Dodaj do ulubionych

Musialam pozegnac Kwietniowki 2006...

27.09.05, 19:19
Czesc Dziewczyny!
Dzis dowiedzialam sie ze mojemu Malenstwu nie bije serduszko...Moj Aniolek
kochany... Lzy mi sie leja bez kontroli...
CO mnie teraz czeka? Porod, lyzeczkowanie- jak to wszystko wyglada?
Pomozcie prosze...
Obserwuj wątek
    • wordshop Re: Musialam pozegnac Kwietniowki 2006... 27.09.05, 19:47
      mymciu - straszne mi przykro, że musiałaś trafić na to forum.
      ja również odpadłam z kwietniówek - poroniłam samoczynnie w 5tc. skoro Twojej
      kruszynce nie bije serduszko, to prawdopodobnie będziesz miała wywołane lekami
      poronienie, po czym łyżeczkowanie. to jest zabieg w narkozie i nic nie boli
      (przynajmniej mnie nie bolało), tylko potem krwawisz przez kilka dni.
      jeśli masz jakieś pytania lub tylko chcesz pogadać lub popłakać - pisz, a my
      postaramy się Ci pomóc albo chociaż wysłuchać.
      pozdrawiam ciepło.
      • begonia4 Re: Musialam pozegnac Kwietniowki 2006... 05.10.05, 11:56
        Nie wiem, czy to jakś zbieg okoliczności ale ja też odpadałam z kwietniówek.
        Jeszcze jestem w ciąży - w 8tc, ale w poniedziałek lekarz stwierdził, ze
        serduszko nie bije.. Założyłam wątek o takiej nazwie na tym forum. Dzisiaj ide
        na potwierdzenie diagnozy, ale lekarz nie robi mi nadziei, więc z pewnością
        niedługo czeka mnie zabieg.
        Nie odpuscimy jednak starań o dzidzię, poczekamy jednak trochę - gdzieś tak do
        stycznia. Jestem pewna, że się powiedzie. Tobie też tego życzę. Z całego serca.
        Trzymaj się.
    • 89mika Re: Musialam pozegnac Kwietniowki 2006... 27.09.05, 20:16
      jestem z tobą, też straciłam 3 tyg. temu dziecko, tez lekarz mi powiedział że
      maleństwo nie żyje i tez miało urodzić się w kwietniu, wiem jak ci jest
      potwornie źle, ja dzień po dowiedzeniu się o tej tragedii miałam zabieg, myślę
      że teraz będziesz musiała też mieć zabieg łyżeczkowania, słuchaj dobrze wiem co
      czujesz, trzymaj sie, mi trochę ulgi przyniosło to forum , dzieki niemu nie
      byłam w tym wszystkim sama, jest mnóstwo dziewczyn które to samo przeżywają,
      jest nas naprawde duzo i wspieramy sie nawzajem, pisz jakbys chciała do mnie
    • toja48 Re: Musialam pozegnac Kwietniowki 2006... 27.09.05, 20:23
      Wiem że w tej sytuacji nie można powiedzieć nic co mogło by Cię pocieszyć. Chcę
      jednak byś wiedzała jedno: nie jesteś sama, ja byłam marcuweczką 2006 niestety
      teraz zaglądam tutaj. To co Ciebie czeka- zabieg, oraz przyzwyczajanie się do
      myśli ze już nie jesteś w ciąży. Dla mnie to jest najgorsze.
      Trzymaj się.
    • kasiczek23 Re: Musialam pozegnac Kwietniowki 2006... 27.09.05, 21:19
      Ja też miałam być kwietnióweczką.Dziś miałam USG i lekarz stwierdził pusty
      pęcherzyk ciążowysad przez 11tyg. żyłam w przeświadczeniu, że noszę w sobie
      dzieciątko, a jego w ogóle nie było...Jakoś się trzymam.Na wizytę u gina czekam
      do poniedziałku.Boję się tego zabiegu...

      Ale musimy być silne.
      • karina66 Re: Musialam pozegnac Kwietniowki 2006... 27.09.05, 22:50
        Ja też odpadłam z kwietniówek ale tych 2005.Co prawda ciąże donosiłam ale
        Oliwka umarła jeszcze przed porodem.

        Trzymaj się dzielnie a niedługo zawitasz na forum dla starających się tak jak
        ja.

        Buziaki Karina

        Oliwka(40tc) ur.-zm.20.04.2005
        Aniołek(5tc) 03.07.2005
        • mymcia Re: Musialam pozegnac Kwietniowki 2006... 29.09.05, 23:20
          Dziewczyny, dziekuje Wam bardzo za wsparcie. Dzis wrocilam po zabiegu i ...
          jestem zdolowana tym ze mnie nikt nie rozumie. Teraz dopiero czytam Wasze
          odpowiedzi i poczulam sie lepiej, bo wiem ze tylkko Wy mnie potraficie
          zrozumiec...
          Najbardziej mnie denerowalo w ciagu ostatnich dni kiedy ktos kto albo w ogole
          nie ma dzieci,albo ma wszsytstkie i zdrowe, zaczyna mowic ze ma znajoma ktroa
          to poronila itd...
          TO mnie doprowadza do szalu, co mnie to obchodzi, co one wiedza na temat mojego
          cierpienia naprawde, czy nie lepiej sie wtedy w ogole nie odzywac?
          Ale przy Was jakos mi razniej, czuje sie troche jak w rodzinie...
          Nie wiem sama co czuje, faktem jest ze nie moge sie przyzywczaic do tego ze nie
          jestem w ciazy, na sama mysl chce mi sie wyc....
          i jeszcze ten dzien- na dzien przed 2. urodzinami Marysi. WIecie nawet prezentu
          biednemu dziecku nie kupilam, choc obiecuje ze zrobie jej jakies male
          przyjatko, jest takim kochanym skarbulkiem. Choc ciezko mi bylo jak dzis
          powiedziala, patrzac na moj brzuch- nasz dzidzia mala...
          Wiem ze nie powinnam przy niej plakac, ale jak moglam sie powstrzymac?
          Wierze ze moj Anioleczek bedzie juz zawsze szczesliwy moze bedzie bawic sie
          razem z Waszymi, nie sa smutne prawda?
          Ale tak z nim tesknie juz, juz czekalam, pokochalam...
          Urzadzalam pokoik dla dwojki moich dzieci, bo przeciez tak mialo byc.
          Lekarze powiedzieli ze ta ciaza nie wplywa absolutnie na podwyszzenie ryzyka w
          kolejnej ciazy, ale jak mam w to tak beztrosko wierzyc...
          KIedy bylam w ciazy z Marysia tez nie bylo latwo- lezalam 3 ostatnie miesiace w
          lozku, ale donosilam sliczna zdrowa dziewczynke. Wtedy myslalam ze mi ciezko...
          Co ja moglam wtedy wiedziec, co mnie jeszcze czeka?
          Wiem ze moge po przyn. 3 miesiacach znowu sie starac, ale na pewno znacie ten
          strach jaki we mnie sie rodzi na sama mysl o nastepnej ciazy?
          Jak trudno uwierzyc ze wszystko bedzie tym razem w porzadku, przeciez nikt mi
          tego nie zagwarantuje...
          Co do samego zabiegu to wszystko bylo w porzadku, przebieglo to tak:
          na noc przed zabiegiem dostalam do domu tabletke diazepamu zebym mogla troche
          pospac. Pozniej rano juz w szpitalu, dostalam jakies pigulki na rozszerzenie
          szyjki (troszke bolalo jak przed @), dali mi tez Dormicum- odpadlam na ponad 2
          godziny... Potem sie przebudzilam zawieziono mnie na sale, caly czas przykryta,
          otulona kocami, nic "na wierzchu" to bylo dla mnie istotne, takie godne...
          Potem podano mi dozylnie jeszcze na uspokojenie- anestezjolog zapytal czy chce,
          wiec poprosilam. A potem przewiezli na sale, podlaczyli elektrody i ...
          obudzilam sie w lozku na sali, po wszystkim.
          Jesli moge powiedziec ze cos mi sie podobalo w tym wszystkim,to to ze bardzo tu
          w Niemczech szanuja godnosc i intymnosc kobiety (mialam przykra okazje
          przechodzenia zabiegu zakladania szwu na szyjke w pierwszej ciazy, w Gdansku).
          NIe porownuje fachowosci- bo to sie zawsze roznie moze trafic ale o kulture,
          poszanowanie kobiecego ciala , intymnosci... Tu ogromna roznica...
          Tego mi w Pl brakowalo...
          Ale co mi po tym wszystkim, czy to takie wazne w obliczu tego co sie stalo?
          Po zabiegu dostalam silnego krwawienia z szyjki, ale na szczescie wystarczyla
          tamponada(to bylo najmniej "przyjemne") i obeszlo sie bez szwu...
          Tak a teraz siedze przed kompem, i pisze tu do Was musze sie z kims podzielic
          kto mnie zrozumie...
          Dziekuje Wam bardzo, moze dzieki Wam wroci mi nadzieja na poczecie zdrowego
          braciszka lub siostrzyczki dla Marysi...
          Bo na razie z moja psyche, chyba sporo gorzej niz z moim cialem fizycznym...
          pozdrawiam Was cieplutko
          • wordshop Re: Musialam pozegnac Kwietniowki 2006... 30.09.05, 10:36
            mymciu!

            Twoja wypowiedź doprowadziła mnie do płaczu i do refleksji. ne wiem, czy Tobie
            to pomoże, ale chciałabym się nią podzielić (może mi pomoże?)

            mam podobne odczucia: osamotnienie w swoim nieszczęściu. nie wiem, jak Twój
            partner to przeżywa, ale mój woli myśleć, że to był tylko płód, a nie dziecko
            (!), pewnie żeby oszczędzić sobie bólu. starał się mnie wspierać, ale ja chyba
            bardziej potrzebuję zrozumienia, solidarności w pamięci o naszym dziecku i
            wypłakania niż poklepania po plecach.

