proszę Was o radę - moja smutna i długa historia

18.10.06, 14:48
Dziewczyny nie chciałabym Was zanudzić moją historią, nie znamy się bo
jestem / byłam stałą bywalczynią forum "niepłodność", ale liczę na Waszą
pomoc, zrozumienie i poradę.
jestem aktualnie na dużych dawkach relanium....raz płaczę raz się na chwilę
uspokajam....więc opis będzie pewnie bardzo chaotyczny i zbyt długi.
Przepraszam…z góry.
w ciągu roku miałam 2 owulacje do tego kiepska ruchliwość plemników u męża.
Czas na działania naturalne był do końca wakacji. potem miało być iui…..a tu
12.09. pozytywny test. CUD!!!! nad cudami….ale szczęście trwało krótko.
KONIEC mojego szczęścia i cudu nie był niestety zwykły.......
słabo rosnąca beta to od początku był zły znak i ja to gdzieś w głębi duszy
wiedziałam...ale nic nie szło zrobić przecież....tylko duphaston i nadzieja
że jak się cud zdarzył to przetrwa….(raz przyrost tylko 30% w ciągu 48 godz,
raz 60%, potem znów 33%)
poszłam do poleconego patologa ciążowego przez te słabo i nierównomiernie
przyrastające bety. był pęcherzyk 5 mm w macicy i miałam przyjść za 2
tygodnie
(czyli w 7 t.c.) żeby zobaczyć zarodek i serduszko....ale nie doczekałam tego
dnia - zabrakło 3 dni....a całe te prawie 2 tygodnie czułam się
świetnie.....i nic się nie działo.
- niedziela 8.10 - wieczorem panika, pojawiła się krew, tel. do gina i pędem
do szpitala na izbę przyjęć....no i się dowiedziałam że pęcherzyk urósł tylko
2 mm czyli do 7 mm zamiast do 20 mm, brak echa zarodka...beta 2735,
koszmar...dostałam środki uspokajające i kazali jechać do domu warunkowo i
czekać na poronienie tj. na silne krwawienie....
- poniedziałek 9.10 - krwawienie się nie nasila, ja w głowie układam sobie że
to martwe puste jajo płodowe że koniec, mąż ze mną w domu został, mama dzwoni
i pociesza że lepiej że to się dzieje teraz niż jakbym już widziała
dzidziusia itd. ....serce mi pękało....wieczorem zaczęły się dziwne objawy
parcia na stolec...znów telefon do gina znów kazał pędzić do szpitala i
zwrócić
uwagę na to parcie bardziej niż na to lekkie krwawienie...strach....ale
myślałam że wrócę już wyczyszczona...po wszystkim...szpital - usg pęcherzyk
nadal w macicy jest, krwawienie ...no to jeszcze nie poronienie, beta urosła
trochę od
poprzedniej nocy do 2890, no i dalej diagnoza że nadchodzi
poronienie...pomimo że odrobinę beta urosła...ale mało więc pomimo że jajo
martwe to jakieś tam tkanki jeszcze żyją i niby dlatego beta mogła trochę
urosnąć...znów powrót do domu z przykazem że jakby się coś działo to wracać i
czekać na poronienie.....jakie to okrutne....jak bardzo wolałabym żeby to
poronienie stało się znienacka...a nie tak leżeć, krwawić trochę i
czekać...to
był już drugi dzień koszmaru....
- wtorek 10.10 - nadal poronienie nie przychodziło. przy każdej większej
plamce wołałam męża czy to już czy już po....ale to ciągle nie było
to....mama kazała mi chodzić żeby to ruszyło ale ja jakoś leżałam i ryczałam
i nie mogłam wstać miałam jakieś złe przeczucie...żeby leżeć....wieczorem na
20stą mieliśmy umówioną wizytę u ginekologa (tą wizytę na której miałam
zobaczyć zarodek i serduszko) postanowiliśmy pojechać pomimo już znanej
diagnozy...że zarodka nie ma.
wizyta zakończyła się tym że gin dzwonił do szpitala i już telefonicznie
kazał mnie izbie przyjęć przyjmować natychmiast na oddział....wyrok: to nie
poronienie, najprawdopodobniej żywa ciąża pozamaciczna w przestrzeni między
lewym jajnikiem a lewym jajowodem....natychmiast trzeba ją usuwać, trzeba
ratować pani życie....jak to możliwe? - pytam - skoro mam martwą ciążę
wewnątrz macicy. mam przecież ten pęcherzyk... tymczasem. okazuje się że w
pozamacicznej istnieje tzw. pseudopęcherzyk, który jest ściemą i jak się
pojawia to lekarz sądzi że to normalna ciąża wewnątrzmaciczna i czeka się na
pojawienie się tam zarodka...a zarodek tymczasem rozwija się gdzie
indziej...w jajowodzie, lub brzuchu lub jajniku lub w szyjce macicy....a na
ten pęcherzyk w macicy przecież czeka każda kobieta, aby go zobaczyć....
jednak widząc pęcherzyk nie można się jeszcze cieszyć bo
to może być ten cholerny pseudo....owszem pewnie w 99 procentach jak on się
pojawia w macicy to będzie normalna ciąża ale czasem niestety.....jest
inaczej.
mąż gnał do szpitala jak szaleniec ...ja ryczałam i trzęsłam się, on
płakał...o Boże to był koszmar....przecież dwa dni wstecz uświadamiałam sobie
że moja ciąża jest martwa i pusta a teraz nagle słyszę że zarodek żyje i ja
muszę go usunąć...Jezu co się działo wtedy w mojej głowie....plątanina myśli
przerażenie, odwrócenie sytuacji o 180 stopni.....było martwe teraz
żyje....co się dzieje......
w szpitalu już na mnie czekali...badało i konsultowało mnie trzech
lekarzy...beta znów wzrosła (zobaczcie jak trzeba to beta może być w kilka
minut a nie czekanie cały dzień na wynik) potem jakieś inne badania krwi,
stwierdzenie afektu 3,7 cm (afekt to żywy zarodek poza macicą) przerażenie,
moi rodzice gnali do poznania w tą noc....mąż ryczał przed swoją teściową
ponoć jak dziecko...
a ja zostałam sama....pilnowali mnie jak nie wiem co...tysiąc razy usg,
tysiąc badań krwi....modliłam się całą noc.
ostatnie badania miały być decydujące czy operacja będzie jeszcze w
nocy...nigdy nie zapomnę tych 1,5 godziny czekania na wyniki...nigdy w życiu
się tak nie bałam...pojawiła się wprawdzie odrobina krwi w jamie brzusznej
ale
nie było krwotoku wewnętrznego...odetchnęłam że operacja będzie rano -
wiadomo - w dzień w szpitalu jest pełna obsada i większy personel ....Boże
nie mogłam uwierzyć że mój dzidziuś żyje a oni mi go usuną.....nie mogłam
skupić się na tym że w każdym momencie może pęknąć mi jajowód że mogę go
stracić i że mogę stracić życie....moje życie mnie zupełnie nie
obchodziło...myślałam tylko o moim cudzie. żywym
cudzie....
- w końcu nadszedł dzień...środa rano 12.10 – miesiąc po moim pozytywnym
teście ciążowym...
bada mnie pani profesor i znów słyszę coś innego!!!!!!!!!!!!!
wróciłam na salę zaryczana z obłędem w oczach i w głowie na pewno też miałam
obłęd: usłyszałam: tak jest ciąża pozamaciczna żywa, beta rano znów wzrosła
do 3 tys. ale to co w macicy to nie jest pseudopęcherzyk od ciąży
pozamacicznej tylko najprawdopodobniej normalna ciąża
wewnątrzmaciczna......operacja za chwilę...bo nie mogą
podać mi jakiegoś metahetraxu (nie pamiętam nazwy) na zabicie pozamacicznej
bo istnieje 1 % szansy (na 100) że to w macicy żyje i lek zabiłby obie
ciąże...natychmiast laparoskopia w pełnej narkozie z intubacją, kazała
zamówić krew...Boże to co słyszałam to w mojej głowie się nie mieściło....
dzwonię do męża...on pyta asia co ty do mnie mówisz???? ja też nic nie
rozumiałam. Ryczałam, krzyczałam przysłali psychologa, który gó.. pomógł....
już nie miałam siły...ten jeden procent nadziei znów przewrócił wszystko w
głowie chociaż jasno powiedzieli że nie mam sobie mimo wszystko robić żadnych
nadziei.....
- po operacji było fatalnie, nie mogłam dojść do siebie po narkozie, wymioty
krwawienie, ból, a przede wszystkim ból serca. Pękło i nie wiem czy
kiedykolwiek się sklei
- czwartek 12.10 - fatalnie...mąż i mama przy mnie...w końcu odzyskałam
prawdziwie przytomność bo w środę nic nie kontaktowałam poza rzyganiem...i
