i zdarzył się cud...

07.06.04, 22:26
Cześć dziewczyny
Chciałam się podzielic z Wami moim szczęściem. Otóż 1.06 ogodz. 23 15
urodziłam ślicznego syneczka, Oskarka.
Długo zastanawiałam się jak napisać ten post aby nikomu nie sprawić bólu bo
to przecież forum "poronienie". Pamiętam jak rok temu, gdy straciłam mój
Skarb listy dziewczyn o tym, że kiedyś się uda sprawiały, że czułam się pusta
w środku, niepełnowartościowa dlatego teraz nie napiszę Wam tego samego!
Chciałam tylko powiedzieć, że cała moja ciąża nie była bujaniem w obłokach bo
ciąża po poronieniu jest ciążą strachu, wielkim odliczaniem-najpierw do końca
12 tyg, potem 16 potem oby 26 itd. Oczywiście cały czas bardzo się cieszyłam
i z każdym nowym tygodniem coraz bardziej wierzyłam, że się uda, że tym razem
nawet mi się uda...
Teraz gdy maleństwo jest już ze mną uważam te 9 m-cy za bardzo szczęśliwy
okres mimo iż radośc przeplatała się ze strachem. Ta ciąża pozwoliła mi
wydobyć się z wielkiego dołka po stracie pierwszego dziecka i ten sposób na
ucieczkę od bólu polecam każdej niedoszłej mamie. Ja zaszłam w ciażę 3 m-ce
po poronieniu. Wcześniej przebadałam się wzdłuż i wszerz, odwiedziłam kilku
lekarzy i choć wydawało mi się że psychicznie jestem jeszcze niegotowa teraz
dziękuję Bogu, że dał mi się sprawdzić.
Dziewczyny trzymajcie się zdrowo.
Trzymam kciuki za wszystkie starające się i modlę się za Wasz sukces.
Te dziewczyny co w zeszłym roku pisały "i tobie się uda"miały rację-dobrze,
że im uwierzyłam...
Całuję
Justa (adju)
    • anuteczek Re: i zdarzył się cud... 07.06.04, 22:54
      Tak bardzo się cieszę, że jesteś już mamą
      teraz musimy brać z Ciebie przykład smile
      kochana ściskam Cię bardzo mocno
      ania
    • ewal-m nadzieja 08.06.04, 09:23
      Dziękuję za to co napisałaś, to daje wiare że i nam się uda, że nie można się
      załamywać i zasklepiać w bólu. Choć na początku jest strasznie trudno, ale
      takie wiadomości podnoszą na duchu. Ja przeżyłam już miesiąc po zabiegu i jest
      to moje najtrudniejsze 30 dni, ale z niecierpliwością choć i ze strachem
      odliczam kiedy znów będe mogła pomyśleć o nowym maleństwie. Wydaje mi się że to
      jedyna droga by nie zwariować smile
    • maretina Re: i zdarzył się cud... 08.06.04, 12:00
      kurcze lzy ma w oczach, jesli mozesz to zamiesc zdjecie tego cudu. jakos po
      poroeniach trudno mi wierzycwink))
      sciskam mocnosmilejestes moja nadzieja!!!smile
    • 24ania Re: i zdarzył się cud... 08.06.04, 12:59
      Witaj
      Ciesze sie razem z Toba, ja poroniłam dwa tygodnie temu jest mi ciezko ale juz
      mysle pozytywnie!!! Wszystkiego dobrego dla Ciebie i Twojego Malenstwa!
      • misiabella Re: i zdarzył się cud... 08.06.04, 15:31
        Cieszę się Twoim szczęściem i rozumiem Twój strach.Odliczam każdy kolejny dzień
        ciąży i martwię się bardzo.Twój przykład daje nadzieję,że przecież może się
        wszystko skończy dobrze.Trzymajcie się!
        • rendziak Re: i zdarzył się cud... 08.06.04, 15:45
          dajesz nam dużo dużo nadziei:smile)) cieszę się razem z Tobą
          p.s. mam nadzieję, że na początku grudnia ja również doświadczę tego cudu:smile

          pozdrawiam
          Aga + bąbelek / bąbelkowa
    • gizmag Re: i zdarzył się cud...-do adju. 08.06.04, 16:13
      Cześć kochana.Poznałyśmy sie rok temu kiedy pisałam o swojej weroniczce którą
      straciłam w 41 tygodniu(obumarła ciąża).Teraz jestem znowu w ciąży (17 tydzień)
      i powiem ci że dzięki tej małej istotce którą nosze w sobie zaczełam życie na
      nowo bo mam dla kogo żyć i podnieść się z tego zawieszenia w próżni w którym
      byłam przez ten rok od śmierci córeczki.Tak jak u ciebie moje szczeście
      przeplata sie ze strachem ale wierze że wszystko teraz musi być dobrze i ty
      jesteś dla mnie najlepszym przykładem-PO BURZY ZAWSZE PRZYCHODZI SŁOŃCE-i tak
      sie stało.Serdecznie Cie pozdrawiam iżycze dużo zdrówka dla maluszka.
    • adju Re: i zdarzył się cud... 08.06.04, 19:31
      Dziewczyny jesteście kochane-naprawdę!
      Jestem pewna, że każdej z Was się uda!
      moje poronienie przypłaciłam głęboką depresją, wpadłam w taki marazm, że nawet
      mi się nie chciało wstać rano z łóżka. Mój mąż (chwała mu za to)codziennie
      mówił mi dlaczego warto przeżyć kolejny dzień. Wiedziałam, że tylko "nowa"ciąża
      pomoże mi pogodzić się ze stratą dzidzi. Nie chcę nikomu radzić ale mi udało
      się wyjść z kryzysu w taki sposób:
      Założyłam sobie, że zaczniemy staranie w trzcim cyklu od zabiegu. Miałam więc 3
      m-ce na zmianę siebie. Najpierw obskoczyłam lekarzy i zrobiłam wszystkie
      możliwe badania pod kątem ciąży (&USG)następnie przeszłam na lekką dietkę,
      poleciałam do fryzjera i solarium. Było lato więc wyciągnęłam męża nad morze.
      Byliśmy tam ze znajomymi więc co wieczór odbywały się zabawy przy piwku. Gdy
      wrócilismy do domu kupiłam testy owulacyjne i dobre wino dla rozluźnienia i co-
      na efekt nie trzeba było długo czekać (choć na pierwszą ciążę czekałam kilka
      miesięcy)
      Kochane trzymajcie się cieplutko
      Będę się modliwa za efektywne starania wink
      Czekam na wiadomości co słychać!
      Gizmaczku-za Twoje maleństwo pomodlę się w szczególności. Oczywiście, że Cię
      pamiętam! Takiej tragedii jak Twoja nie sposób zapomnieć no i takiej fajnej
      dziewczyny też!
      Pozdrawiam
      Justa
    • moniqueee Re: i zdarzył się cud... 09.06.04, 09:01
      Kochana Adju!!!

      Strasznie niecierpliwie czekalam na wiescie od Ciebie!
      Wielkei gratulacje!!! Buziaczki dla dzidzi!
      Serdecznei Was pozdrawiam

      Moniqueee

      PS A mwóiłam, że bedzie dobrze? smile
    • anulka74 Re: i zdarzył się cud... 09.06.04, 12:21
      Kochana, dobrze że napisałaś!
      To nam przywraca wiarę i nadzieję!
      Wszystkiego dobrego dla Ciebie i Maleństwa!
      Ściskam Was mocno i całuję!
      Ania
    • olab1 Re: i zdarzył się cud... 09.06.04, 21:11
      Ja mam swoją córeczke od 10 miesięcy, dwie nieudane ciąże, straszny straszny
      dół, strata drugiego dziecka pociągnęła mnie w depresją, którą powinnam była
      leczyć. Załamanie, utrata wiary w Boga (jak mógł zabić dzieci, które nawet nie
      miały szansy sie urodzić?!). Wspominam to wszystko jako jedno pasmo nieszczęść i
      braku samoakceptacji. Rok temu w sierpniu urodziłam córeczkę, o któą drżałam
      całą ciążę. Ani razu w szpitalu, ani razu! Ciąża była zagrożona, ale udana od
      początku do końca. Teraz jestem ogromnie szczęśliwa, tak bardzo, że nie potrafię
      tego wyrazić słowami. I wspieram te wszystkie dziewczyny, które są jak ja kiedyć
      w drodze do własnego rodzicielstwa. mam przyjaciółkę, która właśnie teraz kuruje
      się po operacji umożliwiającej jej urodzenie dziecka. Takich jak ona jest wiele.
      Trzymam za was wszystkie!
    • aniao3 GRATULACJE!!! 09.06.04, 22:55
      Kochana!
      super wiadomosc, tak jak pisaly dziewczyny - to rpzywraca nam wiare, ze bedzie
      dobrze, ze i cuda sie zdarzaja. Bardzo, bardzo sie ciesze!
      Pisz co u ciebie i jak maluszek.
      Tak sobie tez pomyslalam, ze moze dobrze byloby gdybys wybrala jakeis dwie
      wspoladminki do forum, bo sila rzeczy pewnie nie bedziesz tu bywac co dzien, a
      jak wiesz troche dizalan poczynilysmy by naglosnic istnienie tego forum tak jak
      i Chore dziecko. I obawiam sie ze po artykule (jednym, drugim) moga sie pojawic
      swiry ktore napisza posty w stylu ze poronienie to kara za grzechy, ze jak
      kobieta chce to nie roni wiec pewnie nie chcialysmy tych dzieci etc.
      I dobrze byloby te posty szybko wykasowywac.
      Poza tym moze przydaloby sie by we wstepie do tego forum dac od razu link do
      badan po poronieniu (post Anuteczka) tak jak jest to na forum Trudna ciaza,
      gdzie do wielu podstawowych info jest dostep od razu.
      To takie techniczne sprawy, ale mysle ze sa wazne.
      Ciesze sie bardzo ze ci sie udalo, ucaluj maluszka ode mnie w nosek smile
      sciskam cie mocno
      Anka
    • saia Re: i zdarzył się cud... 10.06.04, 16:22
      Czytam forum, mało piszę....bo ja mam małego synka,który poza tym, że ma
      refluks i jest już po operacji to jest z nami.
      Nie wyobrażam sobie żebym mogła go stracić...jak o tym myślę to mi się płakać
      chce.
      Ale do rzeczy. Odważyłam się napisać, żeby troszkę Was pocieszyć....
      Moja ciocia, pani już teraz 50 letnia, poroniła 4 razy..... dwoje dzieci zmarło
      zaraz po porodzie..... cała rodzina to przeżywała.
      Ona miała kochanego i dobrego męża, który stał murem przy jej boku... ale było
      jej bardzo ciężko...Z resztą nie muszę Wam tego opowiadać...
      W końcu zdecydowali się na adopcję. Załatwili formalnośći i szybko dostali małą
      dziewczynkę o ślicznym imieniu Jola...
      Mała zamieszkała z nimi i ciotka zaczęła myśleć pozytywniej.Miała małą istotkę
      którą pokochała. Jola miała 2 latka...
      ale to nie koniec historii.. Ciotka znowu zaszła w ciążę....
      Musiała zajmowac się Jolą, mąż był w pracy za granicą, wszystko było na jej
      głowie. Wszyscy starali się jej pomóc jak mogli, ale wiadomo, że i tak
      większość rzeczy musiała zrobić sama...
      Najpierw mijały tygodnie, potem miesiące, aż w końcu po 9 miesiącach urodziła
      ślicznego, zdrowego chłopczyka... dali mu na imię Dawid....
      Dzisiaj Jola ma 21 lat, a Dawid 18 i wszyscy są szczęśliwą rodziną...która z
      resztą wkrótce się powiększy....bo Jola będzie miała...bliźnięta.
      Kochane wszystkim Wam i sobie też życzę samych uśmiechów i radości w Życiu.
      Pozdrawiam, i mam nadzięję, że ta historia będzie dla Was jakimkolwiek
      pocieszeniem...
      • adju Re: i zdarzył się cud... 10.06.04, 18:53
        Hej Saia
        Oczywiście że takie historie są pocieszające i prosimy o więcej!
        U dziewczyn które straciły dzieci największym problemem jest czas. Perspektywa
        za miesiąc, trzy, rok jest straszna bo chiałoby się już, natychmiast a nie
        można tak szybko znów zachodzić w upragnioną ciążę.
        Jednak jak już przyjdzie to pogodzenie to i z czasem da się dogadać wink
        Pozdrawiam
        Justa
        • saia Re: i zdarzył się cud... 10.06.04, 19:50
          Dzięki,
          Wiecie co, mam taką przyjaciółkę, mieszka na wsi..dość małej ..
          Otóż ona wychodząć za mąż miała już dziecko ale nie faceta za którego
          wychodziła.Ja byłam jej świadkową na ślubie (na wsi mnie znają ale lepiej
          mojego męża bo to jego babcia tam mieszka) .
          Głupie, ale oni uważali, że to nie honor dla mnie - świadkować na ślubie u
          takiej...(przepraszam wszystkich ale zaściankowość bywa okrutna)...
          Ja im powiedziałam tak, dzieci to błogosławieństwo, więc to dobrze, że ona ma
          synka, że go urodziła. wiele kobiet chciało by być na jej miejscu..To im usta
          zamknęło...
          Więc śłub się odbył i moja przyjaciółka zaszła w ciążę, którą po 16 tyg
          poroniła.
          Bardzo to przeżywała, a stare babsztyle orzekły, że to kara...za nieśłubne
          dziecko...
          Jakie okrutne bywa życie..nie?
          Ona bardzo to przeżywała...ale wkrótce okazało się, że znowu jest w ciąży - po
          jakichś 3 miesiącach.
          Urodziła zdrowego chłopczyka - ważył...5400... i miał 64 cm...
          teraz i ona i on czują się świetnie.
          Ja wiem, że najgorszy jest ten czas i ta niepewnośc czy się uda i jak będzie i
          pamięć, że był ktoś kogo nie ma i za kim się tęski...
          Wiem czym jest tęsknota....i myślę, że tym łatwiej mi to zrozumieć.
          Kochane trzymam kciuki za was wszystkie.
          Trzymajcie się. Naprawdę jestem z Wami.
          Pozdrawiam serdecznie.
          Uwierzcie w siebie, uwierzcie, że będziecie szczęśliwe...
          MOja mama jako mama dwójki dużych już dzieci... 9 i 11 lat też była w ciąży .
          Ale nie udało się jej urodzić... i straciła maleństwo.
          Cieszyła się, że ma nas... i myślała sobie. W tym czasie dowiedziała się, że
          jej siostra też właśnie zaszła w ciążę 4 raz...więc tak sobie to wytłumaczyła,
          że ta mała siostry jest też troszkę jej...
          Mała jak miała 1,5 roku mieszkała u nas przez pewien czas... może siostra
          wiedziałą co mama czuje...a może siostrze było trochę ciężko - bo to było jej
          4 dziecko...i ciężko im było utrzymać całą rodzinę...
          Mama przebolała stratę swojego maleństwa, może dlatego, że Laura mieszkała u
          nas przez jakiś czas i mama mogła kogoś pokochać..Jakoś utulić ten żal.
          Ostatecznie ciocia zabrała małą - rzecz jasna.. ale moja mama do dzisiaj
          traktuje ja jak córeczkę... a my jak siostrę...
          Poza tym moi rodzice po śmierci taty brata wzięłi do domu jego dwie córki,
          które były prawie w nszym wieku i tak rodzian się powiększała..... Fajnie było..
          Dzisiaj moja mama od półtora roku jest świetną babcią...
          i żebyście ją widziały...wnuczek jest jej światem..
          nawet zrobiła mi wyznanie, że kocha go bardziej niż mnie....co mnie ubawiło do
          łez...cieszę się jak mama jest szczęśliwa.
          Kochane jestem z Wami całym sercem. Pozdrawiam Was raz jeszcze.
          całym sercem przygarniam Was do siebie. Życie się różnie plecie. Nie dajcie się
          pochłonąc sutkowi.. wiem, że ból musi wyboleć a smutek musi sie wysmucić i
          trzeba sięgnąć dna tego smutku aby znowu móc się cieszyć.
          Wiem sporo o bólu smutku i tęsknocie.. Cierpiałam tak strasznie, że nie
          chciało mi się żyć...
          MOże kiedyś zdobędę się na odwagę i opowiem o tym..
          Pozdrawiam

Pełna wersja