            mnie również złoszczą te teksty typu "mam znajomą, co poroniła". i co z tego, że
            masz? co to wnosi? jak ma mi pomóc? albo sztandarowe "pocieszenia" typu "dobrze,
            że to się tak wcześnie stało", "będziesz jeszcze miała dzieci", "na pewno byłoby
            chore". nie ma w tym krzty zrozumienia ani współczucia dla tej biednej
            kruszynki, która nie dostała szansy życia, poznania rodziców, przytulenia się do
            mamy sad ci, co wiedzą z mojego otoczenia, udają, że nic się nie stało i pewnie
            chcą, żebym o tym zapomniała. a ja właśnie chcę pamiętać, chcę co roku na święto
            zmarłych zapalić świeczkę za mojego aniołeczka, chcę traktować tę moją dziecinkę
            jak cZłowieka, który za szybko umarł, a nie jak niedorozwinięty płód. jedyne
            zdjęcie z USG przechowuję razem z testem ciążowym jako pamiątki po moim drugim
            dziecku, a kolejne dzieciątko (oby!) będzie moim trzecim, a nie drugim. nie mam
            zamiaru pomijać tej kruszynki tylko dlatego, że nie zdążyła się urodzić. tak
            bardzo chciałabym wiedzieć, że się jeszcze spotkamy. wielkim pocieszeniem (chyba
            jedynym tak naprawdę) jest teraz dla mnie moja córeczka, tak jak dla Ciebie
            Marysia. przytul ją mocno ode mnie i popłacz sobie, kiedy tylko potrzebujesz.
            lubię myśleć, że ten nasz płacz to hołd dla naszych dziecinek i że nasze łzy i
            myśli zamieniają się w drodze do nieba w ciepłą kołderkę, która otula nasze
            kruszynki czekające spotkanie z nami.

            czas leczy rany i na pewno wkrótce będziesz w stanie normalnie egzystować (ja
            już potrafię), ale już nic nie będzie takie samo, będzie trochę smutniejsze.
            masz rację, że kolejna ciąża to będzie lęk. ale musimy myśleć pozytywnie, że już
            nigdy nie spotka nas taka tragedia. robię teraz różne badania, żeby się jak
            najlepiej przygotować na kolejną ciążę, żeby jak najmniej ryzykować, bo teraz
            już wiem, że i ja mogę poronić (a jeszcze niedawno to był tak odległy problem!).
            szczęściem w nieszczęściu jest to, że w szpitalu zostałaś tak delikatnie
            potraktowana i nie będziesz miała dodatkowych przykrych wspomnień jak niektóre
            mamy, których historię tu czytałam.

            pozdrawiam Cię serdecznie i przytulam.
            • mymcia Re: Musialam pozegnac Kwietniowki 2006... 12.10.05, 12:42
              Wordshop,piszesz dokladnie to samo co czuje, jakbym sama to pisala czy chciala
              napisac...
              Dopiero dzis to moge przeczytac, bo przez te prawie 2 tygodnie nie mialam
              dostepu do netu co mnie dobijalo, bo to przeciez w Was mam najwieksze oparcie,
              Wy jestescie dla mnie najwieksza podpora , bo tylko Wy mozecie mnie zrozumiec...
              Dlatego dziekuje Wam kochane zaluje tylko bardzo ze to nasze tragedie tak nas
              zblizyly...
              Moze ta przeprowadzka, zmiana miejsca ulatwi mi jakos ta egzystencje, bo
              wszystkko faktycznie jest dla mnie duzo smutniejsze...
              Patrze na wszystko innymi oczami i drazni mnie teraz jak widze jakimi ludzie
              drobiazgami sie martwia i przejmuja...
              Co do mojego meza to czuje sei tez troche rozczarowana, mam nadzieje ze on
              sobie teraz zyje dalej jakby sie nic nie stalo, a na moje prosby o wsparcie
              pocieszenie odpowiada ze jeszcze bedziemy mieli duzo zdrowych dzieci... To
              wszystko...
              A co z naszym Anioleczkiem?
              pozdrawiam
              Ania
              • wordshop Re: Musialam pozegnac Kwietniowki 2006... 12.10.05, 13:01
                mymciu, cieszę się, że się odezwałaś, szukałam, jakiegoś znaku od Ciebie.
                szukam teraz sposobu, żeby przytulnie umieścić mojego aniołka w moim życiu w
                taki sposób, żeby myśl o nim nie tylko bolała, ale i w jakiś sposób koiła.
                myślę, że może nasze dzieciaczki po urodzeniu cierpiałyby i dlatego od razu
                powędrowały do nieba. właściwie tylko tak jestem w stanie sobie wytłumaczyć to,
                że już ich z nami nie ma.
                co do mężów, to prawdopodobnie trafiłyśmy na podobny typ. to faceci, którzy
                odpychają od siebie nieszczęścia, nie chcą o nich myśleć ani mówić. taka jest
                ich metoda. próbuję to uszanować, ale domagam się też uszanowania mojej potrzeby
                płaczu, smutku. żałuję tylko, że nie będziemy mogli rozmawiać o naszym
                dzieciaczku, bo tylko ja potrzebuję takiej rozmowy, a mój mąż wprost przeciwnie.
                nie wiem, jak to się dalej potoczy, ale ja będę pielęgnować wspomnienia i
                wyobrażenia o moim drugim maleństwie.
                prawda, że to forum to wielkie wsparcie? ja wczoraj się tu wypłakałam i już mi
                nieco lepiej. dostałam też kilka mądrych słów od innych dziewczyn. nie czuję się
                już jak histeryczka (tak mniej więcej potraktował mnie mąż), tylko wiem, że to
                noramlne, co czuję. ale to widać potrafi zrozumieć inna mama, która straciła
                swoje dziecko. niestety.
                jeśli będziesz chciała porozmiawiać o swoim maleństwie lub o czymkolwiek, to
                pisz, na pewno zostaniesz wysłuchana. jeśli masz ochotę prozomawiać prywatnie -
                to napisz na mój mail gazetowy.
                przytulam ciepło,
          • megunia Re: Musialam pozegnac Kwietniowki 2006... 01.10.05, 10:18
            płacz, płacz,płacz...
            jak ja rozumiem twoje uczucia...
            we wtorek w 13 tc ciazy dowiedzialam sie ze ciąża obumarła...
            środa - zabieg i do domu.
            nie potrafie sobie tego poukladac w glowie, zwłaszcza, ze mam podejrzenie, ze
            powodem obumarcia byly podane mi przez lekarza ( zaufanego, do ktorego
            chodzilam od lat i prowadzil moja pierwsza ciaze)nieodpowiednie globulki ...
            sama nie wiem co mam zrobic z ta informacja... wolalabym myslec ze to byla wada
            genetyczna...
            tez mam wrazenie ze nikt mnie nie rozumie, mm chce zapomniec szybko i zyc
            dalej. wszyscy, tak jak tobie powtarzaja, ze tak lepiej,ze moglo byc chore itp.
            fizycznie czuje sie idealnie... psychicznie... hmmmm

            przytulam mocno...
    • ffrez-ja Re: Musialam pozegnac Kwietniowki 2006... 30.09.05, 10:38
      mymcia, strasznie mi przykro.
      rozumiem doskonale co czujesz, ja miałam być styczniówką.
      jestem ponad 3 m-ce po zabiegu i ciagle nie mogę się z tym pogodzic.
      życie jest strasznie niesprawiedliwe, tylko tyle mogę powiedzieć.
      pozostaje nam nadzieja,że jeszcze wszystko będzie ok.
      pozdrawiam gorąco
      • gangsta.eve Re: Mymcia 30.09.05, 12:38
        Płacz, ile chcesz. Przelewaj mysli na papier, potem mozesz je spalić, ale
        wyrzucaj z siebie emocje. Ja płakałam przy moich dzieciach- mówiłam im,
        dlaczego- a one zrozumiały mnie najlepiej ze wszystkich (włączając w to męża).
        Myśl cieplutko o swoim Dzieciątku i wiedz, ze ono to czuje. I pomyśl, że w
        myślach można Je tulić do woli.
        • karina66 Re: Mymcia 30.09.05, 13:46
          Ja też jestem z Tobą.Płacz dziewczyno kiedy tylko poczujesz taką potrzebę.Mów o
          tym co się stało.o swoich odczuciach.Jeśli nie chcesz komuś osobiście to pisz
          tutaj.Ja wiem jakie to ważne.Uświadomiła mi to pani psycholog do której zabrał
          mnie mąż.Co do dat to też miałam pecha.Oliwka urodziła się w imieniny mojej
          siostry a swojej chrzestnej.Chciałam dać siostrze chrześnicę w prezencie a
          dałam łzy.Drugą ciąże poroniłam w 1 rocznicę ślubu.Zamiast kwiatów i kolacji
          przy świecach był szpital,zabieg i rozpacz.W poniedziałek miną 3 miesiące a ja
          mam wrażenie jakby to było w innym życiu.Ndal paamiętam o moich Aniołkach ale
          zaczynam wszystko od nowa.Staramy się o dzidzię i nie boimy się już tak
          bardzo.Wszystko dlatego,że świadomie przechodzimy żałobę,chodzimy do psychologa.
          Nie będę Cię oszukiwać.Będzie Ci bardzo ciężko.Ale za to mogę objecać,że
          któregoś dnia obudzisz się i zobaczysz,że świeci słońce,że życiem można się
          cieszyć mimo tragedii.Ja na początku nie dopuszczałam do siebie nawet takich
          myśli.Myślałam,że to byłaby zdrada wobec moich Aniołków.Bo jak ja mogę żyć
          normalnie kiedy one odeszły.Takie myślenie się zmienia.Teraz pamiętam o
          nich,kocham całym sercem ale zaczynam znów cieszyć się zyciem i drobiazgami.I
          nie mam wyrzutów sumienia.Dla Ciebie też przyjdzie taki dzień.
          Codziennie rozmawiam z Oliwką.Proszę ją o pomoc w trudnych sytuacjach i
          dziękuję jej za to że była.Chociaż tak krótko ale była.Teraz jest w Niebie i
          czuwa nad nami.Poroszę ją,żeby pomogła i Tobie.

          Karina

          Oliwka ur.-zm.20.04.2005
          Aniołek 03.07.2005
          • ally23 Re: Mymcia 01.10.05, 12:40
            ja pozegnalam marcowki 2006 juz w sierpniu
            pierwsze dni po sa strasznie przygnebiajace, ale
            wierz mi, po prawie dwoch miesiacach mysle juz
            o nastepnych staraniach, mimo, ze zawsze bede pamietac
            o moim Aniele
    • as2008 Re: Musialam pozegnac Kwietniowki 2006... 12.10.05, 14:57
      czesc dziewczyny
      ja tez niestety dolaczylam do tego smutnego grona
      wlasnie wrocilam ze szpitala
      teraz bede "lizac rany"
      szok nikt ego sie nie spodziewal
      w szpitalu z dziewczynami zegnalysmy sie z dziewczynami
      do zobaczenia po tamtej stronie / tzn. na polozniczym/
      mam nadzieje ze tez sie spotlamy na innym forum niebawem
          • yskyerka Re: Musialam pozegnac Kwietniowki 2006... 17.10.05, 17:15
            mymcia napisała:

            > Mam nadzieje, choc boje sie strasznie kolejnej ciazy i nie wiem kiedy do tego
            > bede gotowa...

            Już niedługo, zapewniam cię. Ja też odpadłam z kwietniówek, chociaż trochę
            wcześniej, więc dobrze wiem, co czujesz. Niestety, to już moje drugie
            poronienie, więc teraz szukam przyczyny, a na razie wszystkie wyniki mam w
            normie. I powiem ci, że właściwie już chętnie zaczęłabym następne starania,
            chociaż zdaję sobie sprawę, że widok dwóch kreseczek powitam strachem zamiast
            radości. I że ten strach będzie mi potem towarzyszyć do końca. Ale mimo
            wszystko chcę znowu spróbować...
            Trzymaj się! Nie jesteś sama...
            • wordshop co dalej? 17.10.05, 17:39
              yskerka mnie natchnęła do pewnej propozycji.
              jako że utworzył się nam tutaj niejako wspólny wątek niedoszłych kwietniówek, to
              może potrzymamy się w nim razem, a potem (o ile nie będzie medycznych i
              psychicznych przeciwwskazań) przejdziemy szturmem na Starania (a potem na
              Rówieśnikówsmile. mymciu - mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko wykorzystaniu
              Twojego wątku w tym celu?
              na początek mam pytania: czy byłyście już u gina po zabiegu i czego się
              dowiedziałyście na tej wizycie? na kiedy macie zielone światełko do starań?
              pozdrawiam,
              • as2008 jestem za :)) 17.10.05, 20:23
                dzis bylam u gina
                jakos tak optymistycznie sie nastroilam
                maz wraca w styczniu
                wtedy mamy przyjsc jesli dalej bedziemy sie starac
                i wtedy skieruje nas na badania
                no i mamy nie szalec na pocztaku tylko sie zabezpieczac


                • yskyerka Re: jestem za :)) 17.10.05, 23:52
                  Też jestem za!
                  Ja u gina byłam już parę razy, bo beta mi strasznie wolno spadała i miesiąc
                  później znów miałam przez nią objawy ciążowe. sad Po kolejnej @ usg pokazało, że
                  jednak jest wszystko w porządku, beta spadła, teraz mam odczekać dwie @ i
                  zielone światło. Czyli pierwsze starania wypadną nam pewnie w czasie Świąt. smile
    • klaudynka5 Re: Musialam pozegnac Kwietniowki 2006... 18.10.05, 09:29
      Witam Was serdecznie. Ja też jestem niedoszłą kwietniówką. Poroniłam 23
      września w 12tc. Było to już drugie moje poronienie.
      Jeżeli chodzi o planowanie kolejnej ciąży to lekarz zalecił mi 3,4 cykle
      przerwy i można znowu się starać.
      Niepokoi mnie to, że nie zalecił nam żadnych badań. Mam zamiar zrobić kilka na
      własną rękę ale tak naprawdę nie wiem jakie są najistotniejsze?
      Napiszcie proszę jakie badania wy robicie?
      • yskyerka Re: Musialam pozegnac Kwietniowki 2006... 18.10.05, 09:59
        A jaki miałaś wynik badania histopatologicznego? Bo od tego trzeba zacząć. No i
        chyba powinnaś poszukać lekarza, który przejmie się twoimi problemami. Po
        drugim poronieniu powinni jednak zlecić jakieś badania.

        Ja robiłam różyczkę, cytomegalię, toxoplazmozę i przeciwciała
        antykardiolipinowe.
        Wybieram się jeszcze na posiew z szyjki. Mój lekarz wprawdzie mówi, że bakterie
        nie mogły być przyczyną poronienia, ale ja stwierdziłam, że jeśli coś jest nie
        tak, to wolę się wyleczyć teraz, kiedy i tak się nie możemy starać.
        • wordshop Re: Musialam pozegnac Kwietniowki 2006... 18.10.05, 11:28
          cieszę się, że macie ochotę razem przejść ten trudny etap i - miejmy nadzieję -
          zmierzać do szczęśliwego zakończenia smile
          as2008 - a może warto wykorzystać ten czas przed powrotem M i porobić podstawowe
          badania?
          klaudynko - to rzeczywiście dziwne, że po dwóch poronieniach nie zlecono Ci
          żadnych badań. a czy oba były na podobnym etapie? ja też uważam, że powinnaś
          zmienić lekarza na takiego, który bardziej się przejmie problemem.
          ja zrobiłam przedtem następujące badania: TSH, FT3, FT4 (bo choruję na
          tarczycę), toksoplazmoza, cytomegalia, prolaktyna i progesteron. zrobiłabym też
          różyczkę, ale już na nią chorowałam, i posiew w kierunku grzybów, ale nie
          zdążyłam. jutro zbieram wszystkie papierki (w tym hist-pat) i idę z tym do
          lekarza. wybrałam ginekologa-endokrynologa, bo taki będzie chyba bajlepszy w
          mojej sytuacji. mam nadzieję, że okaże się dobrym fachowcem, bo rozpaczliwie
          potrzebuję lekarza, do którego w końcu będę miała zaufanie.
          pozdrawiam,
          • yskyerka Re: Musialam pozegnac Kwietniowki 2006... 18.10.05, 12:39
            Na właśnie, zapomniałam o badaniach tarczycy. Ale ja - oprócz TSH, FT# i FT$ -
            robiłam jeszcze przeciwciała tarczycowe i usg tarczycy. Moja endokrynolog
            powiedziała, że po drugim poronieniu warto zbadać tarczycę dokładniej, żeby
            wykluczyć tę przyczynę.

