Czas jednak nie leczy ran

28.07.10, 13:28
Kurde, no...
Ponad rok po pierwszym poronieniu, 5 miesiecy po drugim. Niby
przeszlam do porzadku dziennego, zyje jak kiedys, smieje sie,
pracuje, imprezuje.. Ale jak tak czasem scisnie, to az boli. A,
niestety, najbardziej sciska, jak trzeba sie ucieszyc z ciazy
kolezanki. No bo teraz akurat, jak na zlosc, wszystkie wokol
zachodza, zaszly, sa w ciazy, albo wlasnie urodzily.
Najgorsze jest to, ze dalej musze czekac, bo costam jest nie tak ze
mna i czekam na wyniki badan lykajac jakies leki.
Z drugiej strony ta kolejna ciaze, na ktorej mi tak zalezy, traktuje
w sumie jako rehabilitacje tych poprzednich porazek. A to tez
niedobrze..
Ech... nic to.. chcialam sie tylko wygadac..
    • martabg Re: Czas jednak nie leczy ran 28.07.10, 14:31
      Ciąg dalszy zdania w temacie jest
      ... a jedynie pozwala przyzwyczaić się do bólu.
      Taka prawda.
      Uczymy się jakoś z tym ciężarem funkcjonować, ale super to nigdy nie
      będzie.

      kolejna ciaze, na ktorej mi tak zalezy, traktuje
      > w sumie jako rehabilitacje tych poprzednich porazek.
      Znam to... Po dwóch ciążach czekałam z utęsknieniem na zielone
      światło, zaszłam, straciłam, i bolało jeszcze bardziej. Bo się
      zawiodłam na losie, liczyłam, że tym razem będzie lepiej, że limit
      nieszczęść wyczerpałam, a tu jednak nic z tego...

      Do kolejnych starań podchodzę już bez hurraoptymistycznego
      podejścia. Nie chcę się zawieść.
    • majka2509 Re: Czas jednak nie leczy ran 28.07.10, 20:44
      No tak po części Cię rozumiem, tylko po części bo przeżyłam jedno poronienie i
      zabieg nie całe 3 tygodnie temu... Też chciałabym zajść w ciążę wkrótce, bo
      uważam, ze tylko w ten sposób zapomne co się stało, i moje życie sie troszke
      zmieni, przestane się obwiniać... Też chciałam się wygadać dlatego założyłam
      nowy temat, dokładniej możesz przeczytać tam co i jak... Trzymaj się wink
    • martini_noca Re: Czas jednak nie leczy ran 29.07.10, 09:20
      Jeszcze jedno.. Wiem, ze mam w mezu duze wsparcie. Ale albo ma juz
      troche dosc mojego biadolenia, albo mamy rozne zdania na ten temat. W
      sumie ma duzo racji mowiac, ze przede wszystkim musimy cieszyc sie i
      skupic na naszej 2,5 letniej corce. Nawet jak bedziemy miec tylko ja,
      to ona jest najwazniejsza - nic bardziej oczywistego. Po drugie zas,
      nie wolno zazdroscic innym - z tym tez sie zgadzam. Ale tylko
      rozumem, bo sercem mysle inaczej. Wczoraj mielismy nieprzyjemna
      rozmowe na ten temat, kazania mi zaczal prawic. W jezyk sie ugryzlam,
      zeby mu nie powiedziec, ze to nie on musial rodzic martwe dziecko i
      nie on rok pozniej mial lyzeczkowanie - w tym samym szpitalu.
      Brutalne, ale prawdziwe.
      Wiec wygadalam sie tutaj. Wybaczcie.
    • kobietka_29 Re: Czas jednak nie leczy ran 29.07.10, 09:52
      Martini, rozumiem Cie doskonale. Mi tez wcale czas nie pomaga. Przeciwnie, coraz
      bardziej mi smutno. Ciaza stracona, w nastepna zajsc nie moge, chociaz lekarze
      twierdza, ze nic nie stoi na przeszkodzie. Na ulicach wysypalo ciezarowki. Moja
      bratowa za miesiac urodzi 4 dziecko- 2 wciagu 13 miesiecy. A mnie wszystko coraz
      bardziej doluje. Teraz znow probuje czegos nowego- agnusa castusa. Ale jakoze ja
      nie wierze zbytnio w magiczne sposoby, powatpiewam, azeby i to mi pomoglo.
    • meresanch Re: Czas jednak nie leczy ran 29.07.10, 16:19
      mnie nadal boli, nadal łzy mi pociekną
      mimo że mam już dziecko
      • 1kasiula1979 Re: Czas jednak nie leczy ran 30.07.10, 10:53
        Czesc dziewczyny

        ja tez Was doskonale rozumiem ale nie rozumiem dlaczego mnie
        tospotyka. Pierwszą ciąże przeszłam bez problemów, urodziłam
        zdrowego i slicznego synka, teraz ma 4 latka. I potem po 1,5 roku
        kolejna ciąża i nie udało sie.Poroniłam w 13 tygodniu ale jakoś
        szybko się otrząsnęłam, doszłam do siebie. To poronienie było zaraz
        po sylwku. W sierpniu zdecydowałam sie na kolejną. Miałam mieć
        dziewczynkę, ma na imię Ania. Poroniłam w grudniu przed Świetami -
        koszmar. Do tego tydzien spędziłam w szpitalu po poród mi juz
        wywoływali (18 t.c.). To był jakis horror. Powrót do pracy to też
        był jakis koszmar. Nie wiedziałam, ze bedzie az tak zle ze mną. Po
        korytarzu szłam jakbym była jakas trędowata, unikałam spojrzen,
        kontaktów wzrokowych. Oczywiście wszyscy w pracy mówili mi NIE MYŚL.
        Tak łatwo powiedzieć. Mąż tez nie chciał rozmawiac na ten temat.
        Moja rodzina wyszła z zasady, ze lepiej o tym nie mówić to jakos sie
        rozejdzie. Nic sie nie rozejdzie! Teraz w lipcu zapisałam sie do
        psychologa ale kolejki straszne. Trudno muszę czekać nie mam innego
        wyjścia. Tęsknie za małą kruszynką.... Kiedyś przeczytałam artykuł w
        gazecie o kobietach które przeżyły poronienia, jak sie czuły co
        myślały. i ja się włąsnie tak samo czułam i to mi tez trochę
        pomogło, że nie tylko ja mam takie myśli i uczucia. I jeszcze
        ostatnio doszłam do wniosku, że potrzebuję porozmawiać z osobą
        duchowną bo mam teraz takie myśli, że Bóg mnie pokarał za to, że
        odsunęłma go ze swojego życia. Pochowałam tylko Anie.
        Potrzebowałam tego wpisu na forum.
        Pozdrawiam
        • martini_noca Re: Czas jednak nie leczy ran 30.07.10, 11:25
          Kasiula, mamy podobne doswiadczenia. Tez mam super fajna corke, potem pierwsze poronienie w 17 tygodniu - czyli porod tak naprawde - drugie w 10tym. I reakcje swoje i bliskim tez sie pokrywaja. "Nie mysl", "daj juz spokoj", "bedzie dobrze", "nastepnym razem sie uda".. I jeszcze "tez kiedys poronilam, wiec wiem, co czujesz". Nie watpie, ze kazda dziewczyna, ktora poronila, zna ten bol, ale nikt nie zna mojego, bo tylko ja wiem, co tak naprawde czuje. Zdaje sobie sprawe z tego, ze ludzie chca dobrze. Ale ja wole sie "wygadac" na tym forum, niz jeszcze z kims rozmawiac. Bo nikt mi nie wmowi, ze NA PEWNO sie uda. Pewne jest tylko to, ze umrzemy. Po pierszym poronieniu, w kolejnej - trzeciej - ciazy tez myslalam, ze MUSI sie udac. Bo przeciez ten sam pech nie moze przesladowac dwa razy. Ale wszystko jest mozliwe. I nic nie jest pewne.
          O psychologu tez myslalam, ale chyba sie nie zdecyduje. Co do ksiedza, to mam takiego jednego bardzo zaprzyjaznionego. Ale jakos mi tak nieswojo wyzywac sie na nim dlatego, ze Bog mnie wkurzyl. A z drugiej strony po tym wszystkim, to religijnie stoczylam sie jeszcze bardziej. Nie potrafie sie przemoc..
          Dzieki.
          • kasiu.l.inka Re: Czas jednak nie leczy ran 30.07.10, 12:23
            Czas rzeczywiscie nie leczy ran, ale troche lagodzi bol.
            Tule...
          • 1kasiula1979 Re: Czas jednak nie leczy ran 30.07.10, 12:23
            martini_noca ja do rozmowy z księdzem "dojrzewałam" 1,5 roku. Muszę
            coś zrobić bo chciałabym mieć dzieciątko ale bez pomocy to ja
            oszaleje. Powiem Ci, że mi jest łatwiej rozmawiać z obc ą osobą niż
            z bliską. Moja mama mówi do mnie,że zycie nieustannie daje nam w
            kość ale czy przez to mam poczuc sie lepiej ?! Albo takich jak Ty
            jest tysiące - no i co z tego ale to jest mój ból moja strata. Teraz
            wiem, że gdybym zaszła w ciążę to kłade sie do łóżka i nie wstaje a
            na każdą wizytę jade z duszą na ramieniu. Pewnie niepokój bedzie
            trwał ze mną do końca ale chce to przetrwać w miarę spokojnie. Każda
            z nas musi znaleźć własny sposób na uporanie sie z bólem, tęskontą i
            stratą.
            • martini_noca Re: Czas jednak nie leczy ran 30.07.10, 12:35
              Zgadzam sie z Toba. Poza tym mysle, ze latwiej jest wygadac sie obcym
              dlatego, ze nie chcemy zasmucac ciagle bliskich. Przynajmniej ja nie
              chce. Wokol rodziny i przyjaciol uchodze na osobe silna, trawda i pelna
              optymizmu. I niech tak zostanie. Ja sobie pobiadole na forum smile
              • skrzydlinka2 Re: Czas jednak nie leczy ran 30.07.10, 14:32
                Witam!
                Zgadzam się że czas niestety nie leczy ran. Straciłam swoje dzieciątko 21
                stycznia (pierwsza ciąża - pozamaciczna); do tej pory nie mogę się pozbierać. Co
                prawda pani doktor dała nam już zielone światło i staramy się o dzidzie, ale nic
                nie wychodzi, zaczynam już czarno to widzieć! Jak na złość 3 moje koleżanki i
                dwie kuzynki będą rodziły we wrześniu, właśnie wtedy kiedy moje maleństwo
                powinno przyjść na świat sad i jak tu być optymistką?!
                Serdecznie pozdrawiam wszystkie forumowiczki.
                • notka2 Re: Czas jednak nie leczy ran 30.07.10, 19:29
                  pewnie ze nie leczy, to juz na zawsze w nas zostanie. Najpierw rozzalenie: czemu ja? Potem:
                  dlaczego? I: czy uda sie nastepnym razem, czy bedzie nastepny raz... O corke staralismy sie raptem 2
                  cykle, ciaza ksiazkowa, a teraz - pol roku staran, poronienie w 6 tyg, teraz 3 cykle i nic sad wiem ze nie
                  jest to dlugo, ale kurde, krotko i milo tez nie sad Boje sie czy w ogole sie uda, czy dziecko bedzie zdrowe
                  - mam juz 36 lat. Ale wmawiam sobie, ze wszystko po cos jest, ze moze teraz jest pod gorke, zeby
                  potem bylo juz tylko dobrze. Kurde, ja chce urodzic zdrowe dziecko! Tak jak za pierwszym razem! A
                  jeszcze jak kto glupi powiedzielismy corce (4 lata) ze w zimie bedzie miala rodzenstwo i ona teraz tp
                  kazdemu powtarza sad
                  ale obiecalam sobie ze daje sobie spokoj, nie szaleje, bedxie co ma byc, a mam nadzieje ze bedzie
                  dobrze i za sie modle
                  • daisyy7 Re: Czas jednak nie leczy ran 30.07.10, 20:35
                    O tak..rozumiem Cię bardzo dobrze...ja straciłam dziecie dokładnie 5 tyg
                    temu i jest mi tak ciężko jak nigdy...z każdym dniem coraz gorzej...a
                    miałoby być lepiej...a do tego rodzina, która boi się o tym mówić...mąż
                    nie chce , bo stara sie zapomnieć..więc z kim ja mam do cholery o tym
                    mówić skoro jestem typową ekstrawertyczką??cudnie,ze istnieją takie
                    fora...
                    • majka2509 Re: Czas jednak nie leczy ran 30.07.10, 22:58
                      No ja jestem dopiero po 3 tygodniach od tego jak się dowiedziałam, że moja
                      fasolka obumarła i 3 tygodnie od zabiegu... To jak było mi ciężko od razu to
                      każda z was wie... Nie chce zawracać głowy mojemu narzeczonemu. Myślałam jednak,
                      że wszystko to zacznie wygasać... a mineło tylko w taki sposób, że nie płacze
                      przy wszystkich tylko po kryjomu jak jestem sama, i staram sie żyć i jeść
                      normalnie. Niektóre z was mają już dla kogo żyć, macie po jednym maleństwie.
                      Jestem jeszcze młoda (21 l.) więc moze uda mi się jeszcze zajść w ciąże i
                      urodzić zdrowe dziecko, chociaż myślałam, że to najlepszy czas na rodzenie
                      dzieci... W dodatku nie mam męża, a mój narzeczony coraz bardziej myśle, że
                      oświadczył mi się dlatego, że podejrzewałam już, że mogę być w ciąży... Chociaż
                      może teraz przesadzam. Nie chciał się żenić ani mieć dzieci, przynajmniej na
                      razie a jest ode mnie sporo starszy. Chciałabym już za kilka miesięcy zacząć
                      starania o maleństwo, ale po pierwsze wolałabym już po ślubie, a po drugie mój
                      facet nie chce na razie, może za 2,3 lata sad A mi wydaje się, że tylko w
                      oczekiwaniu na dziecko zapomne troszke o tym co przeżyłam...
                      • zacia-zona Re: Czas jednak nie leczy ran 02.08.10, 10:33
                        ...powiem więcej...
                        nawet jak już się uda i urodzi zdrowe dziecko, to jak się wróci do
                        wspomnień ("TO" spotkało mnie 2 razy, na donoszoną ciążę czekałam 3
                        lata) to ból powraca na nowo. Jak się spojrzy na dziecko, tak długo
                        wyczekiwane, to jest lepiej, ale cały czas się myśli jakie byłyby
                        TAMTE i ryczeć się chce...z żalu, z tęsknoty...
                        ale trzeba mieć nadzieję, mnie się udało, choć już myślałam, że
                        jestem skazana na jedynaka.
                        • martini_noca Re: Czas jednak nie leczy ran 02.08.10, 10:52
                          Ech, jak to dobrze, ze sie rozumiemy.
                          Bo juz sie balam, ze odpowiedzi znowu beda w stylu: "nie piernicz.
                          Czas leczy rany.."
                          Kurde, mam nadzieje, ze sie uda. W sumie to nawet wierze, ze sie uda,
                          bo jakos w te dwie poprzednie ciaze, nieudane, zaszlam szybko i
                          bezbolesnie. Tyle ze potem to chcialabym zasnac na te trzydziesci
                          pare tygodni i obudzic sie juz na porodowce.
                          Straszne, ze tyle jest nieudanych ciaz. Straszne, ze tyle nas tu
                          jest. Ale tak bylo zawsze i pewnie bedzie. Bo cud narodzin to nie
                          tylko cud pojawienia sie nowego czlowieka. To cud, gdy sie udaje..
                          Pozdrawiam w sloneczny poniedzialek.
                          • hainaut Re: Czas jednak nie leczy ran 02.08.10, 15:41
                            Wiecie co, a ja powiem, ze jednak czas przynajmniej czesciowo leczy
                            rany. Ale tylko wtedy, kiedy w koncu sie uda. Jestem po 3
                            poronieniach. Po nich z 4 ciazy mam cudowana corke i obecnie czekam
                            na 2 dziecko. kiedy patrze na mala, kiedy mysle o drugim to mi...
                            juz tak lepiej, nie tak ciezko jak przedtem. Bo przedtem bylo
                            strasznie...
                            • marioleczka34 Re: Czas jednak nie leczy ran 09.08.10, 14:28
                              Ja rowniez twierdze ze czas nie leczy, moze tylko łagodzi ból. Poroniłam rok
                              temu 1 lipca, staramy sie od 8 m-cy i nic sad Mam 35 lat, nie mam dzieci. Nie
                              jest prosto. Nie panikuje jak przychodzi @ ale zawsze przed mam nadzieje. Staram
                              sie normalnie funkcjonowac ale teskonta za dzieciaczkiem jest duza. Czarne mysli
                              staram sie odganiac, chociaz czasem w ciszy uronie łze. Dzis moje maleńswto
                              pewnie by raczkowało...
Pełna wersja