ant18
24.02.07, 19:21
Długo nie mogłam sie zdecydować,żeby cokolwiek napisać,tak niedawno byłam na
wrzesniówkach 2007...a jednak poroniłam,miałam zabieg 15.02.dziecko umarło w
5 tc,zabieg był w 8tc.nie było akcji serca.początkowo wmawiałam sobie-
próbowałam to jakoś pojąć ,że to wczesna ciaża,że tak się zdarza,jakies
genetyczne sprawy,natura tak chciała,ale teraz ze mna jest coraz gorzej.
Nie mam siły na nic.po zabiegu było lepiej-lekarz podszedł do mnie i w dobrej
wierze powiedział ,że tak sie często dzieje ,że czeka na mnie za 2 miesiace z
dobra nowiną.Że będzie ok.Wydawało mi sie ,że jakos to zniosę.
Nie wierzę że bedzie dobrze,jestem załamana,nie chce mysleć o przyszłości.
mam synka ma 7 lat,najgorsze ,że na zewnątrz jakoś muszę sie trzymać,ale tak
naprawdę nie chce mi się żyć,choć muszę dla niego.Nie wiem jak mam się z tym
uporać...kiedy to minie?