Dodaj do ulubionych

Nie chce spotykac sie z ludzmi

19.12.04, 15:53
No i dopadl mnie maly dolek sad Wlasnie powinnam byc na urodzinach szwagra,
ale maz musial pojechac sam, bo ja ... nie mam sily i ochoty na spotkania z
ludzmi i rozmowy po ... . Szczerze mowiac, zamknelabym sie w domu i nie
wychodzila do momentu, gdy pojawi sie znow dzidzia. Wiem, brzmi to dziwnie,
ale tak sie obecnie czujesad Nie chce spojrzen i pytan tych, ktorzy
wiedzieli, ze jestem (bylam) w ciazy. Nie chce ich wspolczucia, nawet tego w
myslach sad Zaluje teraz, ze powiedzielismy niektorym osobom, ale maz
nalegal, bo z racji tego, ze wiekszosc czasu spedzalam w domu, wizyty
towarzyskie odbywal sam, no i nie chcial klamac... Ale mi jest teraz tak
strasznie zle i paskudnie sie czuje, jak pomysle, ze inni juz wiedza lub beda
wiedzieli, a ja tego nie chce!!! bo np. im nie ufam, wstydze sie (wiem,
paranoja) lub po prostu nie uporalam sie jeszcze z tym doswiadczeniem ... Co
robic? Jak pomysle, ze za niedlugo mam wrocic do pracy, to ... . Od ponad
tygodnia prawie nie sypiam w nocy, w dzien w miare (jeszcze) funkcjonuje,
choc zmeczona ... . Mam nadzieje, ze Wy lepiej sie czujecie niz ja, czego z
calego serduszka Wam zycze i pozdrawiam cieplo. Dzieki za mozliwosc wygadania
sie smile
Obserwuj wątek
    • merunka Re: Nie chce spotykac sie z ludzmi 19.12.04, 16:25
      Gosiaczku! Przytulam Cie mocno. Tez mialam taki odruch - chcialam zwinac sie w
      klebek gdzies z dala od wszystkich i cierpiec.. Nie wiem co jest dobre. Ja
      jestem z natury zwierze stadne i zle mi bez przyjaciol, dlatego przelamalam sie
      i wyszlam ze swojej nory. Reakcje nie byly zadawalajace - tzw. zmowa milczenia
      mnie bardzo zasmucila, spotkala mnie tez wielka (nieswiadoma) przykrosc ze
      strony kolegi, ktory od innych naszych znajomych dowiedzial sie o ciazy, ale o
      poronieniu juz nie. I z szerokim usmiechem na moj widok gratulowal mi stanu
      blogoslawionego. A ja bylam tydzien po zabiegu. Ufff. Jak tylko zniknal z
      horyzontu dostalam ataku histerii. Ale teraz juz zachowuje pewien dystans,
      wszystko co zwiazane z moim nienarodzonym malenstwem mam w sercu i choc moje
      zycie nigdy juz nie bedzie takie jak przedtem, zyje "normalnie". Nasz bol jest
      jak bumerang, rzucamy daleko, ale i tak wraca.. Gosiaczku, nie zamykaj sie
      przed ludzmi. Wspolczucie nie jest niczym zlym. To dowod na to, ze ludzie
      potrafia cierpiec cudzym cierpieniem.. Niezdarne pocieszenia przyjmuje z
      otwartym sercem, milczenie i umykajace spojrzenia tez sa pewnego rodzaju
      wspolczuciem - nauczylam sie je przyjmowac jako dowod wspolczucia i szacunku
      dla mojego bolu. Gosiaczku, zamkniecie sie w sobie tylko utrudni powrot do
      zycia. Nie wiem, czy to co pisze jest przekonywujace, moze akurat Ty
      potrzebujesz byc sama, ale pamietaj, ze czym bardziej sie oddalisz, tym
      trudniej bedzie Ci wrocic. Kochana, zycze Ci duzo sily i odwagi. Pozdrawiam
      serdecznie merunka
    • kinga_owca Re: Nie chce spotykac sie z ludzmi 19.12.04, 23:32
      Gosiaczku! Merunka ma rację. Oczywiście każda z nas przeżywa na swój sposób,
      nie ma złotego środka i cudownej recepty. Ale co się stało to się nie odstanie.
      Ludzie są rózni - jedni udają, że nic się nie stało, inni są nietaktowni, inni
      jeszcze wypytują i usiłują doradzać - ale większość z nich jest po prostu
      zakłopotana bo nie ma pojęcia, co w takiej sytuacji zrobić. Jeśli powiedziałaś
      znajomym o dzidziusiu, to naturalne jest, że pytają co i jak. Ja tym, którym
      zdążyłam powiedzieć, że spodziewamy się dzidziusia, powiedziałam też, że
      dzidziusia już nie ma. Bez szczegółów, bez drążenia tematu. W końcu nie liczmy
      na to, że wszyscy wczują się w naszą sytuację.
      ja byłam dumna z tego, że jestem w ciąży, ale zupełnie nie odczuwam wstydu, że
      już nie jestem. I Ty też nie powinnaś. To Twoje życie, twoja sprawa - a poza
      tym co w tym wstydliwego? To jest po prostu niezmiernie przykre.
      ja z pewnością inaczej przeżywam niż Ty (każda z nas jest w końcu inna) ale ja
      ludzi nie unikam. jesli pytają - odpowiadam. jeśli nie pytają a wiem, że
      wiedzą - to mówię, bo oni są bardziej skrępowani niż ja, a jeśli nic nie
      wiedzieli, to raczej nic nie mówię - po co powiększać grono skrępowanych wink
      trzeba żyć dalej, cieszyć się każdą chwilą i myśleć o przyszłości!
      Ubierz choinkę, napisz kartki świąteczne, zrób pierniczki, idź do fryzjera, kup
      sobie coś, idż do parku na spacer, poczuj święta!
      i pomyśl sobie, że następne święta będą być może z dzidziusiem w brzuszku!
      buziaki, trzymaj się
      trzymam kciuki za Ciebie i za Was wszystkie! i za siebie też wink
      Kinga
    • gosiaczek55 Dziekuje... 20.12.04, 00:12
      Dziekuje Wam za rady i wsparcie. Postaram sie popracowac nad swoja
      troche "dzikowata" natura, a wierzcie mi, ze nie jest to latwe wink Moze jakos
      po swojemu w koncu sie z tym uporam. Bedzie mi latwiej, bo mam WAS. Dziekuje
      Bogu, ze sa na swiecie takie osoby. Wiem, ze okolicznosci naszego poznania sa
      przykre, ale i budujace dzieki ludziom, ktorych tutaj spotykam. Pozdrawiam juz
      swiatecznie smile z malenkim jeszcze smuteczkiem.
      • krztyna Re: Dziekuje... 20.12.04, 08:27
        Powoli mija miesiąc od kiedy straciliśmy naszego Synka w 22 tc. Boli ciągle
        bardzo mocno. Inaczej niż wcześniej. Na początku nie chciałam się z nikim
        spotykać, teraz powolutku, ale wracam między ludzi. I wiesz co? Zmowa milczenia
        tych, którzy wiedzą bardzo często jest gorsza niż slowa współczucia. A
        gratulacje z powodu ciąży (bo nadal takie się zdarzają!) przyjmuję ze spokojem.
        Tym życzącym jest strasznie głupio, bo przecież chcieli dobrze.
        Idź między ludzi - na razie takich, przy których możesz się rozkleić. I
        rozklejaj się, jeśli masz na to ochotę i to Ci pomaga. Masz do tego prawo!
        Życzę Ci Świąt ze światełkiem nadziei.
    • marzeena Re: Nie chce spotykac sie z ludzmi 23.06.05, 20:47
      Gosia wiem,ze Ty pisalas juz dawno,ale ja dopiero teraz odkrylam ta strone,bo
      dopiero niedawno spotkala mnie ta tragedia i musze Ci sie przyznac,ze nasza
      psychika dziala podobnie,bo to co napisalas to sa moje odczucia.Nie potrafie
      rozmawiac z Nikim i zamykam sie w domu,boje sie spotkac ze znajomymi ktorzy
      wiedzieli o mojej ciazy a nie wiedza,ze juz mojego skarba nie ma wsrod
      zywych.Boje sie,ze ludzie beda sie doszukiwac choroby mojego synka i sama ta
      mysl,ze beda zle o nim mowic doprowadza mnie do szalenstwa a ON byl zdrowy
      tylko urodzil sie za wczesnie (33tydz.)i jego plucka byly za slabe aby GO
      utrzymac przy zyciu.Boje sie spojrzen i wspolczucia juz wole jak nic juz nie
      mowia,bo CI co mowia to z reguly sa ciekawi co sie stalo,co poszlo nie tak-
      ciekawosc ludzi bywa naprawde okrutna.Dzisiaj mija 5tyg.od porodu i smierci
      mojego skarba(zyl tylko 17godz.)i nadal umieram z rozpaczy,dlatego bardzo bym
      Cie prosila abys mi napisala jak sobie poradzilas,czy dlugo trwal Twoj strach
      przed ludzmi?Pragne jak najszybciej zaczac starac sie o dziecko,lekarz mi
      pozwolil pod warunkiem,ze popracuje nad psychika,bo martwi sie o mnie,prosze
      napisz mi jak sobie poradzilas i czy juz zaczelas starac sie o dziecko.Czekam
      na odp. tutaj albo na gg 6305158 blagam napisz cokolwiek,bo boje sie,ze juz
      nigdy nie bede w stanie wyjsc z domu,prosze daj mi jakies wskazowki skoro
      czulas to co ja.Pozdrawiam cieplutko,pa.
      • hejjkum Re: Nie chce spotykac sie z ludzmi 27.06.05, 12:01
        hej Marzenko. ZObaczylam, ze juz tyle dni nie dostalas od Gosi zadnego znaku
        dlatego ja postanowilam Ci odpisac. Tez przechodzilam i nadal przechodze takie
        stany ... Za dwa dni minie dwa miesiace od zabiegu (przestalo bic serduszko
        mojemu Malenstwu w 9 tc) a ja zastanawiam sie dzisiaj od rana jak tu nie
        spotkac sie z kolezanka i pojutrze tez mam spotkanie, ale ja poprostu nie mam
        nic do powiedzenia nikomu. O czym ja mam pleplac, nie chce mi sie pleplac i
        odpowiadac na pytania, boje sie tego wscibstwa i niezrozumienia. Poza tym to co
        sie stalo jest tylko moje i mojego meza ta strata i zaloba jest tylko nas w
        pelni dotyka.
        Ja sobie bardzo nie radzilam po smierci mojego Maluszka i odwazylam sie 2 razy
        w tyg chodzic do psychoterapeuty (robie to do tej pory) i bralam przez 2 tyg (
        najkrotsze leczenie - lekow antydepresyjnych). Mam 1,5 roczna coreczke i
        naprawde dobrze wiem co to znaczy miec dziecko, moze dlatego tak gleboko
        przezywam smierc mojego drugiego Malenstwa. Zachecam Cie do znalezienia
        psychoterapeuty - dobrego, najlepiej kobiety i matki. To bardzo pomaga w
        przezywaniu zaloby i rozpaczy. Ja mam nadzieje, na bolaca blizne w swoim sercu.
        Poki co jest rana otwarta i krwawiaca zalem, tesknota i bolem. Mamy do tego
        prawo i wazne jest zeby sie w tym nie zap0omniec, zeby zaakceptowac to co sie
        zdarzylo - zaakceptowac jako fakt. to wszystko jeszcze przede mna, ale dbam o
        siebie i jestem dla siebie dobra, mam coreczke i kochanego meza. Wiem, mam
        nadzieje, ze ukocham bardziej ich niz moja depresje i rozpacz, ze wkoncu wyjde
        do swiata i ludzi, ze jeszcze kiedys zapragne byc w ciazy i miec drugie
        dziecko, ktore bedzie moglo pobawic sie z Majeczka. Poki co nosze w sobie
        ogromna zalobe i depresjie i poki co niech tak zostanie. Pozwalam sobie na to ,
        bo to co mnie spotkalo to jest okrotne, straszne, bolesne do granic bolu...
        Pozwol sobie na to i Ty. Sciskam Cie.
        • masztako następnym razem nic nikomu!!! 28.06.05, 22:04
          jutro mam łyżeczkownie - 3 poronienie, szkoda że powiedziałam o ciązy tak wielu
          ludziom - dziwnie się patrzą. Ciesze się, ze nie powiedziałam nic moim wrogom -
          tesciom, przynajmniej nie maja tematu do obrabiania mi czterech liter...i
          patrzenia jak na niedorozwiniętą, jak na niedorobioną, niepełnowartościową (mój
          mąż na syna z pierwszego małżeństwa, więc to co sie dzieje jest tylko moja wina
          w ich oczach)...ale moim sposobem na zabicie myśli jest praca, praca, praca,
          Kocham to co robię i działam, działam, działam po 12 -14 godzin dziennie. Robie
          wszytsko by nie myśleć, nie by zapomnieć - bo to niemożliwe, ale by nie
          zwariować, nie myśleć by nie zwariować... Po pierwszym poronieniu wylądowałam
          na lekach psychotopowych na 6 miesięcy...może teraz tak nie będzie...
          • kielbus Re: następnym razem nic nikomu!!! 29.06.05, 00:15
            Kotku bardzo Ci współczuję, ja mam dwoje dzieci i jedno poronienie za sobą ( 8
            tydz.), to było w styczniu już doszłam do siebie, ale wiem jak było ciężko.
            ciężko to przeżyć i ciężko o tym mówić, nie wiem co bardziej, a jeśli chodzi o
            teściów to nie przejmuj się zwłaszcza jeśli TY jesteś dla męża na pierwszym
            planie, u mnie niestety 11 lat po ślubie i dalej " MAMUSIA". Czasami, wiem,że to
            okropne, ale myślę, że powiinnyśmy wiązać się z sierotami. Trzymaj się i
            pamiętaj : CO NAS NIE ZABIJE TO NAS WZMOCNI
            • masztako Re: następnym razem nic nikomu!!! 01.07.05, 19:07
              juz po wszytkim...ale zgadzam sie: co nas nie zabije to nas wzmocni. Lecz
              nastepnym razem NIC NIKOMU! Na szczescie rzeczywiscie maz liczy sie bardziej ze
              mna niz z rodzicami, bo widzi ze maja chory sposob pojmowania zycia i swiata.
              ALe jak to przysłowia pszczól mówią : nieszczescia chodza parami. Wyobrazcie
              sobie ze jak po zabiegu z utesknieniem szlam do domu (bo sie wszytko
              przeciagnelo do 20.00 a za nic na świecie nie chciałam zostac w szpitalu na
              noc) to winda szpitalna mi tak przycięła palec, ze wyladowalam na chirurgii
              plastycznej (szczescie ze taka tam maja), bo prawie odcielam sobie paznokcia z
              opuszkiem palca - wiec teraz mam jeszcze prawa łapę w gipsie!!! no cóż...
              gorzej być nie może. Teraz tylko do przodu. Badania, analiza sytuacji i jeszcze
              raz...nie poddam sie chodźbym miała paść...Dziekuję Wam za wsparcie, bardzo
              dziękuję...
          • anutek_33 Re: następnym razem nic nikomu!!! 08.07.05, 15:32
            Masztako - ja też nikomu nic więcej nie powiem! A z całą pewnością rodzinie
            mojego męża. Jestem w "takiej samej sytuacji" jak Ty. Mój mąż też ma syna z
            poprzedniego małżeństwa. A to była moja pierwsza ciąża, na którą bardzo duługo
            czekałam. Pamiętam jak teść jeszcze przed ślubem zapytał mnie czy mogę mieć
            dzieci, bo jak do tej pory nie miałam. Odpowiedziałam, że tak. Teraz ... Ja
            zabieg miałam - jak na ironie losu - w dniu ojca 23 czerwca. Moje dziecko nie
            żyło, a mój mąż obchodził dzień ojca ze swoim synem. Myślałam, że mi serce
            pęknie. Jak wróciłam ze szpitala w wazonie stała jeszcze róża od syna.
            Właściwie to serce pęka mi cały czas. Boję się pierwszego spotkania z synem
            mojego męża. Nie wiem jak sobie z tym poradze, nie potrafię się jeszcze do tej
            sytuacji odnieść. W moich uczuciach panuje wielki bałagan. Z jednej strony
            cieszę się, że mój mąż ma swoje dziecko, a z drugiej - wstyd się przyznać -
            jestem zła, tylko nie wiem na co, bo jak próbję się zastanowić co mnie tak
            złości to ... trudno to nazwać. Ehhh... Pozdrawiam

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka