nadzieja

23.01.05, 21:11
Moja koleżanka poroniła dwa razy (dwie pierwsze ciąże ostanio się
dowiedziałam). Po drugim poronieniu robiła tylko podstawowe badania na toxo i
różyczkę i z duszą na ramieniu próbowała dalej. I udało się jest mamą 2
cudownych dzieciaków synka i córeczki. Ciąże i pierwsza i druga w małych
odstępach czasu przeszła bez większych probelmów. Nie warto się poddawać
nawet jeśli nadzieja słabnie bo bycie mamą to najcudowniejsza rzecz w życiu.

Pozdrawiam
Baśka mama 3 letniego synka i 9 tyg. Aniołka
    • margonik Re: nadzieja 25.01.05, 16:58
      Moja koleżanka urodziła w 9 miesiącu zniekształcone dziecko, które nie przeżyło
      nawet jednego dnia (nie pokazali jej nawet tego dziecka). Ból był ogromny, ale
      otrząsnęła się po nim. Zaszła w kolejną ciążę i urodziła ślicznego zdrowego
      chłopczyka. Krótko później kolejna ciąża i śliczna zdrowa córeczka!
    • grach wiara w sukces źródłem bolesnych rozczarowań 26.01.05, 17:07
      Ja mam inny pogląd na tę sprawę. Pewnie większość z Was się z tym nie zgodzi, ale w moim przypadku się doskonale sprawdza.
      Kiedy zakładam pozytywny przebieg sprawy, staram się odrzucać i nie myśleć o najgorszym, wtedy to się zdarza. Moje marzenie, moje piękne wizje padają w gruzach i ciężko potem sobie poukładać życie na nowo.
      Kiedy zakładam najgorsze opcje tzn. dopuszczam najgorsze scenariusze zdarzeń los staje się łaskawy i nic takiego złego mnie nie spotyka.
      Właśnie moja teoria kolejny raz się sprawdziła, chyba najboleśniej w moim życiu jak dotąd - stąd moje słowa na tym forum.
      Parę dni temu poroniłam - 7 tc. Byłam tak szczęśliwa, że jestem w ciąży, że zapomniałam o okrutnych statystykach poronień, podzieliłam się dobrą nowiną z wieloma osobami. Moją czujność zmylił fakt, że mam już zdrową córeczkę 3 letnią, i że w poprzedniej ciąży nie miałam żadnych problemów, mimo dużej aktywności fizycznej. Miałam nawet przeciwne kłopoty - z porodem , bo szyjka nie chciała się rozwierać.
      Pamiętam za to, że w pierwszej ciąży po lekturach wielu książek o zagrożenia na różnych etapach ciąży, trzymałam wszystko w tajemnicy przed rodziną do 3 miesiąca - aby nie zapeszać. No i wszystko się udało.
      Teraz trudno mi się pozbierać. Ciągle musżę uświadamiać sobie na każdym kroku, że nie jestem już w ciąży i przypominać całą tragedię od nowa np. idąc na zakupy (nie kupuj za dużo ciuchów, bo niedługo się w nie zmieścisz), jedząc coś (czy to nie zaszkodzi dzidziusiowi), myśląc o wakacjach (latem z dużym brzuchem najbezpieczniej będzie w kraju), kupując i urządzając nowe mieszkanie (gdzie postawimy łóżeczko) rozmawiając z koleżanką (co tam słychać)itd.
      Po co ja o tym wszystkim myślałam, marzyłam, czemu byłam taka głupia.
      Czy nie lepiej założyć najgorszy scenariusz i zaakceptować swoje życie, pogodzić się z nim. Oczywiście nie przeczę - należy próbować, walczyć, leczyć się badać - ale mieć na uwadze, że może się nie udać. Nie wierzyć ślepo i nie marzyć, bo to tylko może nas boleśnie rozczrować.
      Postanowiłam, że nie będę planować przyszłości, roztaczać wizji w któej mam 2 dzieci lub więcej. Co oczywiście nie oznacza, ze jak miną 3 miesiące nie zacznę się starać. Już bym najchętniej zaczęła. Nie można się poddawać, gdy istnieją szanse, ale nie wierzyć ślepo w sukces i nie dopuszczać myśli, że może się nie udać.
      • margonik Re: wiara w sukces źródłem bolesnych rozczarowań 26.01.05, 18:15
        Ja od początku miałam takie nastawienie, że bardzo wiele ciąż się roni i to, że
        jestem w ciąży, to jeszcze nic pewnego, że nie sztuka zajść w ciążę, trzeba
        jeszcze donosić itd. Wciąż powtarzałam to swojemu mężowi, że nie możemy się
        nastawiać, że to dziecko będzie na 100% itd. A jednak dopadła mnie ta nadzieja.
        Ha, określenie "kobieta przy nadziei" jest tu bardzo trafnym terminem. Czytałam
        na bieżąco, jak dziecko sie rozwija i wyobrażałam sobie z każdym tygodniem,
        jakie zmiany w nim zachodzą. To była wręcz euforia - myśleć, że bije mu już
        serce, że ma małe rączki i nóżki, a przy nóżkach paluszki. Okazało się, że moje
        wyobrażenia były do d..., bo "blighted ovum". Ale tą iluzją nie sposób było sie
        nie cieszyć. Nie było chyba osoby, której nie powiedziałabym o ciąży! A o tym,
        że ciąży nie ma dowiedziałam się... w 12 tygodniu. To akurat sam koniec tego
        osławionego trzeciego miesiąca! Akurat, gdy zaczynałam wierzyć, że jednak
        wszystko będzie ok, że przetrzymałam te trzy miesiące i teraz wszystko pójdzie
        z górki!
      • bach28 Re: wiara w sukces źródłem bolesnych rozczarowań 26.01.05, 20:50
        Pewnie macie rację. Grach myślę że jeszcze trudniej pogodzić się z tym jeśli ma
        się już za sobą pierwszą ciąża jak w Twoim i w moim przypadku, które skończyły
        się dobrze.Ja 1ej ciąży bardzo się obawiałam czy dziecko będzie zdrowe czy nic
        się nie stanie przy porodzie itp. 2a ciąża jakoś wydawała mi się łatwiejsza,
        też mnóstwo osób o niej wiedziało i niestety kopniak w d.. od losu. Na początku
        przeżywałam to samo co Ty, ponure i beznadziejne myśli, zastanawiałam się czy
        to byłby chłopiec a może dziewczynka itp.a jak ktoś mi mówił "będzie dobrze" to
        chciałam kopać i piszczeć. Teraz emocje opadają, nie mówię że ich nie ma bo ten
        żal zostanie do końca życia, ale teraz myślę bardziej pozytywnie, myślę że
        pewnie z czasem ...."będzie dobrze" mam taką nadzieję.
        Baśka
Pełna wersja