agaro28
17.09.04, 19:49
cześć, jestem Aga, szukam pomocy ...
nie wiem od czego zacząć ...
Pierwszy raz pojawiły się dwa niebieskie paseczki na teście ciążowym w
styczniu 2003 r. byliśmy z mężem w siódmym niebie - tak bardzo pragneliśmy
dziecka! Czułam się świetnie,w pewnym momencie pojawiło się delikatne
plamienie, lekarz uspokajał - macica się oczyszcza. położył mnie do szpitala,
zrobił USG - serduszko maleństwa biło jak szalone! ale nie długo... W 8
tygodniu przestało bić... Byliśmy z mężem załamani, nie umieliśmy się
otrząsnąć. Ciąża zamarła. Ból psychiczny i upokorzenie, które wiąże się z
wywołaniem porodu i czyszczeniem macicy był przeokropny!
Zmieniam lekarza, bliscy, których miałam dookoła pomogli wyjś nam z tego dołu
rozpaczy. Zaczeliśmy na nowo wierzyć,że może się uda.
Kolejne dwa niebieskie paseczki pojawiły się w marcu tego roku... Cud?-
nieopisana radość i znowu nadzieja i wiara, ze nic nam się już złego nie może
przytrafić! Lekarz powedział: jeżeli donosi pani ciążę do 12 tyg., to nic już
nie przeszkodzi w jej donoszeniu. Badania miałam idelane, a za każdym razem
jak biegłam zwracać do toalety czułam się holernie szczęśliwa! Minęło 12
tygodni, pojechaliśmy na usg zachwyceni, że zaraz zobaczymy nasze
cudeńko,zobaczyliśmy... obumarły płód... znowu rozpacz, znowu upokorzenie,
ból...dlaczego my? Boże dlaczego znowu nas to spotkało? przecież wszystko
było w najlepszym porządku, nic na to nie wskazywało, ciąża znowu obumarła...
Minęło 2 miesiące, rodzina, przyjaciele, nie pozwolili nam się załamać, byli
przy nas za co jesteśmy im barzo wdzięczni.
Znów mamy nadzieję, że może następnym razem... Learz mówi, ze to normalne, że
nie da sie stwierdzić dlaczego tak się dzieje, że organizm odrzuca to co nie
jest wykształcone w 100% dobrze - czy ja mam w to wierzyć? twierdzi, że nie
są potrzebne żadne skomplikowane badania, ze mąż nie musi badać nasienia-bo
przecież zachodzę w ciążę. Proszę podpowiedzcie co robić? czy są jakieś
badania, które powinnam w takiej sytuacji zrobić? czy zdać się na słowa
lekarza i odczekać pół roku i próbować znowu? Ta bardzo nie chciałabym
przeżywać tego znów...
Powiem wam coś jeszcze, wczoraj dowiedziałam się, że moja bratowa, z którą
mieszkam w jednym domu jest w ciąży... Ma już jedno dziecko i nie planowała
więcej. Jesem załamana! wszystko wróciło. Oczywiście życzę jej jak najlepiej,
żeby urodziła zdrowego i pięknego dzidziusia, ale nie mogę sobie wyobrazić
mojego życia dalej. Przecież mieszkając pod jednym dachem będę ją codziennie
widziała, będę widziała jak się zmienia, jak rośnie jej brzuch... Tak bardzo
mi źle i smutno, nie mogę sobie z tym poradzić...
pozdrawiam i dziękuję, że jesteście...
Aga