Brak wsparcia...

24.10.05, 13:42
w czwartek dowiedziałam się, że serduszko mojego dziecka przestało bić, w
piątek zabieg. Nie muszę chyba opisywać jak jest mi ciężko i źle. Czuję się
opuszczona i samotna, nie czuję wsparcia ze strony rodziny (teściowa nawet do
mnie nie zadzwoniła) jakby poprostu nic się nie wydarzyło.
    • matylda.fm Re: Brak wsparcia... 24.10.05, 13:59
      może uważają że tak lepiej. każdy siłą rzeczy mierzy innych troszkę swoją
      miarką. Ja jak się dowiedziałam że serduszko nie bije zadzwoniłam do mamy i
      męża i powiedziałąm że maą wszystkim powiedzieć i zakazać jakiegokolwiek
      kontaktowania się ze mną. Znosiłam tylko męża i psa. Nie kontaktowałam się z
      nikim, maż odbietał telefony i mówił ja nie miałam siły.
      Najlepiej powiedzić czego sie oczekuje bo mozliwe że rodzina boi się Ciebie
      urazić, może dla nich bardziej bliska jest ta "moja" reakcja. jak ich
      potrzebujesz to powiedz!

      Swoją drogą po mojej teściowej to jak po gesi spynęła za równo wiadomość o
      ciąży jak i o jej końcu-zero zaangażowania....
    • wordshop Re: Brak wsparcia... 24.10.05, 14:07
      Madziu - strasznie mi przykro, że Twój dzieciaczek odszedł. a to, że Twoi bliscy
      zawiedli sprawia, że jesteś osamotniona w swoim smutku. niedawno był tu taki
      wątek o tym, jak to ludzie nie umieją się zachować w sytuacji, gdy bliska im
      kobieta poroni. niektórzy udają, że nic się nie stało (jak Twoja teściowa). inni
      bagatelizują nasze cierpienie (mówiąc, że będziemy jeszcze mieć dzieci i że
      dobrze, że to się teraz stało(!)). jeszcze inni próbują pomóc, choć nie umieją
      (jedna z dziewczyn napisała, że ktoś jej napisał, że to piękne, że jest mamą
      aniołka - niezbyt trafnie dobierając słowa, delikatnie mówiąc). widzę, że w
      Twoim otoczeniu poronienie to temat tabu. widacznie Twoi bliscy boją się o tym
      rozmawiać, nie chcą lub nie potrafią słuchać o bólu i cierpieniu. może w ten
      sposób chcą sami uniknąć cierpienia a może tak im wygodniej.

      ja również nie znalazłam wiele wsparcia w moim otoczeniu. jedynie na tym forum
      mogłam się wyżalić i zostałam wysłuchana i zrozumiana. mam nadzieję, że chociaż
      nasze wirtualne wsparcie Ci choć trochę pomoże. dziewczyny na tym forum są
      bardzo pomocne i bardzo miłe i niestety (piszę niestety, bo to chyba najgorszy
      powód do emapatii) potrafią zrozumieć osierocone mamy.

      pamiętaj, że nie musisz udawać przez otoczeniem, że nic się nie stało. jeśli
      potrzebujesz - płacz. jeśli masz ochotę - pisz, a my Cię na pewno wysłuchamy.
      nie jesteś juz sama!
      pozdrawiam Cię ciepło,
    • lila4 Re: Brak wsparcia... 24.10.05, 22:12
      Wiesz, oni inie wiedza co powiedziec, bo w wiekszości domów to temat tabu.Nie
      musisz próbowac ich zrozumiec, skup się na sobie, na swoich odczuciach.Pozwól
      sobie na żal, płacz, bunt, nienawiśc jesli potrzebujesz.Jesli masz siły, to
      powiedz wprost, że cierpisz, potrzebujesz wsparcia.Nie udawaj i nie słuchaj ze
      już czas przestać płakać - bo pewnie za jakiś czas ktoś tak może Tobie
      powiedzieć (może mąż który nie ma sil, ktory nie chce zapomniec, ale nie
      potrafi patrzeć jak płaczesz, bo tak bardzo Cię kocha) Rób to na co masz
      ochote, co czujesz ze chcesz robić.Nikt w tej kwestii nie ma monopolu na to jak
      powinno być. Nadaj dziecku imię (mi tak doradzili w szpitalu) i moze za jakis
      czas bedziesz mogła (moze dopiero za kilka lat) o tym dzieciątku mówić
      narmalnie. Teraz macie je w niebie i bedzie Wam pomagało każdego dnia,
      wstawiało się za Wami .Macie w niebie swojegi człowieka.Teraz to boli i tak
      bedzie jeszcze długo. Przesyłam Tobie wierszyk (znalazłam go gdfzies na forum),
      napisz go sobie, za jakis czas go odkopiesz.
      Bose aniołki siedzą na chmurkach,
      A każdy lekko jak piórko fruwa
      I każdy czuwa, cichutko czuwa
      Nad tatą, który płakać nie umie,
      Nad siostrą, która nic nie rozumie
      Nad dziadkiem, babcią smutną czasami,
      i swoją mamą - osnutą łzami
      I każdy woła cichutko z daleka
      - mamo już nie płacz,
      mamo ja czekam......
      • magda.gw Re: Brak wsparcia... 27.10.05, 11:49
        Bardzo, bardzo Wam dziękuję!!! Już wiem, że nie jestem sama, że mam Was. od
        paru dni leczę rany na Forum razem z wami. czasami są wzloty czasami upadki,
        ale mam nadzieję, że niedługo coraz więcej będzie wzlotów. Pozdrawiam
        wszystkich gorącosmile!
Pełna wersja