Cieszę się, że nie jestem sama...

10.11.05, 20:34
Niestety w 14 tygodniu ciąży
okazało się, że płód nie rozwija się prawidłowo, obumarł... dziś nad ranem
miałam zabieg, fizycznie czuję się ok, psychicznie - staram się, ale na razie
kiepsko mi wychodzi... Wiecie, na początku ciąży bałam się cieszyć, bo miałam
świadomość tego, że wszystko może się zdarzyć... Wszystko było ok, czułam się
dobrze, kończył się I trymestr i zaczęłam się cieszyć, ufałam, że wszystko
będzie ok. Wczoraj nagle pojawiło się plamienie, pojechałam do mojego
lekarza, zrobił USG i okazało się, że maluszek nie żyje... potem wszystko
potoczyło się już szybko, chciałam wierzyć, że to zły sen, ale niestety to
rzeczywistość...

Liczę na to, że niebawem uda mi się dojść do równowagi, w końcu życie musi
toczyć się dalej... kupiliśmy właśnie mieszkanie i mam nadzieję, że
przeprowadzka i urządzanie pozwolą mi skierować myśli na pozytywne tory.

Czy macie jakieś rady, jak sobie pomóc w tych trudnych chwilach, co zrobić,
by płakać coraz mniej?

Serdecznie Was wszystkie pozdrawiam

Mimoooza
    • 89mika Re: Cieszę się, że nie jestem sama... 10.11.05, 22:31
      współczuję Tobie bardzo, też niedawno przez to przechodziłam i niestety ból i
      żałoba dalej trwa codziennie chociaż z upływem czasu zmienia się nie odchodzi
      ale przybiera inną postać może łagodniejszą, jednak może we mnie jest też jakaś
      ogromna potrzeba walki o następną ciąże, szukanie odpowiedzi , przyczyny tamtej
      tragedii żeby spróbować ja wyeliminować, może dlatego że nie umiem siedzieć ,
      rozpamiętywac i rozpaczać, prawie od pierwszego dnia od zabiegu zaczęłam szukac
      odpowiedzi dlaczego także na tym forum i tu oprócz wielu rad, pomocnych
      wieadomości znalazłam wsparcie i zrozumienie innych kobiet tak jak ja
      cierpiących, mi to pomaga więc i Tobie może to pomoże, my się wzajemnie
      podpieramy , radzimy sobie , nawiazujemy kontakty, tak jest łatwiej
      • gangsta.eve Re: Cieszę się, że nie jestem sama... 10.11.05, 22:36
        nie hamuj płaczu! Trzeba przejsc żałobę, a nie dusić emocji w sobie. Możesz też
        przelewać mysli na papier- zawsze potem mozna go spalić. Pomodlić się do
        Dzidzi, ona jest obok i czuje Twoją miłość. Gdy mi jest smutno i tęsknię za
        swoją- śpię z malutkimi skarpetkami- fizyczna namiastka Maluszka.
        Tulę Cię ciepło
        • ingga Re: Cieszę się, że nie jestem sama... 10.11.05, 22:51
          Witaj, Mimooza!
          Bardzo mi przykro, że dołączyłaś tu do mnie, Majóweczko Kochana!
          Damy radę!
          I spotkamy się na pewno na wąteczku dla starających się a potem może
          na "październikówkach"?
          Mnie bardzo pomogła moja córeczka - to dla niej miałam siłę, żeby wyjść z
          dołka, walczyć ze sobą i wrócić do normalności. Prawie normalności.
          Pomogło mi też wsparcie bliskich osób, netowych znajomych oraz wiara, że
          następnym razem na pewno się uda - będę walczyła o następną ciążę tak szybko
          jak lekarz pozowli.

          Trzymaj sie, a jak potrzebujesz jakiegoś wspracia pisz na gazetowy, na gg
          5507837.
          Ściskam Cię z całych sił.
    • as2008 Re: Cieszę się, że nie jestem sama... 10.11.05, 23:36
      witaj Mimoooza
      jak masz ochote i sile placz
      bedziesz plakac jeszcze wiele razy
      ja zaskoczylam dzis ze dokladnie m-c temu dowiedzialm sie ze to juz koniec
      ciazy/tez obumarla/
      nie wiem jak ten m-c mi zlecial
      chyba matrix zadzialal
      przyzbaje sie potrafie sie poplakac w najmniej spodziewanym momencie dla siebie

      od listopada wrocialam do pracy i chyba mi to pomoglo - taki powrot do
      normalnosci
      teraz zastanawiam sie nad swoja "sciezka kariery"
      jakos mi latwiej teraz startowac i latwiej tez przyjmowac porazki

      jak masz ochote wyrzucic to z siebie pisz na priv
      przytulam cie
      as

      • kachuss Re: Cieszę się, że nie jestem sama... 11.11.05, 09:03
        Przykro mi...sama byłam "majóweczką" i pamietam nasze dyskusje i pytania na
        forum, a teraz próbuje wierzyć w kolejne szczęśliwe m-ce.
        Ja miałam wrażenie że juz nie dam rady wkręcić się w rytm, przeciągałam
        zwolnienie i nie wychodziłam przez 3 tyg.z domu. Pomogło mówienie o tym.
        Jeszcze kilka tygodnie temu nie wierzyłam. Potem mówienie o tym, jesli trafisz
        na dobrych słuchaczy naprawde leczy.Teraz czuje sie lżejsza i zbieram siły na
        nowy start.
    • mimoooza Dziękuję Wam ;-) 11.11.05, 12:09
      Dziękuję bardzo za wsparcie i przytulenie...

      Staram się jakoś trzymać, najgorzej jest wieczorem przed zaśnięciem i rano,
      zaraz po przebudzeniu, nie mogę powstrzymać łez....

      Wierzę, że jeszcze zaświeci dla nas słońce, ale najtrudniejsza jest dla mnie
      myśl, że już nigdy nic nie będzie dla nas takie samo, że wspomnienia tych chwil
      i radosnych, z 3-miesięcznej ciąży, i smutnych, ze straty maluszka, nigdy już
      mnie nie opuszczą, że łzy będą mi towarzyszyć przez długi czas... i nawet jeśli
      znajdę już w sobie siłę do kolejnych starań, będzie mi towarzyszył lęk, obawa
      czy kolejny raz nie powtórzy się to samo...

      jeszcze raz Wam dziękuję, naprawdę podnosi mnie na duchu myśl, że nie jestem
      sama...
      • magda.gw Re: Dziękuję Wam ;-) 11.11.05, 15:57
        i ja także byłam Majóweczką. Najbardziej w ukojeniu mojego żalu pomogło mi
        właśnie to forum (na rodzinę raczej nie mogłam liczyć) więc jeśli Ci smutno i
        źle to pisz. Będziemy się starać aby Cię jakoś podnieść na duchu smilesmile
        Pozdrawiam Cię gorąco

        P.S.Uwierz proszę, że Twoje słoneczko wychodzi już zza chmur!!!
        • marta266 Re: Dziękuję Wam ;-) 11.11.05, 17:19
          bardzo mi przykro-przezylam to samo tylko w 12 tc-zabieg mialam 16 wrzesnia-
          dobrze ze sobie to jakos przetlumaczasz-ja pozwolilam sobie na lzy, zal, gniew,
          tesknote-to wszystko trzeba przejsc-bardzo pomoglo mi to forum i inne fora na
          gazecie-musisz wierzyc ze wszystko sie jakos ulozy i ze bedzie dobrze-ja sobie
          to tak tlumacze-jedna z dziewczyn napisala- trzeba pamietac ze nie jest sie
          wyjatkowym wtedy latwiej zniesc to co przynosi zycie-jak czytasz historie
          dziewczyn to wiesz ze takie tragedie sie zdarzaja-nie jestesmy osamotnione w
          naszym cierpieniu... caluje cie goraco i obiecuje pomodlic sie za twojego
          Aniołka.

          Marta mama Aniołka 16.09.2005 r.
Pełna wersja