Jak się zachowują Wasi przyjaciele?

22.10.04, 10:49
Na zwolnieniu jestem od 12 października, 17. miałam zabieg. Moja tzw. dobra
(z tych najlepszych) kolezanka nawet do mnie nie zadzwoniła. Ale ja
zadzwonię, zeby mi oddała trzy stówy. Nie chce mi się wracać do pracy. Juz
widzę te spojrzenia - wymowne, oczywiście. I głupie pytania: co się stało?
Dobrze, ze mam mój kochany domek, córeczkę, niemęża i dwie fajne psiapsiółki,
którym nie pożyczam pieniędzy, ale i tak mnie kochają. Pozdrawiam. Kasia
    • bei ....... 22.10.04, 12:49
      Moja kolezanka kiedyś stracila ciążę....nie wiedziałam...jak sie
      zachować...balam się isć do niej- bo pomyslalam, że ona pomyśli- że ja ide z
      ciekawosci....
      zrobilam ciasto...zadzwoniłam- czy mogę ją odwiedzić....
      chciała.....
      przyszłam....i wpier gadałam o dyrdymalach...ale nie na wesoło- bo ryczeć mi
      sie chciało.....
      a ona była taka "normalna"...tylko blada....
      no i rozryczałam się...
      opowiedziałam- że już sobie wyobrażałam...że bedziemy razem na spacery...ze
      będe brać na ręce dziecko, że będę kupować zabawki...że będę je uczyć
      niesubordynacji..ze ....
      Cholerka....to ona musiała mnie uspokoić....
      a później znowu ryczałysmy obie.....

      Nie byłam dobrym kompanem na taki dzien...tak myślalam....
      jak wyjechałam- to często dzwoniłam...
      4 msce w nocy obudził mnie jej telefon- wyszły 2 kreski- i ona pierwszej mi o
      tym powiedziała....
      I ja pierwsza złamałam tabu kupowania rzeczy dla maluszka....
      przynosiłam często grzechotki, zabawki, akcesoria, ciuszki- bo były ładne...
      nie wszystkie w prezencie- nieraz wołałam- zobacz- co "zdobyłam"- było
      niedrogie- tyle mi "wisisz"
      i ......
      nauczyłam Wojtka mówić "kurde".....i Wojtek ma 40 % mojego rekordu w pluciu na
      odległosć z ławki w parku....
      I tak świetnie mnie slini- gdy mnie obcalowuje....
      Nie nadaję się pewnie na ciocię- wzorowąsmile....
      Gosia dopiero na 2 gich urodzinach powiedziała mi- jak to było po poronieniu....
      zlamałam tabu mówienia o tym co sie stało...
      było milczenie...
      a ona tak chciala opowiedzieć o tym- jakie nadzieje jej odeszły z dzieckiem...
      przyszła rozmazana Bea- mimoza- płakała nad maluszkiem- który żył w niej 7
      tygodni.......i miałam odwagę pokazać swój żal....
      hm...to nie byla odwaga.....
      tylko (?)
    • bei a Ciebie mogę teraz tak wirtualnie przytulić...... 22.10.04, 12:53
      wczoraj....dzisiaj...jest Ci źle....
      i nawet nie wiem- co mogłoby Ci pomóc- bo pewnie takiej rzeczy nie ma.....

      Jest tylko moje zrozumienie Twojej traumy- które wcale nie ma wpywu na Twój
      ból....
      jest mi smutno, że Tobie jest smutno....




      nie wiemy- co szykuje dla nas "przeznaczenie"....
      ale nie możemy upierac się przy tym- że wiecznie będzie źle....

      Życzę szybkiego dobrego.....
    • aloiram_m Re: Jak się zachowują Wasi przyjaciele? 22.10.04, 13:21
      U nas wiedziała tylko czwórka najbliższych przyjaciół (2 małżeństwa). To mąż
      powiedział im o wszystkim, gdy ja byłam w szpitalu, na moją wyraźną prośbę,
      zostawiły mnie na jakis czas w spokoju, samej sobie. Jedna z przyjaciółek
      zadzwoniła tydzień po zabiegu, zapytała czy chcę rozmawiać i zaczeła rozmowę od
      słów, że nie wie co ma powiedzieć zeby mnie pocieszyć...A mnie pzrecież nic nie
      pocieszy... Do drugiej psiapsióły odezwałam się sama, akurat była na gg. Tak
      było mi łatwiej o tym mówić. Ale osobiście nie widziałam się jeszcze z żadną z
      nich, obie mają maleńkie dzieciaczki. Od zabiegu minęło 3 tygodnie, jeszcze nie
      chcę ... Potrzebuję jeszcze trochę czasu ...

      Ja na Twoim miejscu nie miałabym żalu do przyjaciólki, moze uważa, że chcesz
      być sama z mężem, że potrzebujesz jeszcze czasu, aby zdystansować się do całej
      sytuacji. A może po prostu się boi...
      • majuta Re: Jak się zachowują Wasi przyjaciele? 22.10.04, 14:25
        Już mi lepiej. To nawet nie było rozgoryczenie. Sarkazm raczej. Ja mogę mówić o
        tym, co mi się przydarzyło. Mam doświadczenie. 10 lat temu umarł mój Synek. I
        mówię. W domu i moim dwóm kochanym przyjaciółkom, które chcą słuchać. A kiedy
        dzwoniły, a ja nie odbierałam telefonu, przysyłały smsa, że rozumieją i czekają
        na mój znak. I było jeszcze wiele innych wyrazów pamięci. To było bardzo miłe.
        Tylko ta jedna. Moze chodzi o te trzy stówy? Żartowałam oczywiście. Wiem, że
        cierpienie drugiego czlowieka onieśmiela, że to tabu. Ale nie mozna udawać, że
        nic się nie stało. Nie można stanąć z boku. Ja bym nie stanęła... Dzięki,
        Dziewczyny. Kasia
        • nusik1 Re: Jak się zachowują Wasi przyjaciele? 22.10.04, 18:50
          Myślę, że znajomi poprostu nie wiedzą jak z nami rozmawiać. Może boją się, żeby
          nas czymś nie urazić albo nie palnąć jakiejś gafy. Kiedy pierwszy raz roniłam
          leżałam w szpitalu z moją bardzo dobrą koleżanką, która poroniła dwa dni
          wcześniej. Chciałam o tym rozmawiać, o tym co czuję, natomiast ona zamknęła się
          w sobie, nie rozmawiała na ten temat z nikim, tylko z lekarzem. Na
          jakiekolwiek tematy związane z ciążą, czy poronieniem reagowała bardzo ostro
          słowami: nie chcę o tym rozmawiać!!! Mimo, że minęły dwa lata a spotykamy się
          bardzo często, nigdy o tym nie rozmawiamy. I nie jest to odosobniony przypadek.
          Jak widać różnie to przeżywamy i różne mamy oczekiwania w stosunku do reakcji
          przyjaciół i znajomych...
    • kumquat Re: Jak się zachowują Wasi przyjaciele? 23.10.04, 21:48
      Znajomi zachowują się różnie. Niektórzy głupio... Na USG, na którym stwierdzono
      obumarcie płodu, pojechałam z koleżanką (męża akurat nie było, wyjechał
      służbowo). Kiedy wracałyśmy do domu, w samochodzie pokazałam jej zdjęcia USG -
      zaczęła wykrzykiwać entuzjastycznie: "No widzisz jakie śliczne to twoje dziecko!
      Jakie ładne!!" (a tam mało co było widać, bo to był poczatek 8 tygodnia).
      Myślałam, że ją uduszę, bo choć dziecko ładne, to już dawno umarło!! Moja inna
      koleżanka, której się pożaliłam, opieprzyła mnie (! dosłownie) i powiedziała:
      "Daj spokój, to tylko kilka komórek, tego miało nie być i już, nie myśl o tym".
      Hmm, terapia wstrząsowa? Postanowiłam nie mówić o moim poronieniu, ludzie i tak
      tego nie rozumieją. Po co się narażać na takie komentarze. O tym, co mi sie
      przytrafiło, wie niewiele osób. I dobrze. Oczywiście byli i tacy, którzy
      potrafili się zachować - pocieszyć, ale bez rozczulania się, a to naprawdę
      pomogło się pozbierać. Nie chcę rozdrapywać ran, staram się nie myśleć o tym, co
      się stało. Ktoś mi powiedział, że nie ucieknę od tego, a jednak jak na razie
      dobrze sobie radzę. Czego i Wam życzę - trzymajcie się Dziewczyny! Pozdrawiam!
    • emka1974 Re: Jak się zachowują Wasi przyjaciele? 23.10.04, 23:07
      Ja powiedziałam mojej przyjaciółce kilka dni temu, po czterech miesiącach...
      Wysłuchała ze łzami w oczach, nie starała sie pocieszyć, nie umiała znależć
      słów pocieszenia, powiedziała, że jest przy mnie i podziekowała, że jej o tym
      opowiedziałam.

      Nikt poza moim mężem i nią o tym nie wie. Moja mama strasznie by to przeżyła,
      nie mogłam jej o tym powiedzieć; nikomu innemu nie chciałam.
Pełna wersja