Dodaj do ulubionych

pogrzeb nienarodzonego dziecka...

18.02.04, 01:50
Wiem, ze ten problem co jakis czas sie pojawia. Ja mialam cztery tygodnie by
sie o wszystko wypytac - zadalam to pytanie na forum Wychowanie w wierze i
oto czego sie dowiedzialam:
Po porodzie kobieta ma prawo zobaczyć swoje dziecko, ma prawo je pożegnać -
nawet jesli urodzilo sie martwe, nawet jesli jest to
dwudziestokilkutygodniowym wczesniakiem. Dziecko nie przypomina wtedy takiej
pyzy z reklamy, ale jest jedyne i niepowtarzalne i ja widzac moja coreczke
(29tc)widzialam, ze jest sliczna. Slyszalam, ze niekeidy personel nie zgadza
się na podanie dziecka bo „będzie pani bardziej cierpiala”.
NIE MAJA PRAWA ROBIC CZEGOS TAKIEGO!
Po stracie dziecka cierpiec będzie się bardzo dlugo, jeśli nie dane było go
pozegnac to często pozostaje to straszna zadra w duszy. Pozegnanie może być
tylko dotknieciem glowki, przytuleniem. Jeśli wiadomo, ze dziecko może umrzec
zaraz po porodzie to można poprosic o chrzest z wody. Mysle ze Pan Bog nie
jest biurokrata i nawet jeśli ochrzczone zostanie martwe dziecko, przyjmie je
do siebie i tak. Wiec ten chrzest to bardziej nam jest potrzebny niż jemu.
Na podstawie zaświadczenia ze szpitala w USC wystawiony jest akt urodzenia z
adnotacją "dziecko urodziło się martwe" lub jesli zylo akt urodzenia i potem
w drugim pokoju akt zgonu. Oba dokumenty sa wystawiane od reki. Dziecku
nadaje się imie, wpisywane są pełne dane rodzicow.
Pogrzeb - nie ma mszy tylko krótkie nabożeństwo i ksiądz ceremonię nazywa
pochówkiem.
Szpital powinien zaproponowac wybór, czy mama chce zabrać maleństwo czy mają
je sami pochowac (szpitale robia takie pogrzeby i czasem to jest tak, ze sa
to anonimowe mogliy dzieci a czasem informuja rodzicow gdzie dziecko jest
pochowane - procedura zalezy od szpitala). Nikt nie ma prawa oceniac decyzji
mamy, jesli sie nie zdecyduje na zabranie ciala dziecka. To jest decyzja jaka
trzeba podjac w zgodzie ze soba.
Do 22 tyg. uwaza się ze nastapilo pozne poronienie i wtedy sa inne procedury
(to wazne, bo czasem szpital by nie psuc sobie statystyk pozniejsze ciaze
wpisuje jako 22tc). Można uprzec się i zabrac cialo do pochowania, tak jak
pisala mi grrw (dziekuje ci kochana za pomoc) nawet jeśli nie ma się zgody na
pogrzeb, można dziecko pochowac w grobie rodzinnym bez zezwolenia zarzadu
cmentarza.
Waga dziecka – jeśli wazylo mniej niż 600 gr. to tez szpital może odmowic
wydania ciala, ale wtedy tez można walczyc.
Jeśli cos pominelam to dopiszcze kochane mamy z wlasnych doswiadczen.
Może ta smutna wiedza bedzie w stanie komus w przyslosci pomoc.
Anka
Obserwuj wątek
      • melka_x Re: pogrzeb nienarodzonego dziecka... 18.02.04, 14:36
        Nie mają prawa tego zabronić. Ja poroniłam po 12 tygodniu (zaczęty 13) i
        poprosiłam o pokazanie dziecka (jakoś nie mogę powiedziec płód). Zapytali mnie
        tylko, czy jestem pewna i czy zdaję sobie sprawę, że różnica między w wyglądzie
        takim maleństwem i noworodkiem jest kolosalna (i nie chodzi tylko o wielkość)
        Powiedziałam, że tak i pokazali, zobaczyłam nawet co za płeć.
    • lara_croft2 Re: pogrzeb nienarodzonego dziecka... 18.02.04, 16:17
      ja poroniłam 27 stycznia br - wszytko było dobrze, aż do tego popołudnia... Wg
      OM byłam w 26 tyg - , ale lekarze po zrobieniu mi usg w szpitalu, już jak
      miałam skurcze powiedzieli mi że płód jest rozwinięty do 22 tyg (dodam że mój
      syneczek jeszcze żył, serduszko mu pomalutku pikało 60/70 min, ale się ruszał i
      czułam go) Przeszłam przez poród pośladkowy, wyciągli ze mnie jego malutkie
      ciałko, główkę zostawili w środku - powiedział mi tak ten wredny lekarz - a
      potem mnie uśpili. Nie spytali mnie czy chcę go zobaczyć czy nawet pochować.Ja
      byłam tak rozgoryczona i zdezorientowana, że dopiero na drugi dzień rano się
      spytałam co z ciałkiem, powiedzieli mi że zutylizowane. I jeszcze sie dziwili
      ze się spytałam. Jak sobie pomyślę, co oni zrobili z nim to serce mi pęka,
      przecież żył ...

