karina66
19.06.06, 15:40
Pewnie nikt już(mam nadzieję)na tym forum mnie na pamieta.Znalazłam się tu w
lipcu kiedy Straciłam moją kruszynkę.Jednak moja historia jest nico
dłuższa,bardziej bolesna.Zaczęła się w lipcu 2004 roku.Wtedy to dowiedziałam
sie,ze jestem w ciąży(zaledwie miesiąc po ślubie).Byłam w szoku ale
szczęśliwa.Czekaliśmy na naszą córeczkę-Oliwkę całe 9 miesięcy.I stała się
tragedia.19 kwietnia 2005,dzień po terminie porodu okazało sie,że Maleńka nie
żyje.Umarła w nocy w moim brzuszku.Nie wiadomo dlaczego.Swiat nam się
zzawalił.Jednak bardzo pragnęłam dziecka i szybko znów zaszłam w
ciążę.Niestety tą też straciłam.Dokładnie w pierwszą rocznicę ślubu.Wtedy
zawitałam na tym forum.Myślałam,że nigdy sie nie pozbieram.Że nigdy sie nie
doczekam dziecka.Że po tym co mnie spotkało już nigdy nie będzie dobrze.Że
nigdy się nie uda.
A jednak starczyło mi odwagi na kolejną próbę.Odczekałam trzy cykle i
zaczęliśmy starania.Udało sie za pierwszym razem.Radość była ogromna ale
strach jeszcze większy.Jednak wytrzymałam i teraz obok w łóżeczku leży moje
ukochane szczęśie-Mateuszek(urodził się 6 czerwca).Jest zdrowy i
śliczny.Kocham go nad życie.Jego widok wynagradza mi wszystkie smutki i łzy.
Piszę to aby dać nadzieję tym,które los niesprawiedliwie doświadczył i które
podobnie jak ja niedawno nie wierzą już w szczęśliwe zakończenie.
Pozdrawiam Was wszystkie.Życzę dużo sił i cierpliwości.Los nam wiele
zabrał.Ale on potrafi i dawać...