Dziś mija rok ;(

27.01.05, 09:49
Wiecie, rok temu mój świat legł w gruzach. I mimo mijającego czasu nie czuję
się ani troche lepiej, nie jest też gorzej. A mówią, że czas leczy rany. Ale
takiej jaka pozostaje w matczynym sercu po śmierci dziecka nie da się chyba
uleczyć. Do dzisiaj nie było dnia żebym nie pomyślała o moim syneczku,
tęsknię za nim równo mocno jak miesiąc i jak pół roku temu. Żyję normalnie
tj. chodzę do pracy, kina, na piwo do knajpki, śmieje się i korzystam z życia
póki mogę, ale zawsze tam gdzies w głebi czuję smutek i żal do losu...

Mamusia Cię kocha Szymonku.
    • kielbus Re: Dziś mija rok ;( 27.01.05, 10:06
      Trzymaj się cieplutko, jeszcze wszystko będzie dobrze
      • rendziak Re: Dziś mija rok ;( 27.01.05, 14:07
        Lara
        nie pocieszę Cię - niestety to już tak bedzie - pamięć o zmarłym dziecku zawsze
        bedziesz nosić w sobie - tak samo jak ból i żal..i nawet pojawienie sie na
        świecie braciszka czy siostrzyczki nie ujmie nic w tęsknocie za tym straconym
        dzidziusiem........
        a dziecko które pojawi się na świecie bedziesz kochac ponad miaręsmile
        • heath2 Re: Dziś mija rok ;( 28.01.05, 20:01
          Czuję tak samo jak Ty, za dwa dni mijają 4 m-ce bez Niego.Nawet Go nie
          widziałam. Też się śmieję, to nieuniknione.Tylko czsami zastanawiam się czy mam
          prawo do normalnego życia po takiej stracie. Nic już nie będzie normalne. Na
          ostatnim aerobiku nagle zaczęłam a Nim myśleć i nie mogłam opanować łez.
          Leciały ciurkiem gdy wymachiwałam nogami.Komiczne.co ja tu robię-pomyślałam.
          Nie zależy mi na wyglądzie, nie chcę nikogo poderwać...Chcę się oderwać od
          rzeczywistości. Ale potem przyszła myśl- nie, chcę, żeby mój Maks był ze mnie
          dumny i pokazywał mnie z góry kolegom mówiąc - patrzcie, to moja mama, jak
          ładnie wywija nogami!Minie rok we wrześniu, nadal będę wywijać nogami, właśnie
          dla Niego.
    • gagat100 Re: Dziś mija rok ;( 29.01.05, 19:11
      [*]
    • golo25 Re: Dziś mija rok ;( 31.01.05, 11:07
      Lara, pamiętam Cię od początku prawie, bo dołączyłam do Was w lutym, maleństow
      straciłam 03.02.04. Też nie długo będzie rok. Najbardziej dobija mnie to, że do
      tej pory nie jestem w ciąży. Staramy się od sierpnia 2004 i na razie bez
      efektu. To chyba jakieś fatum... I jak tu nie wracać to tamtych chwil? Może
      gdyby była nowa ciąża, miałby się człowiek na czym skupić, o co dbać. Choć
      wiadomo, że o pierwszym dziecku nigdy nie zapomnę. Taki wstrętny jest ten los.
      Jedyną nadzieją napawają mnie dziewczyny z tego naszego starego forum - Aga -
      rendziak, ania03, anuteczek. Wszystkie były na tym forum jak weszłam tu po raz
      pierwszy, a teraz? Aga ma swojego syneczka, Anie już nie długo powitają swoje
      maleństwa. Może my kiedyś też. Ale kiedy?!!!
    • lara_croft2 dzięki za gorące słowa otuchy 31.01.05, 16:31
      kochane jesteście dziewczyny

      do golo:
      wiesz ja tez jestem na etapie starań a efekty to też raczej mizerne. U mnie już
      10 cykl crying
      pozdrawiam,
      nam tez w końcu się uda wink trzymaj się
      • epo1 Re: dzięki za gorące słowa otuchy 04.02.05, 00:13
        Jestem w podobnej sytuacji, mija 9 miesiec od zabiegu, w lutym był termin
        porodu, niestety moje dzieciątko zbuntowało się i nie chciało rosnąc, a ja
        tęsknie za nim mocno bardzo. Udało mi sie zobaczyć jeszcze bijące serduszko, to
        było coś niesamowitego, fantastycznego, to była moja córeczka, niestety nie
        chciała rosnac, dzieci czasami są upartesad. Trzymama za nas wszystki kciuki,
        na pewno nam się uda następnym razem !!! Ja mocno wierzę w to, ze następnym
        razem dzieciątko będzie chciało rosnąć, życzę Wam tego samego.
        Edzia
    • margonik Re: Dziś mija rok ;( 04.02.05, 02:04
      Moja Mama umarła rok temu - w szpitalu, męcząc się okrutnie, mając halucynacje
      po morfinie. Czasami po tej morfinie wyzywała mnie z płaczem i oskarżała o
      różne rzeczy. Spędzałam z nią w szpitalu dużo czasu, łącznie z nocami i ten
      ostatni zły okres zamazał w moich wspomnieniach normalne czasy. Jak przypominam
      sobie Mamę, to zawsze widzę ją tam w szpitalu, a nie zdrową.

      Po jakimś czasie otrząsnęłam się i doszłam do siebie, ale przez to poronienie
      (pobyt w szpitalu), tamto wszystko sprzed roku do mnie wróciło. Nawet w
      szpitalu, zaraz po zabiegu, ryczałam myśląc o Mamie. Wszyscy oczywiście
      myśleli, że to przez dziecko. Z powodu utraconej ciąży było mi oczywiście
      bardzo smutno, ale to głównie myśli o Mamie mnie dręczyły. Od momentu
      poronienia zaczęłam bardzo często (początkowo każdej nocy) mieć koszmary senne.
      Śni mi się głównie mama, jakieś trupy (jako "żywi" ludzie, ale ze świadomością,
      że są to duchy) i na okrągło też dzieci. Ale akurat o dziwo te sny o dzieciach
      są dobre. Takie dziwaczne - znajduję noworodki gdzieś w lesie, albo spadają na
      mnie z nieba (dosłownie) smile

      O dziecko sie jeszcze nie staramy, bo to za wcześnie, ale cały czas o nim
      myslimy i bardzo je chcemy. Moja przyjaciółka nie wiedziała, czy może mnie
      odwiedzić ze swoim maleństwem, a mnie tymczasem dzieci przyprawiają o euforię.
      Tak bardzo chcę je mieć, że mogłabym na okrągło słuchać o cudzych. Nie kojarzą
      mi się z tragedią, ale cały czas z radością.

      A swoją drogą, usłyszałam niedawno, że na własne smutki najlepsze są cudze
      smutki. I jakby ktoś wykrakał... Pod rząd dowiedziałam sie wczoraj i dzisiaj o
      dwóch bardzo przykrych wydarzeniach wśród znajomych. Jedna dziewczyna urodziła
      dziecko, które rozwijało sie świetnie, ale przy porodzie poddusiło się.
      Reanimowano je i żyje, ale ma porażenie mózgowe.

      Druga moja koleżanka urodziła dokładnie tydzień temu. Z dzieckiem jest wszystko
      w porządku, a ona... leży właśnie w bardzo ciężkim stanie w szpitalu. Od chwili
      porodu jest już po dwóch operacjach.

      Nie chcę bagatelizować smutku poronienia, ale te dwa przypadki uzmysłowiły mi,
      jakie tragedie przeżywają inni. Własne problemy stają sie przy tym malutkie.
      • zaisa Re: Dziś mija rok ;( 08.02.05, 14:12
        Napisalam kilka dni temu ale nie mialam jak wyslac. Jak czytam Wasze listy to
        mysli strasznie mi sie w glowie kotluja i sama juz nie wiem, co pisac najpierw
        albo w ogole co pisac. Ale dzieki temu tez dopiero niektore rzeczy do mnie
        docieraja czy je sobie uzmyslawiam, czy ukladam. Albo po prostu jakos to z
        siebie "wyrzucam".

        Jak leżałam w szpitalu, to najbardziej się bałam, że poronię żywe dziecko.
        Wiedziałam juz jak to jest, gdy dowiaduje się, że moje dziecko we mnie nie żyje
        i wydawało mi się, że gorsze może byc tylko jeśli mój organizm "pozbędzie" się
        żywego dziecka. Niestety, w 15tc (od OM, bo chyba było jakiś tydzień wcześniej,
        ale Malutka cały czas się rozwijała i wyglądała ok) tak się stało. Na pewno nie
        było i nie jest to łatwe. Trochę później tu na Forum był post (w dużym skrócie i
        przybliżeniu) "W 21 tc USG wykazało, że u naszego Dziecka nie rozwinęły się
        nerki. Lekarze radzą jak najszybciej zakończyć ciążę." Mogłam tylko dziękować,
        że nie musiałam podejmować takiej decyzji, bo przeraża mnie sama myśl o tym. I
        współczuć tym, których to dotknęło.
        Wczoraj były równo 3 miesiące od kiedy straciliśmy naszą córeczkę. I chyba nikt
        już o niej nie pamięta albo przynajmniej nie chce pamiętać. Ale przynajmniej
        wiedzą, że była. Bo nikt z rodziny nie ma pojęcia, że w styczniu minęły trzy
        lata odkąd straciliśmy pierwsze dziecko. Wtedy chyba nie było miejsca na inną
        decyzję - bratowa też była na początku ciąży (dowiedziałam się o tym 2 dni po
        wyjściu ze szpitala, na szczęście, nie na żywo) - trzeciej już a żyjących dzieci
        wciąż nie mieli. Ale teraz czasem chce mi się wykrzyczeć, że nasze dziecko
        byłoby w wieku ich synka. Zwłaszcza, jak pytają się, dlaczego tak rzadko
        przychodzę do ich synka. I szczególnie, jak słyszałam wczoraj, jak brat
        napuszczał małego, żeby pytał się, kiedy przyjdę z nim pomalować.
        Chyba mam znowu jakieś gorsze dni...
        Ale może o obojgu dzieciach wiedzą ich pradziadkowie i dwoje dziadków - mama
        męża, której i ja nie poznałam, i mój Tata - w październiku minął rok odkąd Mama
        zadzwoniła przed 6-stą, że Tata nie żyje. Miałam u nich być, góra, 4 godziny
        później. A może Tam nieważne jest pokrewieństwo, tylko jest jedna
        wszechogarniająca Miłość?
        Z cudzymi dziećmi jest różnie. Czasem ich widok boli. Co śmieszniejsze
        najbardziej takich od poł do roku. Ale wciąż czuję potrzebę przytulenia do
        siebie maleństwa - noworodka, niemowlaczka. Nie zawsze wiem, jak się
        zachowałabym w obecności ciężarnej, zdarza się, że na wszelki wypadek unikam
        kontaktu. Tęsknię za moim Tatą.
        Margoniu - miej tylko piękne sny
        • danade Re: Dziś mija rok ;( 08.02.05, 14:46
          Witaj
          wróciło do mnie, jak mój tata jechał do swojego ojca, dziadek umierał na raka od
          roku, tata jak tylko mógł to do niego jechał (100km), ale wtedy się spóźnił...I
          jak ja pędziłam do szpitala w którym umierał mój drugi dziadek, tzn. leżał w
          śpiączce ale wiedziałam, że właśnie umiera, spóźniłam się rzeczywiście 15
          minut... I jak potem śnił mi się ten dziadek, który mówi różne dziwne rzeczy.
          Powtórzyłam te różne dziwne rzeczy adresatkom- jego żonie, jego córce. I to były
          jakieś ich "kody" własne, rodzinne słowa znaczące. Dlatego wierzę, wiem, że
          dziadek, który kochał dzieci z wzajemnością, przytula tam gdzieś moją Fasolkę...
    • aniao3 Re: Dziś mija rok ;( 10.02.05, 16:50
      kochana...
      sciskam cie mocno i mysle o was bardzo cieplo - to juz rok a mi sie wydaje
      jakbym wczoraj czytala twojego pierwszego posta...
      a
Pełna wersja