Przebieg lyzeczkowania

08.12.06, 12:08
Czy ktoras z szanownych forumowych kolezanek zna moze linka do miejsca, gdzie
dowiem sie, jak przebiega lyzeczkowanie? Potrzebuje dla wlasnych potrzeb...
zauwazylam, ze nieznosna jest dla mnie swiadomosc, ze mam wyjete paredziesiat
minut z zycia...

Jednoczesnie z gory dziekuje za pomoc.
Pozdrawiam.

BloguBlogu
    • megisa1 Re: Przebieg lyzeczkowania 08.12.06, 12:34
      martabg szukałam w necie ale nic nie znalazłam...to chyba w jakiś medycznych
      knigach trzeba by poszukać

      mój zabieg trwał chyba 30-40 min a lekarz mi mówił że wygląda tak:
      -uśpienie
      -oczyszczenie , wyłuskanie czy jakby to tam nazwać
      -wybudzenie

      pewnie w międzyczasie zbierają do badań co trzeba
      ale większe info mi nie były potrzebne wink


      a o czym jeszcze myślisz? że co mogłoby się dziać?

      bo mi się wydaje,
      że to bardzo indywidualna sprawa
      i lekarze reagulą prawidłowo(mam nadzieję)do zistaniałych nieprzewidzianych
      okoliczności jak jakieś krwotoki czy inne rzeczy

      no ale ciekawe czy ktoś cos znajdzie...sama chętnie się doinformuję wink
      • bk110 Re: Przebieg lyzeczkowania 08.12.06, 12:58
        a ja podobno juz po 10-15 minutach byłam przywieziona po na salę
        nie wiem czy to nie za szybko
        • megisa1 Re: Przebieg lyzeczkowania 08.12.06, 13:39
          to chyba wszystko zależy...

          ja miałam poronienie zatrzymane- kompletnie nic się nie działo
          i zabieg bez leków "przed"

          może dlatego tyle to trwało


          czy to az takie ważne?
          najważniejze żeby wszystko było dobrze po zabiegu...
          ja miałam zabieg zaraz po południu a wieczorem smigałam po korytarzu jakby nic
          sie nie stało...
          krwawić przestałam już wieczorem po prysznicu a plamiłam tylko kilka dni

          kontrolne usg po 2 tyg ok
          II kontrolne wczoraj

          wszystko gra wink)
          • martabg Re: Przebieg lyzeczkowania 08.12.06, 15:16
            Wiem, ze cos sie dzialo podczas zabiegu, niestety nikt mi nie chcial powiedziec
            co. Mam glupie mysli, ze cos zatajaja... tylko nawet nie wiedzialam, co mozna
            zatajac...

            Ja po zabiegu tez sie czulam calkiem ok, tyle ze krwawilam troche... Ale zeby
            cos bolalo to nie, pomogl ketonal w pupe...

            Wczoraj w nocy dopadl mnie kryzys. Do 3 w nocy rozpamietywalam wszystko, jakbym
            byla masochistka...
            Dzisiejszy dzien tez niefajny, bo jestem zmeczona...
            A to wina tego, ze przeczytalam nowe historie na poronienie.pl
            I sie zaczelam zastanawiac, dlaczego mialabym byc ta lepsza i prawidlowo
            donosic ciaze po jednym poronieniu, skoro sa kobiety, u ktorych "do 5 razy
            sztuka" to i za malo...
            Uswiadomilam tez sobie, ze musze pochowac wszystkie pamiatki po Juniorze, mam
            dwa testy ciazowe (chociaz jeden jest meza), pare zdjec USG, co prawda ciaza
            juz wtedy byla martwa, ale jednak jakas pamiatka jest.
            Tylko nie wiem, czy schowac to do pudeleczka jakiegos czy tez wyrzucic
            poprostu...
            I tez wczoraj dotarlo do mnie, ze te swieta mialy inaczej wygladac, prezenty
            pewnie tez mialy byc inne.

            • agulka1001 Re: Przebieg lyzeczkowania 08.12.06, 20:04
              juz rozumiem martobg,dlaczego chcialas wiedziec cos wiecej o zabiegu...
              jesli czujesz sie dobrze,nie ma ostrego krwawienia,to wszystko jest ok!gdyby
              zrobili Ci cos,np uszkodzili macice,to mialabys duze krwawienie, bol brzucha,
              temperature wysoką!wszystko przez ten "dół"...oj,wiem co Ci chodzi po
              glowie,tez miewam takie doły,ze az sie dziwie,ze sie z tego zbieram i jakos
              zyje dalej...czasem mam ochote zasnąc i sie nie obudzic....
              co do zdjec usg-ja bym nie wyrzucala,i testy tez bym zostawila
              po pierwszym poronieniu wyrzucialm test,a teraz bardzo zaluje,bo to byl jeden
              jedyny znak od mojego Skarba...byla tam jeszczo cząsteczka...drugi test,po
              rugim poronieniu, mąz tak schowal,ze sam nie moze znalezc,ale na zdjecia usg
              czasem sobie patrze....
              martabg,tez mi ciezko,jak i innym dziewczynom!czas leci bardzo syzbko!teraz
              wiem,ze 9miesiecy leci nie wiadomo kiedy!ja np teraz powinnam byc na poczatku
              9miesiaca,powinnam rodzic ok 3 stycznia...wierzyc mi sie nie chce...
        • agulka1001 Re: Przebieg lyzeczkowania 08.12.06, 19:59
          a ja mialam w miejscowym,wiec moge Ci opowiedziec co widac z mojej
          perspektywy,od gory!lekarz sobie siedzi jak przy badaniu ginekologicznym,
          pielegniarka to nawet nie zakladala rekawiczek,bo po co?zatrzyki,zeby mniej
          bolało (bo bolało caly czas), i takie uczucie,jakby mi dziure w macicy robili!
          wiec lepiej,zeby Cie uspili i zebys miala to wyciete z zyciorysu!
          • havena Re: Przebieg lyzeczkowania 13.12.06, 17:20
            Dokladnie tak! Powinnas sie cieszyc, ze Cie uspili! Ja dostalam glupiego jasia i
            jakos wcale nie zadzialal. Bol byl przeokropny, a lekarz mial taka mine, jakby
            go ta skrobanka bawila... W koncu to byl 18tc, wiec mial co usuwac. Do dzis tez
            pamietam to PRZERAZAJACE zgrzytanie narzedzia o macice. A minely juz dwa lata i
            zdazylam urodzic piekna core.

            Pozdr.
            Havena
            • agulka1001 Re: Przebieg lyzeczkowania 13.12.06, 20:03
              ja havena,mialam 2zabiegi w uspieniu,2 - "na zywo"...oddalabym wszystko,zeby za
              kazdym razem miec narkoze,nawet z ryzykiem,ze moge sie nie obudzic...straszne
              przezycie, ból nie do opisania,ja myslalam,ze nie wytrzymam! ruszalam sie,nie
              moglam lezec z bólu,zadne leki przeciwbole nie działały,takie mialam
              wrazenie...a co uslyszalam po zabiegu?pielegniarka,ta sama ktora nawet nie
              raczyla zalozyc rękawiczek podczas zabiegu,stwierdzila,ze "jestem mało odporna
              na ból"...niech ją szlag....
    • megisa1 Re: Przebieg lyzeczkowania 08.12.06, 15:54
      martabg nie zamartwiaj się bo to nie ma sensu,
      choć wiem że nie łatwo smile

      co lekarze mogliby zataić to pytanie do lekarza smile

      ...ale wydaje mi sie ze kłamstwo ma krótkie nogi,
      jeśli coś by zchrzanili
      pewnie trzymaliby cie długo w szpitalu żeby cie obserwować
      i żebyś gdzies na ulicy "nie zeszła" chyba przejmowali by się bardziej
      ...było tak?

      a tak, jak się nic nie dzieje... skontroluj u jakiegos innego lekarza niz ten
      który robił ci zabieg (z jakimś dobrym usg) czy wszycho gra

      ...dla świętego spokoju zrób sobie najwyżej to nieprzyjemne hsc smile)))

      ja testy wyrzuciłam
      ale wszystkie badania trzymam, a może to się kiedyś przyda? kto wie?


