - trojkat dramatyczny niestety do nich nie nalezy. Czytajac posty
            JB mam wrazenia, ze moze z czyms takim ma do czynienia. Jednak nie jest tak, ze
            gra inicjowana przez jedna strone relacji trwa bez udzialu tej drugiej. Na
            przebieg komunikacji wplyw maja wszyscy jej uczestnicy. Jednym ze sposobow
            przerywania gry jest dostrzezenie co mi konkretnie daje uczestnictwo w niej
            (skoro nadal ja podtrzymuje) i jasne (rzetelne, szczere, prawdziwe)
            komunikowanie swoich stanow, mysli, pragnien, dazen, celow. Oraz zgodne z tym
            postepowanie.
            Jesli czyta to ktos bieglejszy w AT prosze o ew weryfikacje i uzupelnienie, bo
            ja zajmuje sie innymi zagadnieniami (grupami), a wszystko, co wyzej pisze z
            pamieci.
            W kazdym razie milo mi, ze sprawilam Ci Bono troche radosci. Jednak cala
            przyjemnosc lezy po mojej stronie-kiedy czytam Twoje madre i wywazone posty.
            Pozdrawiam, M
            • Gość: Bona Re: Do Bony IP: *.zgora.dialog.net.pl 07.09.01, 23:37
              Gość portalu: Orzeszek napisał(a):

              > Znowu trafilas w sedno! Mam na mysli to, ze piszesz o grze. W Analizie
              > Transakcyjnej jest pojecie trojkata dramatycznego (zaburzonej relacji, w ktorej
              >
              > uwiklane w nia osoby odgrywaja na przemian role kata, ofiary i ratownika). Sa i
              >
              > inne gry, ktorych trwanie najogolniej mowiac podtrzymuje niejawnosc intencji,
              > podwojny przekaz, lek lub niechec do przezywania prawdziwej bliskosci. Nie
              > wszytkie gry sa destrukcyjne (flirt tez jest rodzajem gry), ta o ktorej
              > wspomnialam - trojkat dramatyczny niestety do nich nie nalezy. Czytajac posty
              > JB mam wrazenia, ze moze z czyms takim ma do czynienia. Jednak nie jest tak, ze
              >
              > gra inicjowana przez jedna strone relacji trwa bez udzialu tej drugiej. Na
              > przebieg komunikacji wplyw maja wszyscy jej uczestnicy. Jednym ze sposobow
              > przerywania gry jest dostrzezenie co mi konkretnie daje uczestnictwo w niej
              > (skoro nadal ja podtrzymuje) i jasne (rzetelne, szczere, prawdziwe)
              > komunikowanie swoich stanow, mysli, pragnien, dazen, celow. Oraz zgodne z tym
              > postepowanie.
              > Jesli czyta to ktos bieglejszy w AT prosze o ew weryfikacje i uzupelnienie, bo
              > ja zajmuje sie innymi zagadnieniami (grupami), a wszystko, co wyzej pisze z
              > pamieci.
              > W kazdym razie milo mi, ze sprawilam Ci Bono troche radosci. Jednak cala
              > przyjemnosc lezy po mojej stronie-kiedy czytam Twoje madre i wywazone posty.
              > Pozdrawiam, M

              Znowu mam Ci za co podziękować, Orzeszku! Bo nie byłam do końca pewna, czy
              właściwie rozpoznaję te sytuacje ludzko-ludzkie (wiesz, co mam na myśli). Skoro
              tak oceniasz, powinnam chyba w końcu wyznać, że chociaż jestem po studiach
              historii sztuki (motyw lepiej wykształconej od niespełnionego geniusza), miałam
              pewną "praktykę" w sytuacjach "ludzko-ludzkich" w wydaniu bardzo podobnym do JB.
              Nawet bardziej drastycznym, czego JB z całago serca nie życzę i dlatego tak mocno
              przesrzegam. Może od początku powinnam JB powiedzieć, że coś o tym wiem...Na moje
              szcęście znalazłam w końcu sposób na uwolnienie się od tak uciążliwego towarzysza
              życia. Nie od razu z powodzeniem, bo samo zerwanie jeszcze go nie przekonywało, a
              on jakoś znajdował zawsze sposób na powrót(różnymi metodami: na uczucia, na
              ekonomię, na naukę, litość wkońcu). W końcu tak byłam zniechęcona, zobrzydzona,
              zmaltretowana, że trafiłam na "piętę achillesową" - tam, gdzie najmniej sobie
              radził. Gdy już po raz kolejny nie chciałam wrócić, a wiedziałam, że beze mnie
              nie zarobi na siebie (taki geniusz biznesu i w ogóle wszystkiego), po prostu
              pożyczyłam mu większą sumę pieniędzy z adnotacją, że po zwrocie pożyczki możemy
              rozmawiać o reszcie. Podziałało jak kamfora! Był bardzo podobny do męża JB,
              chociaż z seksem mieliśmy zupełnie inne problemy(byłam oporna na bardzo nietypowe
              techniki - nie z powodu uprzedzeń, ale np. bólu lub poniżających dla mnie
              sposobów). Nie chciałabym na forum wnikać dalej w moje byłe problemy. Chociażby z
              tego powodu, że byłe. Może JB coś dpomoże tak wyrażne moje wyznanie?

