aquarius72
18.10.04, 10:31
Witajcie Kochane,
Dawno tu nie pisałam, bo mało było okazji, żeby siadać do kompa, a czytywanie
tego forum wyczerpuje psychicznie (jeśli oczywiście człowiek angażuje się
emocjonalnie w opisywane tu historie, a jak coś pisze, to z serca, a nie
takie tam bla, bla, bla... będzie dobrze, jeszcze urodzisz dziecko itp.)
Ja na serio czuję i wolę oswajać się z tą myślą, że dziecka mieć nie będę...
Nie mam już siły się starać, obserwować swojego organizmu, zabiegać... jestem
tym potwornie zmęczona. Mam wrażenie, że cuda się zdarzają, gdzieś tam,
komuś... - owszem - ale nie mnie...
Po poronieniu, które przeżyłam w lipcu towarzyszy mi ciągle dojmujące
poczucie absurdu... to wydarzenie nie miało żadnego sensu, to było
bezsensowne, niezasłuzone cierpienie moje i mojego męża...
Najpierw przez 7 lat nie mieliśmy dzieci - już się oswoiłam z tą myślą, kiedy
w końcu ujrzałam dwie kreski na teście. Myślałam : czekaliśmy tak długo, ale
opłacało się, mamy swoją nagrodę... Los zabawił się z nami bardzo okrutnie.
Czasem myślę, że chciałabym już nic nie czuć, nie cierpieć, zasnąć i się nie
obudzić, pozbyć się tych resztek nadziei, przez które cierpię co miesiąc
stwierdzając, że znowu się nie udało...
Przepraszam Was za te gorzkie słowa, ale ta gorycz bierze sie stąd, że ciągle
słyszę w otoczeniu słowa : będzie dobrze, wszystko się ułoży, może dobrze się
stało, bo dziecko urodziłoby się chore? Mam już tego dość - nie będzie dobrze
i trzeba się z tym w końcu pogodzić, nauczyć się z tym żyć.
Jak może być dobrze, skoro ktoś umarł, odszedł bezpowrotnie, nie da się już
cofnąć czasu?
Jeszcze raz Was przepraszam, wiem, że wiele z Was potrzebuje wsparcia, a moje
słowa nie są zbyt budujące, ale tak właśnie się czuję i nic na to nie
poradzę...