edwarda3
06.04.04, 22:43
jestem tu nowa i jeszcze troche zagubiona ale te wszystkie rzeczy o których
sie tu dowiedzialam sa bezcenne, niestety moja historia jest tak samo bolesna
jak wszystkie inne, sposób traktowania w szpitalu też niestety taki sam. To
była moja pierwsza ciąża poroniłam w 5 tyg. zaczeło się od plamienia i
drętwienia nogi, potem krew. Trzymano mnie w szpitalu 10 dni i niestety
wygląda na to że to nie koniec. Po powrocie do domu czułam się dość dobrze
niestety po paru dniach wróciły bóle krzyżowe i kolejne plamienia. Znowu
szpital. I co się okazuje moje beta HCG nie spada a wręcz rośnie ponad 400.
Lekarze oczywiście rozłozyli ręce, bezpośrednio po ... miałam 90, potem 130
ale jakos to nikogo nie zdziwiło złożono wszystko na karby błędu
laboratoryjnego. Zadecydowano jak się wyraził lekarz cyt. trzeba brać łyche i
do dzieła. Więc miałam wczoraj łyżeczkowanie. Dziś rano okazało się że
betaHCG nie spada. Wypisano mnie do domu. Mam sie stawic w czwartek, jeśli
nie spadnie czeka mnie laparoskopia. Bo na tym przekletym sprzęcie do USG
niczego nie widać. Teraz podejrzewają obumarłą ciąże pozamaciczną. To jest
straszne co oni z człowiekiem wyprawiają. Psychicznie nie da się tego chyba
wytrzymać. A i dowiedziałam się od pana ordynatora, że ludziom takie rzeczy
się nie zdarzają tylko kobietom. Nie wiem co robić???? Jesli ktoś miał
podobne problemy proszę o wsparcie bo nie wytrzymam do czwartku. Boję się, że
stracę jajnik, jajowód i że nie będę mogła mieć już dziecka.....