Nasza historia.

13.03.04, 13:21
Cześć, mam na imię Magda a to nasza historia.
Z mężem o dzidziusia staralismy się ze 2 lata może dłużej, straszna męka, bo
kiepscy lekarze w tym naszym mieście, zmieniałam ich co 3 miesiąe, było ich
chyba z pięciu, aż nadszedł dzień kiedy to wybraliśmy Novum. Bardzo pomogli,
cała diagnostyla, badania, odpowiednie leki, no i udało się byliśmy w ciąży,
tak bardzo przez nas upragnionej.
Bardzo o siebie dbałam i maleństwo, witaminki, kwas foliowy, zero słodyczy,
warzywa i owoce. Wszystko był cudowne, czułam się znakomicie, wszystkim
mówiłam że mogła bym jak słonica 2 lata w ciąży chodzić, tak było supersmile
Oczywiście do pewnego dnia, bo inaczej bym tu nie opisywała naszych przeżyć.
W 18 tyg ciąży poszłam na USG i doktorek wypatrzył w serduszku naszego
syneczka zwapnienie, nie miało to być nic strasznego, zwapnienia wszyscy mamy
tak mówił. Nie dało mi to jednak spokoju, umówiłam się na wizytę do dr.
Doeringa na usg, diagnoza HLHS- brak lewego serca, szok, płacz, świat się nam
zawalił. Tydzień milczenia, co tu robić, jak pomóc naszemu maleństwu. Siadłam
przed kompem i szukałam godzinami rozwiązania. Novum poleciło dr. Dangel,
kardiologa prenatalnego w Wawie, super lekarz bardzo pomogła, opowiedziała o
wadzie, rokowaniach, prof. Malcu z Krakowa, który operuje takie robaczki jak
nasz synek. Wszystko było załatwione, zapięte na ostatni guzik. Poród w
Krakowie, synek pod specjalistyczną opieką. Odetchneliśmy troszkę. Ale los
bywa bardzo okrutny, w 27 tyg (licząc od dnia zapłodnienia )nagle zaczęły
sączyć się wody płodowe, kolejny szok, to nie tak miało być, za wcześnie, jak
się u nas w Starogardzie urodzi to nie ma szansy, Boże dlaczego???
Była 21 godzina, kroplówka, skurczy nie ma. Rano w karetke i do Warszawy, na
Karową do dr. Dangel, wszyscy bardzo pomagali, i mój szpital i Karowa, nie
robili żadnych problemów. Antybiotyki , posiew, bakterie, czekanie...2 tyg
plackiem. Załatwiliśmy samolocik co by mnie przetransportował do Krakowa,
niestety juz do niego nie wsiadłam, ale chociaż Kubuś niech on poleci do
profesora on mu pomoże. Dostałam zakażenia wewnączmacicznego, nic nie dało
sie zrobić, poród całą parą, pokoik miał ze 3x3m a w nim chyba było z 10
osób, jak nie więcej, czekali na nasze maleństwo. Robili co tylko w ludzkiej
mocy, niestety, serduszko...
Wiecie minęły 3 ponad miesiące a ja jeszcze nie jestem w stanie wszystkiego
opisać i pewnie nigdy nie będę mogła.
Teraz zaczynamy myśleć o kolejnym maleństwie tylko ono nam może pomóc po tym
wszystkim, a nad nami piecze trzyma nasz Kubuś, no i becze....
Kochane pozdrawiam was serdecznie, i dla nas słoneczko kiedys zaświeci.
    • gagat100 Re: Nasza historia. 13.03.04, 15:20
      po prostu nie wiem co powiedziec...
      tez mam aniolka w niebie... wierze ze tak mialo byc aby to on mogl tam w niebie
      trzymac piecze nad swoimi rodzicami i rodzenstwem o ktore bedziemy niedlugo sie
      starac!!!
      ale podobno po takich przezyciach szybko mozna zajsc w ciaze podobno nawet za
      pierwszym razem, tego sie trzymam bo my tez dlugo na "aniolka" czekalismy
    • aniao3 Re: Nasza historia. 13.03.04, 19:32
      Magdo - tak strasznie mi przykro...
      Tyle dobrej woli, tyle starania, tylu ludzi tak bardzo chcialo wam pomoc. Choc
      to jest pewna pociecha, ze nie zostawiono was, ze nie robiono klopotow. Ale tak
      strasznie mi przykro, ze sie nie udalo uratowac waszego synka...
      Czy lekarze wiedza, dlaczego to serduszko sie nie do konca wyksztalcilo? Mam
      nadzieje, ze to wynik jakiejs przypadkowej mutacji, ze wasze nastepne dzieci
      beda z wami cale i zdrowe - oby jak najpredzej.
      Sciskam cie mocno.
      Anka
    • malomi Re: Nasza historia. 14.03.04, 13:11
      Bądź dzielna, trzmam za Ciebie kciuki. Ja też mam Aniołka w niebie i niedługo
      mam zamiar się starać o następną dzidzie. Wiem, że to strasznie boli i zawsze
      będzie, chociaż ból będzie coraz bardziej tępy.
      Pozdrawiam
    • mutantowa Re: Nasza historia. 15.03.04, 13:30
      Dzięki dziewczyny, jak dobrze że jest takie forum. Doskonale rozumiecie
      wszystko bez słów.
      Wada Kubusia była wrodzona nie genetyczna. Do tej pory jeszcze nikt na świecie
      nie wie skąd ta wada się bierze, co jest jej przyczyną. Nie ma też kobiety
      która by urodziła kolejne dziecko z tą wadą, ale to i tak nie pocieszające.
      Strasznie się boję, raz chcę dzidzie a raz nie, sama juz nie wiem. Robie
      badania, wszystko jest ok.
      Och dziewczyny, co za życiesad
      Pozdrawiam serdecznie Magda
    • ikrys Re: Nasza historia. 15.03.04, 14:58
      Kochana Magdo. Ten strach który odczówasz to niestety konsekwencja tych
      dramatycznych przeżyć. To normalne że odczówasz strach o zdrowie następnej
      dzidzi , ale on nie może Cię poraliżować. O swoje szczęście trzeba walczyć
      czasami zaciskając zęby. Wiem jakich uczuć doświadczasz bo moja historia była
      podobna. O chorobie mojego dziecka dowiedziałam się w 32 tyg. ciąży. Dotarłam
      do wszystkich źródeł informacji o tej wadzie ( tej samej co u Twego Kubusia )
      Znalazłam szpital w któruym miała się urosdzić moja córka i kardiochirurga
      który z powodzeniem przeprowadzał te operacje.Ja wybrałam Centrum Zdrowia Matki
      Polki w Łodzi. Niestety na trzy tygodnie przed terminem porodu przyszedł wynik
      badania prenatalnego który wskazywał że wada serca jest konsekwencją wady
      genetycznej. Tu już nic nie dało się zrobić. Moja córeczka zmarła miesiąc po
      urodzeniu. Równo dwa lata po Ani urodziła się jej siostrzyczka . Zdrowa. Piszę
      Ci tow szystko abyś wiedziała że zawsze trzeba walczyć o swoje marzenia. Przy
      drugiej ciąży strach nie odstępował mnie na krok ale nic nie mogło odwieść mnie
      od celu. Teraz myślę o jeszcze jednym dziecku i też boję się o jego zdrowie ale
      przecież wiem że nic w życiu nie przychodzi łatwo. Mósisz oswoić swój strach bo
      nie da się go pokonać. Z całego serca życze Ci powodzenia . Wierzę że Ci się
      uda
      Ina
      • mutantowa Re: Nasza historia. 15.03.04, 16:41
        Dardzo Ci dziekuję, właśnie tego mi teraz potrzeba. Zapewniam że będę walczyć o
        nasze szczęście, to tylko trzyma mnie przy zdrowych zmysłach. Nie poddamy się ,
        ale pewnie jeszcze nie raz napiszę że strasznie się boję.
        Ja rówinież zyczę Ci powodzeniasmile
        Pozdrawiam Magda
        • aniao3 Re: Nasza historia. 15.03.04, 19:17
          Kochana Magdo!
          By sie nie bac po takich przezyciach, trzeba albo kompletnie nie miec
          wyobrazni, albo miec ogromna wiare. Mi brak obu tych rzeczy wiec cie doskonale
          rozumiem. Sa chwile gdy mysle, ze wolalabym by znalezli cos w naszych genach,
          wtedy adopcja i te wszystkie stresy z ciazy odpadaja. A potem mysle jakby to
          bylo cudownie czuc malenstwo jak rosnie w brzuszku i je urodzic... Bedziemy sie
          bac, ale wierze, ze nastepny raz sie uda, ze bedziemy szczesliwymi mamami. A
          jak bedzie gorszy dzien to zawsze bedziemy sie mogly wyplakac na forum...
          Sciskam cie mocno
          anka
    • marta_i3 Re: Nasza historia. 16.03.04, 12:18
      Witaj Magdo,
      Pamiętam Cię z forum z czasu gdy jeszcze szukałaś informacji na temet wady
      swojego nienarodzonego wtedy jeszcze synka. Potem zniknęłąś mi z oczu. Ja
      jednak pamietałam o Was i często myślałam co słychać. Mialam nadzieję na
      szczęsliwsze zakończenie.
      Kilka miesięcy temu nie miałam odwagi do Ciebie napisać. Wtedy właśnie się
      dowiedziałam, że prawie dwuletnia córeczka znajomego zmarła z powodu tej wady
      serca. Sama też nie mogłam Cię pocieszyć. Mój syn urodził się z wadą serca, żył
      tylko trzy tygodnie. Nie na takie wiadomości wtedy czekałaś.
      A co mogę Co powiedzieć dzisiaj - że życie tak okrutnie nas doświadcza, że z
      jednej strony to wydaje się niemożliwe, że po czymś takim jak gdyby nigdy nic
      toczy się dalej, ludzie zachodzą w ciążę, rodzą się kolejne dzieci. Z drugiej
      to toczenie sie dalej jest dla nas błogosławieństwem bo pozwala stępić ból i
      otworzyć się na radość. Tego bólu pewnie nigdy się nie pozbędziesz, zostanie
      jak blizna po głębokiej ranie. Nigdy już nie będzie tak jak było, nigdy nie
      spełnią się te piękne marzenia - pierwsze dziecko, radość oczekiwania,
      narodzin, pierwszych tygodni. Jednak nie piszę tego by Cię doprowadzić do łez.
      Swój ból musisz przeżyć ale po nim nastaną jeszcze dobre dni. Mnie pomogło
      szybkie zajście w ciążę. Pragnęłam tego jak szalona. Udało się po pół roku.
      Dopiero w ciąży wyciszyłam się, ogarnął mnie ten błogi nastrój oczekiwania na
      piękne rzeczy. Teraz jestem szczęśliwą mamą trzech chłopaków. I zawsze pamiętam
      o swoim czwartym synie choć bardzo rzadko o nim wspominam głośno.
      Nie namawiam Cię na siłę na ciążę. Kaźdy inaczej radzi sobie z bólem i
      rozpaczą. Kolejne dziecko nie zastąpi Ci Kubusia ale być może wniesie radość do
      Twojego serca, nada cel Twojemu życiu, wyznaczy mu kierunek. Grunt o się nie
      zatracić w swojej rozpaczy.
      Trzymaj się cieplutko, przed Tobą piękne dni.
      Marta
      • mutantowa Re: Nasza historia. 17.03.04, 11:22
        Jesteście kochane babeczki. Serduszko mi się śmieje kiedy piszecie że macie
        dzieci, choć po takich przeżyciach to nie łatwe. Staram sie nie poddawaś, ale
        często to silniejsze, strach jest najgorszy.
        Też bym bardzo chciała zajść już w ciążę, ale nadal los ma inne plany, chyba
        jeszcz musimy poczekać. Mój organizm jest osłabiony, co chwila łapie
        przeziębienie, grype, a teraz jeszcze pęcherz mam przeziębiony i antybiotyk z
        furaginem biorę, boli strasznie, a tak nie chcę w ciążę zachodzić i martwić się
        jeszcze że antybiotyk zaszkodzi maleństwu, bbuu.
        Ale może w następnym cyklu, kto wiesmile och bardzo bym chciała, niech przyjdzie
        wiosna, słoneczkosmile
        Ściskam Was mocno Magda
        • punka Re: Nasza historia. 17.03.04, 13:25
          Piekne słowa piszecie !
          Jestem z Tobą - mój aniołek jest w niebie od listopada '03. Wiem że aniołki
          przynoszą łaski swoim rodzicom. Mam nadzieję że jeszcze w tym miesiącu bedę
          mogła cieszyć się z tych łask - a niebawem Ty razem ze mną.
          Pozdr, Ania
Pełna wersja