      Ale mimo tego że nie mam jego grobka, to w moim sercu na zawsze będzie miejsce
      dla mojego synka, tu ma swój dom i miłość. Wierzę że jego duszyczka jest
      szczęśliwa i w przyszłości będzie aniołem stróżem swojego braciszka lub
      siostrzyczki.


      agnieszka
      • agablues Re: pogrzeb nienarodzonego dziecka... 18.02.04, 16:33
        Wiecie co , ciarki mi przechodzą po plecach. Nie życzę nikomu źle, ale czasami
        myślę sobie, że na każdego przyjdzie pora i ktoś temu lekarzowi zada podobny
        ból. Jak można powiedzieć matce, że zutylizowano??!!Czy oni są zupełnie bez
        ludzkich uczuć ???
        Kiedy ja byłam z córeczką w szpitalu i przeżywałyśmy ciężkie chwile - mała
        traciła oddechy - była jedna MŁODA pielegniarka. Nie było tam bardziej
        formalnej i bezdusznej osoby, typowa przedstawicielka dawnych przełożonych.
        Pomyślałam sobie, że gdyby jej się zdarzyło nieszczęście, może potrafiłaby być
        bardziej ludzka a nie formalna
        Sorry, trochę to nie na temat, ale z bezdusznością personelu wobec takich
        przeżyć nie potrafię się pogodzić
    • grrrrw Re: pogrzeb nienarodzonego dziecka... 18.02.04, 18:36
      No i poryczałam sie...
      Ja zdecydowanie jestem za "umarłych pogrzebać" i wola rodziców jest swięta !
      To nawet dziwne, ze w dobie dyskusji o prawach do wszystkiego, eutanacji,
      adopcji itd. tak prosty temat nie jest poruszany w mediach.
    • aniao3 Re: pogrzeb nienarodzonego dziecka... 18.02.04, 19:59
      No wlasnie Grrrw, ja o tym duzo myslalam, ze faktycznie nigdzie nie trafilam na
      artykul jak to jest, jak byc powinno, jak to reguluje prawo w Polsce i jakei
      jest stanowisko Kosciola.
      Bo o tym sie nie mysli na co dzien, bo nikt sie nie spodizewa, ze to mogloby
      sie przytrafic wlasnie jemu.
      Sciskam was mocno
      ania
      • lara_croft2 Re: pogrzeb nienarodzonego dziecka... 20.02.04, 16:29
        ciekawe, faktycznie nikt o tym nie mówi, nie pisze, wszyscy milczą. Chyba myślą
        że ich to nie dotyczy. A nas cierpiące matki traktuje się po macoszemu,
        zwłaszcza w tych naszych "szpitalach przyjaznych dziecku" - ja własnie w takim
        miałam swoje przeżycia. Wiem że nikomu się źle nie życzy, ale tym lekarzom z
        którymi się spotkałam życzę porządnej nauczki....

        ściskam was mocno kobitki - Aga
    • grrrrw Re: pogrzeb nienarodzonego dziecka... 07.03.04, 17:35
      Poszperałam trochę i znalazłam "płody poronione, jesli zyja, nalezy ochrzcić".
      Jest to dla mnie logiczne - sakramenty sa dla zywych.
      Co do pochówku, wydaje mi sie, ze decyduje wola rodziców. Jeśli zycza sobie
      ksiedza i wynagrodza mu te posługe, to wiek i waga dzieckja nie powinny być
      przeszkodą.
      Podobny watek zaczał sie na "Forum bez bluźnierstw", poczekajmy, moze wpłyna
      jakies ciekawe posty.
      • aniao3 Re: pogrzeb nienarodzonego dziecka... 07.03.04, 19:40
        Dzieki Grrrw za wiesci.
        Jak cos znajdziesz to powiedz.
        A co do ksiedza - podobno oni takie pogrezby roznie traktuja - z braku wiedzy.
        Czasem odmawiaja, jak dziecko bylo nie ochrzczone. To jak jest z tym chrztem
        woli (pisala o tym sion w poscie o chrzcie bodaj)? Jak w ogole ksiadz moze
        odmowic pogrzebu dziecka?!
        Sciskam was mocno
        anka
        • grrrrw Re: pogrzeb nienarodzonego dziecka... 08.03.04, 17:57
          Nie zawsze ksiadz jest na pogrzebie. W niektórych srodowiskach jest to
          traktowane jak skandal, tłumaczone, ze "ksiądz odmówił pogrzebu katolickiego",
          ze widocznie zmarły miał cos na pienku z kosciołem (zreszta co innego jest
          poprowadzenie pogrzebu, a co innego ze ksiadz był obecny na pogrzebie, a nawet
          głos zabrał, kazdemu ostatecznie wolno). W wielu krajach, tam gdzie brakuje
          księzy, pogrzeb prowadza swieccy, rozmaici katechiścii inni parafialni
          aktywisci (ich rola jest czesto czuwanie, by na pogrzebie nie było jakichś
          magicznych praktyk ludowych przez Kosciół potepianych). Siegnij choćby
          do "Chłopów" czy "Nocy i dni" ! Zeby mieć księdza na pogrzebie i zeby organista
          zadzwonił na pochówek, trzeba było zapłacić. Jak kogos nie było stać, to
          pogrzeb poprowadził organista, a nawet koscielny, a w ostatecznosci (własnie
          pogrzeby małych dzieci) ludzie sami sie obsługiwali.
    • grrrrw Re: pogrzeb nienarodzonego dziecka... 08.03.04, 18:04
      OSOBY, KTÓRYM NALEŻY UDZIELIĆ LUB ODMÓWIĆ POGRZEBU KOŚCIELNEGO



      Kan. 1183 -

      § 1. Co do pogrzebu, katechumeni są zrównani z wiernymi.


      § 2. Ordynariusz miejsca może zezwolić na pogrzeb kościelny dzieci, których
      rodzice mieli zamiar je ochrzcić, a jednak zmarły przed chrztem.


      § 3. Ochrzczonym przynależnym do jakiegoś Kościoła lub wspólnoty kościelnej
      niekatolickiej, można pozwolić na pogrzeb kościelny według roztropnego uznania
      ordynariusza miejsca, jeśli nie ma ich własnego szafarza; chyba że się ustali,
      iż mieli przeciwną wolę.


      Kan. 1184 -

      § 1. Jeśli przed śmiercią nie dali żadnych oznak pokuty, pogrzebu kościelnego
      powinni być pozbawieni:

      1° notoryczni apostaci, heretycy i schizmatycy;

      2° osoby, które wybrały spalenie swojego ciała z motywów przeciwnych wierze
      chrześcijańskiej;

      3° inni jawni grzesznicy, którym nie można przyznać pogrzebu bez publicznego
      zgorszenia wiernych.


      § 2. Gdy powstaje jakaś wątpliwość, należy się zwrócić do miejscowego
      ordynariusza, do którego decyzji należy się dostosować.


      Kan. 1185 - Pozbawienie pogrzebu zawiera w sobie także odmowę odprawienia
      jakiejkolwiek Mszy świętej pogrzebowej.



      • aniao3 Ordynariusz moze - nie musi... 08.03.04, 20:02
        no wlasnie, czyli:

        § 2. Ordynariusz miejsca może zezwolić na pogrzeb kościelny dzieci, których
        rodzice mieli zamiar je ochrzcić, a jednak zmarły przed chrztem.

        Czyli decyzja o pogrzebie zalezy w sumie od jego dobrej woli?
        Tak draze ten temat, bo pamietam post jednej mamy ktorej dziecko umarlo przed
        porodem (bardzo pozna ciaza) i pisala ze ksiadz odmowil pogrzebu bo dziecko
        bylo nie ochrzczone, a dla niej "cywilny" pogrzeb byl nie do przyjecia i w
        koncu zostawila cialo w szpitalu... I do dzis zyje ze strasznym zalem, ze jej
        tego pogrzebu odmowiono. Do cierpienia po stracie dziecka doszlo cierpienie
        duszy. Straszne to jest, gdy przez czyjas ignorancje, arogancje i brak dobrej
        woli tak trudna sytuacja jaka jest smierc dziecka staje sie jeszcze bardziej
        tragiczna i traumatyczna.
        Sciskam was mocno
        anka
    • grrrrw Re: pogrzeb nienarodzonego dziecka... 08.03.04, 18:08
      Kan. 1176 -

      § 1. Wierni zmarli powinni otrzymać pogrzeb kościelny, zgodnie z przepisem
      prawa.


      § 2. Pogrzeb kościelny, w którym Kościół wyprasza duchową pomoc zmarłym,
      okazuje szacunek ich ciału i równocześnie żywym niesie pociechę nadziei, należy
      odprawiać z zachowaniem przepisów liturgicznych.


      § 3. Kościół usilnie zaleca zachowanie pobożnego zwyczaju grzebania ciał
      zmarłych. Nie zabrania jednak kremacji, jeśli nie została wybrana z pobudek
      przeciwnych nauce chrześcijańskiej.

      "Wierni zmarli" czyli ochrzczeni ???

      Do sprawdzenia zostaja jeszczze przepisy prwa cywilnego. Nie wiem gdzie ich
      szukać.
      Przeryłam już strony ministerstwa zdrowia oraz ministerstwa spraw wewnetrznych
      i administracji. Albo nie potrafię znależć albo nie ma.




    • rendziak Re: pogrzeb nienarodzonego dziecka... 10.03.04, 15:52
      ja swoją córeczkę urodziłam w 24 tc, personel nie chciał mi pokazać córeczki,
      ona zmarła w czasie porodu. Jednakże zpytali się czy sama ją pochowam czy oni
      mają to zrobić, nie zastanawialiśmy się długo i w tydzień po porodzie
      odebraliśmy jej ciałko. Mieliśmy natomist problem z firmą pogrzebową (urodziłam
      w wawie a chcieliśmy ją pochować w Poznaniu) musieliśmy za pośrednictwem
      karawanu z firmy pogrzebowej ją tam przewieźć. To było straszne przeżycie.
      Jechaliśmy swoim samochodem tuż za karawanem nie mgłam przeżyć że ona leży tam
      martwa. Następne przeszkody były ze strony księdza, który w czasie kiedy
      staliśmy w sali pożegnań nad trumienką oświadczył, że żadnego poigrzebu nie
      będzie gdyż on nie ma papieru że dziecko było ochrzczone, Myślałam że go
      rozniose, czułam sie tak bezsilna, w końcu po prośbach męża pogrzeb sie odbył (
      do tego głupkowatego księdza nie docierało że na sam koniec porodu straciłam
      przytomność że dziecko urodziło się martwe i że obudziłam się już po
      wszystkim). Ale całe szcześćie moja kruszynka ma grobik. Wiecie minęły już trzy
      lata od tamtych wydarzeń a ja stojąc nad jej grobikiem nie mogę powstrzymać się
      od ryku. I to fektycznie nie jest płacz tylko ryk, histeria bezsilność i
      wieczne pytanie za co i dlaczego, co ja tekiego zrobiłam a przedewszystkim w
      czym ona zawiniła ,że Bóg jej nie pozwolił żyć. Muszę przyznać że od tamtych
      wydarzeń maoja wiara przeżywa kryzys nie umiem sobie tych rzeczy
      wytłumaczyć........
      • aniao3 rendziak kochana... 10.03.04, 18:55
        Tak mi przykro, tak strasznie przykro, ze nie potrafiono uszanowac twej
        rozpaczy, ze trafilas na ksiedza-idiote, ze to wszystko sie stalo.
        Nie ma odpowiedzi - dlaczego.
        Na pewno nie wierze w to, ze Bog karze nas w ten sposob, ze dzieci umieraja z
        czyjes winy. Odchodza - bo musza od nas odejsc, choc nie ma na to zadnego dla
        nas logicznego wyjasnienia i powodu. Nie umiem cie pocieszyc, nie wiem co
        napisac. Pozostaje wiara i nadzieja, ze jeszcze bedziesz kiedys szczesliwa
        mama...
        Sciskam cie mocno
        Anka
        • rendziak Re: rendziak kochana... 11.03.04, 11:59
          Aniu dziękuje za słowa pocieszenia, od kiedy znalazłam to forum jest mi jakoś
          lżej, raźniej wiem poprostu że znajdę tu osoby , które mnie potrafią zrozumieć.
          Naprawde gorąco dziękuje i pozdrawiam
          Aga - rendziak (to imie mojego psa - rekompensata dzieckasad
    • punka Re: pogrzeb nienarodzonego dziecka... 12.03.04, 12:29
      Aniu, dzięki za rozpoczęcie wątku. Aga jest mi przykro, że tyle
      przeżylaś.Podzielę sie z Wami swoimi doświadczeniami. Urodziłam córeczkę w 24tc
      żyła 4 godz. Lekarze byli bardzo mili. Była przy mnie koleżanka, która pomagała
      mi przez to wszystko przejść za drzwiami stał mąż i moi rodzice. Gdy urodziłam
      Patrycję lekarze odradzali mi na nią patrzeć. Ponieważ byłam całkowicie
      przytomna - rozmawiałam - powiedzieli mi jaka płeć, czy chcę ochcić, byli
      bardzo mili. Ja tylko pytałam, młoda niedoświadczona dziewczyna 25l. jakie są
      zwyczaje, czy matki oglądają swoje dzieci? Moja córeczka leżała ze mną w tej
      samej sali około 3 godz. Przez ten czas wyjeli mi łożysko w uśpieniu, potem
      obudziłam się i cały czas pytałam rodziców, męża, koleżanki czy powinnam ją
      zobaczyć. Oni mówią że może lepiej nie, choć sami nie widzieli. Mój ojciec
      pierwsze co podszedł do mnie pocałowal mnie i podleciał do Patuni żeby ją
      zobaczyć, powiedział i znów potrzedł do mnie z łzami w oczach. nie denerwuj sie
      córcia abędzie wszystko dobrze. Zabierzemy ją i ochowamy. Potem przyszło
      położna i kochana dr neanatolog, która cały czas chodziła przy moim dziecku,
      słuchała, czy jeszcze bije serduszko, a ja tylko pytałam, bije..bije..ona
      odpowiadała,że tak. Położna mówiła że mogę do niej mówić żeby czuła się
      bezpiecznie, mogę z nią rozmawiać ale lepiej zebym nie patrzyła. Więc z łzami w
      oczach mówiłam do niej. Jak przyszły 2 położne żeby zabrać mnie z tej sali -
      myślalam, ze oszaleję. Za wszelką cenę chciałam tam zostać i wciąż pytałam, a
      może jednak ją zobaczę, a może jednak tak będzie lepiej - one mowiły że raczej
      nie, bo może bardziej to będę przeżywała. Więc poprosiłam, aby podały mi ją -
      pogłaskałam ją o główce i uszku, pożegnałam się i wywiozły mnie na tym łóżku.
      Jedna z nich płakała razem ze mna. Myślę że ta chwila była dla mnie
      najgorsza. Później juz tylko był przy mnie kochany mąż i reszta rodziny i
      znajomych. To oni mi pomogli jakoś przetrwać te straszne chwile. Po 2 dniach
      moi rodzice odebrali ciałko ze szpitala, ubrali i przywieźli na cmentarz. nie
      było mszy ani pogrzebu tylko tzw. pochówek, b 2 księży mówiło że takiemu
      aniołowi nie wyprawia się pogrzebów ani mszy. Mogę zgodzić sie z pogrzebem z
      mszą, ale na sam pochówek mógł przyjść, a byli tylko rodzice i dziadkowie. Mam
      tylko czyste sumienie, że ją pochowaliśmy w naszym rodzinnym grobie i że
      zawsze mogę przyjść zapalić jej światełko. Od listopada do dziś staram sie aby
      paliło się cały czas, bo na sczęscie mam blisko cmentarz. moja siostra która
      urodziła dzidziusia w 7 m-cu ciąży i nie odebraładziecka ze szpitala stara się
      ak jest na cmentarzu palić znicz na grobku innego małego dzidziusia w intencji
      swojej dzidzi. Sorki że się tak rozpisałam, lecą mi łzy,ale piszę, jest mi lżej
      na sercu, ze JESTEŚCIE...
      Przytoczę jeszcze tylko jeden cytat na zakończeie, który przytoczyła jedna z
      dziewczyn na forum, mam go w głowie odkąd go przeczytałam i staram się nie
      opłakiwać swojeg dziecka, choć czasem nie jest to możliwa, bo zawsze jakaś łz
      popłynie:
      "dzieci po śmierci trafiły do nieba, tam odpaliły świece i z radością poszły w
      stronę światła, w strone szczęścia wiecznego. Tylko jedno z dzieci wciąż
      siedziało smutne i nie szło wraz z innymi. Święty Piotr zapytał, dlaczego nie
      idzie wraz z innymi, on odpowiedział, że chciałby, ale za każdym razem gdy
      odpali świece, łzy jego matki gaszą płłomień"
      Pozdrawiam Was mocno. Ania
      • punka Re: pogrzeb nienarodzonego dziecka... 12.03.04, 12:40
        przepraszam za błędy. Chciałam tylko dodać, że każda matka ma prawo zobaczyć
        swoje dziecko, wręcz żądać tego. (Ja czasem żałuję że tylko ją dotknęłam i
        pogłaskałam a nie zobaczyłam). Rodzice powiedzieli ze była strasznie podobna do
        mnie (jak ja się urodziłam miałam tylko 2200gr, a ona tylko 490gr)ale to juz
        dzieciątko, czyste ładne tylko bardzo malutkie, więc nie ma czego się bać. Ja
        nie zdawałam sobie jeszcze wtedy z tego sprawy, ale 24tc to już dziecko, a nie
        płód!
        DZIĘKI ŻE JESTEŚCIE
        ANia
        • rendziak Re: pogrzeb nienarodzonego dziecka... 12.03.04, 12:54
          strasznie się popłakałam jak czytałam Twój list. Chyba dlatego że urodziłaś tak
          jak ja córeczkę w 24 tc. Ja niestety nie widziałam ani nie miałam możliwości
          dotknąć mojej córeczki, Teraz strasznie tego żałuje.... ale lekarze mi
          powiedzieli że nie ma sensu żebym ją oglądałam zwłaszcza, że ona zmarła podczas
          porodu. Ja miałam taką obesję żeby ją zobaczyć , że w nocy kombinowałam jak
          można się dostać do lodówki i wykraść jej ciałko żeby móc ją chociaż przytulić,
          tak bardzo za nią tęsknię, zastanawiam sie jakby wyglądała, jak by była etc
          Jetsem ciekawa co było powodem Twojego wcześniejszego porodu, napisz proszę,aga
          • punka Re: pogrzeb nienarodzonego dziecka... 12.03.04, 14:01
            Współczuję, strasznie musiałaś to przeżyć.
            Nie mam pojęcia do końca co było powodem.
            Całą ciążę przeszłam bez żadnych problemów, było ok, nic mnie nie bolało,
            samoposzucie dobre. Pracowałam-praca przy komputerze, biurowa. Starałam się nie
            przemęczać, ale może właśnie ten mój aktywny tryb życia. Byłam zawsze i
            wszędzie, w domu po mału ale sobie sprzątałam -może siedząca pozycja w
            pracy.Może to było powodem.
            W sobotę zauważyłam w opławach 2 niteczki krwi. Zadzwoniła do gina,
            stwierdziliśmy że może to z nadżerki, którą miałam w czasie ciąży. Powiedział
            że jak opławy będą zaróżowione albo zabrązowione, to mam do niego przyjść. W
            sobotę tylko raz coś takiego się pokazało. W niedzielę widziałam już 1000
            kolorów mieniły mi się. Tak naprawdę moje opławy miały biało beżowy kolor. To
            mnie zaniepokoiło i od razu poszłam do szpitala na izbę przyjęć. Tam
            powiedzieli mi że mam pęcherz płodowy w pochwie posadzili mnie na wózek. Ja nie
            zdając sobie sprawy o co chodzi, myśląc, ze poleżę 2 dni i wyjdę - nic.
            Zawieźli mnie na salę przedporodową, KTG te sprawy, to dopiero zaczełam pytać o
            co tu chodzi. Powiedzieli że mam leżeć z nogami do góry ale mała szansa że
            pęcherz się cofnie. Cały czas byłam dobrej myśli.Zaczeło mnie to przerastać.
            Różne myśli chodziły mi po głowie. Aż tu w poniedziałek krwawienie nie wiadomo
            co, nie wiadomo jak... o 17.40 urodziłam coreczkę. Nic mi nie pozostało jak
            tylko się z tym pogodzić. Tak Bóg chciał, tak musiało byc. Pytam Boże czemu
            mnie to spotkało, choć nie życzę tego nikomu, ale człowiek zawsze zadaje sobie
            takie pytania. Czułam, że to nie wyjdzie, że nie może być aż tak dobrze żeby
            wszystko układało się po mojej myśli. Skończyło sie, to o czym marzyłam przez
            całe życie.
            Lekarze mówią że jedynym medycznym wytłumaczeniem może być niewydolność szyjki.
            Dziecko było zdrowe, łożysko ok. Także nie ma innego wytłumaczenia.
            Też bardzo za nią tęsknię i żałuję że jej nie zobaczyłam, ale czasu nie da sie
            już cofnąć. Podczas skórczy ona mnie kopała, tak jakby broniła się przed
            wyjściem na ten świat, to też bardzo przeżyłam.
            Trzymaj się mocno. Jak możesz to napisz kiedy Ty rodziłaś i gdzie?
            PA PA Ania
            • rendziak Re: pogrzeb nienarodzonego dziecka... 12.03.04, 16:59
              rodziłam dosyć dawno tzn w 2001 roku w szpitalu Św Zofii w Warszawie na
              Żelaznej. U mnie było bardzo podobnie jak u Ciebie, w niedziele rano dostałam
              potwornych skurczy, myślałam że się czymś zatrułam nawet mi przez myśl nie
              przeszło że to są skurcze porodowe, pojechaliśmy po 1h do szpitala i tam
              usłyszałam dokładnie to co Ty : pęchęrz płodowy w pochwie, skrócona szyjka i że
              właściwie to ja rodze. Leżałam przez 2 tyg z nogami do góry jednak skurczy nie
              dało sie wyciszyć i musiałam urodzić...... nie moge sie z ty pogodzić, A ty z
              jakiego jesteś miasta?
              • punka Re: pogrzeb nienarodzonego dziecka... 15.03.04, 12:09
                Ja też jestem z Warszawy. Rodziłam na Bródnie, choć miałam w planach normalnie
                rodzić gdzie indziej ze względu na mojego lekarza. Uważam, ze na Bródnie są
                znakomici lekarze i położne (nie wszyscysmile.
                Ja nie miałam żadnych skórczy, porostu nic nie czułam, a pęcherz miałam w
                pochwie, gdyby nie te nitki w opławach to pewnie dostałabym skórcy w domu- ale
                wtedy to nie wiem jakbym to przeżyła. też nie mogę się z tym pogodzić, ale cóż
                takie życie. Wyobraź sobie że miałam podane 2 daty porodu 15.III.04 i 18.III.04
                to dziś!!! Tym bardziej jestem dziś zdołowana.Pozdr, Ania
      • aniao3 Dlaczego inni lepiej wiedza ile bedziemy cierpiec? 12.03.04, 16:49
        Witaj Aniu!
        no i znowu czuje ze sie we mnie zlosc gotuje. Dlaczego ci nie chcieli pokazac
        coreczki? Skad to okrutne przekonanie, ze jak sie dziecka nie zobaczy to sie
        bedzie mniej cierpiec? Co to za stwierdzenie (to u Agi) "powiedzieli że nie ma
        sensu żebym ją oglądała" ?! Ja wiem, oni chca dobrze, moj maz tez mowil, ze
        moze lepiej zebym nie widziala malenkiej po porodzie, ale ja wiedzialam ze
        MUSZE sie z nia pozegnac. Nie liczylam ze urodzi sie zywa, ale wiedzialam ze
        musze ja przytulic. I wiecie co - gdy dostalam ja zawinieta, taki malutki
        tlumoczek mruczacy pod noskiem, to sie poplakalam ze szczescia ze ja widze, ze
        zyje, choc wiedzialam ze ona zaraz odejdzie. To byl 29 tc, wygladala jak
        miniaturka dziecka, wiem ze jeszcze wczesniejsze maluszki tez podobnie
        wygladaja. I choc obiektywnie dzieci sa wtedy malo urodziwe, to dla mamy nie ma
        to zadnego znaczenia. Moze wtedy, gdy dziecko rodzi sie kompletnie
        zdeformowane, ale pojecie normalnosci potrafi sie dramatycznie zmienic w glowie.
        Moja coreczka byla asymetryczna: jakby sklejona z dwoch dzieci: normalnego i
        takiego zdeformowanego. Ale w tym momencie nie mialo to dla mnie zadnego
        znaczenia. Mysle ze dla kazdej z nas wyglad dzidziusia nie jest tak wazny, jak
        ten fakt by moc go przytulic, powitac i pozegnac zarazem, po prostu byc z nim
        przez chwile. Takze po smierci maluszka. Do konca zycia bede wdzieczna
        pielegniarce w IMiDz na Kasprzaka, za to ze mnie obudzila jak zmarla moja
        malenka i ze pozwolono mi ja wyjac z inkubatora i jeszcze z nia pobyc przez
        chwile...
        Choc pamietam ze siostra w sali noworodkow przez chwile sie wachala czy powinna
        mi pozwolic na wyjecie coreczki. "Moze lepiej nie?" spytala, ale widac mialam
        cos takiego w oczach ze podeszla do inkubatora i podala mi malenkie cialko.
        To nie powinno byc tak, ze na pozegnanie wlasnego dziecka matka ma dostac od
        kogos zgode, ze to zalezy od czyjegos kaprysu lub dobrej woli!!! To jest jej
        prawo i nikt nie powinien jej tego zabraniac czy utrudniac!!! Przeciez my potem
        musimy z ta tragedia zyc dalej...
        Aneczko, dobrze ze moglas ja chociaz przytulic i poglaskac, twoja coreczka na
        pewno wie ze ja bardzo kochasz. Usciskaj ode mnie tez swoja siostre.
        Anka