              • Gość: Bona Re: Do Bony IP: *.zgora.dialog.net.pl 08.09.01, 21:55
                Gość portalu: Bona napisał(a):

                Może JB coś dpomoże tak wyrażne moje wyznanie?
                >

                Zrobiłam taki sam błąd, jaki zrobiła JB. Zbyt osobiście , bez właściwego dystansu
                podeszłam do tego tematu. Tym bardziej wiarygodne powinny być dla JB moje posty.
                Dla mnie to już zamierzchła przeszłość , a jednak ślad pozostał. Wiem, jak należy
                postępować, a jednak dawne doświadczenia były na tyle silne, że jeszcze teraz
                potrafią burzyć mój spokój.
                JB! Nie możesz dopuścić do tego, by na Twojej psychice wszystko to wycisnęło taki
                ślad. Uwierz mi, takich spraw nie porzuca się tak po prostu. One zwsze istnieją w
                pamięci i podświadomości, potrafią wyrządzić wiele szkód. Nie pozwól na to, by
                ktokolwiek miał tak destrukcyjnie zaważyć na reszcie Twojego życia. A tak będzie,
                gdy będziesz dalej się wahać i pozwalać na niszczenie poczucia swojej wartości.
                Domyślam się, że dopiero w poniedziałek odpowiesz na posty. Czekam do
                poniediałku. Pzdr!
                • Gość: jb Re: Do Bony IP: *.nuph.us.edu.pl 10.09.01, 09:49
                  A moge nic nie mowic? W koncu powiedzialam juz
                  wszystko co mialam do powiedzenia i meczy mnie
                  tlumaczenie sie z kazdego poprzedniego slowa. Niech
                  sobie kazdy mysli o mnie co chce, niech cala sytuacje
                  kazdy sobie interpretuje jak mu sie podoba - na razie
                  usune sie w cien by odpoczac troszeczke...
                  Ale jak ktos inny ma cos ciekawego do powiedzenia -
                  prosze bardzo, caly czas jestem w poblizu.
                  • Gość: ania Re: Do jb IP: 157.25.122.* 10.09.01, 10:06
                    dziwnie sie czułam czytając cudowny dialog między panią orzeszek a panią
                    Boną... cudowny wzajemny zachwyt między paniami i roztrząsanie problemu jb jako
                    osoby trzeciej!
                    jesli ja czułam się dziwnie to jak czuła się jb czytając o jakichs grach,
                    trójkątach i TA lub AT? tu się panie nie popisały

                    a dla jb, jesli chce porozmawiac podaję adres
                    pajeczynka441@poczta.onet.pl

                    na maile innych nie bede odpowiadac!

                    jb!
                    w piatek nie miałam kiedy juz napisac - praca!
                    ale mam nadzieje ze nie nadziało sie nic złego
                    pozdrawiam
    • Gość: Yaa Re: Co mam zrobic z tym co czuje wobec mego meza??? - ciag dalszy urwa IP: 212.69.68.* 10.09.01, 10:41
      Droga Jb
      Nie pozostaje mi nic innego jak zgodzić się z Orzeszkiem (nawiasem mówiąc nie
      wiem jak odnienić słowo "orzeszek" w rodz. żeńskim) i oczywiście Boną. Swoją
      drogą dobrze poczytać tak mądre i rozważne posty. Nie jestem psychologiem, więc
      trudno mi jest uzupełnić ich diagnozę. Moim skromnym zdaniem obie mają racje co
      do tego, że problem nie leży w tym, że Twój mąż jest taki czy siaki (jeśli
      rzeczywiście jest taki jak piszesz to zgadzam się z tym, co napisała Bona w
      którymś z postów, że trzeba brać nogi za pas). Problem polega na tym, dlaczego
      a włściwie po co tkwisz w tym "toksycznym" związku. Uważam, że jesteś wspaniałą
      kobietą, która znalazła się w sytuacji życiowej z którą nie może sobie
      poradzić. Życie nie jest bajką i każdemu może się to przydarzyć.
      Psycholog nie jest absolutnie potrzebny, żeby stwierdził, że Twój mąż to kawał
      kanalii ale po to, żeby pomógł Ci uporządkować myśli i emocje i zapanować nad
      nimi i wreszcie pomóc podjąć najodpowiedniejszą decyzję. Podkreślam - pomóc
      podjąć decyzję - a nie podjąć ją za Ciebie, bo to Twoje życie i Ty decydujesz.
      I jeszcze jedno, już z mojej branży - w sądzie, jeśli zdecydujesz się na rozwód
      i to rozwód bez orzekania o winie to wydaje mi się, że nie będzie potrzeba
      dopuszczania dowodu z opinii biegłego np psychologa. Wszystko tu zależy od
      zachowania stron - czyli Ciebie i Twojego męża. Jeśli oboje będziecie chcieli
      rozwodu to żaden psycholog nie będzie sądowi potrzebny. Niestety nie piszesz,
      jakie zapatrywania na rozwód ma Twój mąż - a to może być decydujące w
      ewentualnej sprawie rozwodowej (może nie jeśli chodzi o jej rezultat ale
      napewno jeśli chodzi o szybkość).
      Pozdrawiam serdecznie
      Yaa
      • Gość: jb do Yaa, Orzeszka, Bony i innych IP: *.nuph.us.edu.pl 10.09.01, 11:58
        Ojej, mowilam juz, ze maz nie chce zgodzic sie na zaden
        rozwod, nie chce tez zmieniac niczego w naszych
        relacjach, twierdzac, ze odpowiada mu tak jak jest.
        Prosze wszystkich - czytajcie uwaznie moje poprzednie
        wypowiedzi, nie mam tyle czasu zeby w kolko pisac to
        samo.
        A teraz jeszcze jedna rzecz - powiedziales, ze moj maz
        to kawal kanalii - ja nigdzie takich epitetow nie
        uzywalam i nie wnikam w to jaki on jest. Opisalam tylko
        fakty. Niniejszym prosze aby nikt nie skladal na moje
        barki odpowiedzialnosci za slowa ktorych nie uzylam
        i pod ktorymi sie nie podpisalam.
        Orzeszek twierdzi, ze drazymy tu zly charakter mojego
        meza - ja niczego tu nie draze, powiem wiecej - nikogo
        nie zmuszam ani nawet nie zachecam do tego typu
        dzialan. Nawet nie nakrecam dyskusji - wystarczy mi to
        co juz wiem. Kazdy pisze to co sam mysli na tym
        forum i trudno ludziom tego zabronic nawet jesli
        przewalkowalismy temat ze sto razy. A ja nie chce
        aby mnie obarczano odpowiedzialnoscia za padajace tu
        nie z moich ust okreslenia. Niniejszym powstrzymam sie
        od szerszych komentarzy do czasu odpowiedzi pana
        doktora.
        Chyba to mi jeszcze wolno?
        • Gość: Yaa Re: do Yaa, Orzeszka, Bony i innych IP: 212.69.68.* 10.09.01, 14:00
          Nie powiedziałem, że Twój mąż to kanalia, powiedziałem tylko, że psycholog też
          nie jest od tego żeby stwierdzał takie rzeczy, tylko w innym celu.
          Nie chciałem nikigo urazić - a przede wszystkim Jb. Jeśli jednak kogoś
          skrzywdziłem moimi postami, bardzo przepraszam. Obiecuje, że wiecej nie będę
          się wymądrzał ( a przynajmniej się postaram).
          Pozdrawiam
          Yaa
      • Gość: jb do Yaa, Orzeszka, Bony i innych IP: *.nuph.us.edu.pl 10.09.01, 12:08
        Ojej, mowilam juz, ze maz nie chce zgodzic sie na zaden
        rozwod, nie chce tez zmieniac niczego w naszych
        relacjach, twierdzac, ze odpowiada mu tak jak jest.
        Prosze wszystkich - czytajcie uwaznie moje poprzednie
        wypowiedzi, nie mam tyle czasu zeby w kolko pisac to
        samo.
        A teraz jeszcze jedna rzecz - powiedziales, ze moj maz
        to kawal kanalii - ja nigdzie takich epitetow nie
        uzywalam i nie wnikam w to jaki on jest. Opisalam tylko
        fakty. Niniejszym prosze aby nikt nie skladal na moje
        barki odpowiedzialnosci za slowa ktorych nie uzylam
        i pod ktorymi sie nie podpisalam.
        Orzeszek twierdzi, ze drazymy tu zly charakter mojego
        meza - ja niczego tu nie draze, powiem wiecej - nikogo
        nie zmuszam ani nawet nie zachecam do tego typu
        dzialan. Nawet nie nakrecam dyskusji - wystarczy mi to
        co juz wiem. Kazdy pisze to co sam mysli na tym
        forum i trudno ludziom tego zabronic nawet jesli
        przewalkowalismy temat ze sto razy. A ja nie chce
        aby mnie obarczano odpowiedzialnoscia za padajace tu
        nie z moich ust okreslenia. Niniejszym powstrzymam sie
        od szerszych komentarzy do czasu odpowiedzi pana
        doktora.
        Chyba to mi jeszcze wolno?
        • Gość: knockout Re: do Yaa, Orzeszka, Bony i innych IP: *.piekary.oho.com.pl 10.09.01, 14:29
          a ja uwazam JB ze ty po prostu sie swietnie czujesz w
          sytuacji w ktorej jestes. Sadze tak dlatego, ze ciagle
          piszesz o tym samym - maz mnie nieciekawie traktuje,
          zero seksu, ... a sensowne uwagi zbywasz "nigdy tak nie
          powiedzialam", "on nie jest kanalia", "nie mnie to
          ocenia" - A KOMU? sasiadowi? wiec zrob cos wreszcie, bo
          na poczatku czulem do ciebie zal, teraz zal mi czasu,
          zeby czytac to forum, bo ty jestes niereformowalna ofiara.
          • Gość: jb ????? IP: *.nuph.us.edu.pl 10.09.01, 15:22
            O, przepraszam - co mam odpowiadac, skoro po raz
            kolejny jestem pytana o cos co juz dziesiec razy
            mowilam i na co udzielilam w moim odczuciu
            wystarczajacej odpowiedzi...
            O kurcze - pomijajac ton twojej wypowiedzi to jestes
            pierwsza osoba ktora zauwazyla, ze sie powtarzam.
            Tobie tez powtorze, zebys dobrze zapamietal - juz
            powiedzialam na tym forum kilka razy, ze przestalam
            sypiac z mezem zeby mnie wiecej nie ponizal .
            Powiedzialam tez,ze pojde po porade do psychologa i
            nawet sie zapisalam na wizyte. Niestety - musze na nia
            czekac kilka tygodni. Skorzystalam z propozycji
            przejscia na prywatna korespondencje z osobami
            ktore moga i chca mi cos doradzic.
            Ale dla ciebie to za malo, ty zapewne pragniesz jakiejs
            sensacji. Widzisz cos jeszcze co moglabym zrobic na
            dzien dzisiejszy, bo ja nie.
            I najciekawsze w tym wszystkim jest to, ze jesli ktos
            powie cos zlego na mojego meza - ja oberwe, chocby
            za to, ze pozwalam na takie wypowiedzi.
            Zakaz uzywania wyzwisk pod adresem mojego meza
            wprowadzam dlatego, ze ma tu obowiazywac kultura,
            a nie dlatego, ze usprawiedliwiam jego postepowanie.
            Ty mozesz mi zarzucac, ze jestem ofiara i nikt sie za
            mna nie wstawi... No ale moge sie bronic i odpowiedziec
            ci w twoim stylu - wtedy znowu ktos mi powie ze jestem
            agresywna...
            Pojde sie gdzies posmiac w ustronnym miejscu z tego,
            ze istnieja jednak ludzie mniej dojrzali i konsekwentni
            ode mnie!
            Wprowadzmy moze absolutny zakaz obrazania kogokolwiek,
            bo inaczej to nigdy nie bedzie dorosla
            rozmowa!
          • Gość: ania Re: do pana k..... IP: 157.25.122.* 10.09.01, 15:44
            a mnie jest żal Pana/Pani
            bo trzeba trochę taktu i współczucia
            a może tylko wysłuchania drugiej osoby żeby jej pomóc
            a Pan/Pani się denerwuje że jb jest niereformowalna i do tego ofiara...
            bez przesady proszę !
            ona się nie zreformuje zaraz na tym forum, jesli w ogole jest jej to potrzebne -
            bo moze wcale nie! moze może zostać sobą!!!!
            jest takie słowo empatia...
            czasem warto sobie o nim przypomnieć
            pozdrawiam ania

            ps. jesli jb opisała tu swoją historię i poprosiła o pomoc to jej potrzebuje!
            to jest poza dyskusją! może tylko niektóre osoby nie potrafią Jej tej pomocy
            udzielić? może warto wtedy zamilknąć zamiast obrażać jb, męża i pewnie zaraz i
            mnie się oberwie
            ;)
            • Gość: knockout Re: do pana k..... IP: *.piekary.oho.com.pl 10.09.01, 15:56
              > a mnie jest żal Pana/Pani
              > bo trzeba trochę taktu i współczucia
              super, a mnie nie. Bo tak juz sie wspaniale sklada, ze mamy wolnosc wypowiedzi i
              skoro mozesz sie wypowiedziec ty i jb, to ja chyba rowniez. chyba, ze wprowadazmy
              polityczna poprawnosc.

              > ona się nie zreformuje zaraz na tym forum, jesli w ogole jest jej to potrzebne
              > -
              > bo moze wcale nie! moze może zostać sobą!!!!
              > jest takie słowo empatia...
              Nie o to mi chodzilo. Ciesze sie, ze problem zostal rozwiazany(?).
              > czasem warto sobie o nim przypomnieć
              > pozdrawiam ania
              >
              >może warto wtedy zamilknąć zamiast obrażać jb, męża i pewnie zaraz i
              > mnie się oberwie ;)
              i teraz brutalnie - ty tez lubisz obrywac i tak naprawde podsiawdomie na to
              czekasz? I robic z siebie ofiare?

              • Gość: orzeszek Re: do Ani IP: 192.168.252.* 10.09.01, 18:10
                Witaj Aniu! Nie mogac skorzystac z Twojej poczty (w obawie, ze nie odpowiesz)
                korzystam z forum, zeby dojasnic Twoj post. Jesli dobrze zrozumialam Twoja
                intencje, to z pewna ironia i (chyba) pretensja piszesz o m.in. moich
                wypowiedziach. Jednak tak naprawde nie wiem, z czym polemizujesz. Czy moglabys
                mi to wyjasnic? Pozdrawiam
                • Gość: orzeszek Re: do Yaa IP: 192.168.252.* 10.09.01, 18:14
                  Dzieki za uznanie! Twoje posty i rady (jak wczesniej zauwazyla JB) mnie tez sie
                  podobaly i uwazam, ze byly pelne zyczliwosci.
                  P.S. ubawilam sie rozwazaniami nad zenska forma orzeszka (ta orzeszka?) jak dla
                  mnie-moze byc! Prywatnie wiele przyjemnosci sprawia mi kiedy bliscy wolaja do
                  mnie Michale (od Wolodyjowski) bo pewnie poza plcia mamy wiele wspolnego.
                  Pozdrawiam
                • Gość: Bona Re: do Ani IP: *.zgora.dialog.net.pl 10.09.01, 21:19
                  Droga Aniu, nie widzę nic złego w rozmowie osób trzecich (wszak nie rozmawiamy
                  za plecami, tylko na tym samym forum), bo to także może dużo powiedzieć samej
                  zainteresowanej. Poza tym - jesli dokładnie prześledzisz wszystkie posty w obu
                  wątkach, może zauważysz, że przynajmniej część doświadczeń życiowych mamy z
                  Orzeszkiem podobnych - i z JB. Czyż nie jest w tej sytuacji usprawiedliwiona
                  wymiana poglądów także przez osoby trzecie? To wzbogaca, nic nie umniejszając
                  problemom JB. Zauważ też, że być może nasze/moje doświadczenia mogą być wcale
                  nie mniej dramatyczne. Jak do tej pory - a przecież w przyszłości może być
                  gorzej. Czy JB nie powinna o tym wiedzieć?
                  • Gość: jb do Bony i nie tylko IP: *.nuph.us.edu.pl 11.09.01, 14:15
                    W rozmowie osob trzecich nie ma moze nic zlego, pod
                    warunkiem
                    ze wszyscy rozumieja co jest temate rozmoway. Tak sie
                    sklada, ze z
                    twojego dialogu Bony z Orzeszkiem to ja niewiele
                    zrozumialam i chyba nie tylko dla mnie niejasne sa
                    wszystkie te trojkaty i cala reszta teorii. I bron
                    Boze - nie tlumaczcie mi tego na tym
                    forum, bo znowu zbaranieje!
                    A poza tym wracajac do watku glownego - ja chcialam
                    tylko wiedziec jak sie mam ustosunkowac do wlasnych
                    negatywnych
                    odczuc wobec meza. Chcialam wiedziec czy moje
                    podejrzenia
                    o co najmniej kiepska jakosc naszego zwiazku sa
                    sluszne,
                    czy tez wyolbrzymilam normalna sytuacje miedzy
                    mezczyzna
                    a kobieta. Jak na razie nie mialam innego partnera
                    seksualnego
                    oprocz meza, skad moglam wiedziec, czy tak nie
                    zachowuja sie
                    wszyscy mezczyzni. Sadzac po reakcjach publicznosci
                    -najwyrazniej nie kazdy facet zachowuje sie w ten
                    sposob,
                    a zatem moje obawy sa sluszne - to nie jest "dobry"
                    zwiazek.
                    Jak na obecna chwile chodzi mi po glowie rozwod jako
                    rozwiazanie,
                    bo nie widze aby moj maz chcial cos naprawiac. Byc
                    moze chce,
                    ale liczy na cud lub na to, ze "samo sie ulozy" - tego
                    nie wiem.
                    W kazdym badz razie - chcialam sobie wszystko poukladac
                    w glowie a nie leciec do sadu zeby zlozyc pozew jeszcze
                    w tym
                    tygodniu. Prawde mowiac to przeciez watek nie jest
                    zatytulowany
                    "jak najszybciej dostac rozwod". Mnie chodzilo o moje
                    mysli,
                    o moje uczucia, o zaprowadzenie jakiegos porzadku w
                    sobie samej,
                    a tymczasem niektore osoby robia takie wrazenie jak
                    Rzymianie
                    glodni igrzysk , jakby czekali na jakies dramatyczne
                    zakonczenie
                    calej historii - ze wyrzuce meza z domu, wyprowadze sie
                    do kochanka lub cos w tym stylu. Ale tu nie bedzie
                    dramatyzmu
                    i wartkiej akcji w kowbojskim stylu, bo nie mialoich
                    tu byc.
                    Forum to chyba nie jest najlepsze miejsce na ktorym
                    mozna
                    dokonywac decyzji co do wlasnego zycia. A poza tym - w
                    tej
                    chwili nie czuje sie na silach zeby tak od reki podjac
                    taka
                    decyzje na podstawie czyjegos postu. To chyba wcale
                    nie oznacza, ze czekam aby ktos za mnie zadecydowal.
                    Nie wiem w jakim stylu rozstaja sie inne malzenstwa,
                    ale chyba nie wyglada to tak, ze decyzja zostaje
                    podjeta w piec sekund pod wplywem rady czy opinii
                    anonimowej osoby z internetu. My tu nie mowimy o tym
                    co zrobic z plama na koszuli tylko o moim zyciu, a
                    zyciowych
                    decyzji nie warto podejmowac pochopnie. Zreszta -
                    zaden
                    internetowy "doradca" nie wezmie na siebie
                    odpowiedzialnosci
                    za zla porade i o tym tez warto pamietac. Nie obrazcie
                    sie, ale
                    na razie ogranicze sie jedynie do ponownego
                    przestudiowania
                    roznych opinii a ostateczna decyzje zostawie sobie na
                    pozniej,
                    a w kazdym badz razie - nie podejme decyzji co do
                    ktorej nie
                    jestem na 100% przekonana.
                    Czekam raczej na opinie i przemyslenia a nie na
                    ponaglenia i presje.
                • Gość: ania Re: do pana k..... IP: 157.25.122.* 11.09.01, 14:39
                  nie jestem typem ofiary i nie czekam na nic
                  a jak słusznie zauważyła Bona walisz poniżej pasa
                  ale Twoja wola!
                  każdy wystawia tu sobie sam świadectwo, prawda?

                  w moich słowach do Bony i Orzeszka chodziło mi tylko o podkreślenie że w tym
                  dialogu zabrakło gdzieś jb, walor poznawczy był duży, Twoje doświadczenia Bono
                  pewnie też dramatyczne, ale mimo wszystko jb gdzieś się w tym zagubiła (o czym
                  sama napisała)
                  nie chciałam nikogo obrazić! chciałam, może nieudolnie, pokazać że jb jest
                  tutaj...

                  a tak w ogóle - czy nie uważacie że dziwne jest to że wszyscy tu radzą jb tylko
                  nie Doktor?
                  uważam że to nie w porządku!

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka