kostka25
03.03.06, 09:38
Witajcie! Jestem tu pierwszy raz. Straciłam swojego Aniołka w 19 tyg.c.
30.01.2006. Chciałabym się z wami podzielić swoim przypadkiem i przestrzec
przed lekarzami, którzy są przereklamowani.
W Październiku dowiedziałam się że jestem w ciąży, to był najszczęśliwszy dla
nas czas. Wszystko się dobrze układało, tydzień za tyg., wizyta za wizytą ok.
Przez cały czas pracowałam, i dobrze się czułam. Postanowiliśmy z mężem
wyjechać na odpoczynek w góry, więc na początku stycznia wyjechaliśmy. Już po
pierwszym dniu pobytu zauważyłam małe jasno różowe plamienie.Lekarz mój po
konsultacji tel. że nie ma co się martwić. Ja wiedziałam że jest coś nie tak,
wracając wyciekła za mnie łyżka wody, pojechaliśmy prosto do lekaża, ten
swierdził że to nie są wody, i wszytko jest ok. Usłyszałam od niego że
histeryzuję. Każdej nocy powtórka, mokra bielizna. Pojechałam na konsultację
do innego lekarza,też na świeżo z wyciekiem wraz z mazaniem, ten też
powiedział że jest ok. To mogły być resztki z okolic łożyska - tak mi
powiedział. Zjawiłam się u swojego lekarza z kolejnym plamieniem i tak jeden
i 2 i 3 dzień. Zawsze z wkładką na świerzo. Nie widział nic niepokojącego.
Ale w karcie pisał coraz mniej wód płodowych. po tygodniu myślałam że to tak
ma być. Ostatnij nocy dostałam krotoku, wtedy stwierdził zero wód płodowych -
do szpitala. Niestety w tym szpitalu gdzie współpracował nie było miejsc więc
pojechałam do najbliższego-Grójca. Tam stwierdzili że wszystko z macicą jest
ok, musi być wyciek z pęcheża płodowego gdzieś z boku. Wytrzymałam jeden
dzień, przybyło wód, mój Aniołek walczył. Lecz 3 dnia w szpitalu stwierdzili
że łożysko się odkleja i przemieszcza , więc padła decyzja o zabiegu.
Straciłam dużo krwi, miałam transfuzje. A mój Aniołek żył do końca - Ania.
Za to co się stało obwiniam lekarza i przestrzegam przed nim wszytkie
dziewczyny z Grójca. Odpowiednia jego reakcja i mogłam uniknąć tragedi, lecz
stało się inaczej.
Teraz jestem już po laktacji i właśnie dostałam @. I szykuję się do następnej
ciąży, robię badania i do dzieła.
Dzięki rodzinie stanełam na nogi. No i dzięki Wam dziewczyny.
Nigdy już nie zaufam lekarzowi, konsultacja co najmniej 2 to też za mało.
Czy któraś z Was miała podobny przypadek?