Na pociechę,

19.04.04, 10:54
Witam serdecznie,
czytam to forum od jakiegoś czasu, w końcu odważyłam się odezwać. Bardzo Wam
wszystkim współczuję i chcę dodać otuchy. A moja historia nastraja
optymistycznie smile
Poroniłam w styczniu 2000 w 12 tygodniu ciąży bliźniaczej. Nikt mi nie
zrobił żadnych badań, wyczyścili macicę i puścili do domu. Od lekarza
dowiedziałam się, jak większość z Was, że to częste, że się zdarza, że
widocznie była jakas wada i natura sama posprzątała... Plamiłam, leżałam i
brałam leki od 6 tygodnia, więc w pewnym sensie byłam przygotowana na to co
się stało i w miarę szybko doszłam do siebie. Fizycznie jeszcze szybciej.
Ale cholernie się bałam drugiej próby. Tak samo jak każda z Was.

A moja druga próba właśnie maluje farbkami, całe pysio ma czerwone a w maju
skończy 2,5 roku.

Pierwszy trymestr przeżyłam z zaciśniętymi zębami, tak się bałam czy nie
zacznę znowu plamić. Każde uczucie wilgoci w majtkach (przepraszam)
sprawiało, że prawie mdlałam. A to były zwyczajne upławy. W drugim trymestrze
tez najadłam się strachu, bo szyjka się zaczęła rozwierać a macica wykazywała
gotowość skurczową. Ale pomógł Kaprogest i NoSpa, nawet do szpitala nie
trafiłam. Ola urodziła się po 12 godzinach od odejścia czopu, postęp porodu
był szybki, skurcze wcale nie takie silne jak myślałam. To było 23 listopada
2001 o 5:05 rano. Najpiękniejszy dzień mojego życia.


pozdrawiam
Monika, mama Oli
    • maretina Re: Na pociechę, 19.04.04, 11:15
      dzieki za pociechesmile
      jesli czytaja nas inne dziewczyny, ktore ronily, a potem zostaly mamami to
      niech sie odzywajasmile
    • katarzynabobak Re: Na pociechę, 19.04.04, 23:36
      Ja roniłam dwa razy.Za pierwszym razem trafiłam do szpitala z lekkim brudzeniem
      w 10 tygodniu ciąży i usłyszałam od lekarza na usg: "to pani nie czuła, że już
      nie jest w ciąży".Dopiero na oddziale położna powiedziała mi,że ciąża
      obumarła.Nigdy tego nie zapomnę.Robiłam potem badania i stanęło na tym,że
      prawdopodobnie przyczyną była cytomegalia.
      druga ciąża równo po roku w grudniu wielka radość,w styczniu szpital i
      łyżeczkowanie.
      Robiłam duuużo badań, w końcu stwierdzono,że mam za cienkie endometrium.
      I kolejny grudzień i pozytywny test.
      Leżałam w łóżku, brałam duphaston i bałam się iść siku,każda wizyta w łazience
      podszyta panicznym strachem.
      Plamiłam, miałam podejrzenie taśm owodni a w 20 tygodniu złamałam rękę.
      Ale 28.sierpnia 2002 urodziłam moją słodką Michalinkę i staram się teraz o
      drugiego bobasa.
      Zyczę Wam tego samego czego i sobie życzę
      Kasia mama Misi
      • olivka27 Re: Na pociechę, 20.04.04, 00:58
        Ja też poroniłam w 7 tyg.Było to w lutym 2002.Po roku i dwóch miesiącach znowu
        zaszłam w ciążę i choć też była zagrożona-udało się!Natalcia ma trzy
        miesiące,nie lubi się ze mną rozstawać ani na minutę i śmieje się całym
        pyszczkiem!Dziewczyny nie traćcie nadziei,warto próbować aby doświadczyć
        takiego uśmiechu!!!
        • maretina Re: Na pociechę, 20.04.04, 08:23
          piszcie dalej konieczniesmile
          przeczytalam te posty i mam wiecej sily i wiary. dzieki wieelkiesmile
      • olusimama OT do Kasi Re: Na pociechę, 21.04.04, 11:56
        Kasiu!

        pisałam do Ciebie na priv, ale nie wiem czy doszło, więc zgłaszam się też tutaj!
        Twoje nazwisko wydawało mi się znajome, a potem obejrzałam zdjęcia Twojej
        córeczki i Twoje no i poznaję! Znamy się. Byłyśmy sąsiadkami w Domu Aktora,
        mieszkałam w 802 z takim jednym niemłodym artystą wink
        Koniecznie się odezwij na eponina@poczta.onet.pl albo eponina@wp.pl!
        Wybieram się w niedziele do gdyni, może mogłybyśmy sie spotkać?

        A to moja córka:
        tinylink.com/?wLrJpjdSU8



        pozdrawiam serdecznie
        Monika
    • hancik5 Re: Na pociechę, 20.04.04, 13:11
      Ja poroniłam w 11 tygodniu moje wymarzone dzieciątko, które obumarło w 8
      tygodniu. Jestem straszną optymistką i gorąco wierzyłam w powodzenie drugiej
      ciąży i rzeczywiście urodziłam 4,5 kilogramową córeczkę - łobuziaka słodkiego,
      który ma teraz 4,5 roku i wiele razy w ciągu dnia obejmuje mnie swoimi
      rączkami, obcałowuje i szepcze, że kocha mnie najbardziej na świecie. Rodziłam
      ją mając 33 lata, więc nie byłam młodziutka.
      Kochane - nie załamujcie się !!
    • gagat100 czy ktos jeszcze napisze?? 20.04.04, 20:02
      Naprawde dajecie wiare w lepsze jutro, czy ktos jeszcze napisze??
      • olivka27 Re: czy ktos jeszcze napisze?? 23.04.04, 11:11
        Oto historia mojej cioci.Kilka lat starała się aby wogóle zajść w ciążę.Gdy się
        to udało,w 4-tym mies.zanikły ruchy-płód obumarł.Musiała urodzić to dzieciątko
        i je pochować.Pamiętam,że strasznie wtedy płakała,zabroniono mi pytać o
        dzidziusia.Po jakimś czasie znów zaszła w ciążę,przez cały czas były
        problemy,krwawienia,szpital.Wreszcie urodził się duży,zdrowy chłopczyk,który po
        kilku dniach zmarł!Następna próba i znowu to samo-
        skurcze,krew,,szpital,modlitwy,nerwy.Ale udało się!I następnym razem też to
        samo i tez się udało.Teraz mój kuzyn jest 18-letnim kawalerem,a kuzynka 16-
        latnią pannicą.Jednak ciocia często wspomina tamte wydarzenia i regularnie
        odwiedza groby tamtych dzieci.Moja babcia też urodziła SZEŚCIORO(!!!)martwych
        dzieci,a potem trzy dorodne córy(w tym moją mamę i wspomnianą ciocię).Ja też
        poronołam,a teraz mam dwie śliczne psotnice.Gagacie,uszy do góry!!!
    • anuteczek Re: Na pociechę, 20.04.04, 20:22
      Niestety, ja o sobie na pocieche jeszcze nie mogę napisać. Mogę opowiedzieć Wam
      o mojej siostrze ciotecznej. W rodzine jej męża pojawiały się zaburzenia
      genetyczne - wszyskie dziewczynki umierały wkrótce po urodzeniu - zespól
      Turnera i coś jeszcze. W pierwszej ciąży zaczęła plamić. Od razu dostała
      skierowanie do szpitala, zrobiono badania - jej córeczka była bardzo chora,
      urodziła się w szóstym miesiącu i od razu umarła. Ta sama historia powtórzyła
      się jeszcze trzy razy. Jednak nie poddawali się. Wierzyli, że za którymś razem
      musi się udać i rzeczywiście - najpierw urodziła dziewczynkę (ma już 5lat),
      zaraz potem chłopca (3,5 roku). Marzyli o jeszcze jednym dziecku. Niestety,
      przyplątał się zaśniad groniasty i nie było już żadnych szans. Postanowili
      zaadoptować trzecie dziecko. Gdy odbierali je ze szpitala okazało się, że ona
      jest w ciąży - teraz już jest w siódmym miesiącu i wszystko jest ok.
      Cuda się zdarzają,
      andzia
      • agao_z Re: Na pociechę, 21.04.04, 22:01
        To jeszcze ja dodam swoje kilka groszy...
        Otoz gdy bylam w 6 tygodniu ciazy z moja Zocha, trafilam do szpitala z
        poronieniem zagrazajacym. Na szczescie wszystko skonczylo sie szczesliwie. Nie
        tylko u mnie, ale takze u moich WSZYSTKICH kolezanek, ktore lezaly na tym samym
        oddziale.
        Jedna z dziewczyn lezala z szosta ciaza. Wszystkie poprzednie poronila... Ale
        ta donosila!!! Dzisiaj jest szczesliwa mama dwuletniego chlopczyka smile

        Dziewczyny nie poddawajcie sie. Jestem przekonana, ze wszystkim wam sie uda.
        Badzcie tylko cierpliwe, a na was takze przyjdzie czas smile

        Pozdrawiam
        Agnieszka
    • ikim2 Re: Na pociechę, 18.05.04, 08:50
      Moje kochane!!! Ja trzy razy poroniłam- same wiecie jaki to ból, stres itp.
      Dzis jestem mamą 16 miesięcznego Michałka i myślę , że jeszcze będę miała
      dzieci- Wy też musicie mieć nadzieję, gorąco się za każdą modlę.
      • verdana Re: Na pociechę, 18.05.04, 11:55
        Dziewczyny! Nie wszyscy przyznają się do poronień! Z tego co wiem, połowa moich
        kolezanek poroniła pierwsze ciąże! To się zdarza b. często (tłumaczył mi to
        lekarz, gdy zaczęłam krwawić w pierwszej ciąży - organizm jest do tego
        nieprzygotowany). Wszystkie - wszystkie! mają teraz dzieci. Znam też
        dziewczynę, która dwoje dzieci urodziła w 6 miesiącu, oboje umarło. Dwa razy
        poroniła. Za kolejnym razem lekarz nie dawał zadnych szans - tymczasem w 3
        miesiącu okazało się, ze mąż jest chory na białaczkę, gdy była w 6 umarł. I
        mimo brania cały czas b. silnych srodków uspokajających, urodziła zdrowe
        dziecko! Mówiła mi potem, ze cały czas powtarzała sobie, że to ostatnia szansa.
        Niezbyt to może optymistyczne, ale syn ma już 16 lat, a ona świetnie ułozyła
        sobie życie.
    • aniao3 Re: Na pociechę, 18.05.04, 16:40
      dzieki, ze napisalyscie!
      anka
    • amanda2002 No wlasnie na pocieche! 18.05.04, 17:11
      No wlasnie, tak na pocieche powiem Wam kochane dziewczyny ze moj aniolek
      Amandunia ma braciszka Simonka!
      Jest mi ciezko pisac moja historie poraz nie wiem ktory z kolei wiec tylko
      zkopiuje z wczesniejszego mojego postu nasz smutna historie.
      Tak bardzo jej pragnelismy a jednak zostala nam ona odebrana. Jakie zycie
      okazalo sie
      okrutne!
      Bylam w 37 tygodniu ciazy kiedy to wszystko sie stalo. Rano odeszly mi wody
      plodowe a po 2-3 minutach poszla krew. Tracilam powietrze i zemdlalam.
      Natychmiast pojechalismy do szpitala ale okazalo sie za pozno...nasza coreczka
      odeszla do nieba. Bylismy w szoku! Dlaczego tak sie stalo????????? Powodem
      bylo gwaltowne oderwanie sie lozyska.
      Stracilam b.duzo krwi, zrobiono mi natychmiastowa cesarke. Bali sie ze nie
      przezyje porodu.
      Gdy sie obudzilam bylo juz po wszystkim, moglam przytulic moja mala, sliczna
      krolewne. Wygladala jak piekna, spiaca krolewna ktora lada chwila otworzy
      oczka i sie usmiechnie do nas.
      Jest mi przykro ze zycie okazalo sie tak okrutne i niesprawiedliwe!
      Dlaczego Pan Bog zabiera nam nasze dzieci? Dlaczego nas tak skrzywdzil?

      Do tej pory nie moge sie z tym pogodzic i uwierzcie mi dalej placze po nocach
      bo brakuje mi mojej coreczki.
      Po 14 miesiacach urodzil sie Amandy brat Simon, 4 tygodnie za wczesnie ale
      zdrowiutki i Zywy! Drzalam o niego cala ciaze szczegulnie ze mialam zatrucie
      ciazowe, wysokie cisnienie itd.
      Nigdy mi on nie zastapi mojej coreczki ale ulatwia mi dalsze zycie, mam dla
      kogo zyc!
      Zobaczycie ze tez wkrotce bedziecie mogly przytuluc swoje ukochane malenstwa i
      bedziecie ich kochac za dwoje, troje!
      Trzymam za Was kciuki!
      Pozdrawiam!

      A to moj "ziemski" aniolek!
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=12736801
    • onika27 Re: Na pociechę, 19.05.04, 18:47
      Cześć. Oczywiście że cuda się zdarzają. Pierwszą dzidzie poroniłam w 13 tyg
      ciaży . To bylo we wrześniu 1999 a synek cały i zdrowy urodził się w grudniu
      2001. Moja bratowa poroniła pierwszego dzidziusia a teraz ma 4 córeczki a
      szwagierka po poronieniu próbowała zajść w ciążę przez 6 lat niedługo córcia
      skończy roczek a ona myśli o drugim. Musicie wierzyć że bedzie ok
Pełna wersja