Szukam wsparcia i wiedzy

05.10.07, 11:12
Dziewczyny, ja poroniłam juz prawie 5 miesięcy temu. I bardzo marwti
mnie to, że zamiast sie poprawiac jest coraz gorzej. Nie potrafie
nie myslec o tym, ze w grudniu urodzilabym dziecko. Im blizej tej
daty tym ja sie gorzej czuje. Wspomnienia wracaja, a ludzie w kolo
draznią. Bo wszyscy mówią, że mam złe podejście, że będe jeszcze
ieć dzieci, że to sie przeciez zdarza. Niektórzy wysyłają mnie do
psychologa bo uważają, że przesadzam, że to depresja, bo zamiast iść
dalej to rozpamietuję. Powiedzcie proszę - przesadzam? Powinnam
szukać pomocy u specjalisty? Ale co on mi może powiedzieć? Będzie
słuchał mojego gadania i tyle. A emocje naprawdę nie cichną chociaż
ja nie siedzę w domu i nie rycze w poduszke całymi dniami. Pracuję,
mam zajęcia dodatkowe. Nie wydaje mi się żebym byłą w depresji.
Chyba, że smutek z powodu straty dziecka - które niektórzy nazywają
tylko ciążą - jest depresją. Czy któraś z was tez miała tak ciężko
jeszcze po kilku meisiącach? poradźcie
    • roza987 Re: Szukam wsparcia i wiedzy 05.10.07, 11:57
      U mnie 3 miesiac mija i tez nie jest łatwo.Choc sa dni kiedy jest naprawde
      dobrze.Ja tez caly czas mysle, ze w styczniu bylibysmy we 3...ale niestetysad,
      ludzie...coz.....wybacz im ...oni nie rozumieja naszego bolu, albo po prostu nie
      umieja tego wyrazic w sposob, ktory by nas nie ranil.....wiem ze najgorzej jest
      uslyszec: "zdarza sie"....a tymczasem to bylo nasze marzenie, nasze
      szczescie..to nie oni je nosili w sobie i dlatego nie rozumieja-ale na pewno nie
      chca zle...po prostu nie rozumieja....ale sa osoby, ktore przeszly przez to co
      Ty i dobrze wiedza jak to boli, jak trudno dojsc do siebie i moze wsrod nich
      bedzie Ci latwiej.Jest takie forum "promyczek"-naprawde pomaga a dziewczynki tam
      sa po prostu extra-duzo smiechu, humoru, ale jeszcze wiecej wsparcia i
      zrozumienia.Naprawde polecam-mi pomaga kazdego dnia.Mam nadzieje do zobaczenia
      na promyczku.Trzymaj sie cieplo.
    • yba2 Re: Szukam wsparcia i wiedzy 05.10.07, 17:48
      Wiesz co? 5 miesięcy to wcale nie jest dużo. Przeżywasz żałobę po
      swoim dziecku i masz do tego prawo. Różnie to trwa, zdaje się, że w
      książce "O dziecku, które odwróciło się na pięcie" jest napisane, że
      żałoba może trwać nawet 2 lata. Ci co mówią, że masz złe podejście
      nie wspierają Cię a wręcz przeciwnie, wpędzają w poczucie, że jesteś
      dziwna. A przecież tylko Ty wiesz jak bardzo Ci źle, oni tego nie
      wiedzą. Przeżyj tę żałobę tak jak czujesz i nie rób nic wbrew sobie.
      Ja trzykrotnie byłam w takiej sytuacji. Po trzeciej stracie
      odważyłam się poszukać pomocy u psychologa i bardzo się cieszę, że
      to zrobiłam. Takie wygadanie się przed kimś kto umie słuchać i kto
      wie co powiedzieć jest potrzebne. Pozwala sobie uświadomić, że to co
      przeżywamy jest jak najbardziej normalne.
      Pozdrawiam Cię serdecznie.
      Yba
      • agulka1001 Re: Szukam wsparcia i wiedzy 07.10.07, 13:16
        5m-cy to dużo? no cóż....jestem dziwakiem w oczach ludzi,ktorzy
        straty nie przezyli,bo u mnie od pierwszego poronienia minęlo 16 m-
        cy,do drugiego 14 m-cy...i w ogole nie mysle mnie-wręcz
        przeciwnie... swiadomość,ze byloby nas wiecej (za drugim razem ciąza
        mnoga),a ciagle jesteśmy sami,przygniata mnie czasami...a lekiem
        bedzie kolejna udana ciąza i zdrowe dzieciątko! przynajmniej dla
        mnie!
        • yafffa Re: Szukam wsparcia i wiedzy 07.10.07, 14:13
          Smutnapanno, z mojej (też smutnej) pozycji "weteranki" po dwóch
          statach napiszę Ci przede wszystkim, że NAJGORSZE, co możesz zrobic,
          to uważac że "co mi może psycholog pomóc". I w ogóle traktowac
          wizytę u psychologa jako porażkę: "przecież minęło już 5 miesięcy,
          powinno mi przejśc". Tak nie jest!
          Otóz:
          1. 5 miesięcy to bardzo krótko. Przy takim ciosie jak śmierc dziecka
          (bo to JEST śmierc, i mi przynajmniej przyniosło ulge, jak to tak
          nazwałam - ale też odważyłam się na to dopiero po kilku miesiącach)
          nie ma jakiegoś określonego czasu, który jest "normalny" na żałobę,
          po którym powinno byc Ci już zawsze wesoło. Zwłaszcza że zbliża się
          moment, kiedy miałaś urodzic. Niestety, nawet jak nie będziesz o tym
          myślec na co dzień, Twoja podświadomośc pamięta i byc może będzie
          sobie jeszcze przypominac - np. w dzień matki, dzień dziecka,
          rocznicę zabiegu. Tak po prostu jest. Ba, może byc tak, że parę
          miesięcy będziesz czuc się już dobrze, a potem znowu smutek wróci.
          Jak sobie z tym radzic?
          2. Iśc, KONIECZNIE, iśc do psychologa. To naprawdę nie jest tak,
          że "wiesz co mi jest i nikt nie może Ci nic pomóc". Zapewniam Cię, z
          pespektywy wielu juz w sumie lat psychoanalizy (chodziłam na nią juz
          wcześniej, przed stratami, z innych powodów), że tak naprawdę prawie
          nic o sobie nie wiemy. A o przyczynach naszych emocji to już w ogóle
          bardzo mało. To tylko pozornie jest proste - smutno mi, bo straciłam
          dziecko. Ale pytań do samej siebie jest mnóstwo, np.: dlaczego wciąż
          mi smutno? Jak traktuję tę stratę? Co mi o niej przypomina? Czego
          brakuje mi w zachowaniu moich najbliższych? I głebsze pytania:
          dlaczego chciałam miec dziecko? Czy nadal chcę?
          Jeśli nawet na początku zniechęca cię takie "grzebanie w samej
          sobie", pomyśl: ile masz wokół Ciebie osób, którym możesz długo, bez
          przerywania, bez traktowania jak histeryczkę (przepraszam jeśli Cię
          uraziłam, piszę na podstawie włsanych doświadczeń) opowiadac że Ci
          źle? Osób które Cię SŁUCHAJĄ bez przerywania "a ja..."?
          Taka jest właśnie rola psycologa. Jemu możesz owpoadac bez końca,
          ba, im więcej mówisz tym lepiej, on na podstawie tego co mówisz
          buduje dla Ciebie terapię, jak sobie poradzic ze smutkiem.
          Nie napiszę Ci, że smutek magicznie zniknie na zawsze. U mnie, po
          depresji, po lekach, też bywa (ale tylko bywa!) smutno. Nawet po
          wielu, wielu miesiącach. Ale teraz jest tak, że potrafię rozpoznac,
          co mnie smuci, dlaczego, wiem jak samą siebie pocieszyc, wiem że
          ulgę mi przynosi czasem po prostu poświęcenie wieczoru na popłakanie
          sobie. Nie traktuję tego jako jakiejś kolejnej porażki, po prostu
          tak jest - i WOLNO mi płakac, bo spotkało mnie nieszczęście i gdzieś
          tam w środku długo będę o nim pamiętac,choc na co dzień żyję
          normalnie. Ale rano zawsze jest lepiejsmile
          Życzę Ci jak najwięcej radosnych momentów i bardzo namawiam na
          wizytę u psychologa. Ja po pierwszym poronieniu w maju ub. roku,
          wydawało się ze sobie poradziłam. Kryzys przyszedł dopiero w
          listopadzie. Jedyne czego żałuję, to że nie poszłam do psychologa
          wcześniej.
          I choc nie zakładałam żadnych czarnych scenariuszy, żecie dotkneło
          mnie boleśnie jeszcze raz, w marcu tego roku. Byłam w trakcie
          terapii i dużo szybciej poradziłam sobie z tą drugą stratą. Bo to
          też tak jest - na terapii uczysz się nie tylko, jak poradzic sobie z
          obecnym problemem, ale poznając siebie uczysz się też, jak radzic
          sobie z różnymi smutnymi czy trudnymi sytuacjami które życie przed
          Tobą (oby jak narzadziej!) postawi.
          Pozdrawiam serdecznie i jeśli masz ochotę, pisz na priva na
          yafffa@gazeta.pl.
          • anuteczek Re: Szukam wsparcia i wiedzy 07.10.07, 22:10
            Bywa zle i po kilku latach. Mnie najwieksze doly dopadaly gdy
            rodzily sié moje dzieci, gdy tulilam je pierwszy raz w glowie
            huczala mi mysl, ze 'tamtych' dzieci nigdy nie przytulilam. Po
            pierwszym 'MAMA' wylam i nie moglam sié uspokoic, bo nie dane mi
            bylo uslyszec tego z ust trojga moich dzieci, itd...

            Psycholog i wlasciwe przezycie zaloby sa nieodzowne w
            procesie 'wracania do zycia'. Mnie bardzo pomaga 'uobecnienie'
            dziewczynek w naszym domu - zdjecia z usg obok zdjec Macka i Myni,
            tabliczka na rodzinnym grobie z ich imionami, trzy swieczki przy
            pustym nakryciu w Wigilijé, symboliczne trzy anioly nad lózeczkami
            dzieci, itp... Swego czasu bardzo pomoglo mi pisanie listow do nich -
            teraz zreszta tez mi sie to zdarza, pomaga uporzadkowac emocje i
            spojrzec na siebie z innej perspektywy.
            Trzymaj sie cieplutko
            a.
            • smutnapanna Re: Szukam wsparcia i wiedzy 15.10.07, 23:14
              Bardzo wam dziekuję za wszystkie ciepłe słowa. Ale ja sie chyba
              boje tego kopania we własnej podświadomości. Boje sie, że dotre do
              czegoś czego nigdy nie chciałam głośno powiedzieć. Na przykłąd, że
              mam żal do męża, że nie wspiera mnie tak jakbym tego chciała. Ja
              wiem, że mężczyźni inaczej odczuwaja dziecko. Zwłaszcza jesli nie
              planowalismy go. Przyjeciel powiedział, że mężczyzna w pełni czuje
              dziecko dopiero po jego urodzeniu - a wiedział co mówi, bo sam
              stracił dwoje. I stracił tez żonę. Boję się tych poszukiwań,
              rozpamiętywania. Ale z drugiej strony dzisiaj jest mi tak strasznie
              smutno. Ten żal musi kiedyś przecież ustąpić....Zrobic miejsce dla
              nastepnych etapów życia. Nigdy nie zapomnę, ale chciałabym móc
              spojrzeć do przodu. Na razie nie mogę. Pozdrawiam was zwłaszcza
              dziś. Jesteśmy grupą być może najbardziej zjednoczonych duchem mam
              na ziemi. Wokół duchów i dusz naszych dzieci. Czy można być ze sobą
              bliżej? Pozdrawiam
              • anuteczek Re: Szukam wsparcia i wiedzy 16.10.07, 22:47
                Przyjaciel ma racje. Mezczyzni przezywaja to wszystko inaczej, co
                nie zwalnia ich to z 'obowiazku' wspierania nas. Moj byly maz nie
                okazywal mi zbyt wiele wsparcia po stracie Tosi, to dla niego
                bylo 'cos' w brzuchu, nierealne, nienamacalne cos. Nie rozumial, ze
                tesknilam za nia i pamietalam o niej. O odejsciu Zojki nawet nie
                wiedzial - zostawil mnie sama w szpitalu, po wszystkim powiedzial:
                @nie mysl sobie, ze po mnie to splynelo'. Mackiem zaintersowal sie
                dopiero, gdy maly mial 3 miesiace. Efekt - nie ma zony, a syna
                widuje kilka razy w roku ( bo mieszkamy w UK, a on w PL).
                Jesli czujesz, ze miedzy Toba a mézem jest cos nie tak, koniecznie
                rozmawiajcie, bo Twoj zal nie zniknie, moze z niego wyrosnac mur nie
                do przebica.
                A zal sam z siebie nie ustapi, trzeba go przeplakac, przepracowac,
                przegadac
    • alicja0000 też w grudniu urodziłabym dziecko 17.10.07, 21:24
      Jak Ty. To była moja pierwsza poroniona ciąża, teraz poroniłam drugą
      dokładnie parę dni temu miałam zabieg łyżeczkowania i już nawet nie
      zastanawiam się nad tym co by było. Skoncentrowałam się na
      badaniach, zmieniłam lekarza, dużo czytam na ten temat i staram się
      z całych sił zrobić wszystko co w mojej mocy, żeby być dobrze
      przygotowaną do kolejnej dzidzi. Obrałam sobie za cel, że dopóki się
      nie dowiem co było przyczyną dwóch poronień, nie będę się starać o
      trzecie dziecko. Trzeciego poronienia chyba nie przeżyłabym o
      zdrowych zmysłach także chcę tego sobie oszczędzić. Ale wiem też, że
      nieraz kobiety mają segregatory przeróżnych wyników badań a i tak
      nie wiedzą "dlaczego?". Zrobię co mogę w tym temacie, resztę
      zostawię Bogu.
Pełna wersja