jkl13
30.05.06, 08:27
Witam. Jestem tutaj po raz pierwszy i chyba ostatni (nie umiem czytać tak
smutnych postów, a przecież nie będe ryczeć w pracy

Co prawda nigdy nie straciłam dziecka, ale chciałam dodać otuchy wszystkim
tym, które straciły, a mimo to nie poddają się. Będzie więc historia z życia
wzięta.
Koleżanka mojej mamy (obecnie babka ok. 60-tki) bez problemu zaszła w ciążę z
piewszym dzieckiem i urodziła zdrową i śliczną dziewczynkę. Jak tylko ją
odchowała, postanowili z mężem postarać się o kolejnego bąbla, aby między
dziećmi nie było zbyt dużej różnicy wieku. Jednak jak to w życiu bywa, los
płata różne figle. Następną ciążę poroniła, potem kolejną i dalszą... W sumie
poroniła 13 razy, zanim za tym 14 urodziła chłopca, mojego rówieśnika
(obecnie ma 27 lat). Powiedziała sobie, że nie popuści. Na początku była
załamana, ale potem tylko śmiała się ze złośliwości losu i się nie dawała.
Skoro więc pragniecie urodzić wasze wyśnione, wyczekiwane dzieciątko - nie
dawajcie się!!!!!!!!!!! Walczcie! Bierzcie przykład z koleżanki mojej mamy i
wierzcie, że sie uda.
Dodam, że mąż tej kobiety był ginekologiem, więc miała zapewnioną najlepszą
opiekę z możliwych. A mimo to nie udawało się utrzymać ciąży. Czasem po
prostu los chce nas sprawdzić, wypróbować, a może po prostu jest dla nas
przeznaczone jakieś dzieciątko, tylko musimy na nie poczekać...
My z mężem czekaliśmy prawie 4 lata, zanim pojawił się w życiu nasz syn
(adoptowany). I od razu wiedzieliśmy, że to na niego czekaliśmy, że to nasze
słodkie maleństwo. Widocznie tak miało być...