pomóżcie mi proszę

28.10.05, 15:37
.... abym ja mogła kiedyś Wam lub kobietom które znajdąsie w Waszej sytuacji
pomóc... jestem studentką położnictwa... niestety nikt nie uczy nas na
studiach jak pomagać kobietom które poroniły lub właśnie tracąswoje
dziecko... chciałabym umiećw przyszłości pomóc przejść tak trudne chwile
kobietom, pomóc im w cierpieniu... napiszcie proszę czego nie wolno mówić z
takich banalnych rzeczy które każda osoba Wam mówi, a jak można ulżyć...
    • hejjkum Re: pomóżcie mi proszę 28.10.05, 15:54
      poczytaj
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=11916&w=18382416
      • tygrysiatko1 Re: pomóżcie mi proszę 28.10.05, 16:25
        przeczytałam........ i jestem przerażona po pierwsze tym znieczulicą personelu
        i chyba najbardziej kobiet ktore przecież powinny umieć zrozumiećdrugąkobietę,
        a po drugie, że większość ze słow które usłyszałyście nie były wypowiedziane w
        złej woli tylko aby Wam pomóc, pocieszyć...
        powoedzcie proszę jak pomoc??
        • asica74 Re: pomóżcie mi proszę 28.10.05, 17:02
          Pomoc tu za wiele nie mozna, bo tu sie pojawia sciana naszego czlowieczenstwa,
          gdzie w takich tragediach sie zostaje zupelnie samym (chodzi mi o to, ze nikt
          za nas nie przezyje straty dziecka) ale mozna ulzyc.

          Ja swoj pobyt w szpitalu pamietam bardzo dobrze, jezeli chodzi o opieke
          lekarska. W jakis sposob profesjonalizm i spokoj lekarza, ktory sie mna zajal,
          pielegniarki, ktore byly pelne dyskrecji i ktore moze przesadnie nie plakaly
          nade mna, ale byly zyczliwe i po prostu ludzkie - to wszytsko mi bardzo
          pomoglo.
    • anula695 Re: pomóżcie mi proszę 28.10.05, 16:16
      Witam,cieszę się, że poruszyłaś ten temat, bo już dawno chciałam to z siebie
      wyrzucić, osobie, która ma/bedzie miała styczność z przypadkami poronień..Otóż
      błagam, nigdy nie pozostawaj obojetną-nawet spojrzenie, jeden gest potrafi
      pokazac współczucie takie kobiecie, a to jest bardzo potrzebne..W szpitalu
      wszyscy sa obojętni, zimni, ma się wrażenie,ze w zasadzie nie stało się nic
      złego..Strasznie to przeżyłam..Wiem,ze może brzmiec to bardzo egoistycznie,
      jakby chciała aby wszyscy się mną zajęli i jakbym to ja była najwazniejsza, ale
      nie-zrozum mnie.Chodzi o głupie, będzie dobrze..
      • tygrysiatko1 Re: pomóżcie mi proszę 28.10.05, 16:28
        dla mnie jest oczywiste że trzeba zając sie w szczególny sposób i okazaćdużo
        ciepła kobiecie która straciła swoje maleństwo tylko nie wiem jak żeby jej nie
        urazić...
        myśle równieżże nieludzkie jest abyście musiały na sali leżeć z kobietami które
        urodziły i mają przy sobie swoje dzieci czy z kobietami które są w
        zaawansowanej ciąży i czekają na poród... zastanawiam sie czy nie można by tego
        jakoś zmienić...
        • anula695 Re: pomóżcie mi proszę 04.11.05, 18:46
          Mnie położyli z 3 kobietami w ciąży..W nocy budziło mni eKTG i bicie serduszek
          maluszków...To było niemiłosierne cierpienie..sad
    • malpolid Re: pomóżcie mi proszę 28.10.05, 18:03
      Tygrysiątko, wiem ,że to zabrzmi dziwnie (nie wiem tez czy już jesteś mamą)ale
      dopóki sama nie urodzisz dziecka nie będziesz w pełni rozumiejącą położną.