        • punka Re: Dlaczego inni lepiej wiedza ile bedziemy cier 15.03.04, 12:18
          Dzięki za miłe słowa.
          Tak naprawdę to oni tylko odradzali, a ja ostatecznie zdecydowałam że jednak
          nie będę patrzyła na swoje dziecko i bardzoe ale to bardzo tego żałuję.
          Wszystko zależy od psychiki człowieka, teraz wiem że bym wolała, wtedy nie
          wyobrazałam sobie jak to dziecko może wyglądać. Ale cały czas czuję jej maleńką
          główkę i uszko. Wiesz pisałam o tym wyżej, dziś mialam 1 termin porodu tj.
          15.III.04 a drugą datę 18.III, ten tydzień jest dla mnie bardzo ciężki. Mam
          tylko nadzieję że powstanie we mnie nowe życie, bo akurat mam dni płodne w tym
          czasie. Nie ma nic czego teraz bardziej bym pragneła. Choć wiem ze mojej
          córeczki nikt mi nigdy nie zastąpi. Pozdr, Ania
          • aniao3 Re: Dlaczego inni lepiej wiedza ile bedziemy cier 15.03.04, 19:12
            Witaj Aneczko!
            dzis musi byc dla ciebie bardzo ciezki dzien... Obys odnalazla spokoj w swym
            serduszku. Jasne, ze zadne dziecko nie zastapi tego straconego, ale wniesie w
            nasze zycie radosc: wiec oby Twoj maluszek trafil do ciebie jak najpredzej.
            A co do patrzenia na dzieci po porodzie - wiesz nie spotkalam jeszcze mamy
            ktora by widziala to swoje dziecko i tego zalowala. To mialam na mysli piszac
            ze nie powinni zabraniac. U ciebie niby to byla twoja decyzja, ale ja pamietam
            siebie po porodzie - jaka ja bylam wtedy slaba psychicznie i wiem ,ze to jest
            stan gdy powinno sie pomoc w podjeciu decyzji. Bo przeciez w 24 tc to juz jest
            normalny maluszek - malenki, taka miniaturka, ale to nie jest przerazajacy
            widok. To nie znaczy, ze gdybys ja zobaczyla to byloby ci teraz latwiej.
            Kochana - sciskam cie mocno i mam nadzieje ze Patunia przysle ci szybko
            maluszka do brzuszka (ale piekny rym!)
            anka
            • punka Re: Dlaczego inni lepiej wiedza ile bedziemy cier 17.03.04, 13:09
              Cześć Aneczko,
              Dzięki za miłe słowa.Racja powinni zachęcać, albo nic nie mówić, a nie
              zniechęcać do zobaczenia swojego maleństwa. Mam nadzieję że ten twój rym
              przerodzi się w rzeczywistość. Dziś wyszly mi na teście owulacyjnym II kreskismile
              Trzymaj kciuki. Pozdrawiam i dzięki!
      • kubusb1 Re: pogrzeb nienarodzonego dziecka... 12.03.04, 20:08
        Czesc mam na imie Iwona w 1996 roku stracilam mojego maluszka, w 26 tyg lekarz
        prowadzacy stwierdzil obumarcie plodu (mozecie to sobie wyobrazic na uzg przy
        mnie nazwal moje dzieciatko plodem i powiedzial ze ono juz niezyje 2 tyg a to
        nieprawda bo 4 dni wczesniej mialam robione uzg, dodal jeszcze zebym sie
        nieprzejmowala).Mojego maluszka niewidzialam ale moi rodzice odebrali go ze
        szpitala i pochowali w grobie mojego dziadka, ksiadz poswiecil trumienke i
        powiedzial ze nad takim malenkim dzieckiem nieodprawia sie mszy i nieodprowadza
        sie na cmentarz. z usc dostalam akt urodzenia maluszka, maz chcial mu na imie
        dac tak jak planowalismy lecz pani uzedniczka powiedziala ze takim dzieciaczkom
        daje sie na imie Ewa lub Adam. Wiec nasz synek ma na imie Adam. Poz serdecznie
        • ivonekk Re: pogrzeb nienarodzonego dziecka... 17.03.04, 22:47
          Witajcie, chciałam napisac coś sensownego, ale nie mam siły, bo rycze jak
          głupia.............. Spotkało mnie cos podobnego, ale o tym napisze innym
          razem, ja juz sie trochę uspokoje.
          Pozdrawaim i trzymajcie się!!!

          Iwona z malutkim aniołkiem w niebie
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka