asiak39
26.06.07, 20:07
Dzisiaj mija 4 tygodnie od zabiegu usunięcia martwej ciąży (10tc) i byłam na
wizycie kontrolnej u mojego lekarza (prywatnie). Już przed zabiegiem
wspominał, że żadne badania nie będą konieczne (mam zdrowego syna) a za 3
miesiące mogę znów próbować. Jednak powiedziałam mu, że poczułabym się lepiej
gdyby zlecił mi podstawowe badania. Byłam pewna, że powie, że uważa iż nie są
konieczne ale dla mojego spokoju to mogę zrobić to czy owo. On ku mojemu
zaskoczeniu - nie nic nie potrzeba. Naczytałam się na forum o badaniach po
poronieniu i pytam - a może toxo - nie, a może cytomegalia - nie, a może
listerioza (pracuję w mięsie) - nie, a może hormony - nie, a może coś jednak
by się przydało (np. tarczyca) - nie. O przeciwciałach antykardiolipinowych
nawet bałam się wspomnieć. Dopiero po drugim przypadku martwej ciąży będą
badania. Czy to ja jestem nienormalna i każdy lekarz będzie tak gadał, czy
może powinnam poszukać innego? co o tym sądzicie?
Dodam, że mój pan doktor to ordynator na oddziale jednego z najlepszych
szpitali w moim mieście. Czy oni uważają, że kolejny przypadek martwej ciąży
to dla kobiety bułka z masłem?
Podpowiedzcie, robić badania czy go posłuchać?