Dodaj do ulubionych

Poroniłam w 20 tygodniu ciąży ;-(

19.11.14, 11:13
Niestety i ja tu trafiłam ...
dwa tygodnie temu z powodu niewydolności szyjki macicy urodziłam w 20 tc synka. Nic tego wcześniej nie zapowiadało , nic mi się nie działo poprostu odeszły mi wody i cały mój świat się zawalił. O tą ciążę walczyliśmy z mężem przez kilka lat a tu nagle w ciągu jednego dnia koniec. ...
Czy jest tu jakaś kobieta która pomimo takiego schorzenia zaszła w ciążę i szczęśliwie ją donosiła ?
Obserwuj wątek
    • courrare Re: Poroniłam w 20 tygodniu ciąży ;-( 19.11.14, 12:49
      Bardzo mi przykro sad Moją koleżankę ostatnio spotkało to samo sad
      Niewydolność szyjki jeszcze nie przekreśla szans na urodzenie zdrowego dziecka, zakłada się szew lub pessar, najlepiej zapytaj o to swojego lekarza przy następnej wizycie.
      A masz już jakieś dzieci, czy to pierwsze?
      Dobrze, że tu trafiłaś, dziewczyny naprawdę potrafią dać duuuużo wsparcia.
      Sama jestem po dwóch poronieniach, ale na wczesnym etapie 11 i 5 tc. Teraz w 23 tc i mam nadzieję, że tym razem się uda.

      Trzymam kciuki mocno za Ciebie smile
        • courrare Re: Poroniłam w 20 tygodniu ciąży ;-( 20.11.14, 14:17
          Kochana ja wierzę, że się doczekasz. Mam w rodzinie osobę, która dokładnie w tym wieku straciła dziecko koło 22 tc, a 2 lata później zaszła w ciąże i urodziła zdrową córkę. Dziecko ma już 12 lat.
          Także nie jest to niemożliwe smile Trzymam moooocno za Ciebie kciuki smile
          • ewikowa Re: Poroniłam w 20 tygodniu ciąży ;-( 22.11.14, 14:22
            bardzo mi przykro sad Wiem DOKLADNIE co przechodzisz bo tak zakonczyly mi sie wszystkie ciazy oprocz jednej. Za pierwszym razem, dokladnie jak u Ciebie, swiat mi zawalil w ciagu jednego dnia - z rewelacyjnej ciazy ..kosmos. W drugiej ciazy mialam zalozony pessar i to bylo ok - ale mi sie ujscie otwieralo i tak i tak i przelezalam wtenczas w szpitalu 16 tygodni ale mam teraz prawie 8-letnia coreczke. Wydaje mi sie ze znalezienie nie tylko dobrego lekarza, ale takiego ktory jest tez rewelacyjnym chirurgiem - albo wie do kogo cie wyslac, zeby zalozyc szew dosyc wysoko na szyjce. A jesli lekarz ci powie 'prosze odpoczywac' to nie znaczy to powoli chodzenie na spacer, tylko faktycznie odpoczywanie...ale coz ja ci teraz powiem - zadbaj o soebie teraz,i dopiero sie zacznijcie starac jak bedziesz gotowa psychicznie i emocjonalnie.
            Tez myslalam, ze jak wszystkie kobiety w mojej rodzinie, miec gromadke to wystarczy tylko chciec...niestety to nie tak latwo.
            Przytulam mocno i jak cos to sluze pomoca i 'zrozumieniem'
    • spirit1982 Re: Poroniłam w 20 tygodniu ciąży ;-( 19.11.14, 16:20
      Hej, wątek znalazłam przez przypadek. Ogromnie współczuję ..
      Chciałam tylko napisać, że ja mam dwóch synków urodzonych w terminie a obie ciąże z mocno skracającą się szyjką od około 20 tygodnia. W obu miałam założony krążek, bardzo dużo leżałam, praktycznie całymi dniami i udało się.
      Trzymam kciuki za to, że jeśli będziesz gotowa na kolejną ciąże to również Ci się uda!
      • karolinaa09 Re: Poroniłam w 20 tygodniu ciąży ;-( 26.11.14, 22:31
        strasznie mi przykro, mam nadzieje, że masz wokol siebie osoby, ktore Cie wspieraja. Chcialam Ci tylko napisac, że moja znajoma miala podobnie, niestety dwa razy poronila i za trzecim razem jak zaszla w ciaze urodzila zdrowa córeczkę. Także nie trac nadziei, powodzenia!!
        • mima14 Re: Poroniłam w 20 tygodniu ciąży ;-( 04.12.14, 18:29
          Bardzo współczuję, wiem co czujesz i wiem, że żadne słowa nie są w stanie ukoić Twojego bólu. Mogę natomiast dać Ci nadzieję, jestem po 3 stratach w tym jednej późnej (23 tydzień). Synek nie przeżył. Ciąża z niewydolnością szyjki nie jest łatwa, ale możliwa. Po 15 latach starań, strat, in vitro, załamania nerwowego, ciężkiej depresji, doczekałam się 2 cudownych dzieci. Jestem w okolicach 40, 5 miesięcy temu urodził się mój synek, córka ma 5 lat. Wiem jak to brzmi, ale trzeba mieć nadzieję, bo nic tak nie dodaje sił jak nadzieja, a wiem że chęc posiadania dzieci daje siłę do walki. Znajdz dobrego lekarza, który założy Ci szew/pessar. Ja ciężko przechodziłam obie szczęśliwe ciążę, dopadały mnie wszelkie możliwe powikłania, synek urodził się jako wcześniak 2 kg, ale udało się, było dużo strachu ale żyjemy. Życzę szczęścia i powodzenia.
          • izetka Re: Poroniłam w 20 tygodniu ciąży ;-( 30.01.15, 22:37
            cynamon przezylam to co ty. W maju 2013 roku stracilam synka w 18 tc. Rok pozniej prawie co do dnia! urodzila nam sie coreczka. Od kiedy sie dowiedzialam ze jestem znowu w ciazy juz prawie tylko lezalam. Wstawalam tylko do lazienki praktycznie. MIalam tez zalozony szew na szyjke i bralam heparyne i ogromne poklady magnezu. I dotrwalam do konca, a nawet dluzej, bo termin mialam na 13, a urodzilam 16.05 smile
    • ewcik66 Re: Poroniłam w 20 tygodniu ciąży ;-( 21.02.15, 21:35
      Tak w skrócie moja historia.
      Pierwsza ciąża-jakże ogromna radość! Wszystko idzie zgodnie z
      planem, książkowo,wszystkie wyniki super i tak do 20 tygodznia.
      Nagle skurcz, okazuje się, że pęcherz płodowy wpuklił się do środka
      i rozwarcie na 4 cm. Natychmiast znalazłam się w szpitalu, leżenie
      plackiem, ale niestety jeszcze w tej samej dobie synuś postanowił
      mnie opuścić....Jakże wielki żal, rozpacz i łzy-dlaczego ja?? Lekarz
      zdiagnozował niewydolność szyjki i powiedział, że w kolejnej ciąży
      trzeba założyć szew i donoszę. Po około 8 miesiącach druga ciąża-
      znowu radość i nowa nadzieja, teraz napewno się uda....od początku
      plamienia, lekarz przepisuje duphaston. Leżę w domu na zwolnieniu.
      Plamienia i bóle brzucha nasilają się, nagle krwotok w 8 tygodniu i
      znowu czar prysł.....Badanie histopatologiczne wykazało ogniskowy
      rozrost trofoblastu. lekarz mówi, że w kolejnej ciąży może to sie
      powtórzyć, ale nie musi, że tak się czasem zdarza. Straciłam już
      nieco nadzieję, nienawidziłam koleżankę, któym co chwilę rodziło się
      dziecko. Byłam nieszczęśliwa( Zebrałam siły i po roku
      zdecydowaliśmy się na kolejną ciążę. Tym razem strach przerastał
      uczucie radości. Towarzyszył mi paniczny lęk. Ciąża rozwijała się
      prawidłowo. Od początku plamienia i leżenie plackiem. Plamienia
      ustąpiły po 14 tygodniu. W 15 tygodniu założono mi szew okrężny na
      szyjkę. Wszystko jest na jak najlepszej drodze. Przychodzi 22
      tydzień. lekarz mówi że szyjka się skraca i zakłada dodatkowo
      pessar. Leże w domu plackiem. 23 tydzień skurcz i znowu pęcherz
      płodowy w pochwie. Szew nie utrzymał. Rozwarcie na 4 cm. Jadę do
      szpitala. W szpitalu kładą mnie plackiem do góry nogami i podają
      kroplówki hamujące skurcze. Uspokoiło się. Dali nadzieję, że
      przepuklina może się cofnie jak będę leżała z nogami do góry bez
      wstawania do toalety. Leżę tak 10 dni, wdała się infekcja, pęcherz
      płodowy pęka i zaczyna się akcja porodowa. Synuś żył minutę i znów
      mnie opuścił(( Łzy płynęły same ciągle, nieustannie. Potem nie
      miałam już siły płakać. Nadzieję straciłam całkowicie, byłam smutna,
      nieszczęśliwa życie nie miało sensu, ale jakoś tam się trzymałam.
      żyłam z dnia na dzień tak bez celu. Po dwóch latach trafiłam do
      profesora, który zaproponował mi założenie specjalnego szwu przed
      zajsciem w ciążę, który zakłada się od strony brzucha i jest
      skuteczny. Zgodziłam się. Zaszłam w czwartą ciążę. Nieśmiało miałam
      nową nadzieję.Plamienia od początku, do 13 tygodnia. W okolicach 17
      tygodnia szyjka zaczęła się skracać. postanowiono założyć mi
      dodatkowy szew oraz krążek. Zgodziłam się. W sumie miałam dwa szwy i
      pessar. Wszystko dobrze się trzymało a ja leżałam plackiem w domu.
      Niestety przez to, że miałam tyle ciała obcego w sobie, wdała się
      infekcja i pomimo tego ze oba szwy trzymały super to w 23 tygodniu
      odeszły mi wody. To były święta Bożego Narodzenia. Lekarz
      powiedział, że mogę być rozwiązana tylko przez cięcie cesarskie i
      tak też uczynił. Córeczka żyła 10 godzin. Leżała na intensywnej
      terapii noworodka. Po 10 godzinach lekarka przyszła powiedziała, ze
      córeczka odeszła.....prawie zwariowałam........nie wiedziałam co się
      dzieje. Nie chciałam już dalej żyć. Wszystko we mnie umarło.....Po
      tej ciąży, postanowiliśmy z mężem, że to koniec starań.
      Zdecydowaliśmy się na adopcję. Przeszliśmy wszystkie procedury i
      oczekiwaliśmy na maluszka. Cały czas nie dawała mi spokoju myśl, że
      może jeszcze raz powinnam spróbować.....Po trzech latach
      zdecydowaliśmy się już naprawdę ostatni raz. Nmogłam zajść w ciążę.
      Po tych wszystkich łyżeczkowaniach i cesarce porobiły się
      mikrozrosty. Po półtora roku starań poszłam na hsg. W kolejnym cyklu
      po hsg zaszłam w ciąże. Radości nie było tylko przerażający strach.
      Plamienia od początku do 12 tygodnia. W 17 tygodniu założono mi szew
      okrężny( tamtem, który miałam założony przed zajściem w ciążę
      usunęli mi bo powodował infekcję). Porozmawiałam szczerze z Prof.,
      że nie chcę iść do domu. Chcę przeleżeć całą ciążę w szpitalu.
      zgodził się. Około 23 tygodnia szyjka znowu się skróciła i pęcherz
      opierał się tylko na szwie. Położono mnie z nogami do góry. Leżałam,
      leżałam, leżałam........Modliłam się codziennie do Ojca świętego.
      Myślałam sobie żeby chociaż doleżeć do 28 tyg. takie dzieciaczki
      mają już szansę przeżycia. Nadszedł 28 tydzień a ja myślę żeby
      chociaż do 32 tygodnia to już będzie siedmiomiesiączniak....Minął 32
      tydzień.....Dotrwałam do 38 tygodnia. Nie umiałam się cieszyć do
      samego końca ciąży, bo tak bałam się o dziecko. Lęk który mi
      towarzyszył był trudny do zniesienia. Myślałam że z dzieckiem
      napewno będzie coś nie tak.....w 38 tyg, lekarze podjęli decyzję o
      cięciu cesarskim. Nie pamiętam wiele z tego dnia, bo emocje sięgały
      zenitu.....Na przemian śmiałam się, płakałam i trzęsłam jak
      galareta....Wreszcie o 9 00 rano usłyszłam pierwszy krzyk mojej
      córeczki. Nie umiałam się cieszyć, dopóki nie usłyszałam że: MA PANI
      ZDROWĄ CÓRKĘ O WADZE 3400G, DŁ. 54 CM" Dziewczyny dla takich chwil
      warto poświęcić wszystko. Teraz gdybyście zapytały mnie skąd miałam
      tyle sił odpowiedziałabym NIE WIEM. Wiem natomiast jedno-nadzieja
      umiera ostatnia. Bądźcie silne kochane ja jestem przykładem na to,
      ze cuda się zdarzają. Procedurę adopcyjną zawiesiliśmy, ale nie
      wycofaliśmy papierów. Nie wiem czy zdecydujemy się na kolejną ciążę,
      może zaadoptujemy rodzeństwo dla małej. Dziecko to cud dla którego
      warto zrobić wszystko. Teraz ma 6 lat m-cy patrzy mi w oczy, uśmiecha
      się a ja wciąż nie mogę uwierzyć ze ją mam. Trzymam za Was kciuki i
      wierzę, że się uda. Przepraszam że się rozpisałam

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka