Dodaj do ulubionych

Sens badan po pierwszym poronieniu - dlugie...

21.01.05, 10:02
Dziewczynki kochane, chcialam sie podzielic nowosciami!

jak pisalam wczesniej, wydrukowalam sobie przed Swietami Wasza liste badan
"po" i powedrowalam do zaprzyjaznionego lekarza po porade (dodam, ze w
szpitalu uslyszalam: prosze sie nie martwic, to bylo genetyczne
niedopasowanie, bedziemy badac po trzecim razie). Pomyslalam - im wiecej wiem,
tym mi spokojniej, i latwiej bedzie z nastepna proba. Moj lekarz usmiechnal
sie tylko (ze przesadzam i nie trzeba), ale wyslal mnie na zestaw badan
infekcyjnych i kilka innych (krzepniecie, antyciala, cz.Leiden etc.)
Zrobilam na razie tylko bakterie i wirusy - i okazalo sie, ze powod sie
znalazl, i wcale nie genetyczny. Otoz przyczyna mojej straty byla
najprawdopodobniej Ureaplasma urealyticum (skad to sie wzielo, nie mam
pojecia...) i bezobjawowe zakazenie. Teraz czeka nas kuracja antybiotykowa i
bedzie mozna ze spokojem ducha starac sie o Malenstwo raz jeszcze. Niby nic
przyjemnego, ale ciesze sie niesamowicie, ze czegos sie dowiedzialam -
dodatkowa wiedza o cytomegalii (przechodzilam, sa przeciwciala!), rozyczce
(tez przechodzilam) i toxo (nie ma przeciwcial, trzeba uwazac na koty...) tez
dodaje mi odwagi. Jeszcze tylko zoltaczka (i ew. szczepienie przy braku
przeciwcial) plus prolaktyna (ciut powyzej normy). No i troche staran o
przywrocenie rownowagi w zwiazku, ale to juz inna historia i nie leczy sie
tego farmakologicznie sad
Wiecie, kiedy mysle ze moglabym przejsc przez trzy poronienia zeby sie o
powyzszym dowiedziec (i wyleczyc), ogarnia mnie wscieklosc. Mialam watpliwosci
czy to rzeczywiscie ma sens - badania nie sa tanie, a wedrowka po krakowskich
laboratoriach nie byla wcale przyjemna - ale taraz widze, ze warto, naprawde!
I zachecam te z Was, ktore sie wahaja. Moze nic nie wyjdzie, ale mysle ze
wiedzy nigdy za duzo, i latwiej to wszystko przetrwac jesli sie wie, ze
sprawdzilo sie wszystko, co bylo mozna. Juz nigdy nie chce wejsc w cos tak
waznego nieprzygotowana.
Rodzaj "pokuty" za to co sie stalo? Moze, ale jest mi teraz lepiej, czuje sie
mniej winna o caly stres i nerwy sprzed poronienia (myslalam, do tej pory, ze
to sie stalo bo za bardzo zaangazowalam sie w prace, wlozylam tyle
psychicznego i fizycznego wysilku w przygotowanie konferencji i problemy w
zwiazku - nie wiedzac jeszcze o Malenstwie). Przestaje sie obwiniac i to tez
jest wazne.

Tyle refleksji. Sciskam Was mocno i dzekuje, ze jestescie. To rzeczywiscie
jest "magiczne" forum.
Ala
Obserwuj wątek
    • mrytka1 Re: Sens badan po pierwszym poronieniu - dlugie.. 21.01.05, 10:53
      Masz absolutną rację.Mi po pierwszym poronieniu też lekarz mówił żeby się nie
      przejmować że tak sie zdarza, żadne badania nie są konieczne...Ja mu zaufałam i
      co moja długo wyczekiwana druga ciąża tez skończyła się poronieniem. sama na
      własna rekę robię po kolei wszystkie badania ( o których dowiedziałam sie z
      tego forum nie od lekarza ) mam zrobiona na razie tylko część a już wiem że: za
      niski progesteron, podwyższona prolaktyna i TSH. zmieniłam lekarza i gdy
      zapytałam o różne bardziej specjalistyczne badania po wizycie powiedział do
      mojego męża, żeby mnie pilnował żebym nie czytała internetu...
      Po prostu ręce opadają nie wiem czy zmienić znowu lekarza a może jestem
      chisteryczką?
    • zaisa Re: Sens badan po pierwszym poronieniu - dlugie.. 21.01.05, 12:45
      Och, tyle myśli na raz, że nie wiem, od czego zaczac.
      Przede wszystkim w dzisiejszych trudnych i brudnych (zanieczyszczonych)
      czasach, gdzie jest tyle poronień, maleje przyrost naturalny itd, to mam
      wrażenie, że pewne badania powinny być robione gdy się chce przygotować do 1.
      ciazy. A nie "po trzecim poronieniu". Nawet NFZ nie każe z badaniami czekać do
      trzeciego!
      Po pierwszym poronieniu (obumarcie w I trymestrze) przed nastepna ciaza
      spytalam internistki(!), jak powinnam przygotować się do drugiej. I to ona
      skierowała mnie na kilka badań, ginekolodzy na wiadomość o pierwszym poronieniu
      nie reagowali w ogole! Mimo, ze przychodzilam, bo mialam jakies plamienia to
      same, to po stosunku, to licho wie co i za soba niedomoge lutealna. Jeden
      powiedział o kwasie foliowym przed drugą ciaza.
      Żaluje, ze o wielu mozliwych badaniach dowiedzialam sie dopiero tu na forum, po
      drugim poronieniu, niestety.
      Nie rozumiem tego wszystkiego.
      Akalo - bardzo madrze zrobilas, decydujac sie na badania. Zreszta- sama to wieszsmile
      Mrytko - jakie jest oficjalne tlumaczenie Twojego wyniku hist-pat? Co z tym
      endometrium?
      Pozdrawiam Was serdecznie, dalej nie pisze, bo za duzy natlok mysli i nie daja
      sie uporzadkowacwink
      • daria1981 Re: Sens badan po pierwszym poronieniu - dlugie.. 30.01.06, 12:10
        witam serdecznie.jak z loginu wynika mam naimie Daria w lipcu 2005 stracilam w
        10 tygodniu ciazy swoje upragnione malenstwo,na domiar zlego po czyszczeniu w
        szpitalu zlapalam rzesistka,co moj lekarz tlumaczyl spadkiem odpornosci
        organizmu na infekcje.Po 3 mieisacach zaczelismy sie starac ponownie o
        dziecko,gdyz lekarz uznal ze jest wszystko w porzadku mimo moich dziwnych i
        nieregularnych miesiaczek...i tak staramy sie do dzisiaj..miesiaczki nadal sa
        dziwne i obecna jest bardzo bolesna...nie mam pojecia co mam robic..uslyszalam
        od niego wlasnie,ze tak sie zdarza ze pierwsza ciaza jest utracona,znalazla sie
        pani w tych nieszczesnych 20%,a z nastepna ciaza nie powiedziane ze tak bedzie...
      • mariuszkura.pl Re: Sens badan po pierwszym poronieniu - dlugie.. 27.10.06, 03:00
        przezywam to razem z wami.Dwa tygodnie temu bylam u lekarza prywatnie bo zalezalo mi na zwolnieniu poniewaz pracuje w szkodliwych warunkach i balam sie o dziecko.Mialam katar wiec zapisal mi amotaks antybiotyk wzielam tylko 4 tabletki bo sie balam najgorszego czulam sie dobrze.gdy poszlam teraz we wtorek okazalo sie ze dziecko jest we mnie ale juz nie oddycha.Lekarz stwierdzil ze to przez katar i ze nic na to nie poradzi.Skierowal mnie do szpitala na zabieg a ja sie czulam jakby czastke mnie rozrywal.Te malenstwo mialo 10tyg i 4 dni.Razem z mezem czekalismy na te malenstwo poltora roku nie wiem czy kiedykolwiek sie potym pozbieram.POZDRAWIAM WAS BARDZO SERDECZNIE
    • aagata4 Re: Sens badan po pierwszym poronieniu - dlugie.. 21.01.05, 14:03
      zgadazam sie z Tobą - badania trzeba wykonywac .... Ja snie nie dałam i na
      podstawie forum wykonałam kilka badan już po pierwszym poronieniu .... (na
      lekarzy nie miałam co liczyć)
      Wykryłam u siebie problemy z tarczyca i przeciwciala przeciwtarczycowe - czyli
      immunologie ...
      nie wiem dlaczego nie dostałam od żadnego lekarza encortonu .... myśłe ze to by
      mogło ochronic moja druga ciążę .... tymczasem w poniedzialek ide na zabieg ...
      nic juz ytraz nie moge zrobic ...