spaniem... rozmowa z panią prof. beta drastyczny spadek z 3 tys. do
796. wiedziałam że już na ten 1% nie liczę ale tego zbadać nie można było
dzień po operacji – i na tą wiadomość miałam czekać do piątku na usg. ale nie
wiedziałam też czy zachowany jest jajowód i jajnik....na szczęście tak!
jedyny pozytyw tego koszmaru.
ale badanie histopatologiczne tego co usunęli nie potwierdziło w 100% że to
co usunęli to był rozwijający się zarodek. jakaś zmiana cystowata z krwią,
nie torbiel, nie ciałko żółte, nie torbiel endometrialna....może bardzo
wczesny trofoblast...ale skoro beta zaraz po operacji tak spadła to jakby
jednak była tam ciąża, ale też z drugiej st
    • asiunia555 ciąg dalszy 18.10.06, 15:13
      , ale też z drugiej strony mogło ruszyć poronienie tej drugiej
      wewnątrzmacicznej i zbiegło
      się w czasie i dlatego beta spadła .koszmar i przerażenie!!! każą cieszyć się
      że
      żyję....że zachowane lewe przydatki....- ale jak tu się z czegoś cieszyć
      JAK??????????????????????????
      - piątek 13.10 usg: pęcherzyka w macicy już nie ma, już wiadomo że
      koniec....krwawienie trwa, na pewno trwa poronienie tej ciąży
      wewnątrzmacicznej,
      oczekiwanie że jeśli się nasili to kolejny zabieg - łyżeczkowanie macicy, jezu
      jak
      ja się bałam już nie miałam siły na kolejny zabieg, byłam cała obolała,
      płacząca i ten ból psychiczny...na to relanium ani środki przeciwbólowe ani
      kroplówki nie pomagały....sad
      - sobota 14.10 - beta dalej spada, chyba na dwieście z ogonkiem, rano usg i
      info
      że czyszczenia raczej nie będzie bo macica sama się obkurcza i ładnie oczyszcza
      i że zawsze lepiej jak samo się oczyści niż jak trzeba mechanicznie to
      robić....lekka ulga bo naprawdę nie miałam już siły na kolejne zabiegi.
      - niedziela 15.10 - ranki po laparoskopii ładnie się goją, krwawienie słabnie,
      ale
      wyłaziły ze mnie liczne skrzepy ale mówili że to dobrze, sesje z psychologiem,
      ataki płaczu - mijając na korytarzu leżące na tym oddziale patologii ciąży
      uśmiechnięte panie masujące swoje brzuszki...serce naprawdę mi pękało.
      - poniedziałek 16.10 - decyzja o wyjściu ze szpitala zależy od bety. czekam na
      wynik. spadła do 133. wypis, rozmowa z panią prof. która przeprasza mnie że
      wypisując mnie do domu nie może postawić jednorodnej diagnozy. Mówi że to
      kompletnie nieksiążkowy niestandardowy przypadek. są dwie wersje:
      1. ciąża wewnątrzmaciczna obumarła i poronienie samoistne tej ciąży plus
      usunięta ciąża pozamaciczna. byłyby bliźniaki. Boże i ja to wszystko
      straciłam...lub
      2. była tylko ciąża wewnątrzmaciczna która obumarła i poronienie, a to co
      usunęli z jajowodu to moja istniejąca od dawna torbiel która pod wpływem
      hormonów
      ciążowych zaczęła się gwałtownie rozrastać i rozlewać. wytworzył się w niej
      krwiak i dała
      obraz jakby był to afekt.
      wstępny wynik histopatologii mówi że była to tkanka łączna z przemianą
      doczesnową. Nie wiem co to znaczy? ale mówili że to nie wskazuje że był tam
      zarodek.
      pełny wynik histo będzie dopiero w poniedziałek i
      może wtedy będzie można ustalić wersję.
      - dziś - jestem w domu, końcówka krwawienia, w sobotę muszę sprawdzić betę i w
      przeciwieństwie do tego co było zawsze modlić się żeby spadła a nie była
      wysoka - najlepiej by spadła do zera, w poniedziałek odebrać histopatologię i
      we wtorek z wynikami do
      kontroli. a jeśli coś się zacznie dziać: temp. Wysoka lub silne krwawienie to
      natychmiast do szpitala...

      Oczywiście na kilka miesięcy (jeden lekarz że min. 3 miesiące, pani prof. że 6
      miesięcy) ZAKAZ starań, zawieszenie, a jak pomyślę że po tym
      okresie wstrzymania znów czekają nas długie miesiące walki to nie chcę mi się
      żyć.
      dziewczyny to tak boli. Plus ta niewiadoma co w sumie straciłam......czy
      jednego czy dwa aniołki…..??????

      teraz musi minąć żałoba - jak powiedziała psycholog.
      ściskam Was mocno i przepraszam że tak się rozpisałam.
      Ale cały czas myślę za co to cierpienie??? czy ktoś mi odpowie??? czy ja kogoś
      tak
      krzywdzę że muszę ciągle cierpieć??? po co mi była ta radość na te kilka
      tygodni???? PO CO???? Przecież mogłam dalej kolejne miesiące się starać….
      JAKI JEST W TYM SENS KTÓREGO NIE UMIEM ZNALEŹĆ????
      Asia

      PS. Wiem że lekarze zalecają robienie badań dopiero po drugiej stracie. Ale
      proszę Was dziewczyny o radę co w tym zakazanym czasie powinnam na pewno sama
      zbadać aby wykluczyć choć minimalnie ryzyko powtórki?
      Przed upływem tego czasu na pewno sprawdzimy ogólne badanie nasienia i moje
      cholerne hormony. Ale co jeszcze??? Co może powodować że ta moja ciąża
      wewnątrzmaciczna obumarła na tak wczesnym etapie????
      Bo o tej drugiej wątpliwej pozamacicznej na razie nie myślę. Poczekam na
      finalny wynik histopatologii.

      • sylpal13 Re: ciąg dalszy 18.10.06, 16:08
        Przytulam cie do serca.
        Ja po poronieniu zrobiłam sobie badania prywatnmie: toksoplazmoze, cytomegalie,
        hormony tarczycy, hormony pł.,mam zamiar jeszcze zrobić chlamydię i ogólnie
        posiew z szyjki.wszysko wyszło ok, nie znam przyczyny.
        • agulka1001 Re: ciąg dalszy 18.10.06, 18:14
          kur..!czemu to sie dzieje naprawde?az mnie ciarki przeszly...dziewczyno!jestes
          bardzo silna!przeszlas wiele,bardzo wiele,ale trzymasz sie!myslisz o
          przyszlosci,a to bardzo odbry znak!leki na uspokojenie kazda z nas dostawala w
          szpitalu,bo sa bardzo potrzebne...masz racej-pekniete serce nigdy nie zrosnie
          sie calkowicie...ale balsamem bedzie to Cudo,ktore u Ciebie NA PEWNO sie urodzi!
          noja historia tez byla straszna-2 poronienia w ciagu 3 m-cy,stracone 3 Cuda
          (druga ciaza blizniacza),i 3zabiegi czyszczenia po drugim poronieniu i
          histeroskopia...szlag mnie trafia,ze takie rzeczy sie zdarzają?DLACZEGO?
          mocno Cie skiskam,i pozdrawiam!dobrze,ze sie wygadalas!
      • antaris Re: ciąg dalszy 18.10.06, 18:23
        Witaj Asiunia
        Twoja hstoria jest nie prawdopodobna, ale niestety prawdziwa. Przykro mi
        bardzo, że tak sie stało. Wiem, że tylko wiadomość o prawidłowej ciąży może
        ciebie pocieszyć, ale musisz myslec pozytywnie, że jeszcze bedziesz sie starac,
        ze jeszcze masz szanse na dziecko. Ja tez poronilam, byłam w 12tc, a ciąża
        obumarla w 10tc. Jedynie co mnie trzyma przy zdrowych zmyslach to fakt ze sie
        nie poddajemy i jak tylko zapali nam sie zielone swiatelko do dzialamy. Jesli
        chodzi o badania to ja zrobilam juz badania tarczycy TSH i FT4 i wizyta u
        endokrynologa. Wszysko ok. Chce sie jeszcze zaszczepic przeciw grypie, i zrobic
        badania na grzybki, chlamydia i cytomegalia. Jak wszytsko ok to w grudniu
        zaczynam starania. Tylko to mnie pociesza, dzieki temu normalnie funkcjonuje.
        Asia nie zalamuj sie, masz szanse na dziecko. Przytulam cie mocno i jak tylko
        moge mocno trzymam kciuki za ciebie, odezwij sie jak juz beda wyniki. I jeszcez
        jedno czytaj i pisz na tym forum to bardzo pomaga, ja dzieki temu tez wyszlam
        na prostą.
        Pozdrawiam
        Ania
      • mentafolia Re: ciąg dalszy 18.10.06, 22:34
        asiunia555 napisała:



        > Ale cały czas myślę za co to cierpienie??? czy ktoś mi odpowie??? czy ja kogoś
        > tak
        > krzywdzę że muszę ciągle cierpieć??? po co mi była ta radość na te kilka
        > tygodni???? PO CO???? Przecież mogłam dalej kolejne miesiące się starać….
        > JAKI JEST W TYM SENS KTÓREGO NIE UMIEM ZNALEŹĆ????

        Asiu,nie ma odpowiedzi na Twoje pytania.Każda z nas chciałaby wiedzieć "dlaczego
        ja?".Ja sobie powiedziałam,że widocznie tak mialo być.Po prostu.


        Co może powodować że ta moja ciąża
        > wewnątrzmaciczna obumarła na tak wczesnym etapie????

        Szacuje się,że przyczyną obumarć 60-70% wczesnych ciąż są aberracje chromosomowe
        czyli błędy podczas podziału komórek.Dzieje sie to przypadkowo i nie masz na to
        absolutnie żadnego wpływu.

        Nie obwiniaj się,nie szukaj sensu.Teraz rany są jeszcze świeże i bolą...ale to
        minie...zobaczysz.I odstaw jak najszybciej prochy bo to straszne świństwo dla
        organizmu.

        Ściskam Cię serdecznie,trzymaj się.




        • eligie Re: ciąg dalszy 19.10.06, 15:04
          Asiunia, ściskam mocno i przytulam. Jestem półtora miesiąca po stracie.
          Zadawałam te same pytania, tak bardzo chciałam w tym wszystkim znależć sens i
          tak bardzo chciałam przekonać samą siebie, że to było "po coś". Nie udało mi
          sie to. Ale... Pomógł mi fragment wiersza księdza Twardowskiego: "o cokolwiek
          zapytasz, trzepnie Cię milczenie. Bogu nie stawia się pytań dlaczego".
          Przyznaję, że pokłociłam się na pięć minut z Panem Bogiem o to, co się stało.
          Ale potem - potem jak pomyślałam, że to dziecko mogłoby być chore (mój lekarz
          mówi że przyczyną większości wczesnego obumierania ciąż są wady genetyczne,
          nieprawidłowości przy samym akcie zapłodnienia) i gdy zobaczyłam takie
          miepełnosprawne dziecko na ulicy - to już sama nie wiem, czy zamiast się z Nim
          kłócić, nie powinnam mu raczej powiedzieć - dziękuję... Bo moje Maleństwo nie
          cierpi i nie miało nawet szansy na to, żeby cierpieć.
          Ściskam mocno.
      • istotka1 Re: ciąg dalszy 20.12.06, 17:08
        Asiunia555... Czytam Twoja historię i tak ajkbym czytała własną... U mnie było
        odwrotnie. Na początku poronienie ciąży wewnątrzmacicznej - w szpitalu położyli
        mnie na patologi ciąży z brzuchatkami. Poroniłam 15 października 2006 w
        pierwszą rocznicę naszego ślubu sad Bez czyszczenia, dwa dni w szpitalu. Po
        tygodniu naszła mnie myśl, że coś jest nie tak i wytną mi wszystko... W panice
        pojechałam do innego lekarza, który stwierdził drugą ciążę - ektopową.
        Myślałam, że zemdleję! Telefony do szpitala, szaleńcza jazda i awantura, że w
        szpitalu tego nie wykryli tydzień wcześniej... Operacja normalna chirurgiczna i
        piękna blizna na brzuchu. Na szczęście uratowali jajowód. 30 dni L4 czyli cały
        listopad w domu. Zeby było bardziej interesująco mam ujemną grupę krwi Rh- i
        nie podali mi ani za pierwszym ani za drugim razem antyglobuliny.

        Na dzień dzisiejszy niby wzystko jest ok - już druga miesiączka, kilka badań za
        mną, powolny powrót do bliskości fizycznej... Przed powrotem do pracy zmieniłam
        fryzurę - ścięłam długie włosy na krótko odcinając się od przeszłości. Co
        przyniesie przyszłość zobaczymy... Do lutego czerwone światło na próby.

        Pozdrawiam serdecznie i mocna przytulam. Wiem co oznacza obłęd w oczach kiedy
        nie wiesz co za minutę, dwie..
        • aga2212 Re: ciąg dalszy 21.12.06, 15:46
          Asiunia to co piszesz to normalny koszmar przytulam mocno i musi być okey ja
          jestem dwa tygodnie po łyżeczkowaniu byłam w 8 mym tygodniu ciązy to już drugi
          raz i dodam że mam synka który ma 8-em lat ale jest chory i teraz stwierdzam że
          nie potrafie urodzić śliczną zdrową dzidzie nie jest mi to dane po nowym roku
          zaczynam badania i szukanie przyczyn dlaczego tak to u nas się dzieje jeszcze
          jest za świeża rana ale nie moge się z tym pogodzić i niewiem czy u mnie nie
          będzie grany psycholog
        • asiunia555 Re: ciąg dalszy 28.12.06, 09:16
          Istotko...sad((
          bardzo podobne - odwrotne nasze historie. ja operację miałam 11.10.06.
          teraz też jestem po drugiej miesiączce od poronienia. w połowie stycznia dostać
          powinnam trzecią. a potem po następnej może będziemy mogli wrócic do staran.
          podobnie jak Ty. czy robiłaś jakieś badania szukając przyczyny?
          ja bardzo dużo badań no i coś znalazłam.
          powodzenia!
          • istotka1 Re: ciąg dalszy 04.01.07, 10:37
            Asiuniu555! Ja jestem tuż przed 3@. Niestety lekarz włączył hormony i zaczęły
            się plamienia i pełna blokada na starania aż 3 cykle będą czyściutkie, bez
            plamek. Badania, które zrobiłam wyszły pięknie więc dalej poronienie to
            zagadka. Ale i tak operacja usunięcia ciąży ektopowej była konieczna(: Poza
            tym jej ryzyko ponownego wystapienia wzrasta teraz dwukrotniesad I jak tu być
            dobrej myśli... A czas płynie... Cały czas staram się nie mysleć o tej historii
            w kategoriach "przydarzyło mi się coś strasznego", ale łatwo nie jest...
            Mój prywatny e-mail: istotka1@poczta.onet.pl. Napisz proszę jeśli tylko chceszsmile
    • tymonka30 Asiunia555 20.12.06, 18:10
      I Ty tutaj? sad Chyba masz gorsze dni, że rozdrapujesz rany? A mnie dopadła
      totalna rezygnacja. To wszystko jest bez sensu wiesz? Ponad rok
      na "Niepłodności", starań, wizyt, liczenia, leków, w końcu się udało i co?
      D...., w 1 chwili wszystko się o 180 st. zmieniło. Jakie to życie kruche... w
      dodatku ludzie naokoło umierają, w pt. pogrzeb znajomego rodziców, całe życie
      się budował chłopina, w końcu jak się przeprowadzili to zmarł... a my co? Tylko
      na dziecku nam zależy i w końcu i tak skończymy jak on... takie to widzisz moje
      nastroje....
      • asiunia555 ..................... 28.12.06, 09:13
        TYMONKO i inne dziewczyny ja nie odgrzebuję już ran. mój post był z
        października. tylko jakoś przez dziewczyny został odgrzebany że znalazł się tu
        z powrotem...zaglądam tu czasem, ale staram się nie nakręcać. i odpuściłam
        trochę z byciem cały czas na niepłodności czy tutaj...
        ja jestem już po drugiej @ po poronieniu. całe szczęście że zrobiłam te
        wszystkie badania. wydałam fortunę. ale wyszły mi dwie sprawy. więc może się
        opłaciło. bo zanim zacznę starania to będę mieć pewność że to co mogło
        zaszkodzić zostanie (mam nadzieję) wyeliminowane.
        cytomegalia igm dodatnie - może to było powodem poronienia, i teraz jeszcze z
        posiewu jakaś bakteria beztlenowa.
        pod koniec stycznia dowiem się czy mam zielone światło czy nie.
        trzymam za wszystkie dziewczyny mocno kciuki. za siebie też...
        • tymonka30 Re: ..................... 28.12.06, 10:22
          A to jednak Ci coś wyszło z posiewu cholipka. Asia napisałam na maila zresztą...
    • jutka_25 Re: proszę Was o radę - moja smutna i długa histo 20.12.06, 22:20
      Przytulam Cię mocno do serca, przeszłaś naprawdę bardzo dużo, jesteś silna więc
      nie poddawaj się i nie trać nadzieii. Powtórze to po raz kolejny... WIERZĘ W TO
      ŻE KIEDYS ZAŚWIECI NAD NAMI WSZYSTKIMI SLOŃCE I DOCZEKAMY SIE NASZYSZ
      MALEŃSTW!!!

      Pozdrawiam i trzymaj się. To dobrze że zechciałaś opowiedzieć nam swoją
      historię, musimy się wygadać to nie raz pomaga...
Pełna wersja