      trzymaj się
      • verka77 Re: Przebieg lyzeczkowania 08.12.06, 18:43
        Przede wszystkim zwróciłbym się do szpitala o kopię dokumentacji przebiegu
        twojego pobutu w szpitalu - masz do tego prawo,z takimi papierami udaj sie do
        dobrego gin. Ja tak zrobiłam, bo chialam miec wszystko czarno na białym zamiast
        niekończących się domysłów. Lekarze krzywili miny, aby mi wydać - ale wydali (
        z łachą) , za tą łachę i szereg innych przykrych zdarzeń stają obecnie przed
        rzecznikiem odpowiedzialności zawodowej.
        Dziewczyny - oni mają nam pomagać , nie możemy być zastraszane i poniżane !
    • tymonka30 Re: Przebieg lyzeczkowania 13.12.06, 18:43
      Też jestem ciekawa co dokładnie robili. U mnie zabieg z narkozą, powrotem do
      pokoju trwał razem 15 minut i było już po wszystkim.
      Ja wszystkie pamiątki powyrzucałam, nie ma śladu po ciąży poza brudzeniami....
      • marps Re: Przebieg lyzeczkowania 14.12.06, 08:13
        tymonka30 u mnie wyglądało to dokładnie tak samo. Po 15 min byłam na sali i
        pamiątki równiez wyrzuciłam zaraz po powrocie do domu. smile Tak jest chyba
        najlepiej.
        • tymonka30 Re: Przebieg lyzeczkowania 14.12.06, 08:51
          Pewnie, przecież tak bym ciągle rozdrapywała rany a w sumie nawet sobie radzę.
          M. mi cały czas powtarza, że nie można myśleć o tym w kategoriach, że straciłam
          dziecko tylko że po prostu ciąża się nie przyjęła i to był tylko zarodek jak to
          lekarze mówią... Ale ja przecież widziałam na USG w 9 tc główkę, serduszko...
          eeee nie można tak. I widzisz raz tak, raz tak myślę... ale ogólnie nie jest
          źle... Są chyba gorsze dramaty w życiu... wystarczy rozejrzeć się naokoło,
          pooglądać trochę tv... Jak ja już nie mogę się doczekać kolejnych starań.... A
          koleżanka z pracy rodzi w lutym i ciągle mnie woła, żeby mi pokazać ciuszki dla
          dziecka na Allegro, nieźle nie? No bo nie wie... I tak sobie ludzie żyją w
          nieświadomości a my tu takie dramaty przeżywamy...
          • martabg Re: Przebieg lyzeczkowania 14.12.06, 10:08
            Ja też szybko wróciłam do siebie, ale mimo wszystko ta kwestia przebiegu
            zabiegu trochę mnie męczy. Wyciągam jednak kartę ze szpitala, tak jak radziła
            jedna tu koleżanka.
            A twój M. poprostu włączyła mu się reakcja obronna, nie wie, jak ci pomóc więc
            gada takie dyrdymałysmile
            Mój miał tak samo, ale mu wytłumaczyłam pare kwestii i już nie wyskakuje z
            takimi pocieszeniamismile

            Pozdrawiam te nieźle trzymające się i te gorzej...
            BloguBlogu
            • marps Re: Przebieg lyzeczkowania 14.12.06, 12:41
              Ja straciłam ciąże w ponad 6 tygodniu. Nie iwdziałam dziecka i serduszka, więc
              może jest mi łatwiej. Ja i mój M. staramy sobie to wytłumaczyć w ten sposób, że
              widocznie coś było nie tak z tym dzieckiem i dlatego się ciąża nie utrzymała.
              Chyba lepiej, że tak sie stało teraz, a nie za kilka miesięcy, albo zaraz po
              porodzie. Staram się w ten sposób myśleć i to mi pomoga. Mam nadzieję, że
              kolejna ciąza sie utrzyma i będzie ok. Chociaż strasznie się boję, że może sie
              to powtórzyć.
              • tymonka30 Re: Przebieg lyzeczkowania 14.12.06, 12:42
                Dokładnie tak samo myślimy i że to był tylko 1,3 cm.
                • marps Re: Przebieg lyzeczkowania 14.12.06, 14:04
                  U mnie nawet mniej. sad
                  • tymonka30 Re: Przebieg lyzeczkowania 15.12.06, 08:30
                    Marps nie damy się prawda? Ja na pewno nie, będę walczyć po minimalnym okresie
                    jaki gin karze odczekać, już bym mogła najlepiej ale wiadomo...
                    • marps Re: Przebieg lyzeczkowania 15.12.06, 09:36
                      No pewnie, że się nie damy. smile Też zamierzam odczekać tylko minimalny czas,
                      pomimo tego, że mój mąż nie czekał by wcale. :0 Ale mimo wszystko boję się, że
                      to się może powtórzyć.
                      • tymonka30 Re: Przebieg lyzeczkowania 15.12.06, 12:39
                        Ja też i wiem, że tym razem to dopiero uwierzę jak urodzę.
    • justyna845 Re: Przebieg lyzeczkowania 14.12.06, 15:35
      Witam.Moj zabieg trwal 5 min.Jak mi powiedziala pielegniarka.Bo ja poronilam w
      szpitalu pod prysznicem i lekarz powiedzial ze tylko resztki musi wyczyscicsad
Inne wątki na temat:
Pełna wersja