Nieszczęście.

15.05.07, 21:44


Ciągle analizuję to wszystko, i dochodzę do wniosku, że jestem bardzo, bardzo
zła na los.
Dlaczego musiało mi się to przytrafić? Dlaczego szpital był taki obskurny a
łóżko niewygodne?
Czuję, spotkało mnie nieszczęście, na które przeciez nie zasłużyłam.
I czuję się czasami, zazwyczaj w nocy, taką małą dziewczynką, która przeszła
przez coś strasznego... Mam wrażenie, że powinno mi się współczuć. Bo
przeszłam przez to, przez co przeszłam i jestem "taka biedna".



Oczywiście nie jestem lepsza od nikogo.
Mój zabieg tez nie był az tak tragiczny, poza tym to był JEDEN raz, a
przeciez są tu dziewczyny, które niestety przechodziły przez to cześciej.
Napisałam tutaj to, co czasami wyłazi z mojej podświadomości...
Walczę z negatywnymi emocjami, ale nie wszystko idzie tak gładko, jak bym
chciała.
Czy rozumiecie, co chciałam napisać?
Czy macie wrażenie, że spotkało was (nas) wielkie nieszczęście?


    • birma74 Re: Nieszczęście. 15.05.07, 21:52
      Tak, to jest ogromne nieszczęście i powinno nam się współczuć.
      Ale ja nie chcę, aby ktoś mi mówił, że tak jest dla mnie lepiej, że przecież
      jakby to sie miało stać pózniej to.... A tak, im wcześniej tym lepiej. Gó...
      prawda !!! Tak nie wolno pocieszać. I nie interesuje mnie, że 30 procent kobiet
      roni! Ja jestem jedna i to mnie spotkała tragedia i co mnie to obchodzi, że ...
    • ewa7612 Re: Nieszczęście. 15.05.07, 22:01
      Martabg, rozumiem co chciałaś napisać. Czuję dokładnie to samo co Ty!
    • agulka1001 Re: Nieszczęście. 15.05.07, 23:00
      martabg, ja zrozumialam,co chcialas napisac,bo często mam takie uczucie,ze
      jestem pokrzywdzona, nieszczesliwa i nikt mnie nie rozumie...z jednej strony
      chce,zeby mnie wyjątkowo traktowano,z drugiej-nokomu oprocz męzowi-nie
      powiedzialam o tragedii,bo nie chce ciąglego wspolczucia...
      i wiesz-dla mnie nic i wieczor to tez najgorsza pora,wszystkie smutki
      wychodzą...
      • daba2000 Re: Nieszczęście. 15.05.07, 23:11
        Jak ja Was rozumiem!Mnie przytrafiło sie to dwa razy. Obecnie chodzę na
        psychoterapię.
    • dragica Re: Nieszczęście. 16.05.07, 11:32
      Ja tez cie rozumiem. U mnie bylo troche inaczej- zal, ogromny zal do
      wszystkich, mialam po stracie synka – czulam sie najbardziej pokrzywdzona osoba
      na swiecie. Nikt mnie potrafil zrozumiec. Denerwowaly mnie opowiesci typu-
      jeszcze bedziesz miec dzieci, przeciez nic sie nie stalo...Jak to nic?????
      Urodzialm martwe dziecko, pod koniuec ciazy, to jest nic???????Myslalam, ze nie
      przezyje tego, ze swiat sie zawalil.Jakies 3 miesiace po porodzie nie moglam
      funkcjonowac bez lekow uspokajajacych, potem powoli probowalam dojsc do siebie.
      Bylam przekonana, ze lekiem na wszytsko jest kolejna ciaza. I udalo sie zajsc w
      ciaze, ale nie udalo sie tej ciazy utrzymac. Cale 12tygodni balam sie. Balam
      sie strasznie, nie moglam spac w nocy, kazde usg bylo trauma. Pamietam, ze
      kilka dni przed poronieniem, jak zaczelam krwawic, calutenka noc serce mi
      walilo jak mlot, nie moglam sie w zaden sposob uspokoic. Po poronieniu czulam
      wstyd, dziwny rodzaj wstydu. Czualm sie gorsza od kazdej innej kobiety, ktora
      moze normalnie doniesc ciaze. Nie chcialam o tym mowic, bylo mi najzwyczajniej
      w swiecie glupio. Poronienie nie dotknelo mnie tak jak porod-brzmi dziwnie, ale
      naprawde nie zdazylam sie wtedy nawet oswoic z mysla o tym dziecku.
      Tez przechodzilam terapie, 2 miesiace po poronieniu wpadlam w straszna
      depresje, nie moglam pracowac, jesc, spac...Po prawie 2 latach od pierwszej
      straty naucyzlam sie jako-tako normalnie zyc. Staram sie nie myslec o
      prezszlosci. Moge pojsc na cmentarz i odwiedzic moje dziecko nie placzac. I
      nnaprawde zaczelam wierzyc, ze w koncu mi sie uda.
      • agulka1001 Re: Nieszczęście. 16.05.07, 13:30
        dragica,jak wiele przeszlas...bardzo mi przykro...a widzialas swoje malenstwo?
        przepraszam,jesli Cie urazilam tym pytaniem,ale jesli chcesz,moze odpisac... ja
        czasem lubie się wygadac, opowiedziec, jakos tak mi lżej,ale kazdy ma inaczej...
        • yafffa Re: Nieszczęście. 16.05.07, 14:17
          Martabg, spotkało Cię wielkie nieszczęście i tylko Ty wiesz, jak wielkie. Nikt
          nie prawa mówić Ci, że np. powinnaś już przestać się martwić.
          Nie ma też jakiejś reguły, kto jest bardziej nieszczęśliwy, kto mniej. Ja
          straciłam dwie ciąże. Ale zapewniam Cię - po pierwszym poronieniu czułam się
          tak samo strasznie.
          Każdy pewnie jakoś to inaczej przeżywa, ale ja teraz, po tym drugim razie,
          przestałam się ukrywać przed kimkolwiek. Zwisa mi to, co mówią za plecami. Chcę
          mieć komfort psychiczny że nikt mnie głupio nie zapyta czemu nie mam dzieci.
          Jak mam zły humor, to na siłe nie staram się udawać że jest ok. Jak chce mi się
          płakac, to płaczę, może nie w pracy, ale w domu owszem. Kiedy zaprasza mnie
          koleżanka na obejrzenie jej nowonarodzonego dzieciątka, to uprzejmie dziękuję,
          mówię co mi się zdarzyło i że chyba nie dam rady.
          A to, że ktoś-tam może sobie pomyśleć, że jestem histeryczką, że się nad sobą
          za bardzo roztkliwiam, że przecież "nic się nie stało"? Mam to w d..... Dla
          mnie się stało, stało się bardzo dużo.
          Myślę że każde nieszczęście potrzebuje czasu, i tyle. Teraz mija mi drugi
          miesiąc od drugiego poronienia, rok od pierwszego. Jest lepiej, ale czy
          kiedykolwiek będę taka sama, jak przed tym wszystkim? Nie wiem.
          Pozdrawiam i przytulamsmile
        • dragica Re: agulka 16.05.07, 14:40
          nie, nie widzialam...mialam cesarskie ciecie, po operacji nie pozwolili mi
          zejsc do kostnicy ani pojsc na pogrzeb. Moj maz widzial malego-dziecko bylo
          malenkie, 1520gr, 42 cm, mialo czarne wloski...czasem mylse,ze moze by mi bylo
          latwiej gdybym go widziala...
          po poronieniu mialam mozliwosc zobaczenia dziecka - poronilam na szpiztalnym
          lozku, ale przestarszylam sie.dzisiaj zaluje.
          • agulka1001 Re: agulka 16.05.07, 21:42
            oj, dragica,przykre doswiadczenia...az mnie zakluło w sercu...
            cóż my mozemy zrobic?czemu jestesmy takie bezsilne?i mimo,ze medycyna ciagle
            idzie do przodu,to i tak jest bezradna...my mozemy sie tylko modlic o nasze
            slodkie Kruszynki,na pewno jest im TAM dobrze,i są szczesliwe,pewnie wszystkie
            są razem....
            głupio mi jest,że tak sie rozczulam nad sobą jakbym byla sama...a przeciez My
            wszystkie tutaj mamy podobnie przykre doswiadczenie...dobrze,ze sie
            wspieramy,to bardzo wazne....tak bym chciala,zeby za kilka miesiecy kazda z nas
            założyła wątek UDAŁO SIE,JESTEM MAMĄ,i żebysmy mogly sie spotkac wszystkie
            razem "na żywo" i pochwaliły naszymi pociechami...moze Pan Bog nas w koncu
            wysłucha?dosc tych nieszcześć!!!!!!!!!
    • minerwamcg Re: Nieszczęście. 16.05.07, 14:15
      Hm. Ja chyba traktuję to nieco inaczej.
      Przede wszystkim nie myślę o sobie jak o małej dziewczynce - małe dziewczynki
      nie zachodzą w ciążę, nie ronią (pomijam jakieś ekstrema). Jestem dorosłą
      kobietą i zdarzyło mi się coś, co jest konsekwencją bycia dorosłą kobietą -
      miałam dziecko i je straciłam. Jest to straszne, owszem, ale jest częścią
      naszego życiowego ryzyka. Zawsze coś może się nie udać - no i mnie się właśnie
      nie udało. Przez kilka cudownych tygodni byłam matką i było to wielkie
      szczęście. Ten króciutki okres macierzyństwa dał mi coś pozytywnego, jakiegoś
      kopa, jakąś energię, żeby się nie poddawać. Żeby próbować dalej. Przekonałam
      się namacalnie, że jestem płodna, że mogę zajść w ciążę. To już po mojej
      stronie duży plus, bo mnóstwo dziewczyn nie może nawet tego. Ja mogę. Mówcie co
      chcecie, ale taka świadomość, zwłaszcza kiedy ma się już swoje lata i przeszło
      ciężką operację, bardzo podnosi na duchu.
      Jak bezpośrednio po poronieniu tak i teraz staram się być dla siebie łagodna.
      Nie obwiniam się, nie czuję się gorsza. Uznałam swoje prawo do smutku i płaczu
      i wypłakałam się za wszystkie czasy. Uznałam swoje prawo do słabości, i
      pozwoliłam bliskim zaopiekować się mną. Pożegnałam się ze swoim dzieckiem, co
      nie znaczy, że pogodziłam z jego stratą. Ale pozwoliłam mu odejść, nie ciągnę
      go za sobą. Nie śni mi się po nocach mały Adaś, wołający "mamo!" Wiem, że on
      czeka na nas w niebie i mocno zaciska małe kciuki, żeby udało sie nam
      bezpiecznie i zdrowo sprowadzić na świat jego rodzeństwo.
      • renate_s Re: Nieszczęście. 16.05.07, 17:21
        Madre slowa...Ale w kazdej z nas jest mala dziewczynka.W nieszczesciu warto
        jest nawiazc kontakt z naszym wewnetrznym dzieckiem(Nie jestem psychologiem,
        jestem tylko obyta w temacie), potrakowac siebie jak male skrzywdzone
        dziecko:pozwolic sie przytulic i wyplakac, podarowac mu cos na pocieszenie,
        zrobic ulubiona potrawe itp.I to wszystko nie oznacza , ze nie jestes dojrzala
        kobieta. I cos jeszcze przychodzi mi do glowy:ze optymisci i pesymisci wcale
        nie maja az tak skrajnie roznych doswiadczen.Tyle tylko, ze jako optymistka
        widze to wszystko tak: no coz mialam 2 zabiegi usuniecia martwej ciazy ale
        obylo sie bez komplikacji, czuje sie dobrze mam kontakt z dobrym lekarzem,
        robie badania i w koncu znajde przyczyne, dobre lekarstwa i uda mi sie zostac
        mama.mysle, ze mamy po przejsciach bardziej doceniaja swoje szczescie niz te
        ktorym poszlo jak po masle.
    • karimea Re: Nieszczęście. 22.05.07, 16:17
      hej Marta.
      rozumiemy, rozumiemy.
      przeszlam przez to 2 razy i doskonale moge sobie wyobrazic jak sie czujesz.
      dopiero za trzecim podejsciem sie udalo.
      jak przeczytalam o Twoim nieszczesciu to powrocily wspomnienia.
      musze sie przyznac jednak, ze nie sa juz tak bolesne jak jeszcze jakis czas
      temu.
      czas jednak leczy rany.

      tylko sie nie poddawaj!
      niedlugo i do Ciebie slonce zaswieci, wierze w to ;D
      <sciskam>
    • martabg Dziękuję. 22.05.07, 20:49
      Dziękuję za wszystkie odpowiedzi.
      Wszystkie.

      Cieszę się, że zostałam zrozumiana.

      Ja nie robię z siebie ofiary, jestem silną kobietą.
      Ale chyba czasami ta moja "siła" mnie przerasta, bo nie pozwalam sobie na różne
      emocje a te w nieoczekiwanych momentach wypełzają.
      Tak jak napisała Minerwamcg, ja rownież doceniam fakt, że w ciążę zaszłam.
      I nie trzymam dziecka na siłę, nawet nie myślę o nim w kategorii "aniołka".

      Ale czasami coś wyzwala bardzo negatywne emocje, a wtedy największym ukojeniem
      byłoby chociażby męża ramię.

      Mam poczucie, że spadło na mnie jakieś brzemię, którego się już nie pozbędę.
      I ta niemoc bardzo mnie irytuje...


      Pozdrawiam dziewczyny, trzymajmy się.

Pełna wersja