            No i chodzę osobno do gina i do endo, bo gin-endo, u której byłam w przychodni,
            to porażka.
      • miracolo Re: Musialam pozegnac Kwietniowki 2006... 18.10.05, 18:34
        witam,
        wprawdzie nie naleze do "kwietniowek" ale i mnie niestety spotkalo drugie
        poronienie,
        dzisiaj mijaja dokladnie dwa miesiace
        podobno czas leczy rany, ale wcale to nie jest takie proste
        to prawda, ze im wiecej czasu mija, tym jestem spokojniejsza ...
        ... i z nadzieja patrze w przyszlosc...
        moj gin zalecil nam 1/2 roku, w tym czasie badania
        ja mysle, ze w grudniu rozpczniemy starania, o ile w badaniach nie wyjdzie cos
        niepokojacego
        sama dokladnie nie wiem jakie to beda badania, mowil cos o hormonalnych i
        genetycznych,
        polecam ta strone www.poronienie.pl/lista_badan.html
        powodzenia!
        magda
      • wordshop Re: Musialam pozegnac Kwietniowki 2006... 18.10.05, 14:17
        w tej chwili ja również nie jestem gotowa na kolejną ciążę. jeszcze nie
        opłakałam mojego drugiego dziecka (wydaje mi się, że nigdy nie uda mi się z nim
        pożegnać). teraz robie badania i szukam przyczyny poronienia. chcę zrobić
        wszystko, żeby zminimalizować ryzyko powtórzenia się tej tragedii.
        jeszcze nie wiem, kiedy lekarz pozwoli nam się starać. mam nadzieję, że do tego
        czasu będę psychicznie gotowa.
        jednak razem jest raźniej i nawet jeśli nie wszystkie będziemy dochodzić do
        siebie synchronicznie, myślę, że warto się w tym wątku podzielić emocjami,
        doświadczeniami, wątpliwościami...
        pozdrawiam,
        • yskyerka Re: Musialam pozegnac Kwietniowki 2006... 18.10.05, 14:22
          Ze mną było tak, że najpierw kilka razy wypłakałam się mężowi w koszulę, potem
          trochę chodziłam jak struta, ale po jakimś czasie coś we mnie pękało i na
          przekór wszystkiemu znów chciałam. Po pierwszej ciąży tak mnie napadło po dwóch
          tygodniach, teraz po miesiącu. Rozsądek podpowiada, żeby poczekać i w tym
          czasie jeszcze zrobić jakieś badania, lekarz daje zielone światło w grudniu,
          żeby organizm odpoczął, więc na pewno poczekam, ale psychicznie chyba jestem
          już gotowa. Bo ja po prostu chcę! Ot tak, z głupiego, babskiego uporu. wink
            • mymcia Re: Musialam pozegnac Kwietniowki 2006... 18.10.05, 15:51
              Witajcie kochane!
              Wordshop ja oczywiscie nie mam nic przeciwko temu by moj watek stal sie takim
              kacikiem dla wszystkich osieroconych przyszlych mam...
              I rownie jak na pewno Wy wszystkie marze o tym by pokoonac ten potworny lek
              przed kolejna ciaza, i ... znow szturmowac kolejno fora: Starania, W
              oczekiwaniu, Rowiesnicy itd. itd.
              Dlatego witam goraco nowo przybyle i co moge powiedziec: ze bardzo mi przykro
              ze to tu sie wlasnie poznajemy i spotykamy...Ale my sie tu przynajmniej mozemy
              zrozumiec, prawda???
              Ja dzis bylam w koncu u swojego gina, tez mi zadnych badan dodatkowych nie
              zrobil, tylko USG, stwierdzil ze wszystko jest w porzadku, wynik cytologii tez.
              Powiedzial zebym caly czas teraz brala jeszcze te nasze witaminy ciazowe- bo
              szlaenstwo hormonalne i obfite krwawienie po zabiegu, troche mnie spustoszyly-
              zauwazylam ze wlosy mi zaczely wychodzic...
              A zaczelam dopytywac sie jak to jest ze tym przeczekiwaniem min. 3 cykli-
              powiedzial mi ze tak naprawde to lekarze tak przyjmuja tradycyjnie- jak sredni
              czas zregenerowania naszych organizmow- u niektrorych kobiet trwa to nieco
              dluzej u innych krocej- stad mowia min. 3 miechy...
              Ja chyba poczekam jednak dluzej, bo cialo cialem, ale psyche mocno kuleje...
              • pilotek5 Re: Musialam pozegnac Kwietniowki 2006... 18.10.05, 16:49
                Witam Was serdecznie! Ja też jestem niedoszłą kwietniówką. Poroniłam 11
                września (w 1 rocznicę ślubu) w 10tc. Byłam już u gina, nie zalecił mi żadnych
                badań i stwierdził, że nic się ze mną nie dzieje, więc on uważa, że nie
                musiałam wcale do niego przychodzić. Jeżeli chodzi o planowanie kolejnej ciąży
                to zalecił mi 3 miesiące przerwy. A teraz szukam dobrego gina.
                Myślę o Was cieplutko!
                • 89mika Re: Musialam pozegnac Kwietniowki 2006... 18.10.05, 18:30
                  hej, ja byłam wczoraj u ginekologa żeby zbadać się po tym wszystkim, powiedział
                  że jest ok, też zalecił przeczekać 3 cykle ze staraniami ale w szczególności
                  radził żebym to ja podjęła decyzję kiedy tak naprawdę będę gotowa psychicznie
                  do następnej ciązy
                  • klaudynka5 Re: Musialam pozegnac Kwietniowki 2006... 19.10.05, 08:07
                    Dziękuję Wam bardzo za informacje o tym jakie robicie badania. Ja już
                    znalazałam nowego lekarza (specjalista od niepłodności i badań prenetalnych)
                    ale za nim do niego pójdę chcę mieć już zrobionych przynajmniej kilka z nich.
                    Jeżeli chodzi o moje poronienia to obydwa były w 12tc, więc przypuszczam, że
                    przyczyna może być taka sama. Tylko jaka?
                    Podobnie jak Wy z psychiką u mnie nie najlepiej, tak że zupełnie nie wiem kiedy
                    zdecyduję się na koleją ciążę. Strach przd kolejnym poronieniem jest
                    paraliżujący. Mimo to wiem, że napewno się zdecyduję i chcę się do tego jak
                    najlepiej przygotować.
                    • wordshop byłam u gina 20.10.05, 14:06
                      Witajcie!
                      byłam wczoraj u ginki, to była moja pierwsza u niej wizyta. babeczka ma dyplomów
                      na pół ściany (w tym tytuł lekarza przyjaznego kobietom z Towjego Stylu), wywiad
                      zrobiła taki, żeby chyba wie teraz o mnie więcej niż mój M wink, ale ogólnie
                      uczucia mam mieszane.

                      co do przyczyny poronienia to stawia na zły rozwój dzidzi, bo była dwa razy za
                      mała jak na swój wiek, do tego te samoistne poronienie. jednak przyczyny samego
                      niedorozwoju nie znamy. mam hiperprolaktynemię czynnościową (czyli prolaktyna mi
                      skacze podczas stresu itp.) i jeśli temu towarzyszy za niski progesteron - to
                      może to się przyczyniło do poronienia. wyraźnie usłyszałam, że była to ciąża
                      skazana na niepowodzenie. doktorka zasugerowała, że może za szybko zaszłam w
                      ciąże (w zeszłym roku urodziłam córeczkę, a odstawiłam ją od piersi w lipcu).
                      ogólnie nadal znak zapytania.

                      teraz skupiamy się na przygotowaniu organizmu do kolejnej ciąży. zrobiła mi
                      cytologię i posiew na grzyby. jak będzie coś nie tak - ma dzwonić. okazało się,
                      że mam maleńką nadżerkę, na którą dostałam globulki. dostałam też norprolac na
                      zbicie prolaktyny. ponoć ma mi pomóc zajść w kolejną ciążę (za ok. 2 miesiące
                      możemy startować). tyle że ja nie mam (a przynajmniej dotąd nie miałam) problemu
                      z zajściem. nie udało mi się utrzymać ciąży, ale zaszłam już w drugim cyklu po
                      powrocie @ po karmieniu. no i się teraz zastanawiam, czy potrzebny mi ten lek?
                      doktorka jest ponoć super fachowcem od prolaktyny, ale i tak mam mętlik.

                      aha, żadnego usg - ponoć niepotrzebne, skoro miałam już normalną miesiączkę po
                      zabiegu. w listopadzie/grudniu mam zrobić poziom progesteronu, morfologię,
                      cukier i mocz i jeśli będzie ok - mogę zachodzić.

                      pozdrawiam,
                      • 89mika Re: do wordshop 20.10.05, 15:51
                        mam pytanie do Ciebie , w jakich dniach cyklu badałaś prolaktynę i progesteron?
                        ja tez boję się tej hiperprolaktynemii czynnościowej i niskiego progesteronu,
                        mam przeczucie że to była przyczyna obumarcia ciąży, z tego co piszesz wynika
                        że masz dobrą ginekolog, mój lekarz zlecił mi zero badań poza tymi wymuszonymi
                        przeze mnie, żadnego też posiewu na grzybki i cytologii, ale niedługo idę do
                        jakiegoś speca od poronień i zobaczymy co poradzi
                        • wordshop Re: do 89mika 20.10.05, 16:13
                          progesteron trzeba badać między 21 i 23 dc. natomiast prolaktynę w dowolny
                          dzień, ale koniecznie na czczo (zero jedzienie i picia). jeśli obawiasz się, że
                          masz h. czynnościową, to zrób badanie prolaktyny w teście -> czyli kłują Cię
                          raz, łykasz tabletkę metoclopramidu (do kupienia w aptece za grosze albo dają
                          przy badaniu) i po godzinie znów pobierają krew. jeśli wynik po teście będzie
                          4-6 razy wyższy od podstawowego, jest ok. ja miałam 35 (!) razy wyższy i taka
                          reakcja świadczy właśnie o czynnościowej. aha, oczywiście sam wynik podstawowy
                          powinien być w normie.
                          a czy masz jakieś objawy, które mogłyby wskazywać na hiperprolaktynemię? ja
                          zauważyłam u siebie wyciek z piersi, a potem na forum (oczywioście wink
                          znalazłam, czego może być to objaw. gdyby nie forum, nie wiem, czy moja doktorka
                          zaproponowałaby mi to badanie.

                          ja się dziś ledwie snuję, bo te proszki na zbicie prolaktyny (swoją drogą
                          koszmarnie drogie. opakownaie 30 tabeletek kosztuje ponad 100 pln!) powodują
                          obniżenie ciśnienia. ja i tak mam niskie - wczoraj u lekarza miałam 100/60, więc
                          dziś ledwie się ruszam.

                          kiedy się wybierasz do swojego speca?
                          • 89mika Re: do wordshop 20.10.05, 17:42
                            hej, to znaczy ja tak wnioskuje o hiperprolaktynemii czynnościowej ponieważ
                            pisałaś że na jej wzrost wpływa stres a ja mam problem ze stresem, nie umiem
                            nieraz sobie radzic z różnymi sytuacjami i to mnie tak zastanawia czy nie miałą
                            w czasie ciązy podwyższonej prolaktyny, ale zbadam ją niedługo jak będę już
                            miała normalny cykl, w tej chwili jeszcze czekam na pierwszą @ po zabiegu, do
                            tego nowego lekarza jadę w przyszłym tyg. i naprawde modlę się żeby mi pomógł
                            bo niepewność dlaczego ciąża obumarła dobija mnie, a tak jak pisałam wczesniej
                            do tej pory może miałam dobrego lekarza od prowadzenia ciąż bez większych
                            problemów ale teraz czuję że się nie sprawdza, nie szuka przyczyn i działa
                            troche na wyczucie tzn. proponuje co bedziemy robić w nastepnej ciązy
                            zapobiegawczo ale nie opiera tego na żadnych badaniach, w poprzedniej ciąży
                            brałam Duphaston i luteinę ale to nie pomogło , uważam że powinien był mi teraz
                            zlecić badania w kierunku prolaktyny i progesteronu, dlatego liczę ten następny
                            mi pomoże
                            • wordshop Re: do 89mika 20.10.05, 18:14
                              z tego, co mi wiadomo, to stres nie wywołuje hiperprl., tylko jeśli masz
                              hiperprlk., to wtedy reagujesz na stres skokiem prolaktyny. tak więc sam
                              stresujący tryb życia nie musi wpędzić w hiperplrk. na szczęście smile ale skoro
                              brałaś w ciąży Duphaston, to pewnie warto skontrolować progesteron oraz jego
                              "towarzyszkę" - prolaktynę. lepiej wiedzieć więcej niż mniej.
                              daj znać, co powie Ci drugi gin.
                              ja już zaczynam przyzwyczajać się do myśli, że nie poznam jednoznacznej
                              odpowiedzi na pytanie Dlaczego sad
                      • yskyerka Re: byłam u gina 21.10.05, 10:54
                        wordshop napisała:
                        > tyle że ja nie mam (a przynajmniej dotąd nie miałam
                        > problemu z zajściem. nie udało mi się utrzymać ciąży,
                        > ale zaszłam już w drugim cyklu po powrocie @ po karmieniu.
                        > no i się teraz zastanawiam, czy potrzebny mi ten lek?

                        Z tego, co czytałam, tak. Bardzo wysoka prolaktyna uniemożliwia zajście w
                        ciążę. Wysoka - może być przyczyną poronień. Też w tym miesiącu mam zbadać
                        prolaktynę zwykłą i po obciążęniu MTC i progesteron. Mam je zrobić 7 dnia po
                        owulacji.

                        > aha, żadnego usg - ponoć niepotrzebne, skoro miałam już
                        > normalną miesiączkę po zabiegu.

                        Ja usg miałam robione, bo lekarz chciał sprawdzić, czy aby na pewno wszystko
                        się ładnie oczyściło. Z tym że ja nie miałam zabiegu, tylko czekałam, aż samo
                        wszystko zejdzie. Potem niby wszystko było w porządku, ale jeszcze długo
                        plamiłam. Dopiero po kolejnej @ plamienia ustały.
                        • wordshop Re: byłam u gina 21.10.05, 12:12
                          no właśnie - pytałam ginkę o to, czy wysoka prolaktyna mogła być przyczyną
                          poronienia. powiedziała, że nie. ponoć wysoka prolaktyna może oznaczać niski
                          progesteron i to on może być przyczyną. jednak sama prolaktyna nie powoduje
                          poronienia. widać są różne opinie.
                          • yskyerka Re: byłam u gina 21.10.05, 12:50
                            Czyli w sumie na jedno wychodzi, choć każdy lekarz ujmuje to inaczej. Wysoka
                            prolaktyna = niski progesteron = ryzyko poronienia.
                            Tak czy inaczej, warto ją zbadać.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka