Dziewczyny, pomóżcie mi, bo się zaczynam martwić. Poroniłam pod koniec 7
tygodnia. Położna powiedziała mi, że nie muszę iść na zabieg łyżeczkowania,
jeśli nie chcę (a wolałabym tego uniknąć), że "samo zejdzie" w tym lub
następnym tygodniu. Szukam jednak po Internecie informacji na temat
poronienia i wszędzie jest napisane, że poronienie się "czyści" w warunkach
szpitalnych. A mnie tu radzą czekać

Czy nie grozi to ogólnym zakażeniem
organizmu? Dodam, że mieszkam za granicą i wszystko tu jest inne, jeśli
chodzi o opiekę w ciąży. Czy któraś z Was też nie musiała iść do szpitala i
organizm sam się wyczyścił?