      Kiedy ja byłam studentką - tak jak Ty miałam wiele cierpliwości i współczucia
      dla pacjentek. Jednak gdy z pierwszym dzieckiem w ciąży będąc znalazłam się z
      zagrażającym porodem przedwczesnym na łóżku na oddziale Patologii Ciąży i kiedy
      potem po kilku miesiącach to dziecko urodziłam w szpitalu- dopiero wtedy
      potrafiłam w pełni wczuć się w sytuację pacjentki. Wszystko to było dla mnie tak
      traumatyczne, że drugie dziecko urodziłam w domu... Życzę Dużo Dobra dla Ciebie !
    • malpolid Jeszcze jedno 28.10.05, 18:07
      I dobrze, że tu trafiłaś. Gdy ja miałam do czynienia z trudnymi sytuacjami w
      szpitalu nie wiedziałam jak się zachować, bo starsze położne ignorowały te
      sprawy, a może tez nie potrafiły zareagować. Te sceny wracają do mnie często i w
      głębi duszy mam żal , ze temat poronienia, straty dziecka jest tak na uczelniach
      medycznych bagatelizowany. Położne , z którymi pracowałam miały jedno
      pocieszenie: "Pani nie płacze, młoda Pani jest to jeszcze niejedno dziecko
      będzie. " Dopiero tutaj na forach dotarło do mnie, że to okropne pocieszenie ,
      bo negujące to dziecko, które niestety nie przeżyło. Pozdrawiam Wszystkich.
      • kachuss Re: Jeszcze jedno 28.10.05, 19:21
        Jest cos w tych słowach że w takiej sytuacji kobieta czuje się bardzo samotna i
        każde slowo, nie koniecznie pocieszenie jest potrzebne. Chce sie wiedzieć że
        wszyscy w jakiś sposób sa z Toba, interesuja się i nie jesteś sama. ja akurat
        odczulam przychylność personelu szpitala. najgorsza jest ignorancja.
        • heath2 Re: Jeszcze jedno 02.11.05, 16:15
          Dla mnie puste były słowa, że jestem młoda i jeszcze będę miała dzieci.Gdy mój
          Synek urodził się martwy w 35tc, nie myślałam o kolejnym dziecku, tylko o
          Nim.Wystarczyłoby mi ramię, w które mogłabym wyć.A już najgorsze może
          być:'Zapomnij, trzeba żyć dalej".
    • tygrysiatko1 Re: pomóżcie mi proszę 02.11.05, 17:26
      dziękuję Wam bardzo... Wasze rady bardzo dużo mi dają... może ma ktoś jeszcze
      jeakieś sugestie??
    • tygrysiatko1 mam jeszcze taki pomysł 02.11.05, 18:30
      wiem, że niektórzy rodzice nie chcą oglądać swoich dzieci które zmarły po
      porodzie albo urodziły się nieżywe... że nie są wtedy na to gotowi... czy
      uważacie że dobrym pomysłem jest robienie zdjęć tym dzieciom i dawanie mamie
      czy też tacie tych zdjęc w zaklejonej kopercie żeby mogli zobaczyć swoje
      maleństwo kiedy już będągotowi??
      • beti76 Re: mam jeszcze taki pomysł 02.11.05, 21:25
        TWój system zadawania pytań kojary mi się z poszukiwaniem wiadomosci do pisanej
        pacy. Ale może sie mylę.
        W każdym razie gdzieś na forum znalazłam opowiadanie dziewczyny, która poroniła.
        Napisała tam, że wiele znaczył dla niej gest położnej/pielegniarki, kiedy to
        przed zabiegiem łyżeczkownia po prostu pogłaskała ją po ręku.
        Odnośnie zdjęć to nie mogę się wypowiedzieć. Nie byłam nigy w takiej sytuacji.
        • tygrysiatko1 Re: mam jeszcze taki pomysł 02.11.05, 21:58
          jestem w trakcie pisania pracy licencjackiej, ale temat jest zupełnie inny smile
          pytam bo chcę wiedzieći nie chcęnieświadomie wyrządzić dodatkowej krzywdy... bo
          chcę wykonywaćdobrze zawód który wybrałam a uważąm, że tylko kobiety które same
          tego doświadczyły potrafią powiedziećco pomaga a co szkodzi i sprawia dodatkowy
          ból
      • anula695 Re: mam jeszcze taki pomysł 04.11.05, 18:52
        ja nie widziałam swojego dziecka i chyba mi z tym lepiej..Myślę o nim,
        zastanawiam się czy to był chłopiec czy dziewczynka, jak by wyglądało, ale
        raczej nie żałuję, że nie wiem..Mogłam się spytać mojej gin, bo to ona robiła
        zabiego, chociaż o płeć, ale myślę, że to bolałoby jeszcze bardziej..Tak jest
        łatwiej nie tyle zapomnieć ile przeżyć to, co nas spotkało..Nie wiem czy
        chciałabym miec obraz mojego dziecka do końca zycia przed oczami, wystarczy, że
        mam je na zawsze w myśli i serduszku..sad
        • anuteczek Re: mam jeszcze taki pomysł 04.11.05, 23:37
          Ja bardzo żałuję, że nie widziałam Tosi. Nikomu nie przyszło do głowy, by zrobić
          zdjęcie lub mi ją pokazać, została brutalnie wyciągnięta ze mnie, choć to był
          20/21tydzień.Gdybym mogła choć doktnąc, przytulic przez chwilkę... Przecież to
          był juz prawdziwy mały człowieczek... Dobrze, że mam chociaż zdjęcia z usg.
          Zojkę i Emmę widziałam, obie pożegnałam, Emma ma zdjęcia. Jeszcze ich nie
          oglądalismy i nie wiem, czy kiedykolwiek je obejrzymy. Wysarczy, że widziałam Ją
          na żywo. Malutki jedenastotygodniowy robaczek. Nie wiem, może kiedyś Maciek...
          albo nasi rodzice...
          Anulu kochana...
          Boję się, że z czasem będzie Ci brakować tożsamości tego dziecka. Z
          psychologicznego punktu widzenia dziecko należy pożegnać jak osobę, nadać imię...
          ściskam
          ania
          • anula695 Re: mam jeszcze taki pomysł 05.11.05, 13:31
            Anula..ja już sama nie wiem..Mam taki mętlik w głowie..Od poronienia mineło już
            ponad pół roku, jestem teraz ponownie w ciąży..Niestety brzuch mnie boli od
            samego początku, byłam już 8 dni w szpitalu, teraz leże w domu..To już/dopiero
            14 tc..Boję się strasznie..Dlaczego to takie trudne??
            Współczuję Ci Kochana bardzo i jestem z Tobą..Musisz być cholernie silną osobą i
            mieć wspaniałego meża, tyle juz przeszliście..sad
    • monikamm Re: pomóżcie mi proszę 02.11.05, 22:24
      Dla mnie teraz, po trzeciej stracie dziecka, najgorsze były słowa młodej
      lekarki, która prowadziła ze mną wywiad przed zabiegiem. Powiedziała: "...i
      dlatego, że straciła pani ciążę pani tak rozpacza?....jest taka jednostka
      chorobowa jak niemożność donoszenia ciązy..... może powinniście państwo pomyśleć
      o adopcji?"
      Niestety nie byłam w stanie myśleć o niczym innym jak o swoim bólu i nawet nie
      zareagowałam na te uwagi.... a powinnam ją była opluć i zwyzywać..... - głupia
      baba i bezmyślna
      • gangsta.eve Re: to było dla mnie wtedy wazne 05.11.05, 17:09
        Trzymanie -choćby przez chwilę- za rękę oraz to, żeby pozwolili się wypłakać i
        nic nie mówili. No i byłoby bardzo, bardzo mile widziane, by nie kładziono
        kobiet po zabiegu z paniami w ciąży. To nieludzkie! Pamiętam, ze chciałam, by
        mnie położyli choćby na korytarzu. I tak już przecież moja godność i psychika
        były zmiażdżone doszczętnie.
        Nie chciałabym, żeby robili zdjęcia mojemu dziecku. Widziałam po zabiegu mojego
        synka i potem jeszcze raz w prosektorium. Przyznam, jest to straszliwy szok,
        ale nie żałuję. Jednoczesnie nie mozna stwierdzić, czy trzeba widzieć swoje
        dziecko, czy też nie. To sprawa bardzo indywidualna i delikatna. Tutaj decyduje
        mama. Kieruje się sercem i intuicją. W końcu my, kobiety, mamy ją najlepszą.
Pełna wersja