      jednak dobrą stroną tego zę zrobiłam te badania jest to ze wykluczylam wiekszośc
      problemów ... i dzieki temu mam juz skócona droge do maluszka ... mam nadzieję
      zę już przy trzeciej próbie sie uda ...
      pozdrawiam

      Agata
      • akala Okropnie mi przykro... 21.01.05, 14:33
        Agatko, straszne, cala ta szpitalna trauma znow przed Toba.
        Nie chce pisac, zebys byla dzielna, ale zycze Ci zebys przetrwala jakos to
        czekanie, sobote i niedziele kiedy juz nic nie da sie zmienic. I zeby otaczali
        Cie dobrzy ludzie, szczegolnie w trakcie i po zabiegu. Dobrze, ze wiesz juz
        wiecej, bedziesz mogla sie zajac immunologia i przelozyc jakos rozpacz na
        aktywne szukanie wlasciwej pomocy, biernosc i niemoznosc zrobienia niczego jest
        nie do zniesienia.

        Sciskam mocno, Ala
        • cleodark Re: Okropnie mi przykro... 21.01.05, 15:30
          Mi też jest bardzo przykro. Na razie mam za sobą 1 sad
          też lekarze podchodzą jak do statystyki, przypadku.
          Okazała się,że mam zespól fosfolipinowy oraz podwyzszone p-ciała jądrowe.
          Zaciekawiła mnie ueroplazma czy coś takiego o co chodzi??
          Jeżeli nie sprawi Wam kłopotu to opiszcie jak to się bada i cóż to takiego.
          Trzymaj się cieplutko
    • danade Re: Sens badan po pierwszym poronieniu - dlugie.. 21.01.05, 16:46
      Hej
      Ureaplasma to taka atypowa bakteria, zasiedla drogi moczowe, ale nie wyczytałam
      nigdzie, żeby powodowała poronienie, choć jak żadna bakteria nie jest mile
      widziana i może mu sprzyjać. Z jakiego materiału ją wyizolowano, tzn. czy to był
      wymaz z cewki czy z pochwy?
      I jeszcze taka mała dygresja...Z jednej strony też się chcę przebadać na co się
      da, a z drugiej... Moja babcia-góralka uznała, że czas udać się do lekarza, gdy
      jej wody płodowe odeszły..za drugim razem uznała, że lekarze to głupki i
      wystarczy położna. I wszystko było w porządku. Ja wiem, czasy się zmieniły,
      środowisko itd. Ale boję się też, że jak za bardzo będę się starać -dbać,
      leczyć, szprycować hormonami, syntetycznymi witaminami to.. nie wiem, jak to
      ująć, żeby nikomu przykrości nie sprawić..urodzę dziecko, którego Matka Natura
      nie miała w planach...Nie wiem sama. Skoro 1 poronienie tak boli, to nie chcę
      żadnego więcej...Przepraszam. Dziękuję Wam wszystkim za to forum!!
      • akala Re: Sens badan po pierwszym poronieniu - dlugie.. 21.01.05, 18:45
        Witaj, Danade,

        badanie bylo na podstawie wymazu z szyjki macicy. Co do samej ureoplazmy, to
        opis jest np. tutaj: www.poronienie.pl/bad7_6.html, a z informacja ze "no
        i chyba znalazlysmy" zaszwonila sama p. doktor ktora prosilam o skierowanie. O
        te informacje sie opieram.

        Rozumiem Twoje watpliwosci. Chodzi o to, zeby nie upierac sie przy ciazy, ktora
        z gory jest nieprawidlowa (chocby genetycznie) i nie podtrzymywac jej na sile,
        lezac, zazywajac mase lekow, itp. prawda? Przeznaczenie, boskie czy
        biologiczne... Tu kazda z nas ma prawo do indywidualnej oceny i decyzji.
        Ja nie chce przesadzac w zadna strone, ale na ogol chce wiedziec jak najwiecej o
        wszystkim co mnie porusza, a to, musisz przyznac, porusza bardzo.
        Hormonow po poronieniu nie chce, postanowilismy nie brac pigulek i czekac, az
        sie z delikatna pomoca homeopatii samo ureguluje. Lykam kwas foliowy wizolowany
        z soi i pszenicy, staram sie dobrze odzywiac, nie denerwowac, spac kiedy
        organizm sobie tego zazyczy - jak juz bede mogla wroce do plywania i tanca. Dla
        wzmocnienia systemu nerwowego i jednoczesnie odpornosci ciazy dziewczyny z
        Zappybaby Community sugeruja rowniez homeopatie: Bryophyllum. Mozna wiec bez
        syntetykow, ale Malenstwo musi miec zdrowa i spokojna mame. No tak, paskude
        ureoplazme trzeba unicestwic u nas obojga, antybiotykami. Ale o ile sie
        da - wracamy do natury.

        Ja tez sie boje, Danade. Ale trzeba miec Nadzieje, duzo Nadziei. A ja chce byc
        aktywna, nie siedziec i plakac. Mam za soba tyle dni siedzenia i plakania,
        wystarczy.

        Pozdrawiam serdecznie, Ala
        • danade Re: Sens badan po pierwszym poronieniu - dlugie.. 22.01.05, 01:23
          Dzięki za informację. Nie wiedziałam, że ureaplasma może siedzieć wyżej niż w
          pochwie... I dzięki za zrozumienie smile Nadzieję mam...gorzej z tym niepłakaniem.
          Mam nadzieję, że z chcenia bycia aktywną przerodzi mi się w rzeczywistą
          aktywność. Ech, dobrze, że tyle tu Was tu silnych i mądrych - jakoś tak
          trudniej mi się nad sobą użalać smile)
          Pozdrawiam Cię Alu i szybkiego końca wojny z ureaplasmą życzę smile
      • nusik1 Re: Sens badan po pierwszym poronieniu - dlugie.. 21.01.05, 21:40
        Moja odpowiedź jest jedna jeżeli jak to ujęłaś Matka Natura nie ma w planie
        jakiegoś dzidziusia to on pewnie się nie narodzi, nawet jeśli staniesz na
        głowie. Wszystko zależy od tego czy Ty pragniesz dziecka i co możesz zrobić.
        Ciekawe co by powiedziała Twoja babcia gdyby nie mogła donosić ciąży a miałaby
        możliwości dzięki medycynie... Jak to mówią punkt widzenia zależy od punktu
        siedzenia...
        • kingakw Re: Sens badan po pierwszym poronieniu - dlugie.. 22.01.05, 11:23
          Mnie także zmierziło na hasło, że to normalne, często się zdarza. Wzięłam
          sprawy w swoje ręce i porobiłam badania. Wyszły oki, a ja dzięku temu jestem
          spokojniejsza i nie żałuje wydanych pieniędzy. Spokój to też jedna z korzyści w
          przyszłej ciąży. Hmm... nie raz zastanwiam się jak to możliwe, że na wsiach
          kobiety zasuwaja w polu do porodu i rodzą zdrowe dzieci. Ale wniosek jest
          jeden. Żyjemy w innych czasach i w innym środowisku. Alergie dopadające
          dorosłych, zawały w młodym wieku, poronienia, o których słychać coraz częściej,
          wszystko z powodu tempa i stresu w jakim przyszło nam żyć. Nasze babcie rodziły
          w zupełnie innym świecie. Moja np urodziła piersze dziecko w wieku 41 lat,
          zdrowe...mojego tatę. A dziadek miał wtedy 66 lat!!! Więc nie dziwmy się,
          musimy inaczej podchodzić do tego i to jest normalne. Nie zalecam przesadyzmu w
          badaniach, ale jeżeli ma to przynieść spokój, to dlaczego nie. Buziaki...
          • nusik1 Re: Sens badan po pierwszym poronieniu - dlugie.. 22.01.05, 14:36
            Wiesz co tu pisać... każda z nas ma różne doświadczenia. Zaczynam się coraz
            bardziej irytować. Nie wiem co to znaczy zaufanie do lekarza zaliczyłam ich
            tylu że niedobrze mi sie robi. Wierzę w to co podpowiadają dziewczyny na forum.
            Lekarze u których byłam i ich nie polecam są na liście dobrych lekarzy. To
            podejście jest subiektywne, wszystko zależy od tego co jest przyczyną u
            konkretnej pacjentki. Zrobilam masę badań została mi tylko immunologia ale nie
            mogę sobie na to pozwolić ze względów finansowych. Ci wspaniali lekarze nie
            zasugerowali nawet co mogłabym zbadać. Mi wyszła cytomegalia ale
            kolejni "dobrzy" lekarze mówili że nie trzeba tego badać... kazali starać się o
            dzidzię i co!!! Zaczęłam starania we wrześniu, coś mi jednak mówiło zmień
            lekarza przebadaj jeszcze coś... Potem musiałam odczekać trzy miesiące aby ją
            powtórzyć, na szczęście IgM jest już ujemne. W miedzy czasie zbadałam genetykę,
            zrobiłam HSG, teraz jestem spokojniejsza. Nie wyobrażam sobie jak przeżyłabym
            kolejne poronienie. Badanie kosztowało tylko 22 złote oczywistym jest że nie
            przedkłada się to na cierpenie spowodowane poronieniem. Czy to jest argument
            żeby sie badać. Wydaje mi się że można to zostawić bez komentarza... Cieszę się
            że są tu dziewczyny które namawiają do badań i podpowiadają jakie zrobić. Jest
            jeszcze jedna rzecz którą chciałam się podzielić. Bo ufałam lekarzowi. Zbadałam
            prolaktynę miałam górną granicę normy, nie mogłam zajść w ciążę. A lekarz też
            nic nie powiedział. Dowiedziałam się z forum, że mimo wszystko jest za wysoka,
            dobrze że inny zalecił bromka. Ale to było już po fakcie... Wypowiadałam się
            już nie raz na ten temat. Nie mówię żeby szaleć. Kinga zgadzam się z Tobą, mam
            dokładnie takie samo podejście. Decyzję pozostawiam zawsze dziewczynom nie
            namawiam. Piszę a każda z dziewczyna niech się zastanowi przemyśli i robi jak
            uważa. Lepiej się uczyć na cudzych błędach... Pozdrawiam
            • danade Re: Sens badan po pierwszym poronieniu - dlugie.. 22.01.05, 15:06
              Masz rację nusik z uczeniem się na cudzych błędach, fakt. Dla mnie jest jeszcze
              coś- jeśli przebadam się, wszystko "ponaprawiam" i potem poronię, to chyba mnie
              szlag trafi...pewnie nie potrzebnie gdybam tak, ale to wszystko jest jeszcze dla
              mnie bardzo świeże, czekam na 1@ po zabiegu...no i nie potrafię tak jak Ala
              uczciwie powiedzieć, że przestaję się obwiniać. Wiem, że to nie moja wina no ale
              może jednak? Zaufania nie mam nie tylko do lekarzy, ale i do medycyny w ogóle.
              Niedawno ktoś na zajęciach mi mówił, że cytomegalii jest tyle typów, że pewnie
              te badania nie mają sensu, bo wykrywają jeden, a innymi można się zakażać
              jeszcze raz i jeszcze kolejny. Poza tym, to jak z np. szczepieniem p/grypie?
              Przecież wiadomo, po grypie można poronić. I wiadomo, że szczepienia mało dają.
              I wiadomo, że nie da się uniknąć kontaktu z zagrypionymi. No i jeszcze coś. W
              grudniu urodziła moja koleżanka z dawnej klasy. Urodziła zdrowego chłopaka,
              którego nie chciała, imprezowała nawet po odkryciu, że jest w ciąży...Paliła
              "mniej niż przed ciążą". A ja wyremontowałam zęby, łykałam od sierpnia kwas
              foliowy, cały zeszły rok biegałam, basen. Cytologia, chlamydia, różyczka, toxo.
              Przestałam chodzić do zadymionych knajp zaraz po ślubie, po którym zaczęliśmy
              starania. Zdrowy tryb życia, hehe. No i mamy Aniołka...Wiem, że większość z nas
              tutaj tak miała. Ale mnie to gryzie, że tej koleżance zazdroszczę, unikam jej(co
              na szczęście nie jest trudne). Trochę namieszałam, jak zwykle, ale pewnie i tak
              zrozumiecie, o co mi chodzi, lepiej niż ja sama smile Pozdrawiam. Aha, i tak
              zamierzam zrobić cytomegalię, heh.
              • nusik1 Re: Sens badan po pierwszym poronieniu - dlugie.. 23.01.05, 00:00
                Hmm tak to prawda nikt mi nie da 100% gwarancji że następnym razem mi się uda.
                Tyle, że chciałabym mieć czyste sumienie... że zrobiłam co w mojej mocy. Nie
                chciałabym mieć sobie do zarzucenia czegoklowiek, chyba nie umiałabym sobie
                wybaczyć. To dla mnie bardzo ważne. Po pierwszym poronieniu zaufałam lekarzowi,
                nie miałam żadnej wiedzy na temat poronień i ich przyczyn, ale wiem na pewno że
                gdybym cokolwiek wiedziała to zrobiłabym wszystko aby uniknąć kolejnej porażki,
                która mnie bardzo dużo kosztowała. Straciłam chęć do życia, dochodziłam do
                równowagi cały rok. Miałam wyrzuty sumienia że nic nie zrobiłam i świadomość że
                nie miałam wiedzy wcale mi nie pomogła. To tyle moich wypocin. Pozdrawiam i
                życzę więcej szczęścia.
    • zaisa Do Ali-akali - pytanie 23.01.05, 00:32
      "Lykam kwas foliowy wizolowany z soi i pszenicy,"
      Czy mogłabys podac nazwe preparatu i producenta?

      "Dla wzmocnienia systemu nerwowego i jednoczesnie odpornosci ciazy dziewczyny z
      Zappybaby Community sugeruja rowniez homeopatie: Bryophyllum. "
      Tez prosze o nazwe producenta.
      Dzieki.

      • akala Re: Do Ali-akali - pytanie 24.01.05, 13:41
        Zaisa, Co do Bryophyllum, to zbieram jeszcze ciagle informacje - jak juz bede
        miec cos wiecej, przetlumacze i przysle tutaj, bo wyglada to interesujaco.
        Skonsultuje to wczesniej jeszcze z kolezanka - farmaceutka. Moje kapsulki z
        kwasem foliowym produkuje firma Wellness z Wiednia, sprawdze wieczorem dokladne
        dane z ulotki. Przepraszam, ze malo szczegolow, ale nie mam tego przy sobie
        (ach, internet w godzinach pracy...)

        Wiesz, Nusik, to co napisalas o zrobieniu wszystkiego, co mozna - jakbym
        slyszala sama siebie, tak wlasnie dokladnie to czuje. Zeby miec jak najmniej
        sobie to zarzucenia, a co ma byc, to i tak bedzie. Chce miec przynajmniej
        swiadomosc ze probowalam.

        Danae, to nie tak, ze calkiem pozbylam sie poczucia winy (w koncu to zakazenie
        to jakas pamiatka z przeszlosci, mojej lub mojego mezczyzny) - tylko uwolnilam
        sie od przekonania ze sama to sobie sciagnelam na glowe, bo wlozylam wszystkie
        sily fizyczne i psychiczne w prace, a konkretnie w organizacje konferencji na 80
        osob, i braklo mi odpornosci. Bylam w tym calkiem sama, od uzerania sie z
        partnerami o przebieg i agende, przez wszystkie rozmowy i negocjacje, kontrakty
        etc. az do noszenia pudel z materialami i sprzetu. Moj profesor siedzial w tym
        czasie w RPA i przesylal maile z pozdrowieniami. To byly wlasnie te dwa miesiace
        mojej ciazy, o ktorych nie wiedzialam, bo w koncu pazdziernika mialam jeszcze @,
        a potem nie mialam sily myslec o tym, ze sie spoznia i dlaczego (choc zrobilam
        test, ale wyszedl strasznie bledziutki i juz po 3 min., wiec uznalismy to za
        pomylke). Pracowalam po 13 - 14 godzin na dobe i mialam wszystkiego szczerze
        dosc - prawie marzylam o tym, zeby sie rozchorowac, wyladowac w szpitalu i juz
        nic "nie musiec". Wszyscy by sie nade mna uzalali i opiekowali... Konferencja
        skonczyla sie 4.12, 5.12 zrobilam powtorke testu - a 6.12 rano bylam juz na
        izbie przyjec - wiec czy to co sie stalo nie byla bezposrednia odpowiedza mojego
        organizmu na te mysli sprzed konferencji?! Wiec to moja wina, jasne i proste.
        To przekonanie mnie po poronieniu zzeralo i nie dawalo spokoju - i naprawde ten
        pozytywny wynik ureoplazmy zmienil ogromnie duzo. Dlatego napisalam ten list, bo
        nagle zrobilo mi sie jasniej i lzej na sercu. Przeszlo mi to okropne otepienie -
        ochrona przed piekielnymi wyrzutami sumienia - i chyba weszlam w jakis nowy
        etap, znow chce mi sie zyc i rozmawiac z ludzmi. Wrocilam na uczelnie i
        porzadkuje sprawy z grudnia, a wczesniej na sama mysl o projekcie wracalo do
        mnie wszystko i bylam bliska rzucenia pracy, bo to tez byl jeden wielki wyrzut
        sumienia.
        Przepraszam, ze tak sie rozpisuje, nazbieralo mi sie.
        Pozdrawiam Was wszystkie mocno!
        Ala
        • danade Re: Do Ali-akali - pytanie 24.01.05, 19:34
          Witaj
          i nie przepraszaj, że się rozpisujesz - dzięki. Zrozumiałam to jakoś inaczej,
          dzisiaj nawet nie wiem, jak smile Miałam o tyle podobnie, że uznałam, że mogę uczyć
          się jeździć na nartach - choć w sumie nie przewracałam się, to obawiałam się
          potem, że to jednak stało się przez te narty. Ulżyło i mi i mężowi, który na te
          narty mnie namawiał, gdy okazało się, że to złe stało się przed naszym wyjazdem.
          I o tyle inaczej, że nie mogłam usprawiedliwiać się niewiedzą o ciąży-
          staraliśmy się o nią, więc już w dniu spodziewanej miesiączki wiedziałam, że
          jest. Teraz ja zaczynam się rozpisywać...jakoś dobrze mi to robi, w
          przeciwieństwie do mówienia. Porządkuję sobie a nie tylko rozklejam.
          Pozdrawiam
          Dana
          • aniao3 takie mysli rozne - rozniaste... 24.01.05, 21:06
            Ech dziewczyny, nie przepraszajcie, ze sie rozpisujecie, ze czasem lzy kapia
            wam na klawiature, ze nie mozecie patrzec na kobiety w ciazy i reklamy z
            maluszkami, ze jest wam zle i do d... To jest nie tylko normalne, ale tez
            konieczne, by moc znowu uwierzyc w swoje macierzynstwo.
            Starajcie sie byc dobre dla siebie - wiem co mowie, bo po poronieniu i po
            utracie blizniaka a potem po stracie jego/jej siostrzyczki wiedzialam ze musze
            sie wyplakac - i dawalam sobie na to przyzwolenie. To mi naprawde pomoglo.

            A co do tych tekstow ze kiedys sie w polu rodzilo... Ano rodzilo: na 10 dzieci
            do piatych urodzin dozywalo czasem polowa, czasem mniej, czasem wiecej. O
            poronieniach sie nie mowilo - bo nie bylo testow, wiec najpierw traktowano to
            jak spozniona miesiaczke (tak do 9-10 tc pewnie nawet) a potem - coz, "poszlo
            to i chlipac nie ma co" - bo to i wstyd, i moze kara? Wiec na wszelki wypadek -
            tematu nie bylo. A martwe dzieci rodzily sie od dawna, od zawsze.

            Wiecie - dopiero teraz gdy zwracam na to uwage to widze (tez w historii!!!) iel
            tego bylo. Krolowa Bona stracila synka w 6 mies. ciazy. Syna!!! Przyszlego
            krola! To byla tragedia dla calego dworu, choc publicznie nie wolno bylo o tym
            mowic. Jacqline Kennedy urodzila martwe dziecko w czasie gdy jej maz prezydent
            oddawal sie milosnym podbojom na Florydzie. Annie Lenox dla swego martwo
            narodzonego synka napisala cudowna piosenke "Angel"... A brukowce scigaly
            Nicole Kidman po poronieniu pytajac jak sie czuje... I zdziwilybyscie sie ile
            kobiet z ktorymi rozmawiam: w mediach, w reklamie, biznesie - kobiet pieknych,
            spelnionych zawodowo, finanosow, czesto nawet i rodzinnie - przezylo takie
            tragedie. Tylko tych 10-15 lat temu o "takich rzeczach" nie wolno bylo mowic -
            wiec nie mowily. A koszmar jaki przeszly - siedzi w nich do dzis, bo nie mialy
            forum by sie wygadac, wyplakac i powspierac....

            Wiec - nie my jedne... I nie myslcie, ze jak ktoras z nas wyglada na taka
            bardziej dzielna, poukladana "ach tak, to byla tragedia, ale juz sie
            podnioslam" to ze i ona nie ma dolow, i napadu zalu i rozpaczy. To tez normalne.

            Ale oczywiscie po jakims czasie, gdy juz ten zal sie jakos oswoi i "przerobi" w
            sobie - trzeba zaczac powoli wracac do siebie, do zycia i do swoich marzen. Bo
            jest takie niebezpieczenstwo - ze tragedia tlumaczymy wszystkie swoje dalsze
            problemy i niepowodzenia, ze chowamy sie przed zyciem za tragedia i to wtedy
            nie jest dobre.

            Pewnego pieknego dnia podejmujemy decyzje, zeby jednak sprobowac i w koncu
            udaje sie zobaczyc dwie kreseczki na tescie smile
            I nie, nie obiecuje wam ze bedzie latwo.
            Ja przez cale moje dorosle zycie nie mialam takich psychicznych zjazdow jak w
            pierwszym trymestrze obecnej ciazy. Ale... smile
            Maluszek wlasnie skonczyl 34 tygodnie. Jest banalnie nudnym medycznie
            przypadkiem smile)) Czego i wam z calego serca zycze...

            Sciskam was bardzo, bardzo mocno
            anka
            • akala Kwas foliowy i inne 24.01.05, 22:42
              Trudno uwierzyc, ze kiedys bylam na biol-chemie i powaznie namawiano mnie na
              medycyne... crying Wlasnie zorientowalam sie, ze cos co przez dluzszy czas lykalam
              jako kwas foliowy wcale nie jest wit.B9, tylko E! Zaisa, dziekuje,
              wyprowadzilam sie z bledu sprawdzajac dla Ciebie detale producenta! Wiec to
              cos, co uznalam za odpowiednik foliku to naturalna wit.E wypreparowana z
              pszenicy i soi... ech, wstyd.

              Tak mi sie przypomnialo, Tracy Chapman napisala kilka lat temu niesamowita
              piosenke - cytuje ponizej. Nazywa sie "The Only One" i wydaje mi sie, ze Tracy
              tez nalezy (duchowo) do naszego grona.

              She was the only one
              Of my flesh and blood
              Now I have no calling
              I can do no worldly good

              I sit silent
              I sit mourning
              I sit listless all the day
              I've mostly lost the voice to speak
              And any words to say except
              Does heaven have enough angels yet?

              I've gone hard
              And I've gone cold
              I can't make the piece of this cracked life fit
              Please forgive me for wanting to know
              Does heaven have enough angels yet?

              Together oh together
              No there'll be no more of that
              But I would not dare for myself to ask
              Does heaven have enough angels yet ?

              She was the only one
              Of my own flesh and blood
              Sometimes I hear her calling
              Straight from the house of god

              Dobranoc, i spokojnej nocy.
              Ala
      • akala Badania w Krakowie - dla Challanger 07.02.05, 11:01
        Witaj,
        przepraszam ze nie odpowiadalam wczesniej, dopiero co wrocilam z urlopu.
        Jesli nadal potrzebujesz informacji: sama robilam badania w Katedrze
        Mikrobiologii UJ (ul. Czysta 18) - na rozyczke, toxoplazmoze, listerioze,
        mykplazmy i ureaplazmy, chlamydie, Streptococcus, ocene flory bakteryjnej w
        skali Nugenta i cytomegalie. kosztowalo mnie to wszystko 433 zl. Skierowanie nie
        jest niezbedne o tyle, ze i tak musisz za wszystko placic sama - z drugiej
        strony przydatne, bo np. na chlamydie czy cytomegalie jest duzy wybor badan, a
        trzeba dokladnie wiedziec, ktore zrobic.
        Poza tymi juz wykonanymi, dostalam sugestie zbadania antycial zoltaczkowych,
        antyfosfolipidowych i krzepniecia. I jeszcze czynnik Leiden. To juz w Szpitalu
        Kolejowym (?) na Olszanskiej. Mysle, ze te wczesniejsze badania tam tez mozna
        zrobic, i chyba jest troche bardziej "cywilizowanie" - co do cen nie mam
        niestety pojecia.

        Pozdrawiam serdecznie, Ala
    • aniaad Re: Sens badan po pierwszym poronieniu - dlugie.. 22.01.06, 12:22
      cześć dziewczyny chcę się również z wami podzielić swoimi
      doświadczeniami.Jestem po 2 poronieniach i tak jak wy bardzo to przeżyłam . Po
      pierwszym nie mogłam sobie wytłumaczyć co się mogło stać gdyż do 1 usg czułam
      się bardzo dobrze a jak się okazało ciąża była obumarła no i niestety
      zakończyło się zabiegiem .
      postanowiłam póść do znanego lekarza i poradzić się co dalej. Lekarz zlecił
      badanie toxo. cytomegalia , różyczka i wszystko wyszło ok.
      Po półrocznej przerwie znowu zobaczyłam na teśćie 2 kreski i wielka radość.
      Lecz nie trwała długo w 9 tygodniu okazało się że jest pusty pęcherzyk płodowy
      i niestety 2 zabieg i pytanie dlaczego to znowu ja co się mogło stać? Przy
      kolejnej wizycie u lekarza usłyszałam że należy zrobić badanie na przeciwciała
      kardiolipidowe( niestety wynik był nisko pozytywny) Następnym badaniem była
      laparoskopia i histeroskopia i okazało się że mam cystę w jamie macicy i
      torbiele na prawym jajniku( co zaostało usuniętę). Pomimo wszystko dalej
      szukałam i zadawałam sobie pytanie czy wykoanywać jeszcze inne badania.
      Zapytałam lekarza i jeszcze zlecił badania na przciwciała limfocytotoksyczne u
      mnie i u męża (jest to kosztowne badanie około 700 zł) ale wszystko było ok!
      Teraz od drugiej ciąży minął już rok a ja wciąź jestem niepewna chociaż lekarz
      twierdzi że nie widzi już przeszkód i żeby starać się o dzidziusia bo przy
      przeciwciałach kardiolipydowych podaje się heparynę i powinno być ok.
      Pozdrawiam i życzę wam i sobie również że dla nas też zaświeci kiedyś słońce.
    • kaska921 Re: Sens badan po pierwszym poronieniu - dlugie.. 23.01.06, 22:27
      Czytam własnie różne wypowiedzi na temat robienia badań po poronieniu i myślę
      sobie -dziewczyno jaka ty jesteś naiwna-niestety wstyd się do tego przyznać
      jestem lekarzem całe szczęście nie ginekologiem,ale wydaje mi się że powinnam
      inaczej na to wszystko patrzeć i jakoś szybciej reagowac. A ja -po pierwszym
      poronieniu uwierzyłam gin- to się zdarza,trzeba próbować,po co badania-
      uwierzyłam i po drugim poronieniu do tej pory nie mogę przeboleć, że tak to
      wtedy zostawiłam ,a może byłoby inaczej.RÓBCIE BADANIA.Ze względu na stosunkowo
      łatwy dostęp do sław z którymi miałam zajęcia wiem , ,ze oprócz tych
      badań,które na forum są powszechnie wymienianetrzeba też zrobić p/ciała p/w
      plemnikowe i p/w łożyskowe,a w badaniu nasienia bardzo przydatny jest test
      potrójny.Trzymajcie się i jestem pewna, że nam się uda.Psychika i wiara,że
      zrobiłyśmy prawie wszystko naprawdę pomaga-bo połowa sukcesu "leży w głowie"
        • 0ola0 Stracilam To co najbardziej kochalam!!! 26.05.06, 16:27
          Cieszylam sie ciaza jak niczym nigdy!!! To byla planowana i upragniona ciaza.
          Swiadomosc tego, ze nosze w sobie moje Malenstwo dawala sily checi do zycia.
          Poszlam na wizyte kontrolna w 13 tyg. ciazy i w przychodni pojawilo sie
          plamienie, a wczesniej nic mi nie bylo i czulam sie swietnie. Lekarz mnie
          zbadal, niby wszystko wydawalo sie ok., ale dla pewnosci zrobil USG. Pokazal mi
          mojego Skarbusia, a ja poprosilam o zdjecie, on ze smutkiem na twarzy
          powiedzial, ze Malenstwo ma nadal 8,2 mm (tak, jak przy pierwszej wizycie)i,
          ze... jego serduszko nie bije prawdopodobnie od miesiaca!!! W tym momencie
          swiat przestal dla mnie istniec, zycie zupelnie stracilo sens... Tak bardzo
          pokochalam juz moja Fasolke!!!! Wrocilam do domu, wylalam morze lez...i
          spedzilam ostatnia noc z moja ukochana Dzidziunia. Nie spalam cala noc,
          glaskalam brzuch, mowilam do mojego Malenstwa i nie moglam uwierzyc, ze moja
          Nadzieja jest martwa. Nastepnego dnia pojechalam do szpitala.Zaaplikowano mi
          tabletke na wywolanie porodu i czekalam tak do wieczora wiedzac, ze wraz z
          wyplywajaca ze mnie krwia i skrzepami uchodzi ze mnie moje malutkie Żyćko!!!
          Boze! Nikomu nie zycze tego bolu serca, tego zalu! Wieczorem przyszli po mnie
          na zabieg...mialam zupelna pustke w glowie... nie balam sie zupelnie tego co
          beda ze mna robic, ale tego co zrobia mojemu Dzidziulkowi...zasnelam... zrobili
          co mieli... a ja czulam sie bezradna i bezsilna... plakalam, bo wiedzialam, ze
          nigdy nie spelnia sie moje marzenia o pierwszym spotkaniu z dzieckim, ze nigdy
          nie powiem mu jak bardzo je kocham, ze nie urodze i nie poloza mi go na
          piersiach, ze nigdy go nie przytule, nie pocaluje..., ze4 nie bede mogla sie
          nim cieszyc! Mysli zwyczjnie zzeraly mi mozg! Boli caly czas i bedzie bolalo
          juz zawsze. Pojde na pogrzeb, pozegnam sie z moim Malenstwem i chce zaczac
          probowac dalej, chociaz strasznie boje sie kolejnego rozczarowania. Nie wiem
          czy dalabym rade przejsc znowu przez to wszystko... chyba nie...ale nadal
          pragne dziecka jak niczego na swiecie...chociaz to nie bedzie juz to
          pierwsze...ale chce dobrze przygotowac sie do nastepnej ciazy i chce kochac to
          drugie jeszcze bardziej (choc nie wiem czy mozna kochac mocniej). Nie wiem co
          robic...potrzebuje kogos kto mi pomoze, kto szczegolowo potrafilby mnie
          ukierunkowac...napisac co mam zrobic, jakie badania przejsc. Dzisiaj w nocy
          zaczelam krwawic i mialam straszny bol brzucha, nie wiem czy to normalne czy
          biec z tym do lekarza. Kochane wy przez to przechodzilyscie nie raz moze ktoras
          z Was podpowie,nie wiem...blagam o jakakolwiek pomoc...Dziekuje z gory i
          wszystkie Was serdecznie pozdrawiam!
          • syls1 Re: Stracilam To co najbardziej kochalam!!! 26.05.06, 16:41
            Kochana, strasznie mi przykro.Wiem dokładnie co przeżywasz i nie jesteś
            osamotniona w tych przeżyciach.
            To co mogę Tobie poradzić z własnego doświadczenia to idź na pierwszą kontrolna
            wizytę do swojego lekarza (dobrego mam nadzieję !) i poproś o "diagnozę".
            Zróbcie listę badań jakie powinnaś wykonać i zajmij się tym. To mi pomogło w
            walce z bólem po stracie. Badania, szukanie przyczyny, myśl o kolejnej, zdrowej
            i szczęśliwej tym razem ciąży.
            Szukaj też pocieszenia wśród przyjaciół. Im czasami jest łatwiej się wygadać i
            wypłakać niż rodzinie i mężowi. Płacz ile chcesz, ale bądź silna dla swojej
            kolejnej ciąży i dbaj o siebie.
            pozdrawiam gorąco i trzymam kciuki
            • agusiaimiki Re: Stracilam To co najbardziej kochalam!!! 18.06.06, 21:21
              Własnie jestem po zabiego jak to pielegniarka ujełą usuniecie resztek a
              przeciez to była moja dzidzia, byłą to pierwsza ciąża. Byłąm w 8 tygodniu, gdy
              zrobiłąm test kilka tygodni wczesniej byłąm tak szczesliwa że trąbiłąm na prawo
              i lewo że bede miałą dziecko nigdy nie myslałam ze moze mnie to spotkac, a
              jednak. Jest mi żle, myslałam ze z dnia na dzien bedzie lepiej ale tak nie
              jest. Jak z tym zyc.
          • agulka1001 Re: Stracilam To co najbardziej kochalam!!! 26.05.06, 16:44
            Ola,jestem z Tobą!stracilam moje cudo 2,5tyg temu!tez szukam drogowskazu!czytam
            o badaniach,ale ciagle jestem zielona!zrobilam sobie liste tych badan i chce
            skonsultowac z lekarzem...a kiedy to sie stalo??jesli chodzi o krwawienie po
            utracie (zabiegu),to bardzo roznie trwa,są rozne posty,poszukaj!ja np mialam
            lekkie krwawienie przez 8dni,potem 2dni zółtego plamienia i koniec!ale
            dziewcyzny pisaly,ze mialy krwawienie nawet 2 tyg,wiec nie ma reguly!jesli nie
            krwawilas,a nagle zaczelas,to przyczyną moze byc to,ze cos jeszcze
            zostalo...jesli masz wątpliwosci,bole brzucha,to idz do lekarza,zaufanego!bede
            sie odzywac!poydrawiam Cie...
          • zaisa Re: Stracilam To co najbardziej kochalam!!! 27.05.06, 06:48
            Oolu, bardzo mi przykro. Mocno Cię przytulam.
            Ile minęło od zabiegu? Jeśli dopiero co, to krwawienie jak najbardziej może być
            i niestety ból też - macica się obkurcza a jednocześnie - jest od środka rana,
            która musi sie zagoić. Jeśli jest to po przerwie - już nie było takich objawów
            przez jakiś czas lub ból jest zbyt silny czy utrzymuje się dłużej - zgłoś się do
            lekarza, ew. na izbę przyjęć - trzeba się upewnić, czy nie ma jakiegoś stanu
            zapalnego.
          • cynka5 Re: Stracilam To co najbardziej kochalam!!! 19.01.07, 11:14
            Po półtorarocznej walce o ciążę zobaczyłam w końcu dwie kreseczki na teście.
            Nie mogłam w to uwierzyć! Gdyby nie wcześniejsze problemy rozpaplałabym
            natychmiast wokoło o swoim szczęściu. Jednak ta wcześniejsza walką o ciążę
            nauczyła mnie trzymać język za zębami. I całe szczęście, bo o tym co stało się
            dwa tygodnie temu wolołabym nie rozpowiadać wokoło.
            Mój aniołek miał 11 tygodni i nadal nie mogę o tym spokojnie myśleć i mówić. A
            raczej do tej pory starałam się jak najmniej o tym myśleć. Trudno ubrać w słowa
            to co czuję. Naturalne zajście w ciąże nie jest możliwe w moim wypadku, więc
            wszystkie starania są wspomagane. Kiedy już mieliśmy z mężem nadzieję na
            szczęśliwe zakończenie pojawiła się wiadomość - ciąża obumarła. Nie było
            żadnego krwanienia ani innych obiawów. Dopiero po tej wiadomości uświadomiłam
            sobie, że chwilę wcześniej przestały mnie boleć piersi. Byłam w takim szoku, że
            nawet nie zapytałam lekarza dlaczego? Nie mogłam spać całą noc a pobyt w
            szpitalu był koszmarem - remont pomieszczeń więc w pokoju leżałam z trzema
            ciężarnymi dziewczynami, które czekały na rozwiązanie sad
            Jeszcze trudno mi o tym pisać, ciągle wydaje mi się, że to nie może być prawda.
            Co ja takiego zrobiłam, dlaczego to spotkało mnie? Nie mogę o tym pisać, bo
            lecą mi łzy jak grochy, a jestem w pracy.
            Po przeczytaniu tego postu muszę się jednak zastanowić czego nie zrobiłam, by
            temu zapobiec. Właśnie wydrukowałam listę badań i bez względu na to co powie
            lekarz zamierzam skorzytać z Waszych rad i część z nich zrobić. Nie wiem jednak
            jak szybko mogę się za to zabrać. Przecięż, o zgrozo, po poronieniu jesteśmy
            przez 6 tyg. w połogu! A wtedy ponoć lepiej nie wykonywać badań, bo nie są
            miarodajne. Zresztą jeszcze tydzień będę czekać na badania hist-patol. i
            dopiero mam się udać do kontroli. Wolałabym jednak być przygotowana i gotowa do
            walki o skierowania na te badania.
            Może podpowiecie kiedy zacząc te badania i dzięki dziewczyny, że tu jesteście.
            Jakoś raźniej razem smile
            Pozdrawiam
          • radiana Re: Stracilam To co najbardziej kochalam!!! 30.08.07, 20:31
            ja jutro też będę przechodzić to co Ty (10 tydzień ale obumarło w
            szóstym).Jest mi smutno ale życie się nie kończy wciąż mamy szansę i
            nie można tego roztrząsać bo nie ułatwia to powrotu do normalności a
            o to tu przecież chodzi żeby jak najszybciej dojść do siebie i być
            zdrowym dla nowego życia które być może już wkrótce zagości w
            naszym. Im szybciej zdasz sobie sprawę że robisz to również dla
            swojego przyszłego dziecka tym lepiej.Uwierz mi że teraz jest mi
            bardzo ciężko ale musimy myśleć w ten sposób i nie wolno nam
            rozczulać się nad sobą to napewno nie pomaga.Trzymam kciuki za
            ciebie a jutro po zabiegu zaczynam wszystko od nowa z nadzieją że
            tym razem